Następne
dni były bardzo podobne. Pobudka, śniadanie i rozmowy z Ashley.
Dowiedział się o niej dużo rzeczy, ale takich bardziej bez
konkretów. Chociaż były ciekawe. Opowieści jak to było za jej
czasów w szkole. Chodziła do Buexbatons. Sprawiała pozory wzorowej
uczennicy, ale zawsze to ona podrzucała woźnemu łajnobomby. Miała
zabawne życie. Ale jak pytał się o coś z jej życia osobistego
lub jak to się stało, że jest Śmierciożercą wykręcała się i
traciła humor. Nie chciała o tym rozmawiać. Harry to rozumiał. On
pewnie też nie chciałby mówić o czymś takim.
Lisa
też mu odpisała. W liście nakrzyczała na niego, że do niej nie
pisze. Jakby wiedziała jak było to pewnie tak by nie mówiła, ale
nie wiedziała. Harry był świadomy, że będzie musiał jej
powiedzieć, ale postanowił, że nie listownie. Załatwią tą
sprawę na osobności.
Teraz
właśnie siedział przy śniadaniu. Sam. Ashley nie przyszła.
Wydawało mu się to dziwne, ale po pół godziny czekania
postanowił, że zje bez niej. Więc siedział. Jak jej się coś
stało? Zdziwił się tym, że się martwił. Nie sądził, że
polubił ją aż tak. Jadł wolno kromkę z szynką, gdy usłyszał
ją jak wchodzi przez drzwi.
-Czarny!-
zawołała. Powiedział jej o przezwiskach. Zwierzył jej się z tego
bardzo ogólnie, pomijając sprawy o których nie mógł jej
powiedzieć. Powiedział, że miał dwójkę przyjaciół, ale teraz
przestał im ufać i, że poznał nowych. Poradziła mu żeby
sprawdził czy na pewno im nie ufa i pozostał w pokojowych
stosunkach.-Pakuj się- rzuciła w pośpiechu.
-Co?
-Pakuj
się! Wyprowadzamy się do Kwatery.
I
Harry wszystko pojął. Właśnie wróciła od Voldemorta, który
pytał ją o jakieś wieści, a ta poszła do Dumbledora, który
kazał jej się przeprowadzić. Poszedł do swojego pokoju, nie
pytając o szczegóły.
Po
piętnastu minutach stał już przy Grimmauld Place. Bolesne
wspomnienia i plany, przelatywały przed jego oczami. Wzdrygnął
się, ale nie dał po sobie tego poznać.
-W
porządku?- zaniepokoiła Ashley. Przed nią nic nie da się ukryć.
-Tak.
Chodźmy już.- poszedł. Dziewczyna patrzyła na niego troskliwym
wzrokiem. Wiedziała ile go kosztuję przebywanie w tym domu.
Powiedział jej dużo o sobie. Ona nie miała zamiaru tego
wykorzystywać. Po prostu mu współczuła. Tyle przeszedł, a pech
prześladował go cały czas.
Weszła
za nim do środka. Korytarz nie był długi. Zrobiony w kolory
Slytherinu i obrazami powieszonymi na ścianach. Harry szedł przed
siebie, nie oglądając się. Skręcał do kuchni, gdy ktoś się na
niego rzucił. Burza kasztanowych włosów. Hermiona.
-Cześć.-
starał się pokazać trochę entuzjazmu, ale niezbyt mu wyszło.
Przyjaciółka puściła go i przyjrzała dziwnie.- Chodź. Pokaże
ci twój pokój.- pociągnęła go za rękaw.
Szli
po schodach i stanęli przed zielonymi drzwiami. Harry spojrzał na
nią ze zdziwieniem. Zawsze miał pokój z Ronem. Ta prędko
pośpieszyła z wyjaśnieniami.
-Dyrektor
stwierdził, że będziesz chciał mieć swój pokój po tym co
przeszedłeś.
Harry
się wściekł. Jak on śmiał im o tym powiedzieć?! Przecież to
nie jego sprawa! Wszedł do pokoju. Był przestronny, ale niewielki.
Naprzeciwko biurka znajdowało się okno, a z niego widok na plac
zabaw. Łóżko i cały pokój był w kolorach ciemno zielonego i
żółtego. Podobało mu się tu. Spojrzał na Hermionę. Patrzyła
na niego niepewnie.
-Harry-
zaczęła ostrożnie. Patrzyła na niego niepewnie. - zmieniłeś
się.
-Jestem
taki jaki byłem.
-Nie.
Zmieniłeś się.- powtórzyła.
Poszedł
do lustra w łazience. Rzeczywiście, wyglądał. Jego włosy
stały się dłuższe, urósł kilka lub kilkanaście centymetrów, a
jego rysy twarzy wyostrzyły się. Musiał przyznać, że wygląda
przystojnie. Z ubraniami, które kupiła mu Ashley wyglądał
zupełnie inaczej. Lepiej.
Odwrócił
się do Hermiony.
-Minął
przecież miesiąc.- rzekł trochę niepewnie.
-Ludzie
aż tak się nie zmieniało.- westchnął z irytacją. I masz babo
placek- pomyślał. Co miał teraz jej powiedzieć? Że osiem dni, to
dla niego były 2 lata?
-Harry
wiem, że dużo przeszedłeś. Ale zaufaj nam. Jak chcesz to możesz
nam powiedzieć.- do pomieszczenia wszedł Ron. Usiadł na łóżku i
powiedział do Harry’ego.
-Naprawdę
byłeś u Sam-Wiesz-Kogo?
-Tak.-
odpowiedział z irytacją.
-Jak
ci się udało uciec?- był naprawdę ciekawy, ale Harry'ego to nie
ruszało.
-Nie
chce o tym mówić.
-Och,
daj spokój. Oni nic nam nie powiedzieli.- żachnął się. Dla
Pottera jednak to nie było wcale takie fajne.
-Nie
będę o tym rozmawiać.
-Dlaczego?
Przecież zawsze dobie wszystko mówiliśmy! Czego tym razem nie?-
Ron był zirytowany, a Harry rozgniewany. Hermiona stała patrząc to
na jednego to na drugiego.
-Bo
nie! Nie zmusisz mnie.
-Jasne!
Odgrywaj sobie bohatera jak chcesz!
Zabolało.
-Jak
możesz tak mówić?!- spytał wstrząśnięty.
-A
ty?! Podobno zostałeś porwany przez Sam-Wiesz-Kogo i
przetrzymywany, a teraz jesteś cały i zdrowy, a poza tym wyglądasz
na kilka lat więcej i nic nam nie mówisz! A może jesteś po jego
stronie? To by było prawdopodobne!
-Na
jakiej podstawie to twierdzisz?- spytał chłodno.
-Nic
nam nie mówisz!- wybuchnął.- Tak nie postępują przyjaciele.
Czarny
spojrzał na niego zimno.
-Widocznie nie wiesz co to przyjaźń.- i wyszedł.
Poszedł
do pokoju Hardodzioba. Może tam się uspokoi. Wiedział, że
kłótnia z Ronem jest nieunikniona, ale miał nadzieję, że się
obejdzie. Nie sądził, że on będzie chciał wiedzieć wszystko o
niewoli. Nie będzie o tym mówić. Z nikim. Przemyślał.
Nie. Była jedna osoba. Lisa. Ewentualnie Jock i Serwal. Oni by zrozumieli.
Nie. Była jedna osoba. Lisa. Ewentualnie Jock i Serwal. Oni by zrozumieli.
Nie
czekał. Znalazł w różnych gratach kawałek pergaminu i pióro.
Lisa!
Spotkajmy
się jutro przed śniadaniem w parku, koło Grimmound Place. Proszę.
Czarny
Dopisał
przezwisko, żeby nie musiała się martwić, że to podrobiony list.
Wszedł
ostrożnie do swojego pokoju. Na szczęście był sam. Wysłał list
przez Hedwigę, którą ktoś (pewnie Ashley) musiał przynieść od
Dursleyów. Poszedł spać z nadzieją na lepsze jutro.
Obudził
się, gdy wszyscy spali. Zszedł na dół i wymknął się schodami
na dół. Przechodził koło pokoju Ashley. Usłyszała go.
Zaklął
w myśli.
-Harry?
Co ty tu robisz?
-Eee...nic.-
niewinny uśmiech.
-Gdzie
idziesz?- Harry nie chciał mówić, naprawdę nie chciał.
-Na
spotkanie z przyjaciółką.- odparł niepewnie.- Nie mów
dyrektorowi, proszę,- zrobił żałosną minkę- bo mi złoi skórę.
Uśmiechnęła
się.
-Idź.
-Nie
wydasz mnie?
-Nie.-
patrzył na nią z wątpieniem.- No idź, bo ktoś przyjdzie.
Zaśmiał
się. Cieszył się, że ma ją po swojej stronie. Wyszedł.
-Ach,
te młodzieńcze lata.- westchnęła Ashley, ciągle się
uśmiechając.
Harry
siedział na ławce w parku i czekał na Lise. Obiecał sobie, że
powie jej wszystko, nawet szczegóły. Teraz nie był tego taki
pewien. A jeśli go wyśmieje?
-Czarny!-
usłyszał. Przyszła.- Ty! Dlaczego nie pisałeś?!- wykrzyknęła
uderzając go pięścią w ramię.- Obiecałeś!
-Też
się cieszę, że cię widzę.- powiedział z sarkazmem w jej stronę.
Zrobiła dziwną minę.
-Ja
też- rzuciła się na niego.- po prostu tęskniłam.- wyznała.
Przytulił
ją. Siedzieli tak przez chwilę.
-Dlaczego
nie pisałeś?- spojrzała na niego z wyrzutem. Harry'emu zrobiło
się przykro, ale nie mógł jej winić. Nie znała faktów.
I
opowiedział jej. O porwaniu, o torturach, nawet o Avery'm. Potem o
ratunku, o Ashley, o jej szpiegowaniu, o rozmowach, o tym, że ją
polubił, o kłótni z Ronem. O wszystkim co spotkało go w ten
trudny tydzień.
Gdy
o tym mówił, nie patrzył na nią. Wzrok miał odwrócony w stronę
drzew, ale ich nie widział. Przeżywał to po raz drugi. Po
skończeniu popatrzył na nią.
Jej
wzrok wskazywał skruszenie. Łzy ciekły po policzkach. Wyglądała
na przerażoną.
-Och,
Harry- przytuliła się do niego.- Przepraszam. Ja...ja nie
wiedziałam. Nie chciałam na ciebie nakrzyczeć, naprawdę. Tylko...
och, przepraszam...
-Nic
się nie stało- też ją przytulił.
-Ale
ja... tak okropnie się zachowałam. Nic ci nie jest?- popatrzyła na
niego niespokojnie.
-Nic...
-Kłamiesz.-
Harry wywrócił oczami.- Co ci jeszcze jest? Ta Ashley cię
opatrzyła?
-Tak.
Tylko ramię jeszcze się goi. Ale nie jest najgorzej.- popatrzyła
na jego bandaż. Delikatnie go dotknęła.
-Boli?-
spytała łagodnie.
-Nie
jest najgorzej.- powtórzył z lekką irytacją, ale Lisie to
wystarczało. Wiedziała, że nie nigdy nie przyznałby się do tego,
że on sam cierpi. Dziewczyna zmieniła temat.
-A
co z Ronem?
-Nie
wiem.- odpowiedział szczerze, wdzięczny za zmianę tematu.- Pewnie
nie chce mnie widzieć. Skoro dla niego jestem Śmierciożercą to ja
jego też nie.
-A
Hermiona?
-Chyba
jest po jego stronie. Nic nie mówiła, ale też go nie zatrzymała.
-Masz
ciężkie życie.
-Życie
bohatera-odrzekł z sarkazmem.
Po
godzinie rozmowy i zapewnieniu Lisy, że nie powie niikomu o Ashley,
Harry wrócił na Grimmound Place.
Otworzył
drzwi z nadzieją, że nikt nie zauważył jego zniknięcia. Mylił
się w znacznym stopniu.
-Usiądź,
Harry- powiedział dyrektor. Koło niego siedziało kilka osób osób
z Zakonu. W tym Macgonagall, Snape, Ashley, Moody, Remus...
Harry
usiadł, mając złe przeczucia.
-Gdzie
byłeś?- Harry westchnął teatralnie. Rozpoczęło się
przedstawienie.
-Na
zewnątrz.
-A
dokładniej?
-W
parku.
-Z
kim?
-Ze
znajomą.
-Jaką?
-Moją.-
przewróci oczami.
-Nazwisko.-
wtrącił Szalonooki tracąc cierpliwość.
-Anonim.-
powiedział z czystą ironią.
-Odpowiadaj!-
warknął były nauczyciel.
-A
co ja niby robię?- odparł bezczelnie.
I
wtedy poczuł delikatny, acz stanowczy napór na jego mury umysły.
Bez problemu wypchnął delikwenta.
-Niech
pan nie próbuje, dyrektorze.- powiedział zimno.- Jeszcze coś?
-Gdzie
byłeś przez 5 dni, przed porwaniem?
Harry
spojrzał na nich z wyższością. Nawet nie wiedzieli, ile go nie
było.
-A
co? Nie wie pan? Przecież mieliście mnie pilnować.- odrzekł
niegrzecznie. Miał już wszystkiego dosyć.
-Nie
pyskuj!- syknął Moody
-Będę
robił co mi się podoba i nic wam do tego.- warknął tracąc
panowanie nad sobą.
Szalonooki
już chciał się wtrącić, ale Dumbledore położył uspokajająco
dłoń na jego ramieniu.
-Harry,
mu chcemy cię chronić.- powiedział łagodnie.
-Nie.-
pokręcił głową.- Wy nie chcecie chronić mnie. Chcecie chronić
Złotego Chłopca. Żebym tylko zabił Voldemorta.- nie zdawał sobie
sprawy, że swoimi słowami rani Remusa i Ashley.- Ale ja nie będę
Złotym Chłopcem. Nie będę się nikogo słuchał. Mam swoje życie,
którym nikt oprócz mnie nie będzie rządzić.
Spojrzał
jeszcze na ich twarze. Moddy'ego i Dumbledora wykrzywiała się w
grymasie złości, choć ten drugi nad sobą panował. McGonagall i
Snape mieli miny nie do opisania, a Ashley z Remusem byli rozbawieni.
Po raz drugi, dzisiaj dziękował Merlinowi, że ma ich po swojej
stronie.
Rzucił
im spojrzenie wygranej i uciekł do pokoju.
***
Miałam to opublokować już jakiś czas temu, ale rozpoczęcie i wszystkie sprawy z tym związane skutecznie mi to uniemożliwiły. Nie wiem jak będę wstawiać rozdziały, ale postaram się to robić co siedem dni. Regularnie.
Miłego roku szkolnego Wam życzę ;)
Komentujcie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz