piątek, 20 września 2013

Rozdział 11

Kilka dni później obudził się ze złym przeczuciem. Nie było tyle złe co dziwne. Jakby miało się mu stać coś osobistego. Przyzwyczaił się już do złych rzeczy, które go spotykają, ale dalej go dziwiły i wcale nie cieszyły.
Była już połowa sierpnia. Za dwa tygodnie do szkoły. Do Hogwartu. Cieszył się. Wreszcie będzie mógł odpocząć od niespokojnych spojrzeń dyrektora i wścibskich Moody'ego. Będąc przy tym strasznie go znielubił. Nie znał Szalonookiego od drugiej strony, ale właśnie go poznawał. Nie było to miłe. Z Ronem i Hermioną było lepiej, niż nas początku, ale to nie było to samo co kiedyś. Rozmawiali na tematy szkoły, nauczyciele, ale na tym koniec. Nie wypowiadał się ze swoich sekretów, ale oni zarazie go nie zmuszali. Za to coraz częściej zastanawiał się czy nie powiedzieć o tym Ashley. Ona nikomu by nie powiedziała, tego miał pewność. Ale wahał się, bo po co jej mówić?
Westchnął i wstał się ubrać. Nagle zupełnie niespodziewanie zapiekł go znak, na ramieniu. Wiedział co robić, bo Lisa przed wyjazdem mu powiedziała. Musiał się teleportować do zamku. Tylko jak to zrobić? W kuchni słyszał już głosy Moody'ego i Dumbledora. Oni nie nabiorą się na żadną bajeczkę. Ale nie miał zamiaru zrezygnować.
Zszedł na dół i rozejrzał się. Miał rację. Dorośli siedzieli przy stole. Powoli szedł w kierunku drzwi, gdy...
-Potter!- głos Moody'ego. Czarny zaklął w myśli.- A gdzie ty się wybierasz?
-Nie pana sprawa.
-Powiedz!- zażądał ostrym głosem, stając naprzeciwko.
-To nie pana interes.- powtórzył chłodno.
-W takim razie nigdzie nie idziesz.
-Nie?- spytał z ironią i chwilę później uciekł mu pod ramieniem i pognał w kierunku drzwi.
-Potter!- usłyszał wołanie mężczyzny, ale nic sobie z tego nie robił.
-Dajcie mu spokój...- głos Ashley. Uśmiechnął się na te słowa.
Ale on już wybiegł przez drzwi i telaportował się przed zamek Czarnych Feniksów. Od jego wyjazdu nic się nie zmieniło. Dalej było pięknie. Drzewa w lesie, jezioro, cały zamek. Coś niebywałego.
Podszedł do jeziora, widząc znajomą postać siedzącą po dębem. Usiadł obok niej.
-Pod naszym dębem?- powitał  Lisę uśmiechem.
-Cześć.- odpowiedziała tym samym.- Brain na ciebie czeka.- dodała.
-Niech chwilę poczeka. Co tam?
Dziewczyna oparła się o jego ramię.
-Dzisiaj jest rocznica śmierci Moni.- powiedziała cicho.
Przytulił ją.
-Przykro mi.- pokiwała głową.
Siedzieli w ciszy, każdy myśląc o czymś innym.
-Dobra. Muszę iść.- wstał.- Wiesz o co chodzi?
Pokręciła głową.
-Zaraz zapewne się dowiesz.
-Tak. Wpadnę jeszcze do ciebie.
-Jasne.- uśmiechnęła się.
Harry wszedł do zamku. Poszedł szybkim krokiem do gabinetu Braina.
-Cześć.- zawołał na przywitanie, nie patrząc przed siebie.
-Co tak długo?- spytał jego były nauczyciel ze złością.
-Mi tego nie mów. Musiałem uciekać! Wyobrażasz to sobie?!- w tej chwili odwrócił się w jego stronę z wesołym uśmiechem. Ten jednak szybko znikł, a na jego miejscu pojawiło się szok.
Przez dłuższą chwilę stał w miejscu nie ruszając się i patrząc w jedną stronę. Zdziwienie powoli mijało i zaczął robić się wściekły. Otóż przed nim, obok Braina, na fotelu siedział Malfoy. Draco Malfoy we własnej osobie. Każdego chyba bardziej by się spodziewał, ale nie jego. Przecież jego ojcem jest Śmierciożerca, a Feniksy są dobre! Ze złością popatrzył się na Braina.
-Co on tu robi?- powiedział w jego mniemaniu spokojnie.
-Harry, usiądź i uspokój się. Wiem, że się nie lubicie...
-Nie lubicie?! To za mało powiedziane...
-Pozwól mi dokończyć.- przerwał mu.- Draco jest moim dalekim siostrzeńcem.
Czarny wpatrywał się w niego, pragnąc, żeby powiedział, że żartuje. Ten jednak był na złość poważny.
-Jaja sobie robisz?- wydukał, opadając na fotel.- Jesteś Malfoy'em?
-Nie.- zaprzeczył.- Jestem kuzynem Narcyzy. Nigdy o tym nie wspominałem, bo bardzo rzadko się z nią widziałem. Miałem inne poglądy na temat czystości krwi i Voldemorta- tutaj Harry popatrzył się na Malfoy'a, ale ten nawet nie drgnął.- dlatego przekreślili mnie z rodziny.
-Ale co on tu robi? I dlaczego mnie to dotyczy?- spytał już z naciskiem.
-Ej! Nie rozmawiajcie jakby mnie tu nie było!- zaprotestował Malfoy gniewnie.
Brain go uciszył.
-Rada wzięła go na szkolenie.- Harry spojrzał na niego ze zdziwieniem.- Ktoś musi go wyszkolić, a wszyscy są zajęci. Dlatego Najwyższy wybrał ciebie.
Czarny wytrzeszczył na niego oczy.
-Żartujesz? Niby jak ty sobie to wyobrażasz?! Pozabijamy się nawzajem!
-Będziecie musieli spróbować...
-Nie ma takiej możliwość!- zaprotestował blondyn. Widocznie on też nie wiedział, że Potter go będzie uczył.
-Tak zadecydował Najwyższy.- rzekł Brain twardo.- Nie macie nic do gadania. A tym bardziej ty – zwrócił się do siostrzeńca.
-Ale Potter?- stęknął żałośnie.- Nie może ktoś inny?
-Koniec tematu.
Harry nie mówił nic w tym momencie, bo wiedział, że Malfoy musi się zgodzić. Z resztą on też. Nie mógł przeciwstawić się Najwyższemu. Ale Malfoy?
-Dobra.- zwrócił się do mężczyzny.- Dajmy na to, że się zgadzam. To będzie trwało tyle ile moje? Co mam powiedzieć Dumbledorowi? Wiesz, że nie mogę tak sobie uciekać, aż na tyle. A poza tym dlaczego ja? Przecież ja dopiero skończyłem to szkolenie. To nie jest dobry pomysł...
-Oczywiście, że jest. Tak zadecydował Najwyższy i tak ma być. Jego szkolenie będzie trwało tydzień.- Czarny wytrzeszczył oczy.
-Przecież...
-Możesz mi cały czas nie przerywać.- powiedział gniewnie. Harry popatrzył na niego wyczekująco.- No więc...
-Nie zaczyna się zdania od ,,no więc”.- uśmiechnął się beszczelnie.
-Potter! Nie denerwuj mnie.
-Przecież nic nie robi.- mina niewiniątka.
-Wkurzasz mnie. Uff- uspokajał się przez chwilę.- będziesz go tutaj szkolił tydzień, więc do kwatery wrócisz jeszcze dzisiaj. Potem pojedziecie do Hogwartu i tam będziecie uczyć się dalej po kryjomu. Pytania?
-Ile mam go nauczyć?- spytał pokonany. Od razu wiedział, że musi się zgodzić. Był też ciekawy, dlaczego Malfoy nie jest Śmierciożercą.
-Przynajmniej połowę tego co ty umiesz. Podstawowo magie umysłu, teleportację, niewerbalną, bezróżdżkową, nasze czary...
-Okey.- pokiwał głową.- A co z animagią?
-Nie musisz. Ale podstawowe czary na poziomie owutemów, na pewno.
-Super.- powiedział bez entuzjazmu. Musiał uczyć znienawidzoną osobę wszystkich najtrudniejszych rzeczy, a potem jeszcze skazywać się na jej towarzystwo w Hogwartcie. Po prostu zaje*iście. Nagle do głowy przyszła mu inna myśl.
-Wiesz, że w tym roku, w Hogwartcie będzie pięć osób, które powinny dostać od razu dyplom z wyróżnieniem.- stwierdził ze śmiechem.
-Dlatego Lissana jedzie z wami. Nie będziecie mogli zbytnio szaleć.
-I tak coś znajdziemy sposób, żeby cię wkurzyć.- wystawił ząbki.
-Nie musicie. Samo ta, że jesteście źle na mnie wpływa.- przewrócił oczami.
-Serwal i Jock przyjadą?- spytał z nadzieją.
-Za kilka dni. Zastaną do końca tygodnia, tak jak ty.- uprzedził jego pytanie.
-Fajnie.- przynajmniej trzy osoby będą mogły jemu pomóc. To jednak zostawił dla siebie.
Nawet nie zauważyli, że Malfoy ciągle jest w pokoju. Siedział, patrzył i nie mógł uwierzyć, że przed nim siedzi Potter. Chłopak słaby, zadufany sobie, wielki bohater i ten, który tracił nerwy przy kilku dogrywkach. Ten był zupełnie inny. Wydawał się twardy, niezwyciężony, ale też bardzo przyjacielski. Nie rozumiał tylko jak zaszła ta zmiana.
-Draco.- z zadumy go głos wujka.- Oto twój trener.- powiedział uroczyście, a następnie zwrócił się do Pottera.- Harry, oto twój uczeń.


-No do jasnej cholery, postaraj się!- Harry’emu puściły nerwy, kiedy po raz dziesiąty Malfoy'owi nie udało się dobrze rzucić czaru Haerent. Siedzieli już od kilku godzin w sali i uczyli się Czarów Feniksów. Załapał się już kilka. Tenebris – oślepienie przeciwnika, Culter- w jego ciele powstają dziury, jak przy użyciu noża i Muddle- zaklęcie powodujące zamęt w głowie, przy którym nie możesz się na niczym skupić. Zatrzymali się przy zaklęciu, które ma przykleić przeciwnika do podłoża, na którym stoi. Malfoy po prostu nie umiał tego pojąć. Wkurzało go to, że akurat Potter musi go wszystkiego uczyć. To było nie w porządku, że on już to umiał.
-Staram się.- powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Czego nie rozumiesz?- Harry starał się być wyrozumiały, ale na Merlina ile można?!
-Nie musisz sobie zadawać trudu.
-Zachowujesz się jak dzieciak.- skomentował Potter.
-Haerent!- skierował różdżkę na Pottera, czego nie miał robić, ale było już za późno. O dziwo, zaklęcie podziałało, a Czarny nie mógł się poruszyć z powodu przyklejonych nóg. Popatrzył na ucznia ze złością, ale i z uznaniem.
-Dobrze, ale nie miałeś tego robić mnie!- pokręcił głową i chciał się odczarować, ale zauważył, że nie ma różdżki.
-Oddawaj.- rozkazał utrzymując spokój.
Draco pokręcił głową z dumą.
-Nie.
Harry spojrzał na niego z pobłażaniem. Machnął ręką i się odczarował. Malfoy patrzył na to zdumiony.
-Co...jak...- jąkał się.
-Ja już umiem magię bezróżdżkową, w przeciwieństwie do ciebie. Tak łatwo mnie nie pokonasz.- tu spojrzał na niego wściekle i zaczął podchodzić bliżej.
-Ale mi się udało.- próbował ostatniej deski ratunku.
-Masz rację.- westchnął.- I tylko dlatego nic ci nie zrobię. Na dzisiaj koniec.- rzucił wychodząc.
Malfoy zastanowił się co robić. Miał wolne, jak to ocenił Potter. Praktycznie niczego, ani nikogo tu nie znał. Nie miał co robić. Pobiegł za nim. Może pozna odpowiedzi na nurtujące go pytania.
-Potter!- zawołał gdy go dostrzegł. Ten spojrzał na niego z irytacją.
-Aż tak bardzo chcesz ćwiczyć.- uniósł brwi.
-Nie, ale chętnie dowiem się co tu ty robisz.
-Stoję i czekam, aż sobie pójdziesz.- odpowiedział wywracając oczami.
-Jak dostałeś się na to szkolenie?
-Czy ja wchodzę z butami z twoje życie?- spytał z irytacją.
W międzyczasie jak rozmawiali on szedł do Lisy, tak jak obiecał.
-Jak chcesz możesz mnie o coś zapytać.- wzruszył ramionami.- Jak u dzieci. Odpowiedź za odpowiedź.
-Ty jesteś jeszcze dzieckiem.- popatrzył na niego z wyższością.
-Tak jak ty.
-Wcale nie.
-Odbiegasz od tematu. To co? Zgadzasz się?
Pokiwał głową niechętnie.
-Super. To na początek- chwilę się zastanowił.- Jak dostałeś się na to szkolenie?
-Lisa mnie tu zabrała.- odpowiedział po prostu.
-A jak...
-Teraz ja.- Draco spojrzał na niego niechętnie.- Sam się w to wpakowałeś.- przypomniał.- Jak to się stało, że nie jesteś Śmierciożercą?
-Skąd o tym wiesz?
-To chyba proste, skoro należysz do Feniksów nie możesz być po stronie zła, co nie?- Draco pokiwał głową,- Więc?
-Od jakiegoś czasu już nie chciałem być Śmierciożercą, ale nie mam wyboru. Z „tatusiem” w kręgu mi nie odpuści. Znalazł mnie Brain i zasugerował szkolenie. Zgodziłem się. Czego jeszcze będziesz mnie uczył?- spytał po chwili.
-Uff - westchnął- wszystkiego. Nie będę ci wymieniał, ale nie obrobimy się nawet z połową do Hogwartu. Nie ma szans.
-Gdzie idziemy?- dopiero teraz zorientował się, że gdzieś podążają.
-To już następne pytanie- zauważył.- teraz ja. Dlaczego w ogóle ze mną rozmawiasz?
Draco się zdziwił. Spodziewałby się innego pytania. Szczerze to średnio je rozumiał.
-Wolałbyś, żebym tego nie robił?
-Nie zrozumiałeś mnie. Pytam czysto teoretycznie.- zastrzegł.
-Po prosu nie mam do kogo iść.- powiedział cicho, patrząc na niego niepewnie.- Nie chce służyć Voldemortowi, a na samą myśl, że mam robić wszystko co mi każe Dumbledore jest mi niedobrze. Może i cię nie lubię i ty mnie też, ale nie mogę skłamać mówiąc, że nie masz żadnej roli w tej wojnie.
-Jasne, ale mam nadzieję, że nie myślisz, że staniemy się wielkimi przyjaciółmi po tylu latach nienawiści- skomentował. Malfoy przytaknął. Bał się, że ten go całkiem wyśmieje i cieszył się, że przynajmniej tyle osiągnął- Wiesz gdzie masz kwatery?
Pokiwał głową.
-Jutro masz być o 6.00 koło jeziora w sportowym stroju, a teraz ,,papa”.
Wszedł do kwater Lissany (poprzednio pukając) nie patrząc nie jego minę.
Było ciemno, więc zaświecił światło. Dziewczyna leżała na łóżku i patrzyła na niego pustym wzrokiem. Przebrana była już w piżamę, czemu nie powinien się dziwić. Było już po dwudziestej trzeciej. Usiadł na łóżku koło niej.
Popatrzyła na niego pustym wzrokiem, ale nie płakała. Harry wiedział, że to z powodu Moniki, kuzynki, która była dla niej jak siostra. Dzisiaj minęło średnio dwa lata od jej śmierci. Były bardzo przywiązane do siebie i to najbardziej dzięki niemu, nieskromnie mówiąc, Lisa się pozbierała. To wtedy tak bardzo się zaprzyjaźnili.
-Mogę się przytulić?- spytała.
-Nie musisz pytać.- odpowiedział cicho. On, gdy widział ją w takim stanie, cierpiał razem z nią.
Usiadła mu na kolanach i przytuliła się do jego piersi. Harry objął ją ramionami.
-Czego chciał Brain?- spytała po chwili chcąc nie myśleć tylko o jednym.
-Mam wyszkolić młodego.- spojrzała na niego ze zdumieniem.
-Wow.
-No nie wiem. To Draco Malfoy.
Popatrzyła na niego i wybuchnęła śmiechem.
-Ej! Czego się śmiejesz? Dla mnie to nie jest wcale takie zabawne.
-Po prostu ojciec chciał, żebyście się zaprzyjaźnili.- wyjaśniła.
-To niewykonalne- pokręcił głową.- będzie musiał się rozczarować.
Dziewczyna popatrzyła na niego z rozbawieniem.
-Czy on kiedykolwiek się mylił?
Harry pokręcił głową.
Bo to przecież niemożliwe, żeby on, Harry Potter zaprzyjaźnił się ze swoim wrogiem, Draco Malfoy'em.
Przynajmniej tak uważał.

*Wszystkie zaklęcia, nie książkowe są wymyślone przeze mnie.
***
Tak wiem, spóźniłam się. Miałam dać to już w środę, ale na moje szczęście odcięli mi prąd w domu.
A teraz jeszcze nabawiłam się głupiego przeziębienia :(
No trudno. Następny na pewno pojawi się w czwartek
Pozdrawiam ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz