Harry
był zafascynowany muzyką. To najlepsze określenie. Od pamiętnej
lekcji, na której razem z Malfoy'em słuchali nowych piosenek, coraz
częściej podkradał koledze odtwarzacz. Wreszcie jak Draco znalazł
w pokoju, gdzie słuchał pożyczonych piosenek, po prostu go
skopiował. Teraz każdy z nich miał swój.
Polubili
się też bardzo. Wreszcie mieli wspólny temat. Muzyka. Jeden
problem polegał na tym, że Harry nie bardzo się orientował w
zespołach. Malfoy wprowadzał go we wszystko.
Po
poznaniu większości zespołów, w jednym byli zgodni. Najlepszy
zespół: Linkin Park. Bez wątpienia Harry zgadzał się z Draconem.
Ani
się obejrzał, a minęła druga połowa tygodnia. Niewiele się z
Draconem nauczyli, ale Harry od początku podejrzewał, że tak
będzie. Miał tylko nadzieje, że do końca szóstej klasy skończą
szkolenie.
Fajnie
było tak przypomnieć sobie przyjaciół, ale zaczynały go
dekoncentrować te różnice czasu. To wkurzające. We czwórkę
ustalili, że nie będą się ukrywać w szkole. Nie będą się
przejmować konsekwencjami. Jedynie nie będą się pokazywać z
Malfoy'em. Zgodznie stwierdzili, że to by było dla niego zbyt
niebezpieczne.
Właśnie
żegnali się. Minął dokładnie tydzień, a w rzeczywistości jeden
dzień. Harry mógł z czystym sercem stwierdzić, że nie nienawidzi
już Malfoy'a. Może nie uważa go aż za przyjaciela, ale polubił
go. Jakby nie on, to nie dowiedziałby się pewnie jaką muzykę
lubi.
Westchnął
i przytulił się do Lisy. Poklepał po plecach Serwal'a i Jock'a.
-Do
zobaczenia za tydzień.- rzekł jeszcze i teleportował się przed
domem nr 12 przy Gimmound Place. Była już noc. Świetnie- pomyślał
ze złością- dopiero wstał, a musi iść spać.
Otworzył
cicho drzwi, mając nadzieję, że wszyscy śpią. Na jego szczęście,
nie mylił się. Szybko uciekł do swojego pokoju i wyłożywszy się
na łóżku wziął książkę ,,Najbardziej Skrywane Czary” zaczął
czytać. Zasnął w połowie książki.
Obudziły
go łomotanie w drzwi. Wstał i nieprzytomnie je otworzył.
-Stary?-
rzekł niepewnie Ron, stojąc w drzwiach.
-Cześć,
Ron. Chciałeś czegoś, czy przychodzisz tak o?
-Gdzie
wczoraj byłeś?- zaczął swój wywód.-Masz pojęcie jak wszyscy
się martwili? Hermiona i mama wychodziły z siebie z niepokoju, a
Dumbledore...
-Na
pewno się o mnie nie bał.- przerwał ostro mu na wieść o
dyrektorze.
-Ale...
-On
troszczy się tylko o swojego Złotego Chłopca. Nie o mnie.
-Dlaczego
się tak na niego uwziąłeś Harry? On chce dla ciebie jak
najlepiej. Zawsze chciał...
-Kierować
moim życiem?- spytał chłodno.- Nie, Ron. Tak nie można.
Przestałem mu ufać.
-Ale
dlaczego?- spytał, siadając na łóżku. Nie zanosiło się na
krótką rozmowę.- Tyle dla ciebie zrobił, a ty po prostu
przestałeś ufać?
-Tak.-
wzruszył ramionami odrobinę zirytowany.
-Nie
chce się kłócić - zastrzegł Ron.- ale na pewno?
-Tak.
Weasley
widząc jego stanowczość odpuścił. Harry usiadł naprzeciw niego
i patrzył przez okno.
-Co
dostałeś z Sumów?- robił wszystko, żeby podtrzymać rozmowę.
-Cztery
Wybitne, w tym jeden plus,- mówił dalej, niezważająca na „och”
Rona.- Trzy Powyżej Oczekiwań i dwa Okropne z Wróżbiarstwa i
Historii Magii.
-O
łał. A z Eliksirów?
-Wybitny.-
powiedział niepewnie, patrząc na jego reakcję. Weasley'a
zamurowało.
-Och...yhm...to
fajnie.- starał się nie pokazać jak bardzo mu zazdrości. Jednak
Harry i tak to widział.- Hermiona oczywiście ma wszystkie Wybitne.-
zmienił temat.
-To
było do przewidzenia.- Potter próbował się nie roześmiać. Oni
byli tacy przewidywalni.
-Ciekawe
kto nas będzie uczyć Obrony?- zaczął Ron. Rzeczywiście przedtem
nie zastanawiał się nad tym, a to bardzo ciekawe. Remus nie mógł,
a kto mógłby zamiast niego? Pewnie Dumbledore zatrudni znowu
jakiegoś łamage, jak Quirrell czy Umbridge.
-Harry!-
Hermiona wpadła do pokoju, przerywając jego rozmyślanie.- Dyrektor
chce cię widzieć. Jest na dole.
Och!
I tylko dlatego mu przerywa? Bezczelne.
-Już
idę.- mruknął wstając.
-Nic
ci nie jest?- spytała dziewczyna.
Jakby
ją coś to w ogóle obchodziło, prychnął w myśli. Nie wiedział
dlaczego jest wobec nich taki okrutny.
-Nie.-
odpowiedział i zszedł na dół.
Przy
stole siedziało kilku członków Zakonu. W tym też Snape, Ashley i
Remus. Ci ostatni nie zauważyli, że przechodził, ale Severus
zauważył. Nie powiedział nic. Nie rzucił żadnej kąśliwej
uwagi. Nawet nie uśmiechnął się sarkastycznie, jak to zwykle
robił. Tylko w jego oczach rodziło się coś na kształt szacunku,
tak jak tego feralnego dnia, u Voldemota.
Potter
przewrócił oczami z irytacją. Jeszcze będzie się spodziewać, że
ten go przestanie nienawidzić. To przecież absurd!
Jednak
nie mógł zmienić przeczucia, które podpowiadało mu, że tak
właśnie będzie.
Wszedł
do salonu, gdzie na kanapie czekał na niego Dumbledore.
-Usiądź,
mój drogi chłopcze.- polecił z dobrodusznym uśmiechem.
Harry
niechętnie go posłuchał. Przez dłuższą chwilę nic nie mówili.
Chłopak wzmocnił mury w umyśle, obawiając się powtórzenia
sytuacji, sprzed kilku tygodni.
-Po
co mnie pan tu wołał?
-Harry,
wiem, że jesteś przybity z powodu śmierci Syriusza, ale musisz mi
zaufać- tu Czarny przewrócił oczami- Zawsze możesz zwrócić się
do mnie z pomocą. Masz też przyjaciół, którzy zawsze ci pomogą,
wiesz o tym...
-Niech
pan przejdzie do konkretów.- przerwał niegrzecznie.
-Chłopcze,
chciałbym się dowiedzieć, gdzie byłeś pięć dni przed porwaniem
i cały wczorajszy dzień.
-Ode
mnie się pan tego nie dowie.- powiedział stanowczo.
-Ależ,
Harry, mi tylko zależy na twoim bezpieczeństwie.
Potter
prychnął.
-Jeszcze
coś?
-Jeśli
na pewno mi nie zaufasz- popatrzył na niego z nadzieją, ale po
spojrzeniu Harrego przestał- to pragnę ci pogratulować odznaki na
kapitana drużyny Gryffindoru.- wyjął odznakę i wręczył
chłopakowi.
Jednak
Harry zamarł, całkowicie zaskoczony. Nie spodziewał się tego. Był
dumny z takiego zaszczytu, ale tylko dumny z siebie. Nie był
wdzięczny dyrektorowi.
-Dziękuje-
powiedział prosto i wziął odznakę.
-Harry,
może jednak powiesz mi co robiłeś? To by nam bardzo pomogło.
-Niby
z czym?- spytał wściekły.
-W
chronieniu cię.- oznajmił Dumbledore, jakby to była najprostrza
rzecz na świecie.
-Ach,
więc to- uniósł nagrodę do góry- miała być przekupka?
-Ależ,
chłopcze. Oczywiście, że nie. Nikt inny nie będzie lepszy od
ciebie na tym stanowisku.
-Więc
mogę już iść? I tak nic nie powiem, dobrze pan wie.
Dyrektor
westchnął ciężko.
-Oczywiście,
chłopcze.- starzec odprowadził go rozczarowanym spojrzeniem. Kiedy
tylko Potter wyszedł wściekł się. Dlaczego chłopak przestał mu
ufać?! Wszystko robił dobrze!
Nieważne,
opanował się, zanim ktoś wszedł do pomieszczenia. Za wszelką
cenę odzyska jego zaufanie.
Tymczasem
Harry wchodził po schodach do swojego pokoju. Zatrzymał się, kiedy
Hermiona zagrodziła mu drogę.
-Musimy
porozmawiać.- powiedziała stanowczo.
Harry
westchnął załamany. Z
iloma osobami czeka go to samo?
-Chodź
do twojego pokoju.- powiedział tylko.
Weszli
do dużego pomieszczenia, które Hermiona dzieliła z Ginny. Było w
kolorach Gryffindoru, ale i Ravenclaw'u.
Usiadł
na łóżku.
-O
czym chciałaś rozmawiać?
-O
twoim zachowaniu.
-Przecież
zachowuje się normalnie.
-No
właśnie nie...- zacięła się.
-Dokończ.-
poprosił.
-Harry-
usiadła obok niego- nie zachowujesz się normalnie. Wiem, że Ron
jest czasami głupkiem i zachowuje się nietaktownie, ale to nie
powód, by niszczyć naszą przyjaźń. Ja tylko chce ci pomóc, a
nie zawadzać. Ty traktujesz mnie jakbym nie istniała. Dobra, możesz
mieć tajemnice, każdy może, ale to nie musi niszczyć naszą
znajomość.
-I
nie wymagasz, żebym ci o wszystkim mówił, tak jak Ron?
-Ja
rozumiem ciebie, przynajmniej w większości, nie tak jak on. Wszyscy
mają tajemnice.
-Ja
bym chciał ci powiedzieć, Hermiono, ale nie mogę.
Pokiwała
głową.
-
A jak z Dumbledorem? Naprawdę mu nie ufasz?
-Tak.-
przyznał. Popatrzyła na niego pytająco.- Za dużo przede mną
ukrywał. I jeszcze Syriusz. To po prostu za dużo.- nie zamierzał
mówić jej o przepowiedni.
-Rozumiem,
Harry, ale Ron będzie więcej wymagał. Jest zbyt ciekawski.
-Już
się o tym przekonałem.- uśmiechnął się słabo, na myśl o
pamiętnej kłótni.
-Nie
miej mu tego za złe. On najpierw robi, potem myśli.- uśmiechnęła
się.
-A
ty? Nie masz mi za złe, że nie uważam dyrektora za bóstwa?
-Nie
wiem.- przyznała szczerze.- Trochę się na początku zdziwiłam, że
tak powiedziałeś, ale każdy może zmienić zdanie, nie?-
przytaknął.- To jeszcze nie czyni cię złym. Ale jeśli o to ci
chodzi, to dalej mu ufam. Ale tobie też.
-Cieszę
się. Jeszcze coś?- dodał naturalnym już głosem.
-Tylko
jedna rzecz. Jesteś pewny co do tej Yonner? Słuszałam jak
rozmawiają z nią o Śmierciożercach. W Zakonie jest od bardzo
niedawna. Nie jestem pewna co do niej...
-Ja
jestem, Hermiono. Ashley jest dobra, nie masz powodu do obaw.- nie
myślał inaczej.
-Napewno?
Potwierdził
stanowczo.
Porozmawiali
jeszcze chwile na mniej ważne tematy i Harry wyszedł z pokoju.
Cieszył się, że szczerze porozmawiał Hermioną, bo przynajmniej
wiedział, że prawdopodobnie stanęłaby po jego stronie, ale dalej
nie był przekonany.
-Harry!-
usłyszał głos Ashley, dobiegający z jej pokoju.
No
nie! Znowu?!
-Idę
- i powlek się na dół, do jej miejsca zamieszkania. Rozwalił się
na łóżku, patrząc jak kobieta siada na drugim końcu i opiera się
plecami o ścianę. Od dawna była przyzwyczajona do luzu chłopaka.
Nie przeszkadzało jej to.
-Wiesz,
że jesteś trzecią osobą tego dnia, która bierze mnie na poważną
rozmowę. Nie wiem, ja to jakiś niegrzeczny jestem, czy co?-
zażartował, ale widząc, że jest poważna
usiadł.-
No więc?
-Nie
zaczyna się zdania od „no więc”.- powtórzyła jego kwestie.
Westchnął
z irytacją.
-Ashley
-powiedział wolno- co masz mi do powiedzenia?
-Już
lepiej.- specjalnie to odwlekała. Popatrzył na nią zły.- No już,
już. Co ty taki niecierpliwy?- zaśmiała się, choć według niego
ciut nerwowo.
-Ty
też byś była po rozmowie z dyrektorem, a potem jeszcze z Hermoną.
Powiesz mi już?
-Jadę
z tobą do Hogwartu.- wypuściła z siebie powietrze.
-Jako
uczeń?- zaśmiał się.- Chyba za stara jesteś.
-No
wiesz!- spojrzała na niego z udawanym wyrzutem.- Jako nauczyciel.
Dyrektor mianował mnie nauczycielem obrony przed czarną magią.
Potter
spojrzał na nią z wyrazem twarzy ,,totalny szok”.
-Żartujesz?
-Nie
cieszysz się?- zapytała za smutkiem.
-Cieszę
się.- wykrzyknął stając na nogi. Roześmiał się jak głupi- To
będzie ekstra!
-Tylko
nie licz na fory- zastrzegła.- bo u mnie ich nie dostaniesz.
Popatrzył
na nią ze smutkiem.
-Żadnych?-
zapytał dziecięcym głosikiem.- Nawet, takich tyci, tyci?- pokazał
dwa palce i malutką przestrzeń między nimi.
Pokręciła
głową ze śmiechem.
-Nawet
takich.
-I
tak sobie poradzę.- machnął ręką zbywając. Chwile później
śmiali się w najlepsze.
Harry
wrócił do pokoju długo później. Było jakoś przed północą.
Fajny dzień. Teraz pozostało mu tylko czekać na jutro.
***
Ja wiem. Długo nie wstawiałam rozdziału, ale mam jeszcze kilka w zanadrzu, więc następny napewno będzie szybciej. Wena mi gdzieś uciekła, mam tylko nadzieję że niedługo wróci.
Ten rozdział jest w sumie o niczym. Cała akcja będzie się rozwijać niezbyt szybko, ale zaplanowałam coś takiego fajnego. Teraz tylko musi mi się chcieć napisać ;) Nie zamierzam rezygnować z pisania. Notki może nie będą się pojawiać szybko, bo tak planowałam, ale stram się żeby były trochę dłuższe i lepsze niż do tej pory.
Ale się rozpisałam... i komentujcie! Proszę, to dla mnie ważne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz