Kilka
dni później obudził się ze złym przeczuciem. Nie było tyle złe
co dziwne. Jakby miało się mu stać coś osobistego. Przyzwyczaił
się już do złych rzeczy, które go spotykają, ale dalej go
dziwiły i wcale nie cieszyły.
Była
już połowa sierpnia. Za dwa tygodnie do szkoły. Do Hogwartu. Cieszył
się. Wreszcie będzie mógł odpocząć od niespokojnych spojrzeń
dyrektora i wścibskich Moody'ego. Będąc przy tym strasznie go
znielubił. Nie znał Szalonookiego od drugiej strony, ale właśnie
go poznawał. Nie było to miłe. Z Ronem i Hermioną było lepiej,
niż nas początku, ale to nie było to samo co kiedyś. Rozmawiali
na tematy szkoły, nauczyciele, ale na tym koniec. Nie wypowiadał się ze swoich
sekretów, ale oni zarazie go nie zmuszali. Za to coraz częściej
zastanawiał się czy nie powiedzieć o tym Ashley. Ona nikomu by nie
powiedziała, tego miał pewność. Ale wahał się, bo po co jej
mówić?
Westchnął
i wstał się ubrać. Nagle zupełnie niespodziewanie zapiekł go
znak, na ramieniu. Wiedział co robić, bo Lisa przed wyjazdem mu
powiedziała. Musiał się teleportować do zamku. Tylko jak to
zrobić? W kuchni słyszał już głosy Moody'ego i Dumbledora. Oni
nie nabiorą się na żadną bajeczkę. Ale nie miał zamiaru
zrezygnować.
Zszedł
na dół i rozejrzał się. Miał rację. Dorośli siedzieli przy
stole. Powoli szedł w kierunku drzwi, gdy...
-Potter!-
głos Moody'ego. Czarny zaklął
w myśli.- A gdzie ty się wybierasz?
-Nie
pana sprawa.
-Powiedz!-
zażądał ostrym głosem, stając naprzeciwko.
-To
nie pana interes.- powtórzył chłodno.
-W
takim razie nigdzie nie idziesz.
-Nie?-
spytał z ironią i chwilę później uciekł mu pod ramieniem i
pognał w kierunku drzwi.
-Potter!-
usłyszał wołanie mężczyzny, ale nic sobie z tego nie robił.
-Dajcie
mu spokój...- głos Ashley. Uśmiechnął się na te słowa.
Ale
on już wybiegł przez drzwi i telaportował się przed zamek Czarnych Feniksów. Od jego wyjazdu nic się nie zmieniło. Dalej było pięknie. Drzewa w lesie,
jezioro, cały zamek. Coś niebywałego.
Podszedł
do jeziora, widząc znajomą postać siedzącą po dębem. Usiadł
obok niej.
-Pod
naszym dębem?- powitał Lisę uśmiechem.
-Cześć.-
odpowiedziała tym samym.- Brain na ciebie czeka.- dodała.
-Niech
chwilę poczeka. Co tam?
Dziewczyna
oparła się o jego ramię.
-Dzisiaj
jest rocznica śmierci Moni.- powiedziała cicho.
Przytulił
ją.
-Przykro
mi.- pokiwała głową.
Siedzieli
w ciszy, każdy myśląc o czymś innym.
-Dobra.
Muszę iść.- wstał.- Wiesz o co chodzi?
Pokręciła
głową.
-Zaraz
zapewne się dowiesz.
-Tak.
Wpadnę jeszcze do ciebie.
-Jasne.-
uśmiechnęła się.
Harry
wszedł do zamku. Poszedł szybkim krokiem do gabinetu Braina.
-Cześć.-
zawołał na przywitanie, nie patrząc przed siebie.
-Co
tak długo?- spytał jego były nauczyciel ze złością.
-Mi
tego nie mów. Musiałem uciekać! Wyobrażasz to sobie?!- w tej
chwili odwrócił się w jego stronę z wesołym uśmiechem. Ten
jednak szybko znikł, a na jego miejscu pojawiło się szok.
Przez
dłuższą chwilę stał w miejscu nie ruszając się i patrząc w
jedną stronę. Zdziwienie powoli mijało i zaczął robić się
wściekły. Otóż przed nim, obok Braina, na fotelu siedział
Malfoy. Draco Malfoy we własnej osobie. Każdego chyba bardziej by
się spodziewał, ale nie jego. Przecież jego ojcem jest
Śmierciożerca, a Feniksy są dobre! Ze złością popatrzył się
na Braina.
-Co
on tu robi?- powiedział w jego mniemaniu spokojnie.
-Harry,
usiądź i uspokój się. Wiem, że się nie lubicie...
-Nie
lubicie?! To za mało powiedziane...
-Pozwól
mi dokończyć.- przerwał mu.- Draco jest moim dalekim siostrzeńcem.
Czarny
wpatrywał się w niego, pragnąc, żeby powiedział, że żartuje.
Ten jednak był na złość poważny.
-Jaja
sobie robisz?- wydukał, opadając na fotel.- Jesteś Malfoy'em?
-Nie.-
zaprzeczył.- Jestem kuzynem Narcyzy. Nigdy o tym nie wspominałem,
bo bardzo rzadko się z nią widziałem. Miałem inne poglądy na
temat czystości krwi i Voldemorta- tutaj Harry popatrzył się na Malfoy'a, ale ten nawet nie drgnął.- dlatego przekreślili
mnie z rodziny.
-Ale
co on tu robi? I dlaczego mnie to dotyczy?- spytał już z naciskiem.
-Ej!
Nie rozmawiajcie jakby mnie tu nie było!- zaprotestował Malfoy
gniewnie.
Brain
go uciszył.
-Rada
wzięła go na szkolenie.- Harry spojrzał na niego ze zdziwieniem.-
Ktoś musi go wyszkolić, a wszyscy są zajęci. Dlatego Najwyższy
wybrał ciebie.
Czarny
wytrzeszczył na niego oczy.
-Żartujesz?
Niby jak ty sobie to wyobrażasz?! Pozabijamy się nawzajem!
-Będziecie
musieli spróbować...
-Nie
ma takiej możliwość!- zaprotestował blondyn. Widocznie on też
nie wiedział, że Potter go będzie uczył.
-Tak
zadecydował Najwyższy.- rzekł Brain twardo.- Nie macie nic do
gadania. A tym bardziej ty – zwrócił się do siostrzeńca.
-Ale
Potter?- stęknął żałośnie.- Nie może ktoś inny?
-Koniec
tematu.
Harry
nie mówił nic w tym momencie, bo wiedział, że Malfoy musi się
zgodzić. Z resztą on też. Nie mógł przeciwstawić się
Najwyższemu. Ale Malfoy?
-Dobra.-
zwrócił się do mężczyzny.- Dajmy na to, że się zgadzam. To
będzie trwało tyle ile moje? Co mam powiedzieć Dumbledorowi?
Wiesz, że nie mogę tak sobie uciekać, aż na tyle. A poza tym
dlaczego ja? Przecież ja dopiero skończyłem to szkolenie. To nie
jest dobry pomysł...
-Oczywiście,
że jest. Tak zadecydował Najwyższy i tak ma być. Jego szkolenie
będzie trwało tydzień.- Czarny wytrzeszczył oczy.
-Przecież...
-Możesz
mi cały czas nie przerywać.- powiedział gniewnie. Harry popatrzył
na niego wyczekująco.- No więc...
-Nie
zaczyna się zdania od ,,no więc”.- uśmiechnął się
beszczelnie.
-Potter!
Nie denerwuj mnie.
-Przecież
nic nie robi.- mina niewiniątka.
-Wkurzasz
mnie. Uff- uspokajał się przez chwilę.- będziesz go tutaj szkolił
tydzień, więc do kwatery wrócisz jeszcze dzisiaj. Potem
pojedziecie do Hogwartu i tam będziecie uczyć się dalej po
kryjomu. Pytania?
-Ile
mam go nauczyć?- spytał pokonany. Od razu wiedział, że musi się
zgodzić. Był też ciekawy, dlaczego Malfoy nie jest Śmierciożercą.
-Przynajmniej
połowę tego co ty umiesz. Podstawowo magie umysłu, teleportację,
niewerbalną, bezróżdżkową, nasze czary...
-Okey.-
pokiwał głową.- A co z animagią?
-Nie
musisz. Ale podstawowe czary na poziomie owutemów, na pewno.
-Super.-
powiedział bez entuzjazmu. Musiał uczyć znienawidzoną osobę
wszystkich najtrudniejszych rzeczy, a potem jeszcze skazywać się na
jej towarzystwo w Hogwartcie. Po prostu zaje*iście. Nagle do głowy
przyszła mu inna myśl.
-Wiesz,
że w tym roku, w Hogwartcie będzie pięć osób, które powinny
dostać od razu dyplom z wyróżnieniem.- stwierdził ze śmiechem.
-Dlatego
Lissana jedzie z wami. Nie będziecie mogli zbytnio szaleć.
-I
tak coś znajdziemy sposób, żeby cię wkurzyć.- wystawił ząbki.
-Nie
musicie. Samo ta, że jesteście źle na mnie wpływa.- przewrócił
oczami.
-Serwal
i Jock przyjadą?- spytał z nadzieją.
-Za
kilka dni. Zastaną do końca tygodnia, tak jak ty.- uprzedził jego
pytanie.
-Fajnie.-
przynajmniej trzy osoby będą mogły jemu pomóc. To jednak zostawił
dla siebie.
Nawet
nie zauważyli, że Malfoy ciągle jest w pokoju. Siedział, patrzył
i nie mógł uwierzyć, że przed nim siedzi Potter. Chłopak słaby,
zadufany sobie, wielki bohater i ten, który tracił nerwy przy kilku
dogrywkach. Ten był zupełnie inny. Wydawał się twardy,
niezwyciężony, ale też bardzo przyjacielski. Nie rozumiał tylko
jak zaszła ta zmiana.
-Draco.-
z zadumy go głos wujka.- Oto twój trener.- powiedział uroczyście,
a następnie zwrócił się do Pottera.- Harry, oto twój uczeń.
-No
do jasnej cholery, postaraj się!- Harry’emu puściły nerwy, kiedy
po raz dziesiąty Malfoy'owi nie udało się dobrze rzucić czaru
Haerent.
Siedzieli już od kilku godzin w sali i uczyli się Czarów Feniksów.
Załapał się już kilka. Tenebris
– oślepienie przeciwnika, Culter-
w jego ciele powstają dziury, jak przy użyciu noża i Muddle-
zaklęcie powodujące zamęt w głowie, przy którym nie możesz się
na niczym skupić. Zatrzymali się przy zaklęciu, które ma
przykleić przeciwnika do podłoża, na którym stoi. Malfoy po
prostu nie umiał tego pojąć. Wkurzało go to, że akurat Potter
musi go wszystkiego uczyć. To było nie w porządku, że on już to
umiał.
-Staram
się.- powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Czego
nie rozumiesz?- Harry starał się być wyrozumiały, ale na Merlina
ile można?!
-Nie
musisz sobie zadawać trudu.
-Zachowujesz
się jak dzieciak.- skomentował Potter.
-Haerent!-
skierował różdżkę na Pottera, czego nie miał robić, ale było
już za późno. O dziwo, zaklęcie podziałało, a Czarny nie mógł
się poruszyć z powodu przyklejonych nóg. Popatrzył na ucznia ze
złością, ale i z uznaniem.
-Dobrze,
ale nie miałeś tego robić mnie!- pokręcił głową i chciał się
odczarować, ale zauważył, że nie ma różdżki.
-Oddawaj.-
rozkazał utrzymując spokój.
Draco
pokręcił głową z dumą.
-Nie.
Harry
spojrzał na niego z pobłażaniem. Machnął ręką i się
odczarował. Malfoy patrzył na to zdumiony.
-Co...jak...-
jąkał się.
-Ja
już umiem magię bezróżdżkową, w przeciwieństwie do ciebie. Tak
łatwo mnie nie pokonasz.- tu spojrzał na niego wściekle i zaczął
podchodzić bliżej.
-Ale
mi się udało.- próbował ostatniej deski ratunku.
-Masz
rację.- westchnął.- I tylko dlatego nic ci nie zrobię. Na dzisiaj
koniec.- rzucił wychodząc.
Malfoy
zastanowił się co robić. Miał wolne, jak to ocenił Potter.
Praktycznie niczego, ani nikogo tu nie znał. Nie miał co robić.
Pobiegł za nim. Może pozna odpowiedzi na nurtujące go pytania.
-Potter!-
zawołał gdy go dostrzegł. Ten spojrzał na niego z irytacją.
-Aż
tak bardzo chcesz ćwiczyć.- uniósł brwi.
-Nie,
ale chętnie dowiem się co tu ty robisz.
-Stoję
i czekam, aż sobie pójdziesz.- odpowiedział wywracając oczami.
-Jak
dostałeś się na to szkolenie?
-Czy
ja wchodzę z butami z twoje życie?- spytał z irytacją.
W
międzyczasie jak rozmawiali on szedł do Lisy, tak jak obiecał.
-Jak
chcesz możesz mnie o coś zapytać.- wzruszył ramionami.- Jak u
dzieci. Odpowiedź za odpowiedź.
-Ty
jesteś jeszcze dzieckiem.- popatrzył na niego z wyższością.
-Tak
jak ty.
-Wcale
nie.
-Odbiegasz
od tematu. To co? Zgadzasz się?
Pokiwał
głową niechętnie.
-Super.
To na początek- chwilę się zastanowił.- Jak dostałeś się na to
szkolenie?
-Lisa
mnie tu zabrała.- odpowiedział po prostu.
-A
jak...
-Teraz
ja.- Draco spojrzał na niego niechętnie.- Sam się w to
wpakowałeś.- przypomniał.- Jak to się stało, że nie jesteś
Śmierciożercą?
-Skąd
o tym wiesz?
-To
chyba proste, skoro należysz do Feniksów nie możesz być po
stronie zła, co nie?- Draco pokiwał głową,- Więc?
-Od
jakiegoś czasu już nie chciałem być Śmierciożercą, ale nie mam
wyboru. Z „tatusiem” w kręgu mi nie odpuści. Znalazł mnie
Brain i zasugerował szkolenie. Zgodziłem się. Czego jeszcze
będziesz mnie uczył?- spytał po chwili.
-Uff
- westchnął- wszystkiego. Nie będę ci wymieniał, ale nie
obrobimy się nawet z połową do Hogwartu. Nie ma szans.
-Gdzie
idziemy?- dopiero teraz zorientował się, że gdzieś podążają.
-To
już następne pytanie- zauważył.- teraz ja. Dlaczego w ogóle ze
mną rozmawiasz?
Draco
się zdziwił. Spodziewałby się innego pytania. Szczerze to średnio
je rozumiał.
-Wolałbyś,
żebym tego nie robił?
-Nie
zrozumiałeś mnie. Pytam czysto teoretycznie.- zastrzegł.
-Po
prosu nie mam do kogo iść.- powiedział cicho, patrząc na niego
niepewnie.- Nie chce służyć Voldemortowi, a na samą myśl, że
mam robić wszystko co mi każe Dumbledore jest mi niedobrze. Może i
cię nie lubię i ty mnie też, ale nie mogę skłamać mówiąc, że
nie masz żadnej roli w tej wojnie.
-Jasne,
ale mam nadzieję, że nie myślisz, że staniemy się wielkimi
przyjaciółmi po tylu latach nienawiści- skomentował. Malfoy
przytaknął. Bał się, że ten go całkiem wyśmieje i cieszył się,
że przynajmniej tyle osiągnął- Wiesz gdzie masz kwatery?
Pokiwał
głową.
-Jutro
masz być o 6.00 koło jeziora w sportowym stroju, a teraz ,,papa”.
Wszedł
do kwater Lissany (poprzednio pukając) nie patrząc nie jego minę.
Było
ciemno, więc zaświecił światło. Dziewczyna leżała na łóżku
i patrzyła na niego pustym wzrokiem. Przebrana była już w piżamę,
czemu nie powinien się dziwić. Było już po dwudziestej trzeciej.
Usiadł na łóżku koło niej.
Popatrzyła
na niego pustym wzrokiem, ale nie płakała. Harry wiedział, że to
z powodu Moniki, kuzynki, która była dla niej jak siostra. Dzisiaj minęło średnio dwa lata od jej
śmierci. Były bardzo przywiązane do siebie i to najbardziej dzięki
niemu, nieskromnie mówiąc, Lisa się pozbierała. To wtedy tak bardzo się zaprzyjaźnili.
-Mogę
się przytulić?- spytała.
-Nie
musisz pytać.- odpowiedział cicho. On, gdy widział ją w takim
stanie, cierpiał razem z nią.
Usiadła
mu na kolanach i przytuliła się do jego piersi. Harry objął ją
ramionami.
-Czego
chciał Brain?- spytała po chwili chcąc nie myśleć tylko o
jednym.
-Mam
wyszkolić młodego.- spojrzała na niego ze zdumieniem.
-Wow.
-No
nie wiem. To Draco Malfoy.
Popatrzyła
na niego i wybuchnęła śmiechem.
-Ej!
Czego się śmiejesz? Dla mnie to nie jest wcale takie zabawne.
-Po
prostu ojciec chciał, żebyście się zaprzyjaźnili.- wyjaśniła.
-To
niewykonalne- pokręcił głową.- będzie musiał się rozczarować.
Dziewczyna
popatrzyła na niego z rozbawieniem.
-Czy
on kiedykolwiek się mylił?
Harry
pokręcił głową.
Bo
to przecież niemożliwe, żeby on, Harry Potter zaprzyjaźnił się
ze swoim wrogiem, Draco Malfoy'em.
Przynajmniej
tak uważał.
***
Tak wiem, spóźniłam się. Miałam dać to już w środę, ale na moje szczęście odcięli mi prąd w domu.
A teraz jeszcze nabawiłam się głupiego przeziębienia :(
No trudno. Następny na pewno pojawi się w czwartek
Pozdrawiam ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz