sobota, 19 października 2013

Rozdział 13

Harry był zafascynowany muzyką. To najlepsze określenie. Od pamiętnej lekcji, na której razem z Malfoy'em słuchali nowych piosenek, coraz częściej podkradał koledze odtwarzacz. Wreszcie jak Draco znalazł w pokoju, gdzie słuchał pożyczonych piosenek, po prostu go skopiował. Teraz każdy z nich miał swój.
Polubili się też bardzo. Wreszcie mieli wspólny temat. Muzyka. Jeden problem polegał na tym, że Harry nie bardzo się orientował w zespołach. Malfoy wprowadzał go we wszystko.
Po poznaniu większości zespołów, w jednym byli zgodni. Najlepszy zespół: Linkin Park. Bez wątpienia Harry zgadzał się z Draconem.
Ani się obejrzał, a minęła druga połowa tygodnia. Niewiele się z Draconem nauczyli, ale Harry od początku podejrzewał, że tak będzie. Miał tylko nadzieje, że do końca szóstej klasy skończą szkolenie.
Fajnie było tak przypomnieć sobie przyjaciół, ale zaczynały go dekoncentrować te różnice czasu. To wkurzające. We czwórkę ustalili, że nie będą się ukrywać w szkole. Nie będą się przejmować konsekwencjami. Jedynie nie będą się pokazywać z Malfoy'em. Zgodznie stwierdzili, że to by było dla niego zbyt niebezpieczne.
Właśnie żegnali się. Minął dokładnie tydzień, a w rzeczywistości jeden dzień. Harry mógł z czystym sercem stwierdzić, że nie nienawidzi już Malfoy'a. Może nie uważa go aż za przyjaciela, ale polubił go. Jakby nie on, to nie dowiedziałby się pewnie jaką muzykę lubi.
Westchnął i przytulił się do Lisy. Poklepał po plecach Serwal'a i Jock'a.
-Do zobaczenia za tydzień.- rzekł jeszcze i teleportował się przed domem nr 12 przy Gimmound Place. Była już noc. Świetnie- pomyślał ze złością- dopiero wstał, a musi iść spać.
Otworzył cicho drzwi, mając nadzieję, że wszyscy śpią. Na jego szczęście, nie mylił się. Szybko uciekł do swojego pokoju i wyłożywszy się na łóżku wziął książkę ,,Najbardziej Skrywane Czary” zaczął czytać. Zasnął w połowie książki.

Obudziły go łomotanie w drzwi. Wstał i nieprzytomnie je otworzył.
-Stary?- rzekł niepewnie Ron, stojąc w drzwiach.
-Cześć, Ron. Chciałeś czegoś, czy przychodzisz tak o?
-Gdzie wczoraj byłeś?- zaczął swój wywód.-Masz pojęcie jak wszyscy się martwili? Hermiona i mama wychodziły z siebie z niepokoju, a Dumbledore...
-Na pewno się o mnie nie bał.- przerwał ostro mu na wieść o dyrektorze.
-Ale...
-On troszczy się tylko o swojego Złotego Chłopca. Nie o mnie.
-Dlaczego się tak na niego uwziąłeś Harry? On chce dla ciebie jak najlepiej. Zawsze chciał...
-Kierować moim życiem?- spytał chłodno.- Nie, Ron. Tak nie można. Przestałem mu ufać.
-Ale dlaczego?- spytał, siadając na łóżku. Nie zanosiło się na krótką rozmowę.- Tyle dla ciebie zrobił, a ty po prostu przestałeś ufać?
-Tak.- wzruszył ramionami odrobinę zirytowany.
-Nie chce się kłócić - zastrzegł Ron.- ale na pewno?
-Tak.
Weasley widząc jego stanowczość odpuścił. Harry usiadł naprzeciw niego i patrzył przez okno.
-Co dostałeś z Sumów?- robił wszystko, żeby podtrzymać rozmowę.
-Cztery Wybitne, w tym jeden plus,- mówił dalej, niezważająca na „och” Rona.- Trzy Powyżej Oczekiwań i dwa Okropne z Wróżbiarstwa i Historii Magii.
-O łał. A z Eliksirów?
-Wybitny.- powiedział niepewnie, patrząc na jego reakcję. Weasley'a zamurowało.
-Och...yhm...to fajnie.- starał się nie pokazać jak bardzo mu zazdrości. Jednak Harry i tak to widział.- Hermiona oczywiście ma wszystkie Wybitne.- zmienił temat.
-To było do przewidzenia.- Potter próbował się nie roześmiać. Oni byli tacy przewidywalni.
-Ciekawe kto nas będzie uczyć Obrony?- zaczął Ron. Rzeczywiście przedtem nie zastanawiał się nad tym, a to bardzo ciekawe. Remus nie mógł, a kto mógłby zamiast niego? Pewnie Dumbledore zatrudni znowu jakiegoś łamage, jak Quirrell czy Umbridge.
-Harry!- Hermiona wpadła do pokoju, przerywając jego rozmyślanie.- Dyrektor chce cię widzieć. Jest na dole.
Och! I tylko dlatego mu przerywa? Bezczelne.
-Już idę.- mruknął wstając.
-Nic ci nie jest?- spytała dziewczyna.
Jakby ją coś to w ogóle obchodziło, prychnął w myśli. Nie wiedział dlaczego jest wobec nich taki okrutny.
-Nie.- odpowiedział i zszedł na dół.
Przy stole siedziało kilku członków Zakonu. W tym też Snape, Ashley i Remus. Ci ostatni nie zauważyli, że przechodził, ale Severus zauważył. Nie powiedział nic. Nie rzucił żadnej kąśliwej uwagi. Nawet nie uśmiechnął się sarkastycznie, jak to zwykle robił. Tylko w jego oczach rodziło się coś na kształt szacunku, tak jak tego feralnego dnia, u Voldemota.
Potter przewrócił oczami z irytacją. Jeszcze będzie się spodziewać, że ten go przestanie nienawidzić. To przecież absurd!
Jednak nie mógł zmienić przeczucia, które podpowiadało mu, że tak właśnie będzie.
Wszedł do salonu, gdzie na kanapie czekał na niego Dumbledore.
-Usiądź, mój drogi chłopcze.- polecił z dobrodusznym uśmiechem.
Harry niechętnie go posłuchał. Przez dłuższą chwilę nic nie mówili. Chłopak wzmocnił mury w umyśle, obawiając się powtórzenia sytuacji, sprzed kilku tygodni.
-Po co mnie pan tu wołał?
-Harry, wiem, że jesteś przybity z powodu śmierci Syriusza, ale musisz mi zaufać- tu Czarny przewrócił oczami- Zawsze możesz zwrócić się do mnie z pomocą. Masz też przyjaciół, którzy zawsze ci pomogą, wiesz o tym...
-Niech pan przejdzie do konkretów.- przerwał niegrzecznie.
-Chłopcze, chciałbym się dowiedzieć, gdzie byłeś pięć dni przed porwaniem i cały wczorajszy dzień.
-Ode mnie się pan tego nie dowie.- powiedział stanowczo.
-Ależ, Harry, mi tylko zależy na twoim bezpieczeństwie.
Potter prychnął.
-Jeszcze coś?
-Jeśli na pewno mi nie zaufasz- popatrzył na niego z nadzieją, ale po spojrzeniu Harrego przestał- to pragnę ci pogratulować odznaki na kapitana drużyny Gryffindoru.- wyjął odznakę i wręczył chłopakowi.
Jednak Harry zamarł, całkowicie zaskoczony. Nie spodziewał się tego. Był dumny z takiego zaszczytu, ale tylko dumny z siebie. Nie był wdzięczny dyrektorowi.
-Dziękuje- powiedział prosto i wziął odznakę.
-Harry, może jednak powiesz mi co robiłeś? To by nam bardzo pomogło.
-Niby z czym?- spytał wściekły.
-W chronieniu cię.- oznajmił Dumbledore, jakby to była najprostrza rzecz na świecie.
-Ach, więc to- uniósł nagrodę do góry- miała być przekupka?
-Ależ, chłopcze. Oczywiście, że nie. Nikt inny nie będzie lepszy od ciebie na tym stanowisku.
-Więc mogę już iść? I tak nic nie powiem, dobrze pan wie.
Dyrektor westchnął ciężko.
-Oczywiście, chłopcze.- starzec odprowadził go rozczarowanym spojrzeniem. Kiedy tylko Potter wyszedł wściekł się. Dlaczego chłopak przestał mu ufać?! Wszystko robił dobrze!
Nieważne, opanował się, zanim ktoś wszedł do pomieszczenia. Za wszelką cenę odzyska jego zaufanie.

Tymczasem Harry wchodził po schodach do swojego pokoju. Zatrzymał się, kiedy Hermiona zagrodziła mu drogę.
-Musimy porozmawiać.- powiedziała stanowczo.
Harry westchnął załamany. Z iloma osobami czeka go to samo?
-Chodź do twojego pokoju.- powiedział tylko.
Weszli do dużego pomieszczenia, które Hermiona dzieliła z Ginny. Było w kolorach Gryffindoru, ale i Ravenclaw'u.
Usiadł na łóżku.
-O czym chciałaś rozmawiać?
-O twoim zachowaniu.
-Przecież zachowuje się normalnie.
-No właśnie nie...- zacięła się.
-Dokończ.- poprosił.
-Harry- usiadła obok niego- nie zachowujesz się normalnie. Wiem, że Ron jest czasami głupkiem i zachowuje się nietaktownie, ale to nie powód, by niszczyć naszą przyjaźń. Ja tylko chce ci pomóc, a nie zawadzać. Ty traktujesz mnie jakbym nie istniała. Dobra, możesz mieć tajemnice, każdy może, ale to nie musi niszczyć naszą znajomość.
-I nie wymagasz, żebym ci o wszystkim mówił, tak jak Ron?
-Ja rozumiem ciebie, przynajmniej w większości, nie tak jak on. Wszyscy mają tajemnice.
-Ja bym chciał ci powiedzieć, Hermiono, ale nie mogę.
Pokiwała głową.
- A jak z Dumbledorem? Naprawdę mu nie ufasz?
-Tak.- przyznał. Popatrzyła na niego pytająco.- Za dużo przede mną ukrywał. I jeszcze Syriusz. To po prostu za dużo.- nie zamierzał mówić jej o przepowiedni.
-Rozumiem, Harry, ale Ron będzie więcej wymagał. Jest zbyt ciekawski.
-Już się o tym przekonałem.- uśmiechnął się słabo, na myśl o pamiętnej kłótni.
-Nie miej mu tego za złe. On najpierw robi, potem myśli.- uśmiechnęła się.
-A ty? Nie masz mi za złe, że nie uważam dyrektora za bóstwa?
-Nie wiem.- przyznała szczerze.- Trochę się na początku zdziwiłam, że tak powiedziałeś, ale każdy może zmienić zdanie, nie?- przytaknął.- To jeszcze nie czyni cię złym. Ale jeśli o to ci chodzi, to dalej mu ufam. Ale tobie też.
-Cieszę się. Jeszcze coś?- dodał naturalnym już głosem.
-Tylko jedna rzecz. Jesteś pewny co do tej Yonner? Słuszałam jak rozmawiają z nią o Śmierciożercach. W Zakonie jest od bardzo niedawna. Nie jestem pewna co do niej...
-Ja jestem, Hermiono. Ashley jest dobra, nie masz powodu do obaw.- nie myślał inaczej.
-Napewno?
Potwierdził stanowczo.
Porozmawiali jeszcze chwile na mniej ważne tematy i Harry wyszedł z pokoju. Cieszył się, że szczerze porozmawiał Hermioną, bo przynajmniej wiedział, że prawdopodobnie stanęłaby po jego stronie, ale dalej nie był przekonany.
-Harry!- usłyszał głos Ashley, dobiegający z jej pokoju.
No nie! Znowu?!
-Idę - i powlek się na dół, do jej miejsca zamieszkania. Rozwalił się na łóżku, patrząc jak kobieta siada na drugim końcu i opiera się plecami o ścianę. Od dawna była przyzwyczajona do luzu chłopaka. Nie przeszkadzało jej to.
-Wiesz, że jesteś trzecią osobą tego dnia, która bierze mnie na poważną rozmowę. Nie wiem, ja to jakiś niegrzeczny jestem, czy co?- zażartował, ale widząc, że jest poważna
usiadł.- No więc?
-Nie zaczyna się zdania od „no więc”.- powtórzyła jego kwestie.
Westchnął z irytacją.
-Ashley -powiedział wolno- co masz mi do powiedzenia?
-Już lepiej.- specjalnie to odwlekała. Popatrzył na nią zły.- No już, już. Co ty taki niecierpliwy?- zaśmiała się, choć według niego ciut nerwowo.
-Ty też byś była po rozmowie z dyrektorem, a potem jeszcze z Hermoną. Powiesz mi już?
-Jadę z tobą do Hogwartu.- wypuściła z siebie powietrze.
-Jako uczeń?- zaśmiał się.- Chyba za stara jesteś.
-No wiesz!- spojrzała na niego z udawanym wyrzutem.- Jako nauczyciel. Dyrektor mianował mnie nauczycielem obrony przed czarną magią.
Potter spojrzał na nią z wyrazem twarzy ,,totalny szok”.
-Żartujesz?
-Nie cieszysz się?- zapytała za smutkiem.
-Cieszę się.- wykrzyknął stając na nogi. Roześmiał się jak głupi- To będzie ekstra!
-Tylko nie licz na fory- zastrzegła.- bo u mnie ich nie dostaniesz.
Popatrzył na nią ze smutkiem.
-Żadnych?- zapytał dziecięcym głosikiem.- Nawet, takich tyci, tyci?- pokazał dwa palce i malutką przestrzeń między nimi.
Pokręciła głową ze śmiechem.
-Nawet takich.
-I tak sobie poradzę.- machnął ręką zbywając. Chwile później śmiali się w najlepsze.
Harry wrócił do pokoju długo później. Było jakoś przed północą. Fajny dzień. Teraz pozostało mu tylko czekać na jutro.
***
Ja wiem. Długo nie wstawiałam rozdziału, ale mam jeszcze kilka w zanadrzu, więc następny napewno będzie szybciej. Wena mi gdzieś uciekła, mam tylko nadzieję że niedługo wróci.
Ten rozdział jest w sumie o niczym. Cała akcja będzie się rozwijać niezbyt szybko, ale zaplanowałam coś takiego fajnego. Teraz tylko musi mi się chcieć napisać ;)  Nie zamierzam rezygnować z pisania. Notki może nie będą się pojawiać szybko, bo tak planowałam, ale stram się żeby były trochę dłuższe i lepsze niż do tej pory.
Ale się rozpisałam...  i komentujcie! Proszę, to dla mnie ważne.