sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 2


Obudził się wyspany. Miał jeszcze 20 minut do pierwszych zajęć, więc spokojnie wstał, umył się i ubrał. Odświeżony wszedł do pokoju wspólnego.
Stwierdził, że poczeka na chłopaków. Usiadł na kanapie.
Wkrótce na dół zszedł Mike w krótkich spodenkach i białym T-shirtcie.
-Domyślam się, że razem mamy Sport?- spytał na wstępie.
-Zapewne.- Harry pokiwał głową. Po chwili siedzenia w milczeniu zaczął rozmowę.- Kogo masz za nauczyciela?
-Marszala Dingsa. Wygląda na spokojnego. A ty?
-Brain Chanes. Mama nadzieję, że nie będzie dużo wymagał.- zaśmiał się nieco nerwowo.
-Chyba nie macie tak źle. Myślę, że ja też nie.- dobiegł ich głos schodzącego z góry Joya. Po chwili pojawił się przed nimi.- Dzięki, że czekaliście. Mark powiedział mi, że ćwiczenia fizyczne mamy razem. Idziemy?
-Jasne.- odparł Harry.
Po drodze na błonia rozmawiali na wiele tematów. Głównie o szkole, bo Joy i Mike chcieli wiedzieć wszystko o Hogwartcie. Więc opowiadał. O różnych domach, nauczycielach, jego przyjaciołach...
-A jak rozdzielają uczniów?- spytał ciekawy Mike.
- Przez ceremonię przydziału. Wkładają ci na głowę czapkę, a ona czyta ci w myślach i mówi do którego domu się nadajesz.
-Ale bajer!- ucieszył się.- Do jakiego domu ty należysz?
- Gryffindoru. Fajnie by było gdybyście wy też tam zamieszkali.
-Obowiązkowo!
Doszli do małej polany koło jeziora. Tam czekał na nich trener.
-Witam. Nazywam się Nahuel Crions i będę was ćwiczył. Jakieś pytania?- odczekał chwilę.- Jeśli nie, to 10 kółeczek dookoła zamku.
Chłopaki wytrzeszczyli oczy.
- Ile?!- Mike się zbuntował.
-Słyszałeś.- powiedział spokojnie, widocznie spodziewając się takiej reakcji. - A teraz ruchy, ruchy.- popędził ich.
Stwierdzili, że nie będą się narażać. Pobiegli. Po pierwszym kółku nie było źle. Po trzecim języki mięli na wierzchu, a na piątym ledwo mogli iść. Zataczali szóste kółko koło jeziora, gdy Harry zobaczył Lise. Podeszła do jeziora i usiadła. Harry podbiegł do niej.
-Cześć.- przywitał się.
- Hej. Przyszłam popatrzeć jak się męczycie.- zaśmiała się.- Ups, lepiej zwiewaj bo Nah idzie.- zachichotała.
- Nie mam siły.- jęknął siadając na ziemi.
- Potter!
 -Tak?- mina niewiniątka.
-Biegaj!- rozkazał.
-Jeny! Jak Snape!- sarkną na żarty, a chłopaki którzy już dotarli na miejsce zaśmiali się.
Nahuel raczej nie miał pojęcia o czym Harry mówi, ale za to jego współlokatorzy wiedzieli doskonale. Opowiedział im wszystko w drodze na jezioro.
-Odpuść im Nah- poprosiła Lisa- i tak ledwo żyją.
-Ach, ale tylko dziś. Jutro pełne dziesięć.
-Tak, trenerze!- wykrzyknęli zgodnie.
Z uśmiechami pobiegli do Wielkiej Sali na śniadanie. Po posiłku rozdzielili się i każdy udał się na swoje zajęcia. Harry miał teleportację. Dowiedział się, że istnieją no to różne sposoby. Standardowa, jednoosobowa, wieloosobowa, bez trzasku... i wiele innych. Na magii niewerbalnej uczył się czarować bez wymawiania zaklęcia. Miał tylko o nim pomyśleć. Pod koniec zajęć udało mu się tylko zapalić niewielkim promyczkiem świecę, ale Brain powiedział, że to i tak bardzo dobrze, jak na pierwszy raz. Po tym była bezróżdżkowa. Harry pierwszy raz w ogóle słyszał o tym także nie zdziwiłby się jakby nie szło mu dobrze na praktyce. Ale nie dane mu było spróbować, bo Brain ciągle mówił, mówił i mówił bez końca. Harry'emu oczu się kleiły.
- Zasypiasz?- zaśmiał się nauczyciel.
-Niee.
-Coś w ogóle zapamiętałeś?
-Żeby rzucić zaklęcie magią bezróżdżkową trzeba wypowiedzieć zaklęcie lub prośbę najlepiej w myśli. Magia ma przejść przez ciało i ...ee. tyle?- uśmiechną się słodko.
-Ojj. W sumie to wiesz najważniejsze.- przyznał.
-To po co tak cały czas gadasz?- zdziwił się teatralnie.
-Lepiej znać teorię. Próbuj. Zapal świeczkę.- rozkazał.
Więc Harry spróbował. I...nic. Robił tak jak Brain mówił. Magia ma przepływać przez całe ciało. Robił, próbował i ...nic.
-Tego nie idzie zrobić!- zdenerwował się po kilku nieudanych próbach.
-Idzie, idzie.- zaśmiał się trener.- To trudna dziedzina magii. Możesz się jej uczyć nawet miesiącami, ale znając twoje możliwości to pewnie opanujesz to w kilka tygodni.
-Moje możliwości?- powtórzył Harry z wątpieniem.
-Tak.- powiedział pewnie, ale Harry popatrzył na niego jak na wariata.- Powiedz mi. Czy myślisz, że przeciętny trzynastolatek opanowałby zaklęcie patronusa- czarnowłosy kiwną głową niepewnie.- Mylisz się. Jaki jest tego wniosek?
-Jestem nienormalny.- odpowiedział.
Brain roześmiał się.
-Wręcz przeciwnie. W magii jesteś naprawę dobry.- pokiwał głową bacznie obserwując chłopaka. Niespodziewanie głośno klasną w dłonie rozbudzając atmosferę.-Więc wracając do magii bezróżdżkowej....

Po pełnym emocji dniu, nawet nie zdążył pomyśleć o Syriuszu.

PO ROKU:

Minął rok. Cały rok pełnej pracy i roboty. Poznawania i przyjaźni. Harry po pewnym czasie zauważył, że bardzo się przywiązał do Joy'a i Mika. Mógł z czystym sumieniem nazwać ich przyjaciółmi. Bardzo dobrymi przyjaciółmi. Tak samo Lisa. Ona była dla niego siostrą. Pokochał ją jak siostrę. Nawet zaczęli się tak nazywać na żarty. Nikt inny nie miał takiego przywileju. Większość osób nie próbowała go łamać. Była wybuchową dziewczyną. Nie wiedział co z Ronem i Hermioną. Miał wrażenie jakby oni w ogóle go nie rozumieli. Poznał ich i ...tyle. Jak patrzył na tą sytuację obiekcyjnie to już im nie ufał. Przestał ufać Dumbledorowi, a jego szkolni przyjaciele ślepo za nim podążali. Bo ile to razy mówili mu o tym jak dyrektor cudownie Harry’emu pomaga? Ile to razy pochwalali jego metody. Nie ufał im. Za to Lisie, Mike'owi i Joy'owi mógł powierzyć wszystkie swoje sekrety. Zaufać. Byli prawdziwymi przyjaciółmi.
Uczył się też dużo. Umiał już magię niewerbalną, bezródżkową, większość Czarów Feniksów, teleportację jednoosobową, wieloosobową i oklumencję, a w animagii miał już łapy i łeb lwa. To wszystko w pełny rok. Brain był dumny.
W tej chwili siedział przy jeziorze z przyjaciółmi.
-Jeszcze tylko rok. Szybko to minęło, nie sądzicie?- odezwał się Mike rozłożony na trawie, pod drzewem.
-Taa... nie chce się wracać do rzeczywistości.
-No. Co ja będę robić, jak już wyjedziecie?- zasmuciła się Lisa.
-Nudzić się.- wyszczerzył się Joy.
-Nie mówmy o tym.- poprosił smutno Harry- Jeszcze mamy rok.
Niespecjalnie chciał wracać do Dursley'ów. Nienawidził tego domu. Nigdy nie zaznał tam miłości, ani niczego podobnego. Tylko wykorzystywanie go do prac domowych, a jak coś źle poszło to ...benc! Kara.
-Nie martw się, Harry.- pocieszyła go Lisa wiedząc co mu chodzi po głowie. O Dursleyach powiedział im już dawno, o swoim dotychczasowym życiu też. Ulżyło mu, że przyjęli to w miarę dobrze. Dla nich nie był TYM Harry’m Potterem, Wybrańcem. Był tylko zwykłym chłopcem. Najlepszym przyjacielem.
-Jakby coś to zawsze możesz do nas wpaść. Wiesz o tym.- zapewnił Joy. Właśnie dlatego ich lubił. Mógł na nich polegać. Jednak...
-Wiecie, że nie mogę.- westchną- Dumbledore i tak ma powód, żeby mnie ,,przesłuchać”. Osiem dni to całkiem sporo.
Siedzieli w ciszy. Każdy zajęty swoimi myślami. Po godzinie i kilku rozmowach przyszedł Brain.
-Lisa?- zawołał. Popatrzyła na niego ze zdumieniem pomieszanym z rozbawieniem. Pierwszy raz nazwał ją zdrobnieniem. On patrzył na nią ze współczuciem.- Mogę Cię na chwilę prosić?
-Jasne- odparła i ruszyła za nim.
Chłopaki zaczęli rozmawiać o Quidditchu, ale Harry wciąż patrzył na dziewczynę. Dzięki temu spostrzegł, jak zmienia się jej twarz. Z rozbawienia (dzięki ich rozmowie) przez szok po ból i rozpacz. Pobiegła do zamku. Brain podszedł do nich.
-Co jest?- spytał zaniepokojony Harry.
-Jeśli zechce sama Ci powie.- odpowiedział.
-Ale...
-Nie. - przerwał stanowczo- Nie wiem, po prostu czy mogę ci powiedzieć.- wzruszył ramionami.
Chłopak pobiegł za Lisą do zamku.
-Harry, nie!- ktoś zawołał.
Ale on nie słuchał. Teraz najważniejsza była Lisa. Nie to, żeby dowiedzieć się prawdy. To jest mało istotne. Tylko ona. Jeśli coś się stało, a tak przeczuwał, bo intuicja jeszcze nigdy go nie zawiodła, to pomoże jej.
Biegł przez korytarze, nigdzie jej nie zauważając. Zobaczył uchylone drzwi do klasy. Dostrzegł ją. Siedziała na podłodze. Wszedł do pomieszczenia i zauważył, że twarz chowa w kolanach, a jej ręce wyrywają włosy. Trzęsła się. Podszedł do niej i uklękną przed nią.
-Liska? Co się stało?- spytał łagodnie. Zauważyła go, ale nie podniosła głowy. Próbowała wstać, ocierając twarz.
-Nic.-wymamrotała.- Zostaw mnie.
-Lis...?- Harry podniósł jej twarz do góry i spojrzał w jej oczy. Płakała.
-Co się stało?
-Nic!- wykrzyknęła, wyrywając się- Nic się nie stało! Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju?!
-Bo jestem twoim bratem .- odrzekł pewnie nadal patrząc jej w oczy. Załamała się pod tym spojrzeniem. Pełnym troski. Rozpłakała się.
-Vodemort zamordował...moją kuzynkę- wykrztusiła opadając na podłogę. Jej ciałem wstrząsną szloch. Pełen bólu i rozpaczy.
Harry pochylił się nad nią i przygarną w ramiona.
Wyrywała się.
-Nie. Zostaw. Nie zasługuje na pocieszenie. To moja wina. Powinnam była tam być. Ochronić ją.- mówiła szlochając i wyrywając się zarazem.
Wreszcie poddała się silnej ręce chłopaka. Ten przytulił ją mocno i nie puszczał. Lisa łkała w ramię Harrego, a ten jej nie puszczał. Nie przejmował się tym, że dziewczyna moczy mu koszulkę. Nawet przez myśl to mu nie przeszło.
-Powinnam była temu zaradzić.- mamrotała.
-Nie.- powiedział Harry stanowczo.- Nie mogłaś nic zrobić...
-Powinnam.- załkała w jego pierś.
Harry nie wiedział co robić. Jeszcze nigdy nie był przy płaczącej dziewczynie. Oprócz Cho, ale to była porażka. Czuł jak Lisa mocniej go obejmuje, a on odpowiedział jej tym samym. Wiedział to instynktownie. Jak brat. Prawdziwy brat. I rozumiał ją. Wiedział jak to jest stracić bliską osobę. A z tego co wiedział to Lisa z kuzynką były sobie bliskie. Jak siostry. Nawet mieszkały w dzieciństwie w jednym pokoju.
Patrzył jak przyjaciółka powoli się uspokaja, ale go nie puszcza. One też jej nie puścił, tylko przeciągną ją sobie na kolana, aby było mu wygodniej.
-Wiesz? Nie mogę w to uwierzyć.- mówiła- Mam wrażenie, że Brain to wymyślił. Ale z drugiej strony poczucie winy. Powinnam to przewidzieć.- znowu się rozpłakała i wtuliła w niego oczekując pocieszenia.
-Cii...nie płacz- powiedział cicho głaskając ją go włosach. Nawet odstające i potargane były ładne.- Nie płacz już Liska. Będzie dobrze.
-Nie będzie. Wszyscy mnie zostawiają.
-Jak to?
-Najpierw zostawił mnie chłopak. -zaczęła opowiadać bez ładu i składu, ale Harry rozumiał ją. Jak nikt inny.- Znalazł sobie inną, wiesz? Był szują, ale naprawdę go kochałam. Potem zmarła moja babcia, miała raka. Zawsze przychodziłam do niej na ciasteczka z Monią...- załkała. Harry pogłaskał ją pocieszająco po głowie.
-Cii... jak nie chcesz to nie mów.- szepną jej do ucha.
- Nie...prosiłeś, więc powiem... I zmarła …moja mama. Ponad rok temu. Z Moniką zawsze się nawzajem pocieszałyśmy. A teraz jej już nie ma. Nie mam nikogo...
-Masz mnie.- zapewnił.
-Tak?
-Tak. Zawsze będę twoim bratem. Nic tego nie zmieni.
-Nie zostawisz mnie? Naprawdę będziesz moim bratem?- spojrzała na niego z nadzieją.
-Miałbym zostawić taką małą dziewczynkę samą? Nie ma mowy.- uśmiechnął się.
-Monia zawsze tak mówiła.- wtuliła się w niego jak małpka.
-Cii... nie płacz już.- objął ją, aby nie wypadła. Siedzieli tak w ciszy. Harry myślał o Lisie. Naprawdę był gotów się zobowiązać do tego, aby być jej bratem. Najlepszym przyjacielem. Pokochał ją. Oczywiście jak siostrę. Do głowy mu nie przyszło by kochać ją inaczej. Nie chciał. Uważał ją za młodszą przyjaciółkę, którą trzeba się czasami zaopiekować. Porobić dowcipy, pośmiać się, porozmawiać...ona najwidoczniej tego potrzebowała. Lisie chodziły po głowie bardzo podobne myśli. Nie wyobrażała sobie stracić Harrego. Był dla niej starszym bratem do którego zawsze mogła zwrócić się po pomoc. Tak jak teraz. Jedyna osoba na której się nie zawiedzie. Nie wątpiła w to.
Nawet nie zauważyli, jak przesiedzieli tak kilka godzin. Dla nich to było jakby kilka minut. Ściemniło się, a blask gwiazd rozświetlał klasę.
-I co? Lepiej już?- szepnął.
Pokiwała głową nieprzytomnie.
Harry zauważył, że dziewczyna prawie zasnęła z wyczerpania od płaczu.
-Chodź, zaprowadzę cię do pokoju.
Wstali i poszli. Harry tak jak obiecał zaprowadził ją pod sam pokój.
-Dzięki.- mruknęła patrząc na niego.
-Za co?
-Za to, że jesteś.
Uśmiechną się.
-Zawsze do usług.- ukłonił się teatralnie.
-Dobranoc- uśmiechnęła się się słabo i weszła do swoich kwater.
-Dobranoc-odpowiedział chwilę potem, świadom tego, że dziewczyna go nie słyszy.
Leżał na łóżku zastanawiając się jak Lisa może się czuć. Wiedział to mniej więcej. Tak jak on, gdy stracił Syriusza. Chciał mieć wtedy osobę na której może liczyć. Niestety, nie miał takiej. Jego przyjaciele go nie rozumieli. Nikt go nie rozumiał. Zbyt ślepo ufali Dumbledorowi, aby mógł zdradzać im swoje sekrety. Już nie.
***
Notki będą prawdopodobnie pojawiały się co sobotę, oprócz tej za tydzień, bo wyjeżdżam, więc najbliższa pojawi się  6 lipca. Nie wiem jak piszę, ani czy mi to wychodzi, więc mam ogromną prośbę. Jak ktoś to czyta to błagam, komentujcie!

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 1

Był obolały.
Czuł cierpienie w każdej cząsteczce swojego ciała. Myślał, że już nie wytrzyma, kiedy ból powrócił ze zdwojoną siłą. Był do tego przyzwyczajony, ale nie mógł się z tym pogodzić. Bo czy można pogodzić się z cierpieniem?
Harry szedł w kierunku swojego ulubionego miejsca. Placu zabaw. Tam zawsze doznawał ukojenia nerwów i emocji. Kojarzyło mu się to z cudownym dzieciństwem pełnym matczynej troski, tej której nigdy nie zaznał i już nie będzie miał ku temu okazji. Jego rodzice zmarli piętnaście lat temu, jedynie on ocalał, ponieważ oni oddali za niego życie. Tak jak wiele innych osób. Cedrik, Syriusz... Tak, jego ojciec chrzestny, który zginą w czerwcu. Na tę myśl niechciane łzy pojawiły się w jego oczach. Jednak nie dał im wypłynąć. Za dużo łez już wylał. Bardzo za nim tęsknił. Była to bowiem dotychczas jego jedyna rodzina, więc trudno się dziwić. Zmarł przez niego...i Dumbledore’a. To on nie powiedział mu o przepowiedni, co miał zrobić już lata temu. Z tym, że wtedy nikomu nic by się nie stało. A tak to jedna osoba już nie żyje, przez tego skretyniałego pochłaniacza dropsów.
Chłopiec usiadł na ławce, gdy niespodziewanie zakręciło mu się w głowie.
Miał sporej wielkości ranę z tyłu głowy, ponieważ jak się przewrócił na podłogę to uderzył się o skraj łóżka i to są tego skutki. Wszystko jednak przez wuja, który stwierdził, że za późno wraca. Nikomu nie powiedział, że wuj go bije. Nawet Ronie, ani Hermionie, których zna od pięciu lat. Po prostu uważał to za swoją sprawę i nie potrzebował kogoś kto będzie się nad nim użalał. Jednak czasami miał wrażenie, że dyrektor wie. No bo co by miały znaczyć te współczujące spojrzenia, które podsyłał mu pod koniec roku szkolnego? Na tę myśl jeszcze bardziej się zdenerwował. Jak mógł na coś takiego pozwolić? Jak mógł go okłamywać mówiąc, że tak jest bezpieczniej? Nie ufał mu coraz bardziej. Nie będzie ufać mu po tylu kłamstwach.
Gdy znowu zakręciło mu się w głowie, stwierdził że się położy. I tak będzie musiał tu spędzić noc, jak coraz częściej się zdarzało. Powoli, żeby nie zadać sobie niepotrzebnego bólu, położył głowę na ławkę i tak leżał myśląc o tym dlaczego jego życie musi być takie trudne.
Już po chwili zamkną powieki by pozwolić się zabrać w objęcia Morfeusza, gdy usłyszał kroki. Nie miał nawet siły by odwrócić głowę, czym się bardzo zdziwił.
Poczuł jak ktoś wyjątkowo delikatny głaska go po włosach. W pierwszej chwili się przestraszył, ale ten ruch miał coś w sobie. Podświadomie wiedział, że może tej osobie zaufać.
-Co się stało, Harry?- spytała tajemnicza osoba.
Otworzył oczy gdy tylko usłyszał głos. Pochylała się nad nim śliczna brązowowłosa dziewczyna o błękitnych oczach.
Szybko podniósł się z miejsca, nie zważając na ból.
-Skąd znasz moje imię?- chłopak nauczył się nie ufać nieznajomym- kim jesteś?
-Nazywam się Lissana Clyton, możesz mi mówić Lisa.- uśmiechnęła się. Harry usiadł cały czas przypatrując dziewczynie. Wyjęła z torebki fiolkę i podała mu.
-Masz, wypij.-poleciła.
-Co to jest?
-Eliksir regenerujący, pomoże ci.
Harry patrzył jeszcze na nią podejrzliwym wzrokiem, ale podniósł fiolkę do nosa i powąchał. Miała rację. Wypił na raz eliksir i po kilku sekundach odczuł przyjemne ciepło rozchodzące się po jego organizmie. Czuł się o wiele lepiej.
Zrobił miejsce dla dziewczyny.
-Dzięki. – powiedział Harry.
-Nie ma sprawy.- odpowiedziała dziewczyna, usiadła.
-A tak dokładniej to kim jesteś? Wcześniej nie widziałem cię w Hogwarcie.- po eliksirze domyślił się, że ma do czynienia z czarownicą.
-Nie chodzę do szkoły- wyjaśniła
-Jak to?
-Uczę się w domu.
-Aaa...- bardzo inteligentna odpowiedź Harrego.
-Przyszłam zaproponować ci szkolenie.- Lisa przeszła do konkretów.
-Co?- zdziwił się- Jakie szkolenie?
-U Niebieskich Feniksów. To wielki zaszczyt. Tylko niektórzy mają na tyle wielką moc, aby się u nas uczyć. Ty taką masz. Musisz się tylko zgodzić.-patrzyła chwilę w jego zamyśloną twarz- Chyba, że się boisz?- spytała wiedząc, żę tym go przekona.
-No co ty! Ja mam się bać? Kpisz sobie!- dziewczyna dalej patrzyła na niego z wyczekiwaniem.
Zamyślił się. Czy powinien się zgodzić? To szkolenie pewnie pomoże mu w walce z Voldemortem. Warto spróbować.
-Zgadzam się- odparł pewnie do dziewczyny.
-Dobrze, to złap mnie za rękę i teleportujemy się do zamku- oznajmiła pogodnie dziewczyna.
Harry to uczynił to. Ostatnia myśl zarejestrowana w jego umyśle była ostrzeżeniem, że to może być pułapka. Lecz nie mógł już nic poradzić, bo obraz przed oczami mu się zamazał.

Wylądowali przed pięknym zamkiem. Wielkością dorównywał Hogwartowi. Obok było duże jezioro, a wokół niego drzewa. Wszystko było takie piękne i magiczne. Ptaki śpiewały, rośliny kwitły kolorowo...
-Chodź- z zachwytu wyrwał go głos Lisy. Poszedł w jej kierunku.
-Tu jest...- nie mógł się wysłowić- bajecznie- dokończył całkiem poważnie.
-Tak-zaśmiała się- każdy tak mówi.
Szli w milczeniu. Harry, pomimo piękna i niewiarygodności tego miejsca nie był przekonany co do decyzji. Jednak wierzył, że właśnie tu powinien się znaleźć.
Czuł się o wiele lepiej niż godzinę temu. Eliksir Lisy zrobił swoje. Dziewczyna jakby czytała mu w myślach.
-Co z tym zrobimy?- spytała, a on spojrzał na nią zdziwiony- Nie będę cię pytać co się stało, bo zapewne mi nie powiesz, ale nie możesz wejść tam w takim stanie. Cały w zakrzepniętej krwi. Tak nie pasuje.- wyjaśniła wskazując na jego brzuch. Popatrzył na niego. Miała rację. Jego koszula była mocno pogięta i w paru miejscach miała nie ten kolor co trzeba.
-Uff... no dobra. Zaczekaj tu, zaraz przyjdę.
Wróciła po kilku minutach, niosąc jakąś maść i bandaż.
-Chodź tam- wskazała na kamień pomiędzy drzewami.- Siadaj i zdejmij koszulę- nakazała bez krępacji w głosie. On przeciwnie, trochę się speszył.- No, ruchy, ruchy. Chyba nie chcesz zostać w takim stanie, nie?- spytała retorycznie z wielkim uśmiechem na ustach.
Harry zrobił tak jak poleciła. Lisa zabrała się do roboty. Nacierała maść na rany bardzo harmonijnie i delikatnie, tak żeby wszystko było w porządku. Po skończonej pracy nie było śladu po siniakach ani ranach. Harry ubrał się, a dziewczyna skierowała różdżkę w jego stronę. Zrobił zdezorientowaną minę, ale ta szepnęła tylko:
-Tersus!- i plama na bluzce zniknęła.
- Dzięki- uśmiechną się Harry.
-Nie ma sprawy- odrzekła i ruszyła w stronę zamku. Harry pobiegł za nią.
Weszli do zamku. W Wielkiej Sali stał mężczyzna ok. trzydzieści lat. Ubrany był w zwykłe mugolskie ciuchy i zachowywał się jakby na nich czekał. Gdy tylko ich dostrzegł, podszedł do nich zniecierpliwiony.
-Co tak długo?- powiedział do siebie, ale zaraz uścisną rękę chłopakowi.-Witaj, Harry.
-Dzień dobry...ee...- nie wiedział jak dokończyć.
-Jestem Brain Chanes. Mów mi po imieniu. No więc, co chciałbyś wiedzieć o szkoleniu?
-Eee...wszystko?
Brain zaśmiał się.
-No więc, szkolenie trwa 2 lata- Harry zrobił tak wielkie oczy, ale Brain szybko wytłumaczył - spokojnie, u ciebie minie tylko jakieś 8 dni. Pętla czasu.- wyjaśnił.- Będziesz uczył się wielu rzeczy. Od kondycji fizycznej po czary Feniksów. Pełny rozkład zajęć, znajdziesz u siebie w pokoju. W pokoju wspólnym mieszka jeszcze dwoje uczniów. Na pewno się dogadacie. Każdy z was ma swojego osobistego nauczyciela. – Harry popatrzył na niego pytająco- Twoim jestem ja. Pod koniec szkolenia odbędzie się inicjacja na Niebieskiego Feniksa. Emm... chyba tyle. Jakieś pytania?
-Nie. Chyba nie.
-Ok. Lissana zaprowadzi cię do pokoju...
-Lisa.-poprawiła gniewnie dziewczyna i wyszła razem z Harrym.
Szli do pokoju Harrego. Przynajmniej tak mu się wydawało. Po drodze rozglądał się dookoła. Zamek z zewnątrz może był podobny do Hogwartu, ale od wewnątrz w ogóle go nie przypominał. Był urządzony bardziej do walki i ćwiczeń, niż nauki.
-Ile tak w ogóle masz lat?- zapytał Harry.
-Dziewczyn się nie pyta o wiek. Zapomniałeś?- roześmiała się.
Już  drugi raz tego dnia się speszył.
-Piętnaście. Jestem rok młodsza od ciebie.- odpuściła.
-I już przeszłaś szkolenie?
-Tak. Skończyłam kilka miesięcy temu.
Doszli do drzwi.
-No to, do zobaczenia.- pożegnała się.
-Tak?
-Tak.- odparła pewnie z uśmiechem- mieszkam w zamku.
Harry uśmiechnął się i wszedł za drzwi.
Pomieszczenie było całkiem duże. Pośrodku był kominek, a przed nim sofa i kilka okien wokoło. Podobnie do pokoju wspólnego w Hogwartcie. Zauważył chłopaka o brązowych włosach, siedzącego na fotelu.
Podszedł do niego.
-Cześć. –przywitał się i podał rękę- Harry Potter.
-Joy Janson –odpowiedział.
Nie zdążyli powiedzieć nic innego, bo na górze rozległ się hałas.
-Cholerne krzesło.- warkną rudowłosy chłopak schodząc na dół.- Och, cześć.-powitał ich gdy tylko ich zobaczył.- Mike River- podał im rękę.
-Harry.- odpowiedział brunet kryjąc śmiech.
-Joy.
Usiedli na kanapie i ... siedzieli. Wkrótce Mike nie wytrzymał.
-Ale sztywno-parsknął śmiechem. Atmosfera się odrobinę rozluźniła.- może powiemy coś o sobie? W końcu musimy przetrwać te dwa lata, nie? Kto zaczyna ?
Nikt nie był skory do pójścia na pierwszy ogień.
-Hmm, to ja zacznę,- postanowił Mike.- w sumie to nie mam ciekawego życia. Na pewno chcecie słuchać?- pokiwali głowami- Mam 16 lat. Przez 5 lat mieszkałem we Francji i chodziłem do Beauxbatons.
-Chodziłeś?
-Wylali mnie.- przyznał, chłopaki parsknęli śmiechem.
-Co zrobiłeś?
-Rozwaliłem klasę do transmutacji i przy okazji przefarbowałem nauczycielkę na fiolet- Harry i Joy wybuchnęli śmiechem- Mówię wam, wygląd był komiczny.- wyszczerzył się.- Teraz będę chodzić do Hogwartu.
-Ty też?!- wykrzykną Joy.
-Co ja?
-Ja też będę tam chodzić, od tego roku. Przeprowadziłem się do Anglii na wakacjach.
-No to będzie się działo.- westchnął Harry.
-No nie mów!
-No mówię.- wyszczerzył się.
-Co?- Mike nie zrozumiał.
-To, że wychodzi na to, że będziemy chodzić do tej samej szkoły.- wytłumaczył Joy uśmiechając się od ucha do ucha.
Pogadali jeszcze trochę czasu. Okazało się, że Joy i Mike to bardzo dobrzy ludzie. Nie znosili kłamstw i nielojalności. Czyli tego samego co Harry. Świetnie się razem dogadywali. Po kilku godzinach stwierdzili, że idą spać.
Harry wszedł do swojego pokoju. Był normalny. Łóżko, stolik, biurko, okno, łazienka...standard. Wszystko co potrzebne. Spostrzegł na stoliku kartkę papieru. Plan zajęć. Spojrzał na niego i zamarł, by następnie klepnąć na łóżko. Brzmiał następująco:

Poniedziałek
7.00 – ćwiczenia fizyczne
8.00 – śniadanie
8.30 – teleportacja
10.00 – magia niewerbalna
11.00 – magia bezróżdżkowa
12.00 – animagia
13.00 – obiad
14.30 – Czary Feniksów
16.00 – magia umysłu
17.30 – eliksiry
19.00 - kolacja
 
Każdy następny dzień wyglądał podobnie.
To będą ciężkie lata, zdążył jeszcze pomyśleć zanim zasną.