poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 8

Otworzył oczy. Znów go bolało ramię. Ale o wiele mniej niż przedtem. Leczyło się, przynajmniej tak mu się wydawało. Musiał przecierpieć.
Rozejrzał się po pokoju. Był sam. Powoli usiadł, zauważając, że na fotelu są jakieś ubrania. Pewnie dla mnie, pomyślał. W końcu był w brudnych ubraniach po wcześniejszych zabawach Śmierciożerców. Wstał i się ubrał. Znalazł też swoją różdżkę, którą pozbawili go Śmierciożercy. Wyszedł przez drzwi.
Korytarz był zrobiony podobnie do jego pokoju, ale nie całkiem. Zamiast żółtego koloru, był zielony. Ale nie było źle. Troszkę mroczno, ale to mu się podobało.
Podążał korytarzem przed siebie wierząc, że idzie do kuchni. Zdał się na intuicję. I wygrał. Wszedł do jadalni, gdzie czekała już na niego właścicielka domu.
Usiadł przy stole.
-Jak ręka?- spytała kobieta witając się.
-Dobrze.- odpowiedział nieszczerze. Patrzyła na niego, a on odwzajemnił spojrzenie z irytacją.
-Słuchaj.- zaczął niecierpliwie.- Jestem bardzo wdzięczny, i w ogóle dzięki, za uratowaniem przed Voldemortem i wczorajszą akcję, ale nie sądzisz, że zasługuję na wyjaśnienia? Choćby to jak się nazywasz.- wzruszył ramionami bezradnie patrząc na nią. Kobieta spojrzała na niego przeszywająco, a potem, jakby znalazła potwierdzenie w jego oczach, skinęła głową i powiedziała:
-Powiem ci.- oznajmiła.- Dlatego, że, jak ty to ująłeś, zasługujesz na wytłumaczenia. Jednak musisz obiecać, że to co ci powiem zostawisz dla siebie, albo powiesz ewentualnie tylko najbardziej zaufanym przyjaciołom.- pokiwał głową na potwierdzenie.- Nazywam się Ashley Adela Yonner. Tak, jestem Śmierciżercą. Ale szpiegiem. Od jakiegoś tygodnia. Na razie wie o tym tylko Dumbledore i Snape. I nikt inny nie może się dowiedzieć. Ostatnio Severus się wydał. Szczerze mówiąc dziwię się, że go nie złapali. Teraz on będzie musiał się ukrywać.
-Czym się zdradził?
-Musiał ciebie ratować.- wzruszyła ramionami- Pewnie ktoś go zobaczył, a poza tym pierwsze podejrzenie od razy spadłoby na niego, bo jest szpiegiem i to Dumledora.
-Więc jest pani w Zakonie- mruknął. Stwierdził, że będzie zwracał się do niej z szacunkiem. Wiedział, że nie kłamie. Na szkoleniu był do przodu z materiałem, więc przerobił jeszcze z Brainem aktorstwo i podstawy w takich typu rzeczach.
-To źle?- spytała zdziwiona widząc jego wzrok.
-Nie... Oprócz tej wielkiej wierności w Dumbledora...
-Nie przypominam sobie, żeby w przysiędze było coś o wierności do jakiejkolwiek osoby.- powiedziała z uśmiechem. Ale zaraz spoważniała.- Jak już powiedziałam nikt o tym nie wie. Myślę, że dyrektor zaprosi mnie i będziemy musieli się przenieść do Kwatery Głównej. Tak, też kazała mi Lordzina.- Harry uśmiechnął się na ten zwrot.- Nie wiedziałam, że tak prosto to przyjmiesz. Nie podejrzewasz mnie, że kłamie?- spytała wątpiąco.
-Wiem, że nie kłamiesz.- przecież nie mógł jej powiedzieć, że się tego uczył.
-Skąd?
-Wiem.- powiedział z irytacją.
-Dobrze, powiedzmy.- odpuściła. Była świadoma tego, że Potter coś ukrywa i wiedziała, że on wie, że ona wie, a sama też wiedziała, że go na razie nie pozna. Skomplikowane. Zamówiła śniadanie i patrzyła na chłopaka, który siedział w zamyśleniu. Po chwili się ocknął.
-Proszę pani...
-Mów mi po imieniu.- przerwała mu z uśmiechem.- Czuję się zbyt staro jak tak mówisz. A przecież jestem niewiele starsza od ciebie.- widziała jak się uśmiechnął z ulgą.
-Powiedziałaś, że teraz ty jesteś szpiegiem Voldemorta tak jak był Snape. Czyli mam rozumieć, że przychodzisz do Zakonu z rozkazu Voldemorta, ale i tak jesteś po naszej stronie?- Harry specjalnie tak bardzo wszystko wyjaśnił, żeby nie było nieporozumień jak będzie ją sprawdzał. Sprawa polegała na tym, że by skupić się na głosie i oczach. Robiło się to trudno, ale Harry opanował tą sztukę do końca. Wreszcie mógł ją wykorzystać. Popatrzył w oczy Ashley.
-Tak, właśnie tak robię.- wszystko się zgadzało. Nie kłamała.
Harry pokiwał głową, czując wielką ulgę, nawet nie zdając sobie sprawy dlaczego.
W spokoju zjedli śniadanie. Nikt się nie odzywał, a Harry był jej za to wdzięczny. Skończyli i Harry nie wiedział co ze sobą zrobić. Kobieta za to patrzyła na niego uważnie. Spytała:
-Przedtem nie odpowiedziałeś szczerze. Jak ręka?- była zaniepokojona, co wydawało mu się dziwne.
-Nieźle- odpowiedział trochę niezgodnie z prawdą. Okropnie coś tam piekło i cięło, ale przecież nie będzie robił z siebie mięczaka. Ashley podeszła do niego.
-Pokaż- zarządziła i nie patrząc na sprzeciw, odwiązała bandaż. Nie wyglądało źle. Chociaż wiedziała, że chłopaka musi piec. Szwy bez znieczulenia były parzące. Przyniosła mugolską maść, która przynajmniej trochę złagodziła ból.
-Będzie działać tylko przez jakiś czas.- zastrzegła. On pokiwał głową. Siedzieli chwilę w ciszy, dopóki Harry nie stwierdził, że chciałby się czegoś dowiedzieć.
-Rozumiem, że mam zostać tu?- pokiwała głową.- A ty będziesz gdzieś dzisiaj wychodzisz?
-Nie. Chyba, że On mnie wezwie.
-Jak zaraagował, gdy się dowiedział, że mnie nie ma?- spytał z uśmiechem, spodziewając się odpowiedzi, którą uzyskał.
-Był wściekły.- Ashley też uśmiechnęła się wrednie na to wspomnienie.- Ogromnie wściekły.
Zaśmiał się.
-Ja to tam się cieszę.
Cisza znowu na chwilę ich przytłoczyła.
-Słyszałam, że grasz w Quidditcha...?
I tak zaczęła się rozmowa. Pytała się o jego szkołę, przyjaciół. Jakie lubi przedmioty, nauczycieli. Gdy powiedział jej, że z Remusem ( pod koniec piątej klasy profesor poprosił go, żeby mówił mu po imieniu) w trzeciej klasie opanował patronusa, mocno się zdziwiła, ale pokiwała głową ze zrozumieniem. Harry nie wiedział skąd te zrozumienie, ale się nie dopytywał. Z Ashley rozmawiało mu się bardzo dobrze. Lepiej niż z jakimkolwiek dorosłym. Szczerze powiedziawszy zachowywała się jak nastolatka. Po godzinie był w stanie powiedzieć, że Ashley była opiekuńcza, ale bez przesady. Kiedy chciała mogła być też zimna i bezduszna, jak u Voldemorta, ale w zwyczajnym życiu była lekko zwariowała i miewała szalone pomysły. Nie miała rodziny. Jej rodzice zmarli jak miała 12 lat. Nie miała też partnera. Za to Harry'emu zadawała normalne pytania. Nawet spytała, czy ma dziewczynę, na co odpowiedział śmiechem, że nie. Zrobiło się późno. Czarny stwierdził, że pójdzie do pokoju się położyć. Cały ból był skupiony na ręce, ale Cruciatusów też dostał sporo, chociaż się nie skarżył. Minął dopiero jeden dzień. Odwrócił się gdy Ashley przywołała go jeszcze na chwilę.
-Harry- zaczęła z szacunkiem w głosie, który chłopak zauważył już wcześniej, lecz nie w takim stopniu.- Wiesz, podziwiam Cię, że się wtedy nie złamałeś. Wtedy nie chciałam żeby to tak zabrzmiało. W Czarnym Dworze. To po prostu niezwykłe. Nawet dorośli łamią się po kilku Cruciatusach. A ty masz dopiero piętnaście lat- pokręciła głową. - No, nic. Po prostu chciałam, żebyś wiedział.- i wyszła, a Harry stał jak wryty niezdolny do powiedzenia niczego. Dopiero po kilku minutach się opanował i wrócił do siebie.
Leżąc myślał o słowach Ashley. W sumie cieszył się z tego co mu powiedziała. Wewnątrz siebie czuł dumę ze swojego zachowania. Wiedział, że to egoistyczne, ale nie umiał się powstrzymać.
Polubił Ashley. Naprawdę. Do przyjaźni było jeszcze daleko, ale naprawdę było dobrą znajomą.
Myślał też o Lisie. Przed wyjazdem obiecywał jej wszystko o sobie mówić, i pisać co 3 dni. Nie miał pojęcia ile minęło, ale chyba dużo więcej. Musiał do niej napisać.
Nie zwlekał długo. Po kilku minutach wstał i znalazł pergamin i pióro. Napisał w dwóch zdaniach o tym, że nie mogą się na razie spotkać, ale będzie próbował i napisze kiedy.
Miał plan. Ashley powiedziała, że za kilka dni jadą do Kwatery. Stamtąd będzie mógł się wymknąć. Spotka się z przyjaciółką i wszystko opowie. Nawet jeśli będzie musiał spotkać się z jej współczującym spojrzeniem.
Z tą myślał zasnął.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 7

Harry otworzył oczy. Ku jego zdziwieniu, odkrył, że leży na kanapie w pokoju. Niezbyt dużym, ale miłym. I przytulnym. Był urządzony w kolorach brązowo-żółtym. Łóżko też nie było duże. Dla niego był idealny.
Wciąż nie wiedział co tu robił. Na nieszczęście ciągle był zakrwawiony i ledwo mógł poruszać nawet głową. Leżał ledwo przytomny. Nie zupełnie pamiętał co mu się przydarzyło. Oczywiście, tortury pamiętał. Skalpel Avery'ego i Cruciatus Malfoy'a. Ale jak się tu dostał?
Im dłużej o tym myślał, tym więcej sobie przypominał. Pamiętał, że był nieprzytomny w celi. A potem Snape przyszedł i położył mu coś na rękach i potem … ciemność.
Nagle powrócił do rzeczywistości. Zabolało go ramię. Bardzo. Nie tak jak w Czarnym Dworze, ale wystarczająco, żeby zacisnął zęby. Popatrzył się na nie i omal nie spadł z łóżka z przerażenia. Jego ramię było dosłownie rozciętą nad łokciem, wdłuż na jakieś 15cm. Wyglądało strasznie. Szczerze wątpił, czy kiedykolwiek mu się to zagoi. Miał dość przykrych doświadczeń. Naprawdę nie rozumiał czemu to właśnie jemu zawsze się to przytrafia.
To wszystko stało się tak szybko. Niewiarygodnie. Czy w ciągu jednego dnia można zostać porwanym, torturowanym i uratowanym? Ciekawe co powie na to Liska. Musi jej coś napisać, ale jak mu się poprawi. Na pewno nie teraz, i nie w ciągu kilku dni. Dopiero po tym jak ochłonie. Ręka mu ścierpła. Troszeczkę poruszył zranione ramię, a ono zapiekło jakby żywym ogniem. Wypuścił ze świstem powietrze ledwo powstrzymując krzyk. Zakręciło mu się w głowie. Ciemność znowu go pochłonęła.


Obudził go ból w ramieniu. Był okropny. Tamten wcześniejszy, w porównaniu do tego, był jak środek przeciwbólowy. Wcześniej czuł się o niebo lepiej. Bardzo prawdopodobne, że Snape dał mu coś, a teraz się wyczerpało. Otworzył oczy, ale zaraz poraziło go światło. Przymknął lekko powieki.
Był w tym samym pokoju co wcześniej. Ale nie sam. Koło niego, na łóżku siedziała kobieta. Wyglądała na ok. 20 lat. Ale twarz miała dużo poważniejszą, jak u 30-latki. Ubrana była w strój nastolatki. Niebieskie jeansy i beżową bluzkę. Miała długie blond włosy i zielone oczy. Bardzo wyraziste oczy. Patrzyła na niego zmartwionym wzrokiem.
-Dobrze, że się obudziłeś- powiedziała miękko. I wtedy ją poznał. To ta kobieta, pomyślał ze strachem i zdziwieniem. Z delikatnością dotknęła jego ramienia, ale on nie był przygotowany na ten ruch. Wciągnął głośno powietrze, gdy ręka zapiekła gwałtownie i boleśnie. Szybko cofnęła dłoń.
-Pewnie masz zakażenie. Nie mogę tego niczym posmarować...
-To ty.- przerwał jej.
-Kto?- spytała niespokojnie.
-Ta Bezimienna.- dalej był w szoku. Czyżby Prawa Ręka Voldemorta chciała mu pomóc? Nie mógł sobie tego wyobrazić.
Kobieta wypuściła ze świstem powietrze. Nic nie powiedziała.
-Czego mi pomagasz? Przecież jesteś Śmierciożercą.
-To nie takie proste, jak ci się wydaje.- popatrzyła na niego niemal prosząco.
-Powiedz przynajmniej jak się nazywasz. - odpuścił.
-Jak pozwolisz mi zająć się twoją ręką.- wskazała oczami na ranę. Harry też na nią popatrzył. Wyglądała coraz okropnie. Wokół cięcia zaczęły robić się dziwne kolory.
Czarny kiwnął głową. Kobieta wyszła. Nie miał pojęcia dlaczego, pozwolił jej się nim zająć. Przecież była jego wrogiem. A jeśli nie?- szepnął cichy głosik w jego głowie. Zupełnie nie wiedział co o tym myśleć. Czuł się trochę jak przy Lisie, kiedy pierwszy raz się spotkali. Od razu wiedział, że może jej ufać. Ale tak nie powinno być. Lisa jest tylko dziewczyną, a ona sługą Voldemorta. Pokręcił głową, nie potrafiąc rozwiązać problemu.
Ramię znowu zapiekło mocniej. Nie żeby nie piekło cały czas, ale teraz stawało się to nie do wytrzymania. Zauważył, że zaczął się pocić. Miał łzy bólu w oczach, ale nie pozwolił im wypłynąć. Nie będzie się rozklejać, przy Śmierciożerczyni. Jeszcze tak nisko nie upadł.
Usłyszał kroki. Drzwi się otworzył i kobieta weszła przez nie. W ręku niosła różne rzeczy. Harry starał się nie myśleć, że prawdopodobnie będzie to igła i nić. Jakby miała coś magicznego, to by zapewne dałaby mu jak spał.
Usiadła na łóżku i wzięła rękę, żeby obejrzeć.
-Miałam rację. Masz zakażenie- wyjęła mała buteleczkę. I chciała zacząć polewać, ale...
-Zaraz!- krzyknął.- Co robisz?- spytał przerażony.
-Muszę to odkazić.- popatrzył na nią nie wiedząc o co jej chodzi. Westchnęła.- Skalpel Avery'ego jest jeden w swoim rodzaju. Nie może leczyć się go magią. Nic się nie przyjmie. Tylko mugolskie środki. Dlatego zapewne zostanie ci blizna. To woda utleniona. Trochę ulepszona.- wskazała na trzymaną w ręce buteleczkę. Reszty nie musiała objaśniać. Harry wszystko skojarzył. Ale, na Merlina! Na pewno nie można magią? Nie próbował jednak o nic pytać. Kobieta wyglądała na zniecierpliwioną.
Była zniecierpliwiona. Ale też rozumiała go doskonale. Pewnie też nie byłaby skłonna dać się pod opiekę zupełnie obcej osoby. I było jej żal chłopaka. Tyle przecierpiał. A to jeszcze nie koniec.
Kiwnął głową, pozwalając jej. Znowu wzięła jego ramię.
-Będzie bolało.- ostrzegła. Był tego jak najbardziej świadomy.- Możesz krzyczeć jak chcesz. Pokój jest dźwiękoszczelny.- polała wodą ranę.
Harry spiął wszystkie mięśnie i zacisnął zęby żeby nie krzyknąć. Było gorzej i coraz gorzej. Nie wyrwał się jedynie dlatego że wiedział, że to konieczne. Dosłownie czuł jak płyn wypala wszystkie bakterie. To było najbardziej bolesne. Chyba porównywalne do robienia rany. Czuł pot spływający z czoła i łzy pod powiekami.
Kobieta patrzyła uważnie na chłopaka. Nigdy nie widziała nikogo bardziej dzielnego niż on. A widziała na własne oczy jak działa woda utleniona na rany magiczne. Nie był to przyjemny widok. Mężczyzna wtedy praktycznie cały czas krzyczał, on był dorosły.
A przed nią nastolatek to wytrzymuje. Czuła do niego szacunek, chociaż tego nie chciała.
Pod koniec widziała jego łzy w okolicach oczu. Nic nie powiedziała. Przeklinała Avery'ego za to, że nie mogła mu dać chociażby środka przeciwbólowego.
Harry odpływał. Ledwo był w stanie unieść powieki. Czuł się jak na innym świecie. Tylko ból go trzymał. Lewe ramie nie paliło już tak intensywnie jak wcześniej. Powoli przechodziło, a on widział mroczki przed oczami.
Kobieta też to zauważyła. Nie mogła na to pozwolić. Niestety. Poklepała go lekko po policzku. Nic. Żadnej reakcji. Spoliczkowała go. Dość mocno. Zamrugał powiekami chaotycznie.
-Harry? Nie śpij.- rozkazała.- Harry!- jego wzrok wyostrzył się.
-Au!- popatrzył na nią z wyrzutem. Uśmiechnęła się lekko.
Wyjęła nić i igłę. Wierzyła, że to nie będzie takie złe. I miała rację. W porównaniu do poprzedniej czynności, to były zwykłe ukłucia.
-Skończyłam.- oznajmiła.- Śpij. Już możesz..- popatrzył na nią z wdzięcznością i usnął. Dosłownie w przeciągu sekundy. Jej wargi lekko się uniosły. Była zadowolona. Jutro odbędą poważną rozmowę. Musiała się do tego przygotować. Owinęła jego rękę bandażem i wyszła zostawiając śpiącego nastolatka.
***
Rozdział spóźniony, ale jest. Mam pytanie. Czy ktoś to w ogóle czyta? Wiem, że moje pisanie nie jest za dobre, ale fajnie byłoby jakbyście coś napisali, nawet krytykując. 
Następny rozdział nie wiem kiedy.