"I dreamed I was missing,
you were so scared"
Wychodził właśnie
z 2-godzinnego zielarstwa, była to dziś ostatnia lekcja. Szedł sam
w kierunku pokoju wspólnego i myślał nad przyjaźnią. Znowu.
Dalej nie był do końca przekonany do Malfoy'a. Trudno żeby był, w
końcu nienawidzili się przez tyle lat. Był naprawdę ciekawy co
skłoniło go do nawiązania porozumienia z nim, Harry Potterem.
Jeszcze niedawno był dla niego Złotym Chłopcem. Poznał go lepiej
i wiedział, że nie jest taki jak był kiedyś. Albo to co kiedyś
widział to były pozory. Powiedział, że nie chciał przystąpić
to śmierciożerców, ale dlaczego? Nie wiedział, czy mu wierzyć. A
jakby go zdradził? Uwierzyć w to, bez dowodu, byłoby najprostrzym
rozwiązaniem, ale z doświadczenia wiedział, że takie rozwiązania
niekoniecznie są mądre. Nie chciał być też nieufny, ale zdawał
sobie sprawę, że zna go od niedawna. Będzie się trzymał tego co
powiedział. Zakopali topór wojenny i tak będzie dopóki nie
udowodni mu, że może mu ufać. Tak jak powiedziała Lisa, musi dać
mu przykład. Tylko, że za cholerę nie wiedział jaki. Może wyjdzie
z czasem.
-Niezła jest ta
nowa. Clyton, nie? Taka ładna, chyba do niej zagadam- usłyszał
głos tak na oko czwartoklasisty. Zdusił śmiech. Znał ją na tyle
dobrze, że wiedział, że taką gadką u niej nic nie osiągnie.
Ominął ich, nie
zaszczycając spojrzeniem. Podając hasło, wszedł przez obraz
Grubej Damy, gdzie spotkał Rona i Hermione, siedzących na kanapie i
odrabiających zadanie. Przysiadł się do nich.
-Jak tam pierwszy
dzień w szkole?- zagadał.
-Chyba dobrze-
mruknęła dziewczyna- ale tyle nam zadali! Mam już dość tych
zadań.
-Ty?- Harry się
roześmiał- Zawsze przecież chciałaś się uczyć.
-To prawda, dalej
chce, ale nie mogę przestać myśleć, że my zakuwamy jakieś
niepotrzebne formułki, kiedy na wolności Voledemort sieje
spustoszenie.
-Tak, chyba masz
rację- potwierdził Harry, wbijając się w fotel. Zdawał sobie
sprawę, że jego przyjaciółka nie wie, o tym, że to on ma go
pokonać, ale on wiedział i nic z tym na razie nie robił. Bo co ma
robić? Wiedział, że z takim podejściem nic nie osiągnie, ale nie
wiedział już co robić. Lepiej o tym nie myśleć. I tak też
robił.
-A ty? Odrobiłeś
już wszystko?- zapytał Ron.
-Tak- skłamał.
Nawet nie miał wyrzutów. Powiedział sobie, że wszystko zrobi na
spotkaniu z Malfoy'em.- Zrobiłem między lekcjami.
-Spoko- mruknął
Ron. Harry widział, że coś go gryzie, ale nie miał zamiaru się o
to pytać. I tak sam mu powie.- Dobrze znasz te Clyton?- zauważył
jak Hermiona pośpiesznie wymyka się z pokoju wraz z książkami.
Nie wiedział, co
powiedzieć. Skłamie to Ron będzie wiedział, że nie mówi prawdy,
bo skoro pyta, to musiał ich widzieć. Powiedzieć prawdę?
-Znam ją troszkę-
odpowiedział ostrożnie- a po co ci to?
Weasley wyraźnie
się zmieszał.
-Nie uważasz, że
jest … ładna?- powiedział unikając jego wzroku.
-Co?- Potter nie
wiedział, czy go do końca rozumie.- No tak, ale co w związku z
tym?
Ron zarumienił
się jeszcze bardziej.
-No, nie pomógł
byś mi do niej zagadać?
Troszkę go
zamurowało. Co? Zagadać do niej? On? Nie wydawało mu się to
możliwe.
-A co? Spodobała
ci się?
Ron nie
odpowiedział.
-Co się stało za
śmierciożercą z Durmstrangu?- zakpił. Nie mógł się
powstrzymać. Co się działo z jego przyjacielem?
-No nie wiem.
Wydaje mi się, że zachowałem się zbyt impulsywnie.- zadziwiająca
szczerość pojawiła się w głosie chłopaka.
-No co ty nie
powiesz- mruknął. Kątem oko zobaczył Lise wychodzącą z
dormitorium dziewcząt. -No to idź- pokierował go wzrokiem.
Ron nie zdążył
nawet wstać, bo Lisa podbiegła do nich, a raczej do Czarnego,
ponieważ Rona zignorowała.
-Powiedziałam
Jockowi i Serwalowi, żeby przyszli wcześniej- szepnęła mu do
ucha.- Wyobrażasz sobie, że znalazłam Joy'a w bibliotece?
Harry na ostatnią
uwagę nieumiejętnie próbował zadusić śmiech.
-Tak jak wtedy.
Zależy mu na ocenach.
-Dobrze by było,
by zaciągnął też drugiego do roboty. A nie jeden robi, drugie się
obija- zaśmiała się. Przez cały czas nie zwracała uwagi na
obecność Rudzielca. Siedziała na kanapie obok Harry'ego i tylko on ją
interesował.
-Możemy
porozmawiać? Może ja bym ci w czymś pomógł?- u jej boku znalazła
się postać Weasley'a, który mówiąc to, poklepał ją po
ramieniu.
-Weasley?-
zapytała ostrożnie, zerkając z niepokojem na swoje ramie i jego
rękę na nim.
-Tak?
-Czy wyglądam ci
na konia?- spytała z poważnym wyrazu twarzy.
-Eee...no nie...-
wyjąkał zdezorientowany.
-To dlaczego mnie
klepiesz?- wzniosła brwi.
Ups. Chyba mu nie
wyszło, pomyślał Harry dusząc się od tłumionego śmiechu na
drugim końcu sofy. Patrzył jak zmieszany Ron przeprasza i odchodzi
do dormitorium.
Lisa wolno
odwróciła się do niego.
-Ok- zaczęła
powoli- to było dziwne.
Potter zaśmiał
się jeszcze głośniej.
-I na pewno nie
śmieszne- zirytowała się patrząc na przyjaciela.
-Było-
wyszczerzył się.- A już na pewno twoja riposta.
-Tak?- udawała
niewinną- Nie widziałam, wiesz nie chciałam się, żeby poczuł
się nieswojo, ale już tak dawno nikomu nie dokuczałam...- zrobiła
słodką minkę.
-Tak, założe
się, że nie dokuczałaś Brainowi po naszym wyjeździe- powiedział
z lekką ironią.
-Oczywiście, że
nie dokuczałam- popatrzyła mu wyzywająco w oczy.
-No przecież
mówię, że nie- to była czysta ironia.
-Ale myślisz co
innego.
-Tak. Myślę, że
pomalować mu coś na różowo. Zawsze chciałaś to zrobić.
-O ty małpo!
Właśnie, że nie!
-Tak, pingwinie!
-Pingwinie?-
powtórzyła, ze zdziwieniem, zapominając, że sobie dogryzali.
Uwielbiała to robić.
-Tak- rzekł
beznamiętnie- Skoro ja małpa, to ty pingwin- oświadczył wyniośle.
Popatrzyła na
niego głupio.
-Mniejsza z tym,
chodźmy, bo jeszcze przyjdziemy przed Dragonem.
-No więc mów-
zarządziła Lisa. Siedzieli w czwórkę w Pokoju Życzeń i czekali
na odpowiedź Harry;ego. Chłopak zamyślił się jak im to powiedzieć
i odparł po chwili.
-Nie wiem może mi
nie uwierzycie. To jest trochę nieprawdopodobne- patrząc na ich
ciekawe twarze i opowiedział im o spotkaniu z Nikiem i rozmowie ze
Snapy'em. Powstrzymali się od pytań do końca, aż on nadszedł.
-Myślisz, że
Snape przestał cię nienawidzić?- spytał Joy wątpliwym głosem.
-Nie wiem-
wzruszył ramionami- Mam nadzieję. Zależy mi, by nie wywalił mnie
z klasy.
-Tak, jeszcze tego
by brakowało- mruknęła Lisa.
-Co sądzicie o
Nicku? Może by mu jakoś pomóc?- zaproponował Harry trochę
niepewny.
-Jak chcesz to
zrobić?- Mike nie był pozytywnie nastawiony.
-Myślałem, żeby
poprosić o to Malfoy'a.
Lisa zmarszczyła
brwi.
-Szczerze, to nie
taki zły pomysł- powiedziała zamyślona.
-Tak?- zdziwił
się.
-A co? Uważasz,
że już nic nie umiesz wymyślić?- wywróciła oczami.
-Zwykle mnie
krytykujesz. No nic, to chyba tyle, nie?
-Nom- mruknął
Jock- Ja to bym ci ze Snapem radził poczekać jak on się będzie
zachowywać. Wtedy zrobisz co będziesz według ciebie najlepsze.
-Chyba tak.
Doszedł ich hałas
od wejścia.
-Siema wam-
zawołał Draco, zwalając się na kanapę.
-Wstawaj,
wstawaj!- powiedział Harry, robiąc to co sam powiedział.
-No, już, już-
uczynił to samo- Co dzisiaj?
-Dzisiaj będziesz
ćwiczył magię bezróżdżkową.
Lisa patrzyła jak
znowu siadają, tylko w innym miejscu i Harry tłumaczy mu tą
dziedzine magii. Ona z pozostałymi pootwierali podręczniki i
zaczęli robić esej dla McGonagall. Opisać rozwój animagia. Czy
jakoś tak. Nawet nie trzeba było przy tym myśleć. Łatwizna. Ale
i tak jej się nie chciało. Dla zabawy wycelowała ręką w Pottera,
który siedział jakieś dwa metry przed nią, bokiem. Także jej nie
wiedział. Draco ją zauważył, ale dała znać, żeby nic nie
robił.
Pomyślała o tym,
żeby włosy Czarnego wzniosły się w powietrze i machnęła ręką.
Udałoby się, gdyby Harry nie poczuł za sobą ruchu magii, także
automatycznie obrócił się i wytworzył tarczę.
-Ej!- popatrzył
na nią z niby wyrzutem- Ja tu uczę.
Wywróciła oczami
uśmiechając się szeroko.
-A ja się nudzę.
-Nic ci na to nie
poradzę, a ty- zwrócił się do ucznia- próbuj dopóki ci się nie
uda. Tutaj to tylko ćwiczyć.
-Jasne, trenerze-
wziął się do roboty.
Potter w tym
czasie rozsiadł się koło Lisy i też zaczął pisać zadania
domowe. Po kilkunastu minutach skończył i nic. Nuda.
-Ach, korzystaj z
nudy póki można- odparł Mike, który dotychczas siedział cicho-
Przynajmniej Voldziu się nie odzywa.
-Sądzę, że
teraz nie, ale jak już coś zrobi to pójdzie na całość.
-Pomożemy ci-
przytuliła się do niego dziewczyna.
-I to mnie martwi-
mruknął do siebie. - Widziałaś jaką masz popularność w
szkole?- spytał chcąc zmienić temat.
-Nie...
-Spotkałem dwóch
kolesi, którzy pytali się jak cię zagadać- zaśmiał się.- I
jeszcze Ron.
-Co z Weasley'em?-
przybliżył się Draco.
-Liska zaskoczyła
go niezłą ripostą. Łagodnie powiedziane- zaśmiał się.
-Dlaczego?
-Podrywał ją-
opowiedział prosto Harry.
-Odezwał się
ten, którego nikt nie zna- powiedziała Lisa ze złośliwym
uśmiechem- Myślisz, że ja nie słyszę tych wszystkich plotek o
tobie? Niedługo będziesz miał wielbicielki.
-Już ma-
roześmiał się Joy.- Słyszałem dziewczyny, które chcą cię
uwieść.
-O ja biedny-
załamał się Potter.
-W Slytherinie
może być tak samo- odezwał się Malfoy.
Harry spojrzał na
niego lekko przerażony.
-Nie strasz mnie
tak.
Wybuchnęli
śmiechem.
Chwile jeszcze
gadali o nieistotnych sprawach, dopóki nie odezwał się Mike.
-Wracaj do pracy,
bo Brain spierze go na kwaśne jabłko- rzekł do Malfoy'a.
-Bardzo
prawdopodobne- mruknął Potter.- Ale poczekaj chwile. Kojarzysz może
tego małego Nicka Hay'a?- Dragon powoli pokiwał głową.- Spotkałem
go dziś w towarzystwie dwóch piątoklasistów. Powiedziałbym, że
nie byli zbyt mili.
-Chcesz, żebym go
trochę pilnował?- szybko skojarzył fakty.
-Po prostu tak
pomyślałem- wzruszył ramionami- Nie żal ci go?
-Trochę.
-Zrobisz co
będziesz chciał.
Do końca czasu
przeznaczonego na spotkanie odrabiali lekcję, rozmawiali i śmiali
się z różnych żartów. A gdy skończył się czas, wyszli.
Najpierw Malfoy, po kilku minutach chłopaki, a na końcu Harry z
Lisą. Aby nikt nic nie podejrzewał. Szczególnie ze względu na
Dracona. Oficjalnie był przyszłym śmierciożercą i pomimo że nie
zamierzał nim być, to musiał utrzymywać pozory. We dwójkę
doszli do pokoju wspólnego, gdzie nie było już dużo osób. W
końcu była już późna pora. Harry pocałował Lisę w policzek i
poszedł do swojego dormitorium. Zasnął bardzo szybko.
Szedł drogą
do Hogsmade. Ciągle przyśpieszał. Biegł jak najszybciej, aby ją
uratować. Nic innego się nie liczyło. Nogi go bolały coraz
bardziej, ale on jakby tego nie zauważał. Serce dudniło w piersi,
jakby walczyło o każde uderzenie. Wciąż miał przed oczami widok,
jak atakują ją Śmierciożercy. Przyspieszył.
Wybiegł zza
zakrętu i ją dostrzegł. Leżała na ziemi, a nad nią
teleportowali się śmierciożercy. Wyciągał już różdżkę, ale
nie zdążył, bo w tej samej chwili zniknęli. Jedynie Bellatrix
pożegnała go pełnym triumfu uśmieszkiem.
Podrzedł do
przyjaciółki i przyklęknął obok niej. Wołał do niej, ale nie
zareagowała. Popatrzyła na niego z delikatnym uśmiechem i zamknęła
oczy. Jej klatka piersiowa przestała się ruszać. Potrząsał ją,
nie mogąc się pogodzić z prawdą. Czuł jakby mu serce się
rozrywało. Nigdy nie miało być tak samo.
Poczuł podmuch
wiatru i przed nim wylądowała kartka.
Wciąż o tobie
pamiętam, Harry Potterze. A to, to tylko namiastka tego co moge Ci
zrobić.
Twój Wieczny
Przyjaciel
L.V.
Otworzył oczy i
za jednym zamachem usiadł na łóżku. Oddychał ciężko, serce mu
przyśpieszyło, był cały przepocony. Schował twarz w rękach.
To był tylko sen.
Tylko sen. Nic takiego się nie stanie.
Zdawał sobie
sprawę, że okłamuje sam siebie. Voldemort musiał znowu przesłać
mu wizje, tak jak w piątej klasie. Ale jak? Przecież umiał
oklumencję.
Starał się
uspokoić i przypomnieć co było w wizji. Nie było to trudne, bo
cały czas siedziało mu w głowie.
Lisa.
Musi sprawdzić
czy nic jej nie jest. Musi.
Ubrał się szybko
i wziął miotłę. To chyba jedyny sposób by dostać się do jej
pokoju. Nie zważając na to, że jest środek nocy, ubrał się i
wybiegł z zamku na boisko Quiddicha. Wystartował. Wbił się w
powietrze, czując wiatr we włosach. Ta wolność, to, że od ciebie
zależy gdzie polecisz, sprawiało, że uwielbiał tę gre. Nie miał
jednak czasu na wspominki. Podleciał do wieży Gryffindoru i
poszukał jej dormitorium. Zatrzymał się obok okna, które było
zamknięte. Jednak dokładnie widział ją, śpiącą spokojnie.
Odetchnął z ulgą.
Była piękna. Jej
brązowe włosy, ułożyły się wokół jej głowy, co wyglądało
całkiem zabawnie. Uśmiechnął się, ciesząc, że nic się nie
stało.
Teraz nie, ale nie
mógł się pozbyć niepokoju, że to nie skończy się dobrze.
Minęło parę
dni. Harry popadał w rutynę. Wstawać, śniadanie, zajęcia,
spotkania, odrabianie zadań i spać. I tak codziennie. Nie zauważył
nawet jak skończył się tydzień. O swoim tajemniczym śnie nie
powiedział nikomu. Nie chciał ich martwić.
Miał tylko
nadzieje, że nic złego się nie stanie.
Niestety, pomylił
się.