czwartek, 26 września 2013

Rozdział 12

Gdy otworzył oczy miał wrażenie, że wciąż jest na szkoleniu. Taka sama spokojna noc. Jednak coś było nie tak. Podniósł głowę i zobaczył, że jest w pokoju Lisy, a dziewczyna śpi obok niego, wtulona w jego rękę. Niezbyt się tym przejął, bo w czasie tych dwóch lat często nie miał siły i z chłopakami, jak do późna gadali z dziewczyną to zasypiali u niej.
Delikatnie oparł się na łokciu i spojrzał na nią. Spała spokojnie. Jej włosy porozkręcały się na całej poduszce. Harry wiele razy dziwił się dlaczego nie ma chłopaka, bo przecież jest taka ładna, że powinni się ustawiać się za nią w kolejce. Ale nie pozwoliłby na to jakiemuś idiocie. Ona jest zbyt wyjątkowa.
Gdy tak myślał, coś się zaczęło zmieniać. Oddech Lissany stał się ciężki i chrapliwy, a ona sama zaczęła się kręcić w łóżku. Puściła jego rękę i zacisnęła dłonie w pięść. Spięła się. Harry nie wiedział o co chodzi. Pogłaskał ją po włosach. Bez reakcji. Dziewczyna zaczęła się trząść, a on nie mógł nic zrobić. Był mocno przestraszony. Potrząsnął ją delikatnie za ramię. Nic.
-Liska, obudź się.- szepnął. Żadnej reakcji.- Obudź się.- powiedział głośniej i potrząsnął jej ramię. To samo. Dziewczynie po twarzy popłynęły łzy. Starł je ręką i pogłaskał ją po policzku. Poczuł ciepło jej ciała i łez, ciągle płynących. Poklepał ją po policzku.
-Liska!
Otworzyła wreszcie oczy i popatrzyła na niego ze strachem. Łzy teraz płynęły ciurkiem. Dziewczyna w oczach miała wielki strach i ból.
-Co się stało?- zapytał, w ciąż głaszcząc ją po policzku. Lisa nie odpowiedziała, tylko rzuciła się na niego. Objęła go rękami za szyję i przyległa do jego torsu. Harry coraz bardziej zaniepokojony pogłaskał ją po plecach.- Hej, co jest?
-Miałam....miałam...- rozszlochała się.
-Cii...wszystko jest dobrze.- powiedział łagodnie.
-Ja...miałam koszmar...-szepnęła niewyraźnie.
-Jaki?
-Nie...nie mogę...-usiadła samodzielnie i patrzyła się na ścianę.-To było...okropne.
-Co ci się śniło?
Dziewczynie znowu popłynęły łzy.
-Jak byłeś u Voldemorta... jak cię torturuje i… zabija...- pod koniec nie była zdolna mówić, dokończyła szlochem.
Harry usiadł naprzeciwko niej i pogłaskał ją po włosach.
-Od kiedy ci się to śni?
-Od kiedy powiedziałeś, że cię porwał. Ja...ja miałam takie wyrzuty sumienia. Naprawdę mi przykro, że tak na ciebie wtedy nakrzyczałam...
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?- przerwał jej stanowczo.
-Ja nie chciałam, żebyś się niepotrzebnie martwił.
-Niepotrzebnie? Ja chcę się o ciebie martwić, Lisa.
-Przepraszam.- powiedziała cicho.
Przytulił ją.
-Obiecujesz, że jak się coś będzie działo to dasz mi znak?
-Obiecuję.- uśmiechnęła się przez łzy.
-No dobrze.- wstał i popatrzył przez okno.- Już prawie szósta. Idziesz popatrzyć ze mną jak Malfoy się męczy?
-Pewnie. To będzie ciekawe doświadczenie.

Spotkali Malfoya przy jeziorze, tak jak się umawiali. Siedział na brzegu. Lisa, już ogarnięta i z uśmiechem na ustach, usiadła obok niego.
Popatrzył na nią.
-Lisa Clyton.- uśmiechnęła się podając mu rękę.
-Draco Malfoy.- uścisnął jej rękę.
Harry doszedł do nich.
-No Malfoy- zaczął przymilnym głosem- to na początek może osiem kółeczek dookoła zamku.
-Ile?- wytrzeszczył oczy.
Czarny zachichotał. Mógłby powiedzieć, że ta sytuacja miała już miejsce. Z wyjątkiem, że to byli oni.
-Ruchy, ruchy. Chyba, że chcesz więcej?- pobiegł.
Potter usiadł obok dziewczyny.
-Nie powinieneś tak go traktować.- skarciła go.
-Niby jak?
-Tak jak to robisz.
-Przecież my robiliśmy po dziesięć! To już i tak mniej.- zamilkł pod jej spojrzeniem.
-Idź, pobiegaj z nim.
-Po co?- zadziwił się.
-Kondycja ci siądzie.- roześmiała się.- Idź już, bo będzie oszukiwał.
-Masz rację. Nie pozwolę mu się teleportować.-zastrzegł i pobiegł w kierunku, w którym zniknął Draco. Jeszcze kondycja mu nie spadła, więc dogonił go bez trudu.
-Co tam, Dragon?- odparł przebiegając po jego stronie, ale wyrównał bieg.
-Jak mnie nazwałeś?- obruszył się.
-Dragon.- odpowiedział spokojnie.- Jakoś tak mi przyszło do głowy.- wzruszył ramionami.
-Tak wymyślaliście wasze przezwiska?
-Skąd o tym wiesz?- spytał podejrzliwie.
-Brain mi mówił coś o Serwalu i Jocjusie.
-Jocku.- poprawił go odruchowo.- Serwal to Joy Jonson, Jock to Mike River, i ja, Czarny. Jest jeszcze Lisa. Ją poznałeś.- stwierdził, że nie będzie tego ukrywać. Bo po co?
-A po co to? Jesteście jak Wielka Paczka?
-Po prostu przyjaciółmi.- wzruszył ramionami- Brain to wymyślił.
-Tak?- zdziwił się.- Dlaczego?
I Harry opowiedział mu o kawałach, jakie robili we czwórkę Brain'owi. Draco zaśmiał się.
-Jemu to by pasowało robić. Jest za poważny.- stwierdził.
-Taak. Właśnie też dlatego wybraliśmy jego. Miał u nas przesrane przez te dwa lata.
Dopiero teraz zauważył, że przebiegli siódme kółko, a Malfoy ledwo dyszy. Jemu to nie przeszkadzało. Przywykł nawet do dwudziestu.
-Chodź.- wskazał na drzewo, które robiło cień, wiecznie gorącemu słońcu.
-Dzięki.- sapnął i rozwalił się na trawie.
Chwilę leżeli w ciszy, wsłuchując się w śpiew ptaków. Malfoya coś trapiło. Harry to widział, jednak nic nie zrobił.
-Jednak można z tobą normalnie porozmawiać.- stwierdził z uśmiechem.
-Tak- zaśmiał się- dowiedziałbyś się już wcześniej, gdybyś tak chamsko nie odrzucił mojej przyjaźni.
-To tu cię boli.- Czarnego olśniło.- Tylko dlatego przez te wszystkie lata byłeś taki ...okropny?
-Głównie.- przyznał.- Byłem też pod kontrolą ojca. Nie mogłem tak po prostu stać się twoim przyjacielem. Ty jesteś wrogiem Czarnego Pana, a on jego wiernym sługom. Z przyjaźni z Chłopcem-Który-Przeżył nie wynikło by nic dobrego.
-Taak, jest bardzo wiernym sługom.- mruknął pod nosem. Na wiadomość o Malfoyu Seniorze przyszły wspomnienia. To jak ten rzucał Cruciatusa na jego ramie. Otwartą, ciągle bolącą ranę. Wzdrygnął się. Poradził sobie z tym, ale i tak wolał o tym nie myśleć. To wciąż bolało. Psychicznie.
-Wiem o tym, że byłeś u Voldemorta.- powiedział nagle, wybudzając go z zamyślenia.
-Skąd?- zapytał cicho, jednak domyślając się odpowiedzi.
-To było furrorą u Śmierciożerców. Ojciec był nieźle wkurzony jak po jednym dniu zwiałeś.- Harry pokiwał głową, w duchu ciesząc się z tego.- Wiem co ci zrobił.
Harry spojrzał na niego niespokojnie.
-Pewnie nie chcesz o tym rozmawiać, ale...
-Masz rację, nie chce.- przerwał mu stanowczo.
-Dobra.- zamyślił się na chwilę, chcąc zmienić temat - Dalej uważasz, że Dumbledore jest taki święty?
-On nigdy nie był święty, tylko po prostu tego nie widziałem.
-Fajnie, że przejrzałeś na oczy. Czyli nie jesteś po żadnej stronie?
-Nie i nie mam zamiaru tego zmieniać.- uśmiechnął się.
Siedzieli w ciszy. Harrego coś nurtowało.
-Tak jak powiedziałem wczoraj, na razie nie ma szans na przyjaźń z całkowitym zaufaniem, ale nie chce się już kłócić. Zaczniemy od początku?- ulżył sobie i popatrzył na Dracona niepewnie.
-Draco Malfoy- wyciągnął rękę.
-Harry Potter- uścisnął ją.
Z uśmiechami odmaszerowali do zamku.

-Jock! Serwal!
-Cześć, stary.- poklepali się po plecach.
Minęło kilka dni od rozejmu z Draco, a chłopaki przyjechali dopiero teraz.
-To jest mój uczeń- wskazał na Dragona.
-Draco Malfoy.- wyciągnął do nich dłoń.
Nie ujęli ich, tylko patrzyli niepewnie na Pottera.
-Pogodziłem się z nim.- oznajmił.
Chłopaki się rozluźnili.
-Nie jestem Śmierciożercą.- zastrzegł Malfoy, widząc, że Czarny opowiedział im o nim dawnym.
-Na razie wierzymy.- powiedział Joy. Uścisnął jego dłoń.
-Chodźcie na obiad.- zagadnął Harry. Poszli w kierunku Wielkiej Sali. Wchodząc zobaczyli Lise, która siedziała i zaczęła jeść.
-Ładnie to tak zaczynać bez nas?- zagaił Czarny siadając obok niej.
-Możliwe, że nie, ale co mi tam.- machnęła ręką zbywającą.- Pogodziliście się?- zgadła, patrząc jak nie wysyłają sobie już wrogich spojrzeń.
-Taak.- potwierdził Draco przeciągając. Czarny zgodził się kiwając głową.
-Ile już przerobiliście materiału?- spytał ciekawy Joy.
-Kilka zaklęć Feniksów i właściwie tyle. Ja nie wiem co Brain sobie wyobrażał. Przecież nie nauczę go nawet większości do Hogwartu. To niedorzeczne.
-Wiem, też tak myślę. Może byśmy ci pomogli?- zaproponował Mike.
-A chcecie?- Harry zwątpił.
-Możemy ci pomóc.- zgodziła się Liska, niezważając na jego minę.
-Na przykład z teleportacją.- Serwal pokiwał głową.- To będzie najłatwiejsze.
Zaśmiali się zgodnie.
Draco obserwował ich. Musiał potwierdzić słowa Czarnego, że są naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Teraz to widział najlepiej.
-Ja też tu jestem.- przypomniał im. Popatrzyli na niego.
-Wiemy.- odrzekli zgodnie ze śmiechem.- to co? Zaczynamy po obiedzie.

Stali na niewielkim boisku, koło jeziora. Draco był w środku, a chłopaki i Lisa otaczali go, w powietrzu robiąc kółko. W rękach trzymali kafle.
-Chyba żartujecie.- wyksztusił Malfoy, gdy pojął co oni mają zamiar zrobić.
-Niestety.- Czarny uśmiechnął się figlarnie- Omijaj piłki i próbuj przed nimi uciec najprostszym sposobem. Po prostu się deportuj.
Dragon popatrzył na niego z przerażeniem.
-Jaja sobie robicie.
Pokręcili głowami uśmiechając się głupkowato.
-Trzy...dwa...jeden...już!
Harry rzucił, ale Draco z łatwością ominął piłkę. Następnie Joy, znowu ominął, Mike: znowu. I tak dalej...
Harry podleciał, na miotle, do Joy'a.
-To nic nie da.- rzekł.- trzeba go okrążyć.
Tak zrobili.
Malfoy popatrzył na nich. I po chwili już nie miał gdzie uciekać, bo z każdej strony był ktoś z piłką. Wiedział, że nie mogą nic mu zrobić, ale teraz nie był tego taki pewien. Był okrążony. Musiał się deportować. Z całych sił skupił się na miejscu za Potterem. Myślami był już tam, chciał się tam znaleźć ciałem. Wytężył wole i … tak zakręciło mu się w głowie, że zgiął się w pół. Z trudnością odepchnął od siebie odruch wymiotny. Nawet nie zauważył, że zamknął oczy. Otworzył je. Był jakieś 10 metrów od miejsca w którym stał wcześniej. Harry przyglądał mu się z uśmiechem.
-Udało ci się!- zawołał. Podleciał do niego i przybił mu piątkę.
Draco wyszczerzył się triumfująco. I po chwili już go nie było. Znajdował się na końcu boiska. Za tym razem też czuł mdłości, ale już nie tak silne. Przeskakiwał jeszcze kilka razy, a ustały całkowicie.
-No to teleportacje masz całkowicie opanowaną.
Draco odetchnął z ulgą.

Potter otworzył oczy i spojrzał na zegarek. Zaklął. Znowu spóźnił się na lekcję z Dragonem. Na szczęście ten już jest przyzwyczajony.
Ubrał się i umył w mirę szybko. Poszedł do sali treningowej, ale Malfoya w niej nie było. Nie przejął się bardzo. Powędrował na śniadanie do Wielkiej Sali. Rozejrzał się. Tam też go nie było. Usiadł przy przyjaciołach.
-Widzieliście Malfoy'a?- zapytał biorąc do ręki tosta.
-Nie.- odpowiedziała Lisa.- A co? Nie przyszedł?
Harry uśmiechnął się niewinnie.
-Znowu zaspałeś.- rzuciła z wyrzutem.-To teraz radź sobie sam.- odeszła od stołu.
-Co jej jest?- zapytał zdziwiony.
-My mamy wiedzieć?- odparł Joy.
-Pewnie ma te dni.- rzucił Mike z naciskiem na przed ostatnie słowo. Pojęli o co chodziło. Zarechotali.
-Dobra, idę do jego pokoju.-powiedział Czarny kończąc tosta. Wyszedł z sali.
Zatrzymał się przed pokojem i zapukał.
-Proszę.- usłyszał ciche zaproszenie.
Wszedł.
Na łóżku po turecku siedział Draco. Koło niego znajdował się odtwarzacz. Wydobywała się muzyka:
-...I take everything from the inside, And throw it all away,' Cause I swear for the last time, I won't trust myself with you*...
-Kto to?- zapytał zafascynowany.
-Linkin Park.- odpowiedział Dragon przyglądając się jak Harry podchodzi i siada obok niego.
-Dobrzy.-stwierdził z uśmiechem.
-Bez wątpienia.-zaśmiał się.- Nigdy o nich nie słyszałeś?
Zaprzeczył.
-Nie słucham muzyki.- jego rozmówca bardzo się zdziwił.
-Może najwyższy czas żeby zacząć.- powiedział Malfoy. Pokazał mu jeszcze kilka jego ulubionych utworów. Potter słuchał tego będąc pod wielkim wrażeniem.
O lekcji zapomnieli.


*Linkin Park – From the Inside

piątek, 20 września 2013

Rozdział 11

Kilka dni później obudził się ze złym przeczuciem. Nie było tyle złe co dziwne. Jakby miało się mu stać coś osobistego. Przyzwyczaił się już do złych rzeczy, które go spotykają, ale dalej go dziwiły i wcale nie cieszyły.
Była już połowa sierpnia. Za dwa tygodnie do szkoły. Do Hogwartu. Cieszył się. Wreszcie będzie mógł odpocząć od niespokojnych spojrzeń dyrektora i wścibskich Moody'ego. Będąc przy tym strasznie go znielubił. Nie znał Szalonookiego od drugiej strony, ale właśnie go poznawał. Nie było to miłe. Z Ronem i Hermioną było lepiej, niż nas początku, ale to nie było to samo co kiedyś. Rozmawiali na tematy szkoły, nauczyciele, ale na tym koniec. Nie wypowiadał się ze swoich sekretów, ale oni zarazie go nie zmuszali. Za to coraz częściej zastanawiał się czy nie powiedzieć o tym Ashley. Ona nikomu by nie powiedziała, tego miał pewność. Ale wahał się, bo po co jej mówić?
Westchnął i wstał się ubrać. Nagle zupełnie niespodziewanie zapiekł go znak, na ramieniu. Wiedział co robić, bo Lisa przed wyjazdem mu powiedziała. Musiał się teleportować do zamku. Tylko jak to zrobić? W kuchni słyszał już głosy Moody'ego i Dumbledora. Oni nie nabiorą się na żadną bajeczkę. Ale nie miał zamiaru zrezygnować.
Zszedł na dół i rozejrzał się. Miał rację. Dorośli siedzieli przy stole. Powoli szedł w kierunku drzwi, gdy...
-Potter!- głos Moody'ego. Czarny zaklął w myśli.- A gdzie ty się wybierasz?
-Nie pana sprawa.
-Powiedz!- zażądał ostrym głosem, stając naprzeciwko.
-To nie pana interes.- powtórzył chłodno.
-W takim razie nigdzie nie idziesz.
-Nie?- spytał z ironią i chwilę później uciekł mu pod ramieniem i pognał w kierunku drzwi.
-Potter!- usłyszał wołanie mężczyzny, ale nic sobie z tego nie robił.
-Dajcie mu spokój...- głos Ashley. Uśmiechnął się na te słowa.
Ale on już wybiegł przez drzwi i telaportował się przed zamek Czarnych Feniksów. Od jego wyjazdu nic się nie zmieniło. Dalej było pięknie. Drzewa w lesie, jezioro, cały zamek. Coś niebywałego.
Podszedł do jeziora, widząc znajomą postać siedzącą po dębem. Usiadł obok niej.
-Pod naszym dębem?- powitał  Lisę uśmiechem.
-Cześć.- odpowiedziała tym samym.- Brain na ciebie czeka.- dodała.
-Niech chwilę poczeka. Co tam?
Dziewczyna oparła się o jego ramię.
-Dzisiaj jest rocznica śmierci Moni.- powiedziała cicho.
Przytulił ją.
-Przykro mi.- pokiwała głową.
Siedzieli w ciszy, każdy myśląc o czymś innym.
-Dobra. Muszę iść.- wstał.- Wiesz o co chodzi?
Pokręciła głową.
-Zaraz zapewne się dowiesz.
-Tak. Wpadnę jeszcze do ciebie.
-Jasne.- uśmiechnęła się.
Harry wszedł do zamku. Poszedł szybkim krokiem do gabinetu Braina.
-Cześć.- zawołał na przywitanie, nie patrząc przed siebie.
-Co tak długo?- spytał jego były nauczyciel ze złością.
-Mi tego nie mów. Musiałem uciekać! Wyobrażasz to sobie?!- w tej chwili odwrócił się w jego stronę z wesołym uśmiechem. Ten jednak szybko znikł, a na jego miejscu pojawiło się szok.
Przez dłuższą chwilę stał w miejscu nie ruszając się i patrząc w jedną stronę. Zdziwienie powoli mijało i zaczął robić się wściekły. Otóż przed nim, obok Braina, na fotelu siedział Malfoy. Draco Malfoy we własnej osobie. Każdego chyba bardziej by się spodziewał, ale nie jego. Przecież jego ojcem jest Śmierciożerca, a Feniksy są dobre! Ze złością popatrzył się na Braina.
-Co on tu robi?- powiedział w jego mniemaniu spokojnie.
-Harry, usiądź i uspokój się. Wiem, że się nie lubicie...
-Nie lubicie?! To za mało powiedziane...
-Pozwól mi dokończyć.- przerwał mu.- Draco jest moim dalekim siostrzeńcem.
Czarny wpatrywał się w niego, pragnąc, żeby powiedział, że żartuje. Ten jednak był na złość poważny.
-Jaja sobie robisz?- wydukał, opadając na fotel.- Jesteś Malfoy'em?
-Nie.- zaprzeczył.- Jestem kuzynem Narcyzy. Nigdy o tym nie wspominałem, bo bardzo rzadko się z nią widziałem. Miałem inne poglądy na temat czystości krwi i Voldemorta- tutaj Harry popatrzył się na Malfoy'a, ale ten nawet nie drgnął.- dlatego przekreślili mnie z rodziny.
-Ale co on tu robi? I dlaczego mnie to dotyczy?- spytał już z naciskiem.
-Ej! Nie rozmawiajcie jakby mnie tu nie było!- zaprotestował Malfoy gniewnie.
Brain go uciszył.
-Rada wzięła go na szkolenie.- Harry spojrzał na niego ze zdziwieniem.- Ktoś musi go wyszkolić, a wszyscy są zajęci. Dlatego Najwyższy wybrał ciebie.
Czarny wytrzeszczył na niego oczy.
-Żartujesz? Niby jak ty sobie to wyobrażasz?! Pozabijamy się nawzajem!
-Będziecie musieli spróbować...
-Nie ma takiej możliwość!- zaprotestował blondyn. Widocznie on też nie wiedział, że Potter go będzie uczył.
-Tak zadecydował Najwyższy.- rzekł Brain twardo.- Nie macie nic do gadania. A tym bardziej ty – zwrócił się do siostrzeńca.
-Ale Potter?- stęknął żałośnie.- Nie może ktoś inny?
-Koniec tematu.
Harry nie mówił nic w tym momencie, bo wiedział, że Malfoy musi się zgodzić. Z resztą on też. Nie mógł przeciwstawić się Najwyższemu. Ale Malfoy?
-Dobra.- zwrócił się do mężczyzny.- Dajmy na to, że się zgadzam. To będzie trwało tyle ile moje? Co mam powiedzieć Dumbledorowi? Wiesz, że nie mogę tak sobie uciekać, aż na tyle. A poza tym dlaczego ja? Przecież ja dopiero skończyłem to szkolenie. To nie jest dobry pomysł...
-Oczywiście, że jest. Tak zadecydował Najwyższy i tak ma być. Jego szkolenie będzie trwało tydzień.- Czarny wytrzeszczył oczy.
-Przecież...
-Możesz mi cały czas nie przerywać.- powiedział gniewnie. Harry popatrzył na niego wyczekująco.- No więc...
-Nie zaczyna się zdania od ,,no więc”.- uśmiechnął się beszczelnie.
-Potter! Nie denerwuj mnie.
-Przecież nic nie robi.- mina niewiniątka.
-Wkurzasz mnie. Uff- uspokajał się przez chwilę.- będziesz go tutaj szkolił tydzień, więc do kwatery wrócisz jeszcze dzisiaj. Potem pojedziecie do Hogwartu i tam będziecie uczyć się dalej po kryjomu. Pytania?
-Ile mam go nauczyć?- spytał pokonany. Od razu wiedział, że musi się zgodzić. Był też ciekawy, dlaczego Malfoy nie jest Śmierciożercą.
-Przynajmniej połowę tego co ty umiesz. Podstawowo magie umysłu, teleportację, niewerbalną, bezróżdżkową, nasze czary...
-Okey.- pokiwał głową.- A co z animagią?
-Nie musisz. Ale podstawowe czary na poziomie owutemów, na pewno.
-Super.- powiedział bez entuzjazmu. Musiał uczyć znienawidzoną osobę wszystkich najtrudniejszych rzeczy, a potem jeszcze skazywać się na jej towarzystwo w Hogwartcie. Po prostu zaje*iście. Nagle do głowy przyszła mu inna myśl.
-Wiesz, że w tym roku, w Hogwartcie będzie pięć osób, które powinny dostać od razu dyplom z wyróżnieniem.- stwierdził ze śmiechem.
-Dlatego Lissana jedzie z wami. Nie będziecie mogli zbytnio szaleć.
-I tak coś znajdziemy sposób, żeby cię wkurzyć.- wystawił ząbki.
-Nie musicie. Samo ta, że jesteście źle na mnie wpływa.- przewrócił oczami.
-Serwal i Jock przyjadą?- spytał z nadzieją.
-Za kilka dni. Zastaną do końca tygodnia, tak jak ty.- uprzedził jego pytanie.
-Fajnie.- przynajmniej trzy osoby będą mogły jemu pomóc. To jednak zostawił dla siebie.
Nawet nie zauważyli, że Malfoy ciągle jest w pokoju. Siedział, patrzył i nie mógł uwierzyć, że przed nim siedzi Potter. Chłopak słaby, zadufany sobie, wielki bohater i ten, który tracił nerwy przy kilku dogrywkach. Ten był zupełnie inny. Wydawał się twardy, niezwyciężony, ale też bardzo przyjacielski. Nie rozumiał tylko jak zaszła ta zmiana.
-Draco.- z zadumy go głos wujka.- Oto twój trener.- powiedział uroczyście, a następnie zwrócił się do Pottera.- Harry, oto twój uczeń.


-No do jasnej cholery, postaraj się!- Harry’emu puściły nerwy, kiedy po raz dziesiąty Malfoy'owi nie udało się dobrze rzucić czaru Haerent. Siedzieli już od kilku godzin w sali i uczyli się Czarów Feniksów. Załapał się już kilka. Tenebris – oślepienie przeciwnika, Culter- w jego ciele powstają dziury, jak przy użyciu noża i Muddle- zaklęcie powodujące zamęt w głowie, przy którym nie możesz się na niczym skupić. Zatrzymali się przy zaklęciu, które ma przykleić przeciwnika do podłoża, na którym stoi. Malfoy po prostu nie umiał tego pojąć. Wkurzało go to, że akurat Potter musi go wszystkiego uczyć. To było nie w porządku, że on już to umiał.
-Staram się.- powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Czego nie rozumiesz?- Harry starał się być wyrozumiały, ale na Merlina ile można?!
-Nie musisz sobie zadawać trudu.
-Zachowujesz się jak dzieciak.- skomentował Potter.
-Haerent!- skierował różdżkę na Pottera, czego nie miał robić, ale było już za późno. O dziwo, zaklęcie podziałało, a Czarny nie mógł się poruszyć z powodu przyklejonych nóg. Popatrzył na ucznia ze złością, ale i z uznaniem.
-Dobrze, ale nie miałeś tego robić mnie!- pokręcił głową i chciał się odczarować, ale zauważył, że nie ma różdżki.
-Oddawaj.- rozkazał utrzymując spokój.
Draco pokręcił głową z dumą.
-Nie.
Harry spojrzał na niego z pobłażaniem. Machnął ręką i się odczarował. Malfoy patrzył na to zdumiony.
-Co...jak...- jąkał się.
-Ja już umiem magię bezróżdżkową, w przeciwieństwie do ciebie. Tak łatwo mnie nie pokonasz.- tu spojrzał na niego wściekle i zaczął podchodzić bliżej.
-Ale mi się udało.- próbował ostatniej deski ratunku.
-Masz rację.- westchnął.- I tylko dlatego nic ci nie zrobię. Na dzisiaj koniec.- rzucił wychodząc.
Malfoy zastanowił się co robić. Miał wolne, jak to ocenił Potter. Praktycznie niczego, ani nikogo tu nie znał. Nie miał co robić. Pobiegł za nim. Może pozna odpowiedzi na nurtujące go pytania.
-Potter!- zawołał gdy go dostrzegł. Ten spojrzał na niego z irytacją.
-Aż tak bardzo chcesz ćwiczyć.- uniósł brwi.
-Nie, ale chętnie dowiem się co tu ty robisz.
-Stoję i czekam, aż sobie pójdziesz.- odpowiedział wywracając oczami.
-Jak dostałeś się na to szkolenie?
-Czy ja wchodzę z butami z twoje życie?- spytał z irytacją.
W międzyczasie jak rozmawiali on szedł do Lisy, tak jak obiecał.
-Jak chcesz możesz mnie o coś zapytać.- wzruszył ramionami.- Jak u dzieci. Odpowiedź za odpowiedź.
-Ty jesteś jeszcze dzieckiem.- popatrzył na niego z wyższością.
-Tak jak ty.
-Wcale nie.
-Odbiegasz od tematu. To co? Zgadzasz się?
Pokiwał głową niechętnie.
-Super. To na początek- chwilę się zastanowił.- Jak dostałeś się na to szkolenie?
-Lisa mnie tu zabrała.- odpowiedział po prostu.
-A jak...
-Teraz ja.- Draco spojrzał na niego niechętnie.- Sam się w to wpakowałeś.- przypomniał.- Jak to się stało, że nie jesteś Śmierciożercą?
-Skąd o tym wiesz?
-To chyba proste, skoro należysz do Feniksów nie możesz być po stronie zła, co nie?- Draco pokiwał głową,- Więc?
-Od jakiegoś czasu już nie chciałem być Śmierciożercą, ale nie mam wyboru. Z „tatusiem” w kręgu mi nie odpuści. Znalazł mnie Brain i zasugerował szkolenie. Zgodziłem się. Czego jeszcze będziesz mnie uczył?- spytał po chwili.
-Uff - westchnął- wszystkiego. Nie będę ci wymieniał, ale nie obrobimy się nawet z połową do Hogwartu. Nie ma szans.
-Gdzie idziemy?- dopiero teraz zorientował się, że gdzieś podążają.
-To już następne pytanie- zauważył.- teraz ja. Dlaczego w ogóle ze mną rozmawiasz?
Draco się zdziwił. Spodziewałby się innego pytania. Szczerze to średnio je rozumiał.
-Wolałbyś, żebym tego nie robił?
-Nie zrozumiałeś mnie. Pytam czysto teoretycznie.- zastrzegł.
-Po prosu nie mam do kogo iść.- powiedział cicho, patrząc na niego niepewnie.- Nie chce służyć Voldemortowi, a na samą myśl, że mam robić wszystko co mi każe Dumbledore jest mi niedobrze. Może i cię nie lubię i ty mnie też, ale nie mogę skłamać mówiąc, że nie masz żadnej roli w tej wojnie.
-Jasne, ale mam nadzieję, że nie myślisz, że staniemy się wielkimi przyjaciółmi po tylu latach nienawiści- skomentował. Malfoy przytaknął. Bał się, że ten go całkiem wyśmieje i cieszył się, że przynajmniej tyle osiągnął- Wiesz gdzie masz kwatery?
Pokiwał głową.
-Jutro masz być o 6.00 koło jeziora w sportowym stroju, a teraz ,,papa”.
Wszedł do kwater Lissany (poprzednio pukając) nie patrząc nie jego minę.
Było ciemno, więc zaświecił światło. Dziewczyna leżała na łóżku i patrzyła na niego pustym wzrokiem. Przebrana była już w piżamę, czemu nie powinien się dziwić. Było już po dwudziestej trzeciej. Usiadł na łóżku koło niej.
Popatrzyła na niego pustym wzrokiem, ale nie płakała. Harry wiedział, że to z powodu Moniki, kuzynki, która była dla niej jak siostra. Dzisiaj minęło średnio dwa lata od jej śmierci. Były bardzo przywiązane do siebie i to najbardziej dzięki niemu, nieskromnie mówiąc, Lisa się pozbierała. To wtedy tak bardzo się zaprzyjaźnili.
-Mogę się przytulić?- spytała.
-Nie musisz pytać.- odpowiedział cicho. On, gdy widział ją w takim stanie, cierpiał razem z nią.
Usiadła mu na kolanach i przytuliła się do jego piersi. Harry objął ją ramionami.
-Czego chciał Brain?- spytała po chwili chcąc nie myśleć tylko o jednym.
-Mam wyszkolić młodego.- spojrzała na niego ze zdumieniem.
-Wow.
-No nie wiem. To Draco Malfoy.
Popatrzyła na niego i wybuchnęła śmiechem.
-Ej! Czego się śmiejesz? Dla mnie to nie jest wcale takie zabawne.
-Po prostu ojciec chciał, żebyście się zaprzyjaźnili.- wyjaśniła.
-To niewykonalne- pokręcił głową.- będzie musiał się rozczarować.
Dziewczyna popatrzyła na niego z rozbawieniem.
-Czy on kiedykolwiek się mylił?
Harry pokręcił głową.
Bo to przecież niemożliwe, żeby on, Harry Potter zaprzyjaźnił się ze swoim wrogiem, Draco Malfoy'em.
Przynajmniej tak uważał.

*Wszystkie zaklęcia, nie książkowe są wymyślone przeze mnie.
***
Tak wiem, spóźniłam się. Miałam dać to już w środę, ale na moje szczęście odcięli mi prąd w domu.
A teraz jeszcze nabawiłam się głupiego przeziębienia :(
No trudno. Następny na pewno pojawi się w czwartek
Pozdrawiam ;)

środa, 11 września 2013

Rozdział 10

Następne dni były mega nudne. Norma stało się dogryzanie z Ronem. Hermiona jak i Ginny stały z boku lub po prostu nie było ich w pobliżu. Nic nie robiły. Miał im to odrobinę za złe, ale nic nie mówił. Harry dużo czytał. Głównie książki o zaklęciach, Czarnej Magi i różnych. W końcu musi pokonać Voldemorta. Dużo rozmawiał też z Ashley. Jako jedyna, może z Remusem rozumiała go. Teraz, około tygodnia od przyjścia na Grimmound Place po raz setny nie miał co robić. Po Wielkiej Rozmowie, jak on to nazwał, nikt się mu nie wtrącał, ale czuł, że jest obserwowany. Jakby w każdej chwili miał uciec. To było irytujące. Z nudów zapukał do pokoju przyjaciółki. Tak, przemyślał to. Uważał Ashley za przyjaciółkę. Owszem, była dorosła, ale w zupełności zachowywała się jak nastolatka. Można by powiedzieć, że nie da się jej nie lubić.
-Chodź, Harry.- zawołała zza drzwi. Tylko on miał ułożony schemat tak, że wiedziała, kiedy przychodzi.- Masz sprawę, czy przychodzisz spontanicznie?- zapytała z uśmiechem.
-Spontan.- odwzajemnił uśmiech i rozłożył się w fotelu.- Nie mam co robić.- stwierdził.
-A ja mam roboty, aż za dużo.
-Na przykład?
-Przygotowuję to co mam powiedzieć Jemu.- powiedziała znacząco.
-O...kiepska robota- skrzywił się.- Dzisiaj?
-Taa... jest wkurzony, że zwiałeś.- pokiwała głową.
-I dobrze.- zastanowił się na chwilę.- Ale nie wyżywa się na was?- niepewność i lekkie zmieszanie były w jego oczach.
Popatrzyła na niego z odpowiedzią w oczach.
-Zależy kiedy. Raczej woli mugoli, czasami jest naprawdę źle- dziewczyna chciała być z nim szczera. Żeby on z nią też był, a na to musiała zasłużyć.- Ja i tak mam nie najgorzej, bo wie, że przy mnie nie może robić sobie to co chce. W końcu jestem Bezimienną.- uśmiechnęła się figlarnie, choć w jej oczach pozostała obawa.

Nie mógł spać. Miał złe przeczucia, znowu, i martwił się o Ashley. Wyszła wieczorem i jeszcze nie wróciła. Przewracał się z boku na bok, ale to nic nie dało. Zszedł na dół, po szklankę wody i usiadł przy stole.
Jakieś 15 minut później usłyszał słabe kroki w drzwiach. Otrząsnął się i wyciągnął różdżkę. Schował się za ścianą.
Wychylił się i zobaczył postać siadającą przy stole. Rozpoznał Ashley. Podszedł bliżej. Z boku jej głowy spływała jej krew, a jej blond włosy były mocno splątane. Usiadł obok. Miała zamglony wzrok.
-On?- spytał, choć dobrze wiedział. Kiwnęła głową.- Czym?
-Cruciatus, Tormeta, zaklęcie noży... standard- Harry czytał na temat zaklęcia Tormeta. Była to dozwolona forma Crucio.
Popatrzył na nią zmartwiony. Wyszedł z kuchni i przyniósł szmatkę nasączoną wodą. Podał jej, by zaczęła zmywać krew z twarzy.
-Nie było źle.- stwierdziła słabo.
-Idź spać.- poradził jej, widząc jak przymyka oczy.
Posłuchała go.
Harry też poszedł do pokoju, myśląc o tym, jakie życie jest niesprawiedliwe.

Następnego dnia złapał Ashley przy obiedzie. Siedzieli sami.
-Często tak jest?- zapytał cicho.
-Czasami.- specjalnie nie dała mu jasnej odpowiedzi.
Harry spojrzał na nią. Wyglądała dużo lepiej niż wczoraj. Tylko jej twarz była odrobinę zbyt blada. Chłopak współczuł jej. Nie chciał, by ją torturowano, za samo to, że jest. To okrutne. Ashley spojrzała na niego z uśmiechem.
-Młody, nie przejmuj się. Poradzę sobie- zapewniła.- Chyba, że uważasz, że nie dam rady?- teatralnie się obruszyła.
-A gdzież bym śmiał.- wystawił ząbki.
-Dobra, Potter. Dość tego dobrego. Zabieram cię na zakupy.
Harry otworzył szerzej oczy.
-Żartujesz?
-Nie.- parsknęła.
-Zakupy są dla bab!- zaprotestował gwałtownie.
-Dlatego idę z tobą.- uśmiechnęła się diabelnie.
-O niee...- jęknął z nadzieją na to, że się rozmyśli. Nic z tego. Za nieszczęsną zgodą Dyrektora, po 15 minutach stali przed dużym sklepem mugolskim. Praktycznie wciągnęła go do środka i powiedziała sprzedawczyni, że mają zrobić z niego ciacho.
Kobieta zrobiła szczęśliwą minę. Harry był zrozpaczony. Przekonał się, że Ashley naprawdę jest szalona. Kupił trzy pary spodni, kilka koszul w kratę i zwykłych koszulek. Wszystko było w luźnym stylu. W jego nowym guście.
Po kupieniu całej sterty ubrań sprzedawczyni spojrzała na niego usatysfakcjonowania. Opuścili sklep z uśmiechami. Wstąpili jeszcze do Esów i Floresów po podręczniki do szkoły. Przypuszczali, że kiedy indziej nie będą mieć czasu.
-Muszę ci coś powiedzieć- zaczęła starsza- ale to w domu.
-Dlaczego? Nie możesz teraz?
-Poczekam.- uśmiechnęła się chytrze.
-Ech, rozbudziłaś moją ciekawość. Tak nie można!- wykrzyknął na wpół rozbawiony i ciekawy.
-Widocznie ja mogę.- powiedziała wrednie.
Szli dalej gadając o bzdetach. O szkole, o tym co Harry chciałby robić w przyszłości. I wielu innych. Nagle Ashley się zatrzymała i obejrzała się na sklep, naprzeciwko.
-Harry!- zawołała go. Podszedł bliżej.- Chcesz się spotkać z przyjaciółmi?
Jego wzrok powędrował tam gdzie jej. Zobaczył Lisę, Jocka i Serwala w sklepie z ubraniami. Dziewczyna znęcała się psychicznie nad chłopakami. Nawet stąd widać było ich rozpaczliwe miny.
-Mogę?- spytał niepewnie, wiedząc, że dyrektor kazał dziewczynie go pilnować.
-Jasne. Ale będę w pobliżu, jakby coś się działo. Daje ci godzinę. Wystarczy?
-Spoko- uśmiechnął się i podszedł do miejsca, gdzie stali jego przyjaciół. Byli tyłem do niego, więc go nie zauważyli. Zakradną się do Lissany, która pokazywała sukienkę swoim przyjaciołom. Skoczył koło niej i zakrył dłońmi jej oczy.
Krzyknęła.
-Powiedz kto to, a cię puszczę.
Zamyśliła się na kilka sekund.
-Czarny!- wykrzyknęła doznając olśnienia. Odkrył jej oczy, a ona rzuciła się na niego z piskiem.- Skąd tu się wziąłeś?
-Przyszedłem.- wyszczerzył się, klepiąc po plecach chłopaków.
-Uciekłeś?- odezwał się Mike.
-No wiesz! Jestem grzecznym chłopcem, któremu tylko nauka w głowie. Jak możesz oskarżać mnie o ucieczkę z tak cudownego domu w jakim mieszkam?!- obruszył się teatralnie.
-Tak, a ściany same się malują.- zarechotał Serwal.
-Możliwe.- odrzekł z tajemniczym uśmiechem. Po chwili wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Jak tam? W porządku?- widząc jego niezrozumiałą minę, Jock wyjaśnił.- Liska nam powiedziała.
Harry domyślił się, że powiedziała im o jego porwaniu.
-Nie najgorzej.- odparł ze słabym uśmiechem.
-To dobrze. Wiesz może już kto nas będzie uczyć obrony w Hogwartcie?- Harry był wdzięczny za zmianę tematu.
Pokręcił głową.
-Mam ogromną nadzieję, że będzie to ktoś bardziej kompetentny od Umridge.
-Dobrze by było.- parsknął Joy.
-Ciągle słyszę z głowie jej głosik.- powiedział Czarny.- Potter, szlaban!
Zarechotali.
-To musiała być masakra.- stwierdził Jock.
-Była.- przyznał.- Widzę, że Liska się nad wami znęca?
-Taak. Urządziła sobie dzień zakupowicza i kazała nam iść z nią.- Mike pokręcił głową obruszony.- Jakby nie miała innego tragarza.
Dziewczyna, która właśnie przyszła z przymierzalni zaśmiała się. Harry nawet nie wiedział, kiedy się ulotniła.
-I jak?- wskazała na sukienkę. Była żółta, w różowe falbanki. Krótka, po kolana. Idealna na lato.
-Pięknie.- powiedzieli w tym samym momencie.
Wyszczerzyła się od ucha do ucha.
-Miło, że się zgadzacie.- i poszła przymierzać inne rzeczy.
-A co u was?- spytał.
Okazało się, że Jock robi na wakacjach jako opiekunka, co Harrego niezmiernie rozbawiło. Do jego przyjaciela przyjechała kuzynka, która miała 3 latka. Męczyła swojego kuzyna strasznie.
-Wolisz się zostać opiekunką, czy tragarzem?- spytał ze śmiechem.- Jak na razie dobrze ci idzie w obydwu robotach.
Mike popatrzył na niego wściekły.
-Powinieneś mi współczuć!
-Czego? Przecież uczysz się pracować. Może kiedyś ci się to przyda.
-Tobie też powinnyśmy dać ci pod opiekę taką małą dziewczynkę. Miałbyś ubaw.
-Oczywiście, że tak. Ja umiem zajmować się dziećmi. Nie to co ty.- zakpił.
-Ja umiem!
-Nie umiesz.
-Umiem.
-Nie!
-Tak!
-Nie...!
-Przestańcie.- Serwal patrzył na nich z rozbawieniem.- Po prostu jak dzieci...- uśmiechnął się diabelnie.- Może misia ci kupić?- spytał do Mike'a słodkim głosikiem.
-Tak!- krzyknął chłopak nie słuchając Joy'a, cały czas skupiony na kłótni z Harrym.
Czarny zaczął śmiać się jak opętany.
-Trzeba było tak od razu! Na pewno coś znajdziemy.- poklepał go po plecach.
-Czekaj... co?
-Idziemy kupić ci misia.- wyjaśnił Joy.- Jakiego chcesz? Taki duży, brązowy? Czy może...
-Ej! Ja nie chciałem misia!
-Przedtem mówiłeś coś innego.- zaśmiał się.- No więc? Jakiego chcesz?
-Muszę misia?- jęknął.- Kupmy coś innego. Na przyjaźń. Może bransoletkę przyjaźni? Dla wszystkich nas czworo.
-Jest w ogóle coś takiego?- zdziwił się.
-Oczywiście.
Lisa do nich podeszła.
-To co? Idziemy?
-Tak.- Czarny spojrzał na zegarek.- Ale za 20 minut muszę być tutaj. Ashley będzie czekać.
-Nie bój żaby. Zdążymy.- postanowił Joy i poszedł w stronę sklepu, a oni za nim.
Potter roześmiał się szczerze rozbawiony. Serwal lubił swoje przysłowia. Dobrze mu było znowu się z nimi spotkać. O wiele lepiej niż z Ronem czy Hermioną. Z nimi poza kłótniami, rzadko rozmawiał.
Naprawdę poszli do sklepu i kupili bransoletki. Zwykłe, zrobione z więzów, różnokolorowe, ale najczęściej widziany był błękit i zieleń. Wszystkie takie same. Sprzedawczyni zapewniła, że nie ma podziału na damskie i męskie. Uroczyście je ubrali i obiecali sobie przyjaźń, oraz to, że nie będą jej zdejmować, z wyjątkiem ekstremalnych sytuacji. Wyjątkiem były wyjątkowe sytuacje. Wreszcie poszli na czekoladę do kawiarni, niedaleko sklepu. Miał widok na niego, jakby Ashley nadchodziła.
-Są naprawdę ładne.- przyznała Lisa, uważnie przyglądając się swojej bransoletce.
-W końcu razem wybieraliśmy.
-To podstawa. Jak wam poszły sumy?- spytał Joy.
-Dobrze.
-Jak na mnie nie mogło być lepiej.- odrzekł Harry uśmiechając się szeroko.- Dostałem Wybitny z Eliksirów. Będę dalej chodził na zajęcia.
-Severus będzie załamany.- rozległ się głos osoby stojącej za Czarnym. Odwrócił się.
-To jest właśnie Ashley.- przedstawił ją, widząc swoją przyjaciółkę.
Mike jak gentelman wstał i uścisnął jej dłoń. Tak samo zrobił Joy.
-Joy- wskazał na niego.- Mike- powtórzył ruch- i Lissana.
-Lisa.- poprawiła go dziewczyna odruchowo.
-Miło mi.- uśmiechnęła się miło.- Mówcie mi po imieniu.- zastrzegła, wiedząc, że będą mieć z tym problem. Usiadła obok.
-Zaczęłaś mówić, że Snape będzie załamany.- powrócił Potter do tematu.
-Tak.- roześmiała się.- Bo wiesz, cały czas miał nadzieję, że pięć lat i się ciebie pozbędzie a tu przeszedłeś.
-Nie moja sprawa. Ważne, że będę mógł być aurorem.- ucieszył się.
Rozmawiali chwilę na mało znaczące tematy. Przyjaciele Pottera, tak jak Harry, polubili ją. Nie można było temu zaprzeczyć. Kilka razy zauważył jak Ashley dziwnie się krzywi, ale możliwe, że mu się wydawało. To było prawdopodobne.
-Dobra- zaczęła kobieta.- fajnie się gada, ale musimy się zbierać. Chyba nie chcesz, żebym miała później problemy z Dumbledorem.- zwróciła się do Czarnego.
-Nie no co ty! Tylko ja mogę z nim zadzierać.- zaśmiał się.
-Święta prawda.- przyznała.
Pożegnali się i odeszli w kierunku Dziurawego Kotła.
-Fajni ci twoi przyjaciele.- odezwała się dziewczyna.- A szczególnie Lissana.
-Przy niej, mów do niej Lisa.- ostrzegł śmiejąc się- inaczej robi się odrobinę drażliwa.
-Będę pamiętać.- milczała przez chwilę.- Kochasz ją?
Popatrzył na nią zdziwiony takim pytaniem.
-Jak siostrę.- zastrzegł.
Popatrzyła na niego niepewnie.
-Może...
-Nie.- przerwał jej.- Nie jest dla mnie nikim więcej.
Poszedł w kierunku Grimmound Place, nie sprawdzając czy kobieta idzie za nim. Szczerze to powiedział to odruchowo. Nigdy głębiej nie zastanawiał się nad byciem z Lisą, jako dziewczyną. To było takie...nierealne. Niewłaściwe.
Na razie jest dobrze i nich tak pozostanie.
Przypadkowo, wchodząc po schodach wpadł na Rona,. Ten odwrócił się w jego stronę i zatrzymał.
-Harry, słuchaj...ja nie chciałem, żeby to tak wyszło. Przepraszam.- Czarny popatrzył mu w oczy ze szczerym zdziwieniem. Kłamał, bez wątpienia. Jednak naprawdę chciał się pogodzić.
-Dobra.- westchnął.- Ale stary, nie mów tak więcej. Wiesz, że nigdy nie zostałbym śmierciożercą, po tym co ten sukinsyn mi zrobił.
-Jasne- uradował się i poszedł do Hermiony.
Potter wrócił do swojego pokoju. Nie był przekonany, czy dobrze, że przebaczył Ronowi. Na pewno mu już nie zaufa, tak jak kiedyś. Te czasy już się skończyły.
***
Tak jak zaplanowałam, jest ;)   
Bardzo proszę o komentarze