Harry
obudził się w dzień wyjazdu do Hogwartu, nadzwyczajnie wyspany.
Umył się i ubrał. Wyszedł
z pokoju i wpadł na Rona.
-Stary, zbieraj się, bo mama za chwile dostanie szału.- polecił mu- I tak jest zdenerwowana. Nie przeginajmy.
-Stary, zbieraj się, bo mama za chwile dostanie szału.- polecił mu- I tak jest zdenerwowana. Nie przeginajmy.
Potter
skinął głową i poszedł za Ronem do kuchni. Usidli przy stole, z
uśmiechami, i czekali na śniadanie.
-Proszę,
Harry, kochaneczku.- powiedziała miękko pani Weaslay, podając mu
talerz z tostem i jajecznicą.- Ron, zrób sobie parówkę. Powinny
być jeszcze trzy w lodówce.
-Ale
mamo! Harry'emu zrobiłaś!- krzyknął oburzony taką
niesprawiedliwością.
-Tak,
ale Harry jest gościem, skarbie. Ty możesz sobie zrobić sam.-
oznajmiła z podenerwowaniem.
-Mamo!
-Zrób
sobie sam!- krzyknęła na syna Molly i wyszła z kuchni.
Minęło
kilka minut.
-Ginny!
Nie rób awantur!- dobiegł do nich jej głos z góry.
Chłopcy
westchnęli zgodnie.
-Lepiej rzeczywiście zrób sobie sam, bo jak twoja mama zaraz tu przyjdzie to będzie źle, nie sądzisz?- powiedział Harry i z lekkim uśmiechem zaczął jeść.
-Lepiej rzeczywiście zrób sobie sam, bo jak twoja mama zaraz tu przyjdzie to będzie źle, nie sądzisz?- powiedział Harry i z lekkim uśmiechem zaczął jeść.
-Widzę,
że Molly już was nastraszyła.- zauważyła Ashley wchodząc do
pomieszczenia.
Była
ubrana w błękitne spodenki, za kolano i białą tunikę z krótkim
rękawem, przepasaną ciemno niebieską bluzą.
-Nie
jest źle- rzekł Harry na powitanie.
Potter
dostrzegł, że młody Weasley obdarza jego przyjaciółkę chłodnym
spojrzeniem i ostentacyjnie się odwraca. Dopiero teraz, widząc tą
sytuację, Harry potwierdził swoje przypuszczenia, że Ron, od jego przyjazdu do
kwatery, traktuje Ashley, jak Śmierciożerce.
Potter
spojrzał na niego karcąco, ale on raczej tego nie zauważył.
Przysiadł obok niego i zaczął rozmawiać. Jeden problem w tym, że
cały czas obrażał Ashley. Nie bezpośrednio, ale na okrągło
strzelał aluzjami. Chyba nie wiedział, że jego przyjaciel ma z nią
bardzo dobre stosunki. Harry nawet tego nie chcąc zmieniał do niego podejście i coraz mniej żałował, że przestał mu ufać. Za to,
Ashley siedziała Weasley zaczynał właśnie mówić po raz kolejny,
o tym, jak słudzy Czarnego Pana torturując niewinnych ludzi, gdy
Harry nie wytrzymał.
-Słuchaj,
Ron. Jeszcze
jesteś moim przyjacielem, ale nie życzę sobie, żebyś obrażał
Ashley w moim towarzystwie. Nie jesteś pępkiem świata, żeby tak
mówić o osobie, której nie znasz. Czy wyraziłem się jasno?- pod
koniec spytał go chłodnym głosem.
W
tym samym momencie, Ronowi zaczęła kipieć woda, którą postawiła
parówkę. Zerwał się z krzesła i szybko ją ściągnął.
-Ku*wa-
przeklął dość głośno, gdy zauważył rozleciało parówkę po
całej wodzie. Niestety, za głośno.
-Ronaldzie
Weasley! Co to za słownictwo?! Nie tak cię
wychowałam!- do akcji wkroczyła pani Weasley. Harry i Ashley szybko
się wymknęli z kuchni. Potter ani trochę go nie żałował.
-Przepraszam,
za niego.- powiedział po wyjściu, do przyjaciółki.
-Daj
spokój. To nie twoja wina. Byłam zaskoczona, że mnie
broniłeś.
-Dlaczego?- naprawdę się zdziwił.
-Przecież
to co powiedział to sama prawda.- powiedziała cicho.
-Chyba
żartujesz!- prawie się roześmiał.- Jesteś szpiegiem, to nie to
samo.- dodał ciszej.
-Ale
rzeczywiście robię to wszystko co mówi.
-Ashley-
powiedział, żeby spojrzała mu w twarz. Posłuchała mentalnej
prośby.- Różnica jest taka, że ty nie chcesz tego. Ty nie jesteś taka.
-Nie
wiesz jaka jestem.
-Doskonale
wiem.- prychnął.- Znam cię wystarczająco, żeby to stwierdzić.
Wiem jacy oni są. Co więcej czułem
to. Doskonale to pamiętam.- przypomniał sobie swoje tortury.
Wzdrygnął się. To było straszne.- Nie jesteś do nich wcale
podobna. A Ronem się nie przejmuj. Czasami jest dupkiem. w sumie to nawet często.
-Dzięki- uśmiechnęła się i poczochrała go po włosach.- Chyba tego potrzebowałam.
-Do
usług.
-Idź
się pakuj, lepiej, bo jak Molly cię dorwie, to będziesz miał
przechlapane.
-Ups.-
pisnął i uciekł do pokoju, zrobić to co poleciła. Zupełnie o
tym zapomniał.
Stał
na dworcu King Cross i obserwował czerwony pociąg. Nie mógł
uwierzyć, że jedzie do Hogwartu z Lisą, Jockiem i Serwalem. I
Dragonem. On też stał się jego przyjacielem, chociaż mu tego nie
powiedział. Wystarczyło go poznać. Od razu się przekonał, że to
co było w szkole to tylko pozory. W rzeczywistości Draco jest
uśmiechniętym i całkiem pokręconym nastolatkiem. Jak on sam. Z
różnicą, że na Malfoy'u nie ciąży przepowiednia. Przez wakacje
Harry o niej nie myślał, ale cały czas miał ją w głowie. Oto
nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana… nie
wiedział jaka to moc, bo nie wierzył Dumledorowi, że to miłość.
Kocha, owszem, ale jak to ma mu pomóc? Zrodzony z tych, którzy
trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc
dobiegnie końca… pewnie Lily i James się obronili wiele
razy, skoro walczyli w pierwszej wojnie, a urodził się 31 lipca, to
jego koniec ... A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego
sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna… i
naznaczył, nieznośna blizna... I jeden z nich musi zginąć
z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje…
najgorsza część, ale zapewne
prawdziwa...Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana
narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca…
Narodziłem
się i zwycięże cię, Voldemorcie- pomyślał
ze stanowczością.
-Harry,
kochaneczku- przerwała jego rozmyślania Pani Weasley, która
pochwyciła go w objęcia. Powtórzyła tą czynność z Hermioną i jej
dziećmi.
-Bądźcie
grzeczni i – tu spojrzała na nich z nadzieją- nie pakujcie się więcej w
kłopoty. Bardzo was proszę.
-Ale,
mamo!- żachnął się Ron- to one się do nas ciągną. Nie
odwrotnie!
-No
wierze, wierze, ale i tak róbcie wszystko, żeby was nie ciągnęły,
dobrze? Hermiono, będziesz ich pilnować?- popatrzyła na nich
życzliwie.
-Oczywiście,
Pani Weasley. Jak tylko dam rade.-
odpowiedziała potulnie dziewczyna.
-Chodźcie,
dzieciaki!- zawołała Ashley, wychodząc z wagonu- Już prawie
jedenasta.
-Jakie
dzieciaki?- oburzył się Harry. Kobieta roześmiała się.
-No już,
już.- popędziła ich i sama wsiadła. Potter poszedł w jej ślady.
Szli jakiś
czas, szukając wolnego przedziału. Znaleźli jeden, więc weszli
tam.
Harry
usiadł przy oknie i oparł się czołem o parapet. Miał nadzieję,
że dojadą szybko. Umierał z głodu i braku jakichkolwiek
normalnych rozmów. Z przyjaciółmi. Naprawdę, było mu przykro, że
tak traktuje Rona i Hermonę, ale nie mógł nic na to poradzić. Bo
przecież to nie jego wina, że czas wszystko zmienił. Nie było go
dwa lata. To dużo czasu. Wystarczająco, by przemyśleć pewne
sprawy. To przemyślał. Uważał, że oni wszystko czego się
dowiedzą, to przekażą Dumbledorowi. A na to nie mógł pozwolić.
Był ciekawy, gdzie trafią Lisa, Joy i Mike. Miał nadzieję, że do
Gryffindoru. Będzie mógł przynajmniej czuć się normalnie. A nie
fałszywie.
-Widzę,
że przyszła super paczka Hogwartu. Złoty Chłopiec, Rudzielec i kujonka- otworzyły się drzwi, a w nich Czarny dostrzegł Dragona. W
zupełności rozumiał jego zachowanie. Obiecali, że z pozoru ich
relację będą takie jak w poprzednich latach. Malfoy musiał się
chronić.
-Dobrze,
że przynajmniej umiesz patrzeć.- mruknął pod nosem.-Czego chcesz,
Malfoy?
-A tego i
owego.- wykrzywił się chamsko.- Pewnie nie najlepiej ci się
siedzi w takim towarzystwie.- prychnął pogardliwie, patrząc na
Rona i Hermione.
-Napewno
lepiej niż w jakimś innym.- odpowiedział. Patrzył jak Weasley czerwienieje ze złości i
podnosi się do pionu.
-Odszczekaj
to!- krzyknął wyciągając różdżkę.
-Prawda w
oczy kole?
Ron
wypowiedział zaklęcie, ale Draco bez trudu je odbił, jednocześnie
odbierając różdżkę przeciwnikowi. Problem w tym, że nie zrobił
tego szkolnym zaklęciem.
-Idę, nie
będę stał w takim towarzystwie.- uniósł różdżkę Weasey'a -
Łap, Potter. Tobie bardziej się przyda.
Rzucił ją
w przeciwnym kierunku, niż on siedział, ale Harry i tak oczywiście
ją złapał. Nie ma to jak instynkt szukającego.
-Spoko.-
rzekł i wrócił do oglądania widoku, już ruszającego się
krajobrazu. Zauważył, że Dragon wyszedł, kiedy Ron zaczął
mówić.
-Co za
ślizgoński dupek! Dlaczego on przychodzi tu i robi i mówi co chce?
Co za idiota!
Harry
musiał przyznać, że gdy to usłyszał miał ochotę bronić
Dracona, tak jak Ashley przed wyjazdem. Cierpiał, bo nie mógł
sobie na to pozwolić. To były było zbyt dziwne i wszystko wyszło
by na jaw, a Malfoy miałby poważne kłopoty. Zamiast tego Harry
zmroził przyjaciela wzrokiem.
Następne
kilka minut siedzieli w ciszy, bo nikt nie wiedział co powiedzieć.
Prócz Harrego, który nie chciał przerywać ciszy. Zaszkodziła jej
Hermiona.
-Harry, my
już musimy iść.- powiedziała, a Harry popatrzył na nią
niezrozumiałym wzrokiem.- Jest zebranie prefektów.
Aaa. No
tak.
-No to
idźcie, jak musicie- wzruszył ramionami.
Ron
wyszedł, a Hermiona przy drzwiach odwróciła do niego i jakby
chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnowała.
Poszła.
Harry nie
wiedział co myśleć. Miał dosyć całej tej sytuacji. Na szczęście
nie musiał długo się zastanawiać, bo drzwi do przedziału się
otworzyły i weszli do niego jego przyjaciele. Prawdziwi przyjaciele.
-Cześć,
Czarny!- Lisa wyściskała go, a potem rozwaliła się obok niego na
siedzeniu.
-Hej,
stary.- powitał go Joy.- Co tam u ciebie?
-A wiesz,
po staremu.- odrzekł z lekkim uśmiechem- Nudno. A ty, Mike?
Poradziłeś sobie z rolą niani?- uśmiechnął się głupio.
-A żebyś
wiedział- odpowiedział Jock z triumfalnym uśmieszkiem- Pod koniec
było bardzo fajnie. No, wiesz, chwalili mnie i w ogóle.
-Taak, bo
ciebie oczywiście trzeba pochwalić, żebyś czuł się doceniony.-
Lissana pokręciła głową.- Dzieci.- wyszeptała, a po chwili
wybuchnęła śmiechem. Chłopaki poszli za jej przykładem.
-Wiecie,
gdzie jest Dragon?- odezwał się Harry, po kilku minutach.
-To ty tak
na niego mówisz?- spytał retorycznie Joy, ignorując jego pytanie.
-Nom.
-Dlaczego
tak?
-No bo
wiesz...
-Nie
wiem.- przerwał mu.
-Tym razem
ty zaczynasz.- Czarny uniósł palec do góry i wskazał na niego.
-Chciałem
cie pokazać jakie to wkurzające.
-Masz
rację, Serwal. Czarny, to jest mega wkurzające.- uśmiechnęła
się, patrząc jak on niby niewinnie na nią patrzy.
-No
więc...
-Nie
zaczyna się zdania od więc.... dobra już się zamykam.-
dopowiedział szybko, jak zobaczył wyraz twarzy Lisy.
-No mów!-
zarządził zniecierpliwiony Mike.
-Już,
już. Coś ty taki niecierpliwy? Po prostu przyszło mi do głowy.-
wzruszył ramionami.
-Co ci
przyszło do głowy?- powtórzyła Lisa.
-No jak go
nazywać. To był taki impuls. A więc wiecie gdzie jest?
Pokręcili
głowami. W tym samym momencie drzwi do przedziały po raz kolejny
otworzyły się i wszedł przez nie znowu Malfoy.
-O wilku
mowa- odezwał się Mike. Draco popatrzył na niego pytająco,
siadając naprzeciwko Pottera.- Czarny właśnie o tobie mówił.
-Tak, a wy
ciągle sobie dogryzacie.- odpowiedział patrząc na nich z
politowaniem.- Moglibyście kiedyś przestać.
-Na pewno
nie teraz- odrzekł Jock- Co by to była za przyjaźń, gdybyśmy
ciągle mówili sobie jak to siebie lubimy. Beznadziejna, nie
sądzisz?
-Tak to
przynajmniej mamy o czym rozmawiać.- zgodził się Serwal.
-Dobra,
poddaje się- Dragon uniósł ręce do góry.- Więc po co mnie
szukałeś?- zwrócił się do Harrego.
-Chodzi o
to jak potraktowałeś Rona...
-Ale
przecież...
-Nie
przerywaj mi! Nie mam nic przeciwko temu, że się kłócicie.
Szczerze to mi to lata, ale nie pozwalaj sobie używać mocy
Feniksów. Mówię to jako twój nauczyciel, jasne?
-Jak
słońce.- odrzekł ze zrozumieniem.
-No dobra,
ale dlaczego nie jesteś na zebraniu?- zapytał Mike podejrzliwie.
-Skończyło
się.- popatrzył na niego jak na głupka.
-A Ron i
Hermiona?
-Przepatrują
korytarze. Chwile im to zajmie, ale chyba idę. Nie chcemy, żeby
wierni przyjaciele dowiedzieli się, że Złoty Chłopiec przyjaźni
się ze ślizgońskim dupkiem.- powiedział Draco dając nacisk na
dwa ostatnie słowa.
-Słyszałeś!-
Harry wybuchł śmiechem.
-Trudno
było nie słyszeć. Darł się na cały przedział. Dobra spadam-
pomachał im.
-Czekaj!-
Harry go zatrzymał.- Musisz mi pożyczyć odtwarzacz.
-Przecież
skopiowaliśmy!
-Zepsuł
się.- wzruszył ramionami.- Jeszcze się zgadamy, ale szybko, bo nie
mogę wytrzymać. Przez tydzień nic nie słuchałem. Umrzeć można.
-Tak.-
Lisa wywróciła oczami.- zwariujesz, bo nie masz piosenek. To już
uzależnienie.- poklepała go pocieszająco po ramieniu. Potter kątem
oka zobaczył, jak Malfoy się ulatnia.
-Jak to
jest uzależnienie, to mi się podoba. Nic strasznego.
-Dopóki
nie przejdziesz do następnych faz.- odrzekł niby poważnie Joy-
Wtedy zaczyna się koszmar. Bóle głowy, gorączka, chęci do więcej...
-Dobra,
dobra. Ja tylko słucham muzyki.- skapitulował.
-Na razie.-
wyszeptał Mike złowieszczo, ale po chwili wybuchli śmiechem.
Jak dobrze
znaleźć się wśród przyjaciół- pomyślał Harry, przed tym jak
Lisa znów go zagadała.
Przepraszam przepraszam :-) Znowu cię zaniedbałam:-( Wybacz :p
OdpowiedzUsuńRozdziały oczywiście jak zawsze fantastyczne.
Ron mi trochę podpadł no ale miejmy nadzieje że z czasem zmądrzeje :-) W zasadzie to go nie lubię.. ale to moje przemyślenia
No i w końcu nasza ekipa dociera do Hogwartu. Aż się nie mogę doczekać jakie numery będą wywijać. Bo grzeczni nie będą prawda;d
Ok z mojej strony to tyle życze ci bardzo ale to bardzo dużo wenyyyyyy xD
POZDRAWIAM:-)