środa, 4 września 2013

Rozdział 9

Następne dni były bardzo podobne. Pobudka, śniadanie i rozmowy z Ashley. Dowiedział się o niej dużo rzeczy, ale takich bardziej bez konkretów. Chociaż były ciekawe. Opowieści jak to było za jej czasów w szkole. Chodziła do Buexbatons. Sprawiała pozory wzorowej uczennicy, ale zawsze to ona podrzucała woźnemu łajnobomby. Miała zabawne życie. Ale jak pytał się o coś z jej życia osobistego lub jak to się stało, że jest Śmierciożercą wykręcała się i traciła humor. Nie chciała o tym rozmawiać. Harry to rozumiał. On pewnie też nie chciałby mówić o czymś takim.
Lisa też mu odpisała. W liście nakrzyczała na niego, że do niej nie pisze. Jakby wiedziała jak było to pewnie tak by nie mówiła, ale nie wiedziała. Harry był świadomy, że będzie musiał jej powiedzieć, ale postanowił, że nie listownie. Załatwią tą sprawę na osobności.
Teraz właśnie siedział przy śniadaniu. Sam. Ashley nie przyszła. Wydawało mu się to dziwne, ale po pół godziny czekania postanowił, że zje bez niej. Więc siedział. Jak jej się coś stało? Zdziwił się tym, że się martwił. Nie sądził, że polubił ją aż tak. Jadł wolno kromkę z szynką, gdy usłyszał ją jak wchodzi przez drzwi.
-Czarny!- zawołała. Powiedział jej o przezwiskach. Zwierzył jej się z tego bardzo ogólnie, pomijając sprawy o których nie mógł jej powiedzieć. Powiedział, że miał dwójkę przyjaciół, ale teraz przestał im ufać i, że poznał nowych. Poradziła mu żeby sprawdził czy na pewno im nie ufa i pozostał w pokojowych stosunkach.-Pakuj się- rzuciła w pośpiechu.
-Co?
-Pakuj się! Wyprowadzamy się do Kwatery.
I Harry wszystko pojął. Właśnie wróciła od Voldemorta, który pytał ją o jakieś wieści, a ta poszła do Dumbledora, który kazał jej się przeprowadzić. Poszedł do swojego pokoju, nie pytając o szczegóły.
Po piętnastu minutach stał już przy Grimmauld Place. Bolesne wspomnienia i plany, przelatywały przed jego oczami. Wzdrygnął się, ale nie dał po sobie tego poznać.
-W porządku?- zaniepokoiła Ashley. Przed nią nic nie da się ukryć.
-Tak. Chodźmy już.- poszedł. Dziewczyna patrzyła na niego troskliwym wzrokiem. Wiedziała ile go kosztuję przebywanie w tym domu. Powiedział jej dużo o sobie. Ona nie miała zamiaru tego wykorzystywać. Po prostu mu współczuła. Tyle przeszedł, a pech prześladował go cały czas.
Weszła za nim do środka. Korytarz nie był długi. Zrobiony w kolory Slytherinu i obrazami powieszonymi na ścianach. Harry szedł przed siebie, nie oglądając się. Skręcał do kuchni, gdy ktoś się na niego rzucił. Burza kasztanowych włosów. Hermiona.
-Cześć.- starał się pokazać trochę entuzjazmu, ale niezbyt mu wyszło. Przyjaciółka puściła go i przyjrzała dziwnie.- Chodź. Pokaże ci twój pokój.- pociągnęła go za rękaw.
Szli po schodach i stanęli przed zielonymi drzwiami. Harry spojrzał na nią ze zdziwieniem. Zawsze miał pokój z Ronem. Ta prędko pośpieszyła z wyjaśnieniami.
-Dyrektor stwierdził, że będziesz chciał mieć swój pokój po tym co przeszedłeś.
Harry się wściekł. Jak on śmiał im o tym powiedzieć?! Przecież to nie jego sprawa! Wszedł do pokoju. Był przestronny, ale niewielki. Naprzeciwko biurka znajdowało się okno, a z niego widok na plac zabaw. Łóżko i cały pokój był w kolorach ciemno zielonego i żółtego. Podobało mu się tu. Spojrzał na Hermionę. Patrzyła na niego niepewnie.
-Harry- zaczęła ostrożnie. Patrzyła na niego niepewnie. - zmieniłeś się.
-Jestem taki jaki byłem.
-Nie. Zmieniłeś się.- powtórzyła.
Poszedł do lustra w łazience. Rzeczywiście, wyglądał. Jego włosy stały się dłuższe, urósł kilka lub kilkanaście centymetrów, a jego rysy twarzy wyostrzyły się. Musiał przyznać, że wygląda przystojnie. Z ubraniami, które kupiła mu Ashley wyglądał zupełnie inaczej. Lepiej.
Odwrócił się do Hermiony.
-Minął przecież miesiąc.- rzekł trochę niepewnie.
-Ludzie aż tak się nie zmieniało.- westchnął z irytacją. I masz babo placek- pomyślał. Co miał teraz jej powiedzieć? Że osiem dni, to dla niego były 2 lata?
-Harry wiem, że dużo przeszedłeś. Ale zaufaj nam. Jak chcesz to możesz nam powiedzieć.- do pomieszczenia wszedł Ron. Usiadł na łóżku i powiedział do Harry’ego.
-Naprawdę byłeś u Sam-Wiesz-Kogo?
-Tak.- odpowiedział z irytacją.
-Jak ci się udało uciec?- był naprawdę ciekawy, ale Harry'ego to nie ruszało.
-Nie chce o tym mówić.
-Och, daj spokój. Oni nic nam nie powiedzieli.- żachnął się. Dla Pottera jednak to nie było wcale takie fajne.
-Nie będę o tym rozmawiać.
-Dlaczego? Przecież zawsze dobie wszystko mówiliśmy! Czego tym razem nie?- Ron był zirytowany, a Harry rozgniewany. Hermiona stała patrząc to na jednego to na drugiego.
-Bo nie! Nie zmusisz mnie.
-Jasne! Odgrywaj sobie bohatera jak chcesz!
Zabolało.
-Jak możesz tak mówić?!- spytał wstrząśnięty.
-A ty?! Podobno zostałeś porwany przez Sam-Wiesz-Kogo i przetrzymywany, a teraz jesteś cały i zdrowy, a poza tym wyglądasz na kilka lat więcej i nic nam nie mówisz! A może jesteś po jego stronie? To by było prawdopodobne!
-Na jakiej podstawie to twierdzisz?- spytał chłodno.
-Nic nam nie mówisz!- wybuchnął.- Tak nie postępują przyjaciele.
Czarny spojrzał na niego zimno.
-Widocznie nie wiesz co to przyjaźń.- i wyszedł.
Poszedł do pokoju Hardodzioba. Może tam się uspokoi. Wiedział, że kłótnia z Ronem jest nieunikniona, ale miał nadzieję, że się obejdzie. Nie sądził, że on będzie chciał wiedzieć wszystko o niewoli. Nie będzie o tym mówić. Z nikim. Przemyślał.
Nie. Była jedna osoba. Lisa. Ewentualnie Jock i Serwal. Oni by zrozumieli.
Nie czekał. Znalazł w różnych gratach kawałek pergaminu i pióro.

Lisa!
Spotkajmy się jutro przed śniadaniem w parku, koło Grimmound Place. Proszę.
Czarny

Dopisał przezwisko, żeby nie musiała się martwić, że to podrobiony list.
Wszedł ostrożnie do swojego pokoju. Na szczęście był sam. Wysłał list przez Hedwigę, którą ktoś (pewnie Ashley) musiał przynieść od Dursleyów. Poszedł spać z nadzieją na lepsze jutro.

Obudził się, gdy wszyscy spali. Zszedł na dół i wymknął się schodami na dół. Przechodził koło pokoju Ashley. Usłyszała go.
Zaklął w myśli.
-Harry? Co ty tu robisz?
-Eee...nic.- niewinny uśmiech.
-Gdzie idziesz?- Harry nie chciał mówić, naprawdę nie chciał.
-Na spotkanie z przyjaciółką.- odparł niepewnie.- Nie mów dyrektorowi, proszę,- zrobił żałosną minkę- bo mi złoi skórę.
Uśmiechnęła się.
-Idź.
-Nie wydasz mnie?
-Nie.- patrzył na nią z wątpieniem.- No idź, bo ktoś przyjdzie.
Zaśmiał się. Cieszył się, że ma ją po swojej stronie. Wyszedł.
-Ach, te młodzieńcze lata.- westchnęła Ashley, ciągle się uśmiechając.

Harry siedział na ławce w parku i czekał na Lise. Obiecał sobie, że powie jej wszystko, nawet szczegóły. Teraz nie był tego taki pewien. A jeśli go wyśmieje?
-Czarny!- usłyszał. Przyszła.- Ty! Dlaczego nie pisałeś?!- wykrzyknęła uderzając go pięścią w ramię.- Obiecałeś!
-Też się cieszę, że cię widzę.- powiedział z sarkazmem w jej stronę. Zrobiła dziwną minę.
-Ja też- rzuciła się na niego.- po prostu tęskniłam.- wyznała.
Przytulił ją. Siedzieli tak przez chwilę.
-Dlaczego nie pisałeś?- spojrzała na niego z wyrzutem. Harry'emu zrobiło się przykro, ale nie mógł jej winić. Nie znała faktów.
I opowiedział jej. O porwaniu, o torturach, nawet o Avery'm. Potem o ratunku, o Ashley, o jej szpiegowaniu, o rozmowach, o tym, że ją polubił, o kłótni z Ronem. O wszystkim co spotkało go w ten trudny tydzień.
Gdy o tym mówił, nie patrzył na nią. Wzrok miał odwrócony w stronę drzew, ale ich nie widział. Przeżywał to po raz drugi. Po skończeniu popatrzył na nią.
Jej wzrok wskazywał skruszenie. Łzy ciekły po policzkach. Wyglądała na przerażoną.
-Och, Harry- przytuliła się do niego.- Przepraszam. Ja...ja nie wiedziałam. Nie chciałam na ciebie nakrzyczeć, naprawdę. Tylko... och, przepraszam...
-Nic się nie stało- też ją przytulił.
-Ale ja... tak okropnie się zachowałam. Nic ci nie jest?- popatrzyła na niego niespokojnie.
-Nic...
-Kłamiesz.- Harry wywrócił oczami.- Co ci jeszcze jest? Ta Ashley cię opatrzyła?
-Tak. Tylko ramię jeszcze się goi. Ale nie jest najgorzej.- popatrzyła na jego bandaż. Delikatnie go dotknęła.
-Boli?- spytała łagodnie.
-Nie jest najgorzej.- powtórzył z lekką irytacją, ale Lisie to wystarczało. Wiedziała, że nie nigdy nie przyznałby się do tego, że on sam cierpi. Dziewczyna zmieniła temat.
-A co z Ronem?
-Nie wiem.- odpowiedział szczerze, wdzięczny za zmianę tematu.- Pewnie nie chce mnie widzieć. Skoro dla niego jestem Śmierciożercą to ja jego też nie.
-A Hermiona?
-Chyba jest po jego stronie. Nic nie mówiła, ale też go nie zatrzymała.
-Masz ciężkie życie.
-Życie bohatera-odrzekł z sarkazmem.
Po godzinie rozmowy i zapewnieniu Lisy, że nie powie niikomu o Ashley, Harry wrócił na Grimmound Place.
Otworzył drzwi z nadzieją, że nikt nie zauważył jego zniknięcia. Mylił się w znacznym stopniu.
-Usiądź, Harry- powiedział dyrektor. Koło niego siedziało kilka osób osób z Zakonu. W tym Macgonagall, Snape, Ashley, Moody, Remus...
Harry usiadł, mając złe przeczucia.
-Gdzie byłeś?- Harry westchnął teatralnie. Rozpoczęło się przedstawienie.
-Na zewnątrz.
-A dokładniej?
-W parku.
-Z kim?
-Ze znajomą.
-Jaką?
-Moją.- przewróci oczami.
-Nazwisko.- wtrącił Szalonooki tracąc cierpliwość.
-Anonim.- powiedział z czystą ironią.
-Odpowiadaj!- warknął były nauczyciel.
-A co ja niby robię?- odparł bezczelnie.
I wtedy poczuł delikatny, acz stanowczy napór na jego mury umysły. Bez problemu wypchnął delikwenta.
-Niech pan nie próbuje, dyrektorze.- powiedział zimno.- Jeszcze coś?
-Gdzie byłeś przez 5 dni, przed porwaniem?
Harry spojrzał na nich z wyższością. Nawet nie wiedzieli, ile go nie było.
-A co? Nie wie pan? Przecież mieliście mnie pilnować.- odrzekł niegrzecznie. Miał już wszystkiego dosyć.
-Nie pyskuj!- syknął Moody
-Będę robił co mi się podoba i nic wam do tego.- warknął tracąc panowanie nad sobą.
Szalonooki już chciał się wtrącić, ale Dumbledore położył uspokajająco dłoń na jego ramieniu.
-Harry, mu chcemy cię chronić.- powiedział łagodnie.
-Nie.- pokręcił głową.- Wy nie chcecie chronić mnie. Chcecie chronić Złotego Chłopca. Żebym tylko zabił Voldemorta.- nie zdawał sobie sprawy, że swoimi słowami rani Remusa i Ashley.- Ale ja nie będę Złotym Chłopcem. Nie będę się nikogo słuchał. Mam swoje życie, którym nikt oprócz mnie nie będzie rządzić.
Spojrzał jeszcze na ich twarze. Moddy'ego i Dumbledora wykrzywiała się w grymasie złości, choć ten drugi nad sobą panował. McGonagall  i Snape mieli miny nie do opisania, a Ashley z Remusem byli rozbawieni. Po raz drugi, dzisiaj dziękował Merlinowi, że ma ich po swojej stronie.
Rzucił im spojrzenie wygranej i uciekł do pokoju.
***
Miałam to opublokować już jakiś czas temu, ale rozpoczęcie i wszystkie sprawy z tym związane skutecznie mi to uniemożliwiły. Nie wiem jak będę wstawiać rozdziały, ale postaram się to robić co siedem dni. Regularnie. 
Miłego roku szkolnego Wam życzę ;)
Komentujcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz