Obudził się wyspany. Miał jeszcze 20 minut do pierwszych zajęć, więc spokojnie wstał, umył się i ubrał. Odświeżony wszedł do pokoju wspólnego.
Stwierdził, że poczeka na chłopaków. Usiadł na kanapie.
Wkrótce na dół zszedł Mike w krótkich spodenkach i białym T-shirtcie.
-Domyślam się, że razem mamy Sport?- spytał na wstępie.
-Zapewne.- Harry pokiwał głową. Po chwili siedzenia w milczeniu zaczął rozmowę.- Kogo masz za nauczyciela?
-Marszala Dingsa. Wygląda na spokojnego. A ty?
-Brain Chanes. Mama nadzieję, że nie będzie dużo wymagał.- zaśmiał się nieco nerwowo.
-Chyba nie macie tak źle. Myślę, że ja też nie.- dobiegł ich głos schodzącego z góry Joya. Po chwili pojawił się przed nimi.- Dzięki, że czekaliście. Mark powiedział mi, że ćwiczenia fizyczne mamy razem. Idziemy?
-Jasne.- odparł Harry.
Po drodze na błonia rozmawiali na wiele tematów. Głównie o szkole, bo Joy i Mike chcieli wiedzieć wszystko o Hogwartcie. Więc opowiadał. O różnych domach, nauczycielach, jego przyjaciołach...
-A jak rozdzielają uczniów?- spytał ciekawy Mike.
- Przez ceremonię przydziału. Wkładają ci na głowę czapkę, a ona czyta ci w myślach i mówi do którego domu się nadajesz.
-Ale bajer!- ucieszył się.- Do jakiego domu ty należysz?
- Gryffindoru. Fajnie by było gdybyście wy też tam zamieszkali.
-Obowiązkowo!
Doszli do małej polany koło jeziora. Tam czekał na nich trener.
-Witam. Nazywam się Nahuel Crions i będę was ćwiczył. Jakieś pytania?- odczekał chwilę.- Jeśli nie, to 10 kółeczek dookoła zamku.
Chłopaki wytrzeszczyli oczy.
- Ile?!- Mike się zbuntował.
-Słyszałeś.- powiedział spokojnie, widocznie spodziewając się takiej reakcji. - A teraz ruchy, ruchy.- popędził ich.
Stwierdzili, że nie będą się narażać. Pobiegli. Po pierwszym kółku nie było źle. Po trzecim języki mięli na wierzchu, a na piątym ledwo mogli iść. Zataczali szóste kółko koło jeziora, gdy Harry zobaczył Lise. Podeszła do jeziora i usiadła. Harry podbiegł do niej.
-Cześć.- przywitał się.
- Hej. Przyszłam popatrzeć jak się męczycie.- zaśmiała się.- Ups, lepiej zwiewaj bo Nah idzie.- zachichotała.
- Nie mam siły.- jęknął siadając na ziemi.
- Potter!
-Tak?- mina niewiniątka.
-Biegaj!- rozkazał.
-Jeny! Jak Snape!- sarkną na żarty, a chłopaki którzy już dotarli na miejsce zaśmiali się.
Nahuel raczej nie miał pojęcia o czym Harry mówi, ale za to jego współlokatorzy wiedzieli doskonale. Opowiedział im wszystko w drodze na jezioro.
-Odpuść im Nah- poprosiła Lisa- i tak ledwo żyją.
-Ach, ale tylko dziś. Jutro pełne dziesięć.
-Tak, trenerze!- wykrzyknęli zgodnie.
Z uśmiechami pobiegli do Wielkiej Sali na śniadanie. Po posiłku rozdzielili się i każdy udał się na swoje zajęcia. Harry miał teleportację. Dowiedział się, że istnieją no to różne sposoby. Standardowa, jednoosobowa, wieloosobowa, bez trzasku... i wiele innych. Na magii niewerbalnej uczył się czarować bez wymawiania zaklęcia. Miał tylko o nim pomyśleć. Pod koniec zajęć udało mu się tylko zapalić niewielkim promyczkiem świecę, ale Brain powiedział, że to i tak bardzo dobrze, jak na pierwszy raz. Po tym była bezróżdżkowa. Harry pierwszy raz w ogóle słyszał o tym także nie zdziwiłby się jakby nie szło mu dobrze na praktyce. Ale nie dane mu było spróbować, bo Brain ciągle mówił, mówił i mówił bez końca. Harry'emu oczu się kleiły.
- Zasypiasz?- zaśmiał się nauczyciel.
-Niee.
-Coś w ogóle zapamiętałeś?
-Żeby rzucić zaklęcie magią bezróżdżkową trzeba wypowiedzieć zaklęcie lub prośbę najlepiej w myśli. Magia ma przejść przez ciało i ...ee. tyle?- uśmiechną się słodko.
-Ojj. W sumie to wiesz najważniejsze.- przyznał.
-To po co tak cały czas gadasz?- zdziwił się teatralnie.
-Lepiej znać teorię. Próbuj. Zapal świeczkę.- rozkazał.
Więc Harry spróbował. I...nic. Robił tak jak Brain mówił. Magia ma przepływać przez całe ciało. Robił, próbował i ...nic.
-Tego nie idzie zrobić!- zdenerwował się po kilku nieudanych próbach.
-Idzie, idzie.- zaśmiał się trener.- To trudna dziedzina magii. Możesz się jej uczyć nawet miesiącami, ale znając twoje możliwości to pewnie opanujesz to w kilka tygodni.
-Moje możliwości?- powtórzył Harry z wątpieniem.
-Tak.- powiedział pewnie, ale Harry popatrzył na niego jak na wariata.- Powiedz mi. Czy myślisz, że przeciętny trzynastolatek opanowałby zaklęcie patronusa- czarnowłosy kiwną głową niepewnie.- Mylisz się. Jaki jest tego wniosek?
-Jestem nienormalny.- odpowiedział.
Brain roześmiał się.
-Wręcz przeciwnie. W magii jesteś naprawę dobry.- pokiwał głową bacznie obserwując chłopaka. Niespodziewanie głośno klasną w dłonie rozbudzając atmosferę.-Więc wracając do magii bezróżdżkowej....
Po pełnym emocji dniu, nawet nie zdążył pomyśleć o Syriuszu.
PO ROKU:
Minął rok. Cały rok pełnej pracy i roboty. Poznawania i przyjaźni. Harry po pewnym czasie zauważył, że bardzo się przywiązał do Joy'a i Mika. Mógł z czystym sumieniem nazwać ich przyjaciółmi. Bardzo dobrymi przyjaciółmi. Tak samo Lisa. Ona była dla niego siostrą. Pokochał ją jak siostrę. Nawet zaczęli się tak nazywać na żarty. Nikt inny nie miał takiego przywileju. Większość osób nie próbowała go łamać. Była wybuchową dziewczyną. Nie wiedział co z Ronem i Hermioną. Miał wrażenie jakby oni w ogóle go nie rozumieli. Poznał ich i ...tyle. Jak patrzył na tą sytuację obiekcyjnie to już im nie ufał. Przestał ufać Dumbledorowi, a jego szkolni przyjaciele ślepo za nim podążali. Bo ile to razy mówili mu o tym jak dyrektor cudownie Harry’emu pomaga? Ile to razy pochwalali jego metody. Nie ufał im. Za to Lisie, Mike'owi i Joy'owi mógł powierzyć wszystkie swoje sekrety. Zaufać. Byli prawdziwymi przyjaciółmi.
Uczył się też dużo. Umiał już magię niewerbalną, bezródżkową, większość Czarów Feniksów, teleportację jednoosobową, wieloosobową i oklumencję, a w animagii miał już łapy i łeb lwa. To wszystko w pełny rok. Brain był dumny.
W tej chwili siedział przy jeziorze z przyjaciółmi.
-Jeszcze tylko rok. Szybko to minęło, nie sądzicie?- odezwał się Mike rozłożony na trawie, pod drzewem.
-Taa... nie chce się wracać do rzeczywistości.
-No. Co ja będę robić, jak już wyjedziecie?- zasmuciła się Lisa.
-Nudzić się.- wyszczerzył się Joy.
-Nie mówmy o tym.- poprosił smutno Harry- Jeszcze mamy rok.
Niespecjalnie chciał wracać do Dursley'ów. Nienawidził tego domu. Nigdy nie zaznał tam miłości, ani niczego podobnego. Tylko wykorzystywanie go do prac domowych, a jak coś źle poszło to ...benc! Kara.
-Nie martw się, Harry.- pocieszyła go Lisa wiedząc co mu chodzi po głowie. O Dursleyach powiedział im już dawno, o swoim dotychczasowym życiu też. Ulżyło mu, że przyjęli to w miarę dobrze. Dla nich nie był TYM Harry’m Potterem, Wybrańcem. Był tylko zwykłym chłopcem. Najlepszym przyjacielem.
-Jakby coś to zawsze możesz do nas wpaść. Wiesz o tym.- zapewnił Joy. Właśnie dlatego ich lubił. Mógł na nich polegać. Jednak...
-Wiecie, że nie mogę.- westchną- Dumbledore i tak ma powód, żeby mnie ,,przesłuchać”. Osiem dni to całkiem sporo.
Siedzieli w ciszy. Każdy zajęty swoimi myślami. Po godzinie i kilku rozmowach przyszedł Brain.
-Lisa?- zawołał. Popatrzyła na niego ze zdumieniem pomieszanym z rozbawieniem. Pierwszy raz nazwał ją zdrobnieniem. On patrzył na nią ze współczuciem.- Mogę Cię na chwilę prosić?
-Jasne- odparła i ruszyła za nim.
Chłopaki zaczęli rozmawiać o Quidditchu, ale Harry wciąż patrzył na dziewczynę. Dzięki temu spostrzegł, jak zmienia się jej twarz. Z rozbawienia (dzięki ich rozmowie) przez szok po ból i rozpacz. Pobiegła do zamku. Brain podszedł do nich.
-Co jest?- spytał zaniepokojony Harry.
-Jeśli zechce sama Ci powie.- odpowiedział.
-Ale...
-Nie. - przerwał stanowczo- Nie wiem, po prostu czy mogę ci powiedzieć.- wzruszył ramionami.
Chłopak pobiegł za Lisą do zamku.
-Harry, nie!- ktoś zawołał.
Ale on nie słuchał. Teraz najważniejsza była Lisa. Nie to, żeby dowiedzieć się prawdy. To jest mało istotne. Tylko ona. Jeśli coś się stało, a tak przeczuwał, bo intuicja jeszcze nigdy go nie zawiodła, to pomoże jej.
Biegł przez korytarze, nigdzie jej nie zauważając. Zobaczył uchylone drzwi do klasy. Dostrzegł ją. Siedziała na podłodze. Wszedł do pomieszczenia i zauważył, że twarz chowa w kolanach, a jej ręce wyrywają włosy. Trzęsła się. Podszedł do niej i uklękną przed nią.
-Liska? Co się stało?- spytał łagodnie. Zauważyła go, ale nie podniosła głowy. Próbowała wstać, ocierając twarz.
-Nic.-wymamrotała.- Zostaw mnie.
-Lis...?- Harry podniósł jej twarz do góry i spojrzał w jej oczy. Płakała.
-Co się stało?
-Nic!- wykrzyknęła, wyrywając się- Nic się nie stało! Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju?!
-Bo jestem twoim bratem .- odrzekł pewnie nadal patrząc jej w oczy. Załamała się pod tym spojrzeniem. Pełnym troski. Rozpłakała się.
-Vodemort zamordował...moją kuzynkę- wykrztusiła opadając na podłogę. Jej ciałem wstrząsną szloch. Pełen bólu i rozpaczy.
Harry pochylił się nad nią i przygarną w ramiona.
Wyrywała się.
-Nie. Zostaw. Nie zasługuje na pocieszenie. To moja wina. Powinnam była tam być. Ochronić ją.- mówiła szlochając i wyrywając się zarazem.
Wreszcie poddała się silnej ręce chłopaka. Ten przytulił ją mocno i nie puszczał. Lisa łkała w ramię Harrego, a ten jej nie puszczał. Nie przejmował się tym, że dziewczyna moczy mu koszulkę. Nawet przez myśl to mu nie przeszło.
-Powinnam była temu zaradzić.- mamrotała.
-Nie.- powiedział Harry stanowczo.- Nie mogłaś nic zrobić...
-Powinnam.- załkała w jego pierś.
Harry nie wiedział co robić. Jeszcze nigdy nie był przy płaczącej dziewczynie. Oprócz Cho, ale to była porażka. Czuł jak Lisa mocniej go obejmuje, a on odpowiedział jej tym samym. Wiedział to instynktownie. Jak brat. Prawdziwy brat. I rozumiał ją. Wiedział jak to jest stracić bliską osobę. A z tego co wiedział to Lisa z kuzynką były sobie bliskie. Jak siostry. Nawet mieszkały w dzieciństwie w jednym pokoju.
Patrzył jak przyjaciółka powoli się uspokaja, ale go nie puszcza. One też jej nie puścił, tylko przeciągną ją sobie na kolana, aby było mu wygodniej.
-Wiesz? Nie mogę w to uwierzyć.- mówiła- Mam wrażenie, że Brain to wymyślił. Ale z drugiej strony poczucie winy. Powinnam to przewidzieć.- znowu się rozpłakała i wtuliła w niego oczekując pocieszenia.
-Cii...nie płacz- powiedział cicho głaskając ją go włosach. Nawet odstające i potargane były ładne.- Nie płacz już Liska. Będzie dobrze.
-Nie będzie. Wszyscy mnie zostawiają.
-Jak to?
-Najpierw zostawił mnie chłopak. -zaczęła opowiadać bez ładu i składu, ale Harry rozumiał ją. Jak nikt inny.- Znalazł sobie inną, wiesz? Był szują, ale naprawdę go kochałam. Potem zmarła moja babcia, miała raka. Zawsze przychodziłam do niej na ciasteczka z Monią...- załkała. Harry pogłaskał ją pocieszająco po głowie.
-Cii... jak nie chcesz to nie mów.- szepną jej do ucha.
- Nie...prosiłeś, więc powiem... I zmarła …moja mama. Ponad rok temu. Z Moniką zawsze się nawzajem pocieszałyśmy. A teraz jej już nie ma. Nie mam nikogo...
-Masz mnie.- zapewnił.
-Tak?
-Tak. Zawsze będę twoim bratem. Nic tego nie zmieni.
-Nie zostawisz mnie? Naprawdę będziesz moim bratem?- spojrzała na niego z nadzieją.
-Miałbym zostawić taką małą dziewczynkę samą? Nie ma mowy.- uśmiechnął się.
-Monia zawsze tak mówiła.- wtuliła się w niego jak małpka.
-Cii... nie płacz już.- objął ją, aby nie wypadła. Siedzieli tak w ciszy. Harry myślał o Lisie. Naprawdę był gotów się zobowiązać do tego, aby być jej bratem. Najlepszym przyjacielem. Pokochał ją. Oczywiście jak siostrę. Do głowy mu nie przyszło by kochać ją inaczej. Nie chciał. Uważał ją za młodszą przyjaciółkę, którą trzeba się czasami zaopiekować. Porobić dowcipy, pośmiać się, porozmawiać...ona najwidoczniej tego potrzebowała. Lisie chodziły po głowie bardzo podobne myśli. Nie wyobrażała sobie stracić Harrego. Był dla niej starszym bratem do którego zawsze mogła zwrócić się po pomoc. Tak jak teraz. Jedyna osoba na której się nie zawiedzie. Nie wątpiła w to.
Nawet nie zauważyli, jak przesiedzieli tak kilka godzin. Dla nich to było jakby kilka minut. Ściemniło się, a blask gwiazd rozświetlał klasę.
-I co? Lepiej już?- szepnął.
Pokiwała głową nieprzytomnie.
Harry zauważył, że dziewczyna prawie zasnęła z wyczerpania od płaczu.
-Chodź, zaprowadzę cię do pokoju.
Wstali i poszli. Harry tak jak obiecał zaprowadził ją pod sam pokój.
-Dzięki.- mruknęła patrząc na niego.
-Za co?
-Za to, że jesteś.
Uśmiechną się.
-Zawsze do usług.- ukłonił się teatralnie.
-Dobranoc- uśmiechnęła się się słabo i weszła do swoich kwater.
-Dobranoc-odpowiedział chwilę potem, świadom tego, że dziewczyna go nie słyszy.
Leżał na łóżku zastanawiając się jak Lisa może się czuć. Wiedział to mniej więcej. Tak jak on, gdy stracił Syriusza. Chciał mieć wtedy osobę na której może liczyć. Niestety, nie miał takiej. Jego przyjaciele go nie rozumieli. Nikt go nie rozumiał. Zbyt ślepo ufali Dumbledorowi, aby mógł zdradzać im swoje sekrety. Już nie.
***
Notki będą prawdopodobnie pojawiały się co sobotę, oprócz tej za tydzień, bo wyjeżdżam, więc najbliższa pojawi się 6 lipca. Nie wiem jak piszę, ani czy mi to wychodzi, więc mam ogromną prośbę. Jak ktoś to czyta to błagam, komentujcie!