sobota, 8 marca 2014

Rozdział 17


 "I dreamed I was missing,
   you were so scared"

Wychodził właśnie z 2-godzinnego zielarstwa, była to dziś ostatnia lekcja. Szedł sam w kierunku pokoju wspólnego i myślał nad przyjaźnią. Znowu. Dalej nie był do końca przekonany do Malfoy'a. Trudno żeby był, w końcu nienawidzili się przez tyle lat. Był naprawdę ciekawy co skłoniło go do nawiązania porozumienia z nim, Harry Potterem. Jeszcze niedawno był dla niego Złotym Chłopcem. Poznał go lepiej i wiedział, że nie jest taki jak był kiedyś. Albo to co kiedyś widział to były pozory. Powiedział, że nie chciał przystąpić to śmierciożerców, ale dlaczego? Nie wiedział, czy mu wierzyć. A jakby go zdradził? Uwierzyć w to, bez dowodu, byłoby najprostrzym rozwiązaniem, ale z doświadczenia wiedział, że takie rozwiązania niekoniecznie są mądre. Nie chciał być też nieufny, ale zdawał sobie sprawę, że zna go od niedawna. Będzie się trzymał tego co powiedział. Zakopali topór wojenny i tak będzie dopóki nie udowodni mu, że może mu ufać. Tak jak powiedziała Lisa, musi dać mu przykład. Tylko, że za cholerę nie wiedział jaki. Może wyjdzie z czasem.
-Niezła jest ta nowa. Clyton, nie? Taka ładna, chyba do niej zagadam- usłyszał głos tak na oko czwartoklasisty. Zdusił śmiech. Znał ją na tyle dobrze, że wiedział, że taką gadką u niej nic nie osiągnie.
Ominął ich, nie zaszczycając spojrzeniem. Podając hasło, wszedł przez obraz Grubej Damy, gdzie spotkał Rona i Hermione, siedzących na kanapie i odrabiających zadanie. Przysiadł się do nich.
-Jak tam pierwszy dzień w szkole?- zagadał.
-Chyba dobrze- mruknęła dziewczyna- ale tyle nam zadali! Mam już dość tych zadań.
-Ty?- Harry się roześmiał- Zawsze przecież chciałaś się uczyć.
-To prawda, dalej chce, ale nie mogę przestać myśleć, że my zakuwamy jakieś niepotrzebne formułki, kiedy na wolności Voledemort sieje spustoszenie.
-Tak, chyba masz rację- potwierdził Harry, wbijając się w fotel. Zdawał sobie sprawę, że jego przyjaciółka nie wie, o tym, że to on ma go pokonać, ale on wiedział i nic z tym na razie nie robił. Bo co ma robić? Wiedział, że z takim podejściem nic nie osiągnie, ale nie wiedział już co robić. Lepiej o tym nie myśleć. I tak też robił.
-A ty? Odrobiłeś już wszystko?- zapytał Ron.
-Tak- skłamał. Nawet nie miał wyrzutów. Powiedział sobie, że wszystko zrobi na spotkaniu z Malfoy'em.- Zrobiłem między lekcjami.
-Spoko- mruknął Ron. Harry widział, że coś go gryzie, ale nie miał zamiaru się o to pytać. I tak sam mu powie.- Dobrze znasz te Clyton?- zauważył jak Hermiona pośpiesznie wymyka się z pokoju wraz z książkami.
Nie wiedział, co powiedzieć. Skłamie to Ron będzie wiedział, że nie mówi prawdy, bo skoro pyta, to musiał ich widzieć. Powiedzieć prawdę?
-Znam ją troszkę- odpowiedział ostrożnie- a po co ci to?
Weasley wyraźnie się zmieszał.
-Nie uważasz, że jest … ładna?- powiedział unikając jego wzroku.
-Co?- Potter nie wiedział, czy go do końca rozumie.- No tak, ale co w związku z tym?
Ron zarumienił się jeszcze bardziej.
-No, nie pomógł byś mi do niej zagadać?
Troszkę go zamurowało. Co? Zagadać do niej? On? Nie wydawało mu się to możliwe.
-A co? Spodobała ci się?
Ron nie odpowiedział.
-Co się stało za śmierciożercą z Durmstrangu?- zakpił. Nie mógł się powstrzymać. Co się działo z jego przyjacielem?
-No nie wiem. Wydaje mi się, że zachowałem się zbyt impulsywnie.- zadziwiająca szczerość pojawiła się w głosie chłopaka.
-No co ty nie powiesz- mruknął. Kątem oko zobaczył Lise wychodzącą z dormitorium dziewcząt. -No to idź- pokierował go wzrokiem.
Ron nie zdążył nawet wstać, bo Lisa podbiegła do nich, a raczej do Czarnego, ponieważ Rona zignorowała.
-Powiedziałam Jockowi i Serwalowi, żeby przyszli wcześniej- szepnęła mu do ucha.- Wyobrażasz sobie, że znalazłam Joy'a w bibliotece?
Harry na ostatnią uwagę nieumiejętnie próbował zadusić śmiech.
-Tak jak wtedy. Zależy mu na ocenach.
-Dobrze by było, by zaciągnął też drugiego do roboty. A nie jeden robi, drugie się obija- zaśmiała się. Przez cały czas nie zwracała uwagi na obecność Rudzielca. Siedziała na kanapie obok Harry'ego i tylko on ją interesował.
-Możemy porozmawiać? Może ja bym ci w czymś pomógł?- u jej boku znalazła się postać Weasley'a, który mówiąc to, poklepał ją po ramieniu.
-Weasley?- zapytała ostrożnie, zerkając z niepokojem na swoje ramie i jego rękę na nim.
-Tak?
-Czy wyglądam ci na konia?- spytała z poważnym wyrazu twarzy.
-Eee...no nie...- wyjąkał zdezorientowany.
-To dlaczego mnie klepiesz?- wzniosła brwi.
Ups. Chyba mu nie wyszło, pomyślał Harry dusząc się od tłumionego śmiechu na drugim końcu sofy. Patrzył jak zmieszany Ron przeprasza i odchodzi do dormitorium.
Lisa wolno odwróciła się do niego.
-Ok- zaczęła powoli- to było dziwne.
Potter zaśmiał się jeszcze głośniej.
-I na pewno nie śmieszne- zirytowała się patrząc na przyjaciela.
-Było- wyszczerzył się.- A już na pewno twoja riposta.
-Tak?- udawała niewinną- Nie widziałam, wiesz nie chciałam się, żeby poczuł się nieswojo, ale już tak dawno nikomu nie dokuczałam...- zrobiła słodką minkę.
-Tak, założe się, że nie dokuczałaś Brainowi po naszym wyjeździe- powiedział z lekką ironią.
-Oczywiście, że nie dokuczałam- popatrzyła mu wyzywająco w oczy.
-No przecież mówię, że nie- to była czysta ironia.
-Ale myślisz co innego.
-Tak. Myślę, że pomalować mu coś na różowo. Zawsze chciałaś to zrobić.
-O ty małpo! Właśnie, że nie!
-Tak, pingwinie!
-Pingwinie?- powtórzyła, ze zdziwieniem, zapominając, że sobie dogryzali. Uwielbiała to robić.
-Tak- rzekł beznamiętnie- Skoro ja małpa, to ty pingwin- oświadczył wyniośle.
Popatrzyła na niego głupio.
-Mniejsza z tym, chodźmy, bo jeszcze przyjdziemy przed Dragonem.

-No więc mów- zarządziła Lisa. Siedzieli w czwórkę w Pokoju Życzeń i czekali na odpowiedź Harry;ego. Chłopak zamyślił się jak im to powiedzieć i odparł po chwili.
-Nie wiem może mi nie uwierzycie. To jest trochę nieprawdopodobne- patrząc na ich ciekawe twarze i opowiedział im o spotkaniu z Nikiem i rozmowie ze Snapy'em. Powstrzymali się od pytań do końca, aż on nadszedł.
-Myślisz, że Snape przestał cię nienawidzić?- spytał Joy wątpliwym głosem.
-Nie wiem- wzruszył ramionami- Mam nadzieję. Zależy mi, by nie wywalił mnie z klasy.
-Tak, jeszcze tego by brakowało- mruknęła Lisa.
-Co sądzicie o Nicku? Może by mu jakoś pomóc?- zaproponował Harry trochę niepewny.
-Jak chcesz to zrobić?- Mike nie był pozytywnie nastawiony.
-Myślałem, żeby poprosić o to Malfoy'a.
Lisa zmarszczyła brwi.
-Szczerze, to nie taki zły pomysł- powiedziała zamyślona.
-Tak?- zdziwił się.
-A co? Uważasz, że już nic nie umiesz wymyślić?- wywróciła oczami.
-Zwykle mnie krytykujesz. No nic, to chyba tyle, nie?
-Nom- mruknął Jock- Ja to bym ci ze Snapem radził poczekać jak on się będzie zachowywać. Wtedy zrobisz co będziesz według ciebie najlepsze.
-Chyba tak.
Doszedł ich hałas od wejścia.
-Siema wam- zawołał Draco, zwalając się na kanapę.
-Wstawaj, wstawaj!- powiedział Harry, robiąc to co sam powiedział.
-No, już, już- uczynił to samo- Co dzisiaj?
-Dzisiaj będziesz ćwiczył magię bezróżdżkową.
Lisa patrzyła jak znowu siadają, tylko w innym miejscu i Harry tłumaczy mu tą dziedzine magii. Ona z pozostałymi pootwierali podręczniki i zaczęli robić esej dla McGonagall. Opisać rozwój animagia. Czy jakoś tak. Nawet nie trzeba było przy tym myśleć. Łatwizna. Ale i tak jej się nie chciało. Dla zabawy wycelowała ręką w Pottera, który siedział jakieś dwa metry przed nią, bokiem. Także jej nie wiedział. Draco ją zauważył, ale dała znać, żeby nic nie robił.
Pomyślała o tym, żeby włosy Czarnego wzniosły się w powietrze i machnęła ręką. Udałoby się, gdyby Harry nie poczuł za sobą ruchu magii, także automatycznie obrócił się i wytworzył tarczę.
-Ej!- popatrzył na nią z niby wyrzutem- Ja tu uczę.
Wywróciła oczami uśmiechając się szeroko.
-A ja się nudzę.
-Nic ci na to nie poradzę, a ty- zwrócił się do ucznia- próbuj dopóki ci się nie uda. Tutaj to tylko ćwiczyć.
-Jasne, trenerze- wziął się do roboty.
Potter w tym czasie rozsiadł się koło Lisy i też zaczął pisać zadania domowe. Po kilkunastu minutach skończył i nic. Nuda.
-Ach, korzystaj z nudy póki można- odparł Mike, który dotychczas siedział cicho- Przynajmniej Voldziu się nie odzywa.
-Sądzę, że teraz nie, ale jak już coś zrobi to pójdzie na całość.
-Pomożemy ci- przytuliła się do niego dziewczyna.
-I to mnie martwi- mruknął do siebie. - Widziałaś jaką masz popularność w szkole?- spytał chcąc zmienić temat.
-Nie...
-Spotkałem dwóch kolesi, którzy pytali się jak cię zagadać- zaśmiał się.- I jeszcze Ron.
-Co z Weasley'em?- przybliżył się Draco.
-Liska zaskoczyła go niezłą ripostą. Łagodnie powiedziane- zaśmiał się.
-Dlaczego?
-Podrywał ją- opowiedział prosto Harry.
-Odezwał się ten, którego nikt nie zna- powiedziała Lisa ze złośliwym uśmiechem- Myślisz, że ja nie słyszę tych wszystkich plotek o tobie? Niedługo będziesz miał wielbicielki.
-Już ma- roześmiał się Joy.- Słyszałem dziewczyny, które chcą cię uwieść.
-O ja biedny- załamał się Potter.
-W Slytherinie może być tak samo- odezwał się Malfoy.
Harry spojrzał na niego lekko przerażony.
-Nie strasz mnie tak.
Wybuchnęli śmiechem.
Chwile jeszcze gadali o nieistotnych sprawach, dopóki nie odezwał się Mike.
-Wracaj do pracy, bo Brain spierze go na kwaśne jabłko- rzekł do Malfoy'a.
-Bardzo prawdopodobne- mruknął Potter.- Ale poczekaj chwile. Kojarzysz może tego małego Nicka Hay'a?- Dragon powoli pokiwał głową.- Spotkałem go dziś w towarzystwie dwóch piątoklasistów. Powiedziałbym, że nie byli zbyt mili.
-Chcesz, żebym go trochę pilnował?- szybko skojarzył fakty.
-Po prostu tak pomyślałem- wzruszył ramionami- Nie żal ci go?
-Trochę.
-Zrobisz co będziesz chciał.
Do końca czasu przeznaczonego na spotkanie odrabiali lekcję, rozmawiali i śmiali się z różnych żartów. A gdy skończył się czas, wyszli. Najpierw Malfoy, po kilku minutach chłopaki, a na końcu Harry z Lisą. Aby nikt nic nie podejrzewał. Szczególnie ze względu na Dracona. Oficjalnie był przyszłym śmierciożercą i pomimo że nie zamierzał nim być, to musiał utrzymywać pozory. We dwójkę doszli do pokoju wspólnego, gdzie nie było już dużo osób. W końcu była już późna pora. Harry pocałował Lisę w policzek i poszedł do swojego dormitorium. Zasnął bardzo szybko.

Szedł drogą do Hogsmade. Ciągle przyśpieszał. Biegł jak najszybciej, aby ją uratować. Nic innego się nie liczyło. Nogi go bolały coraz bardziej, ale on jakby tego nie zauważał. Serce dudniło w piersi, jakby walczyło o każde uderzenie. Wciąż miał przed oczami widok, jak atakują ją Śmierciożercy. Przyspieszył.
Wybiegł zza zakrętu i ją dostrzegł. Leżała na ziemi, a nad nią teleportowali się śmierciożercy. Wyciągał już różdżkę, ale nie zdążył, bo w tej samej chwili zniknęli. Jedynie Bellatrix pożegnała go pełnym triumfu uśmieszkiem.
Podrzedł do przyjaciółki i przyklęknął obok niej. Wołał do niej, ale nie zareagowała. Popatrzyła na niego z delikatnym uśmiechem i zamknęła oczy. Jej klatka piersiowa przestała się ruszać. Potrząsał ją, nie mogąc się pogodzić z prawdą. Czuł jakby mu serce się rozrywało. Nigdy nie miało być tak samo.
Poczuł podmuch wiatru i przed nim wylądowała kartka.

Wciąż o tobie pamiętam, Harry Potterze. A to, to tylko namiastka tego co moge Ci zrobić.
Twój Wieczny Przyjaciel
L.V.
Otworzył oczy i za jednym zamachem usiadł na łóżku. Oddychał ciężko, serce mu przyśpieszyło, był cały przepocony. Schował twarz w rękach.
To był tylko sen. Tylko sen. Nic takiego się nie stanie.
Zdawał sobie sprawę, że okłamuje sam siebie. Voldemort musiał znowu przesłać mu wizje, tak jak w piątej klasie. Ale jak? Przecież umiał oklumencję.
Starał się uspokoić i przypomnieć co było w wizji. Nie było to trudne, bo cały czas siedziało mu w głowie.
Lisa.
Musi sprawdzić czy nic jej nie jest. Musi.
Ubrał się szybko i wziął miotłę. To chyba jedyny sposób by dostać się do jej pokoju. Nie zważając na to, że jest środek nocy, ubrał się i wybiegł z zamku na boisko Quiddicha. Wystartował. Wbił się w powietrze, czując wiatr we włosach. Ta wolność, to, że od ciebie zależy gdzie polecisz, sprawiało, że uwielbiał tę gre. Nie miał jednak czasu na wspominki. Podleciał do wieży Gryffindoru i poszukał jej dormitorium. Zatrzymał się obok okna, które było zamknięte. Jednak dokładnie widział ją, śpiącą spokojnie. Odetchnął z ulgą.
Była piękna. Jej brązowe włosy, ułożyły się wokół jej głowy, co wyglądało całkiem zabawnie. Uśmiechnął się, ciesząc, że nic się nie stało.
Teraz nie, ale nie mógł się pozbyć niepokoju, że to nie skończy się dobrze.

Minęło parę dni. Harry popadał w rutynę. Wstawać, śniadanie, zajęcia, spotkania, odrabianie zadań i spać. I tak codziennie. Nie zauważył nawet jak skończył się tydzień. O swoim tajemniczym śnie nie powiedział nikomu. Nie chciał ich martwić.
Miał tylko nadzieje, że nic złego się nie stanie.
Niestety, pomylił się.