czwartek, 31 lipca 2014

Powrót?

Cześć! 
Dawno mnie tu nie było. Jednak obserwowałam  i wciąż pisałam na brudno. Mam w zanadrzu kilka rozdziałów, które zamierzam publikować w najbliższym czasie, jednak nie wiem czy jest sens.
 Czytacie moje wypociny? xD
 Jeśli tak to pisać komentarze! bo mam wrażenie że mimo niewielu, ale jednak kilkuset ( :D ) wejść nic z tego nie ma. 
Postanowiłam i tak dokończyć tą historie, czy ktoś to czyta czy też nie. miałam plan i jego się trzymam. 
Harry ma dzisiaj urodziny i jako prezent wielki powrót! Może coś z tego jeszcze będzie :)

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 17


 "I dreamed I was missing,
   you were so scared"

Wychodził właśnie z 2-godzinnego zielarstwa, była to dziś ostatnia lekcja. Szedł sam w kierunku pokoju wspólnego i myślał nad przyjaźnią. Znowu. Dalej nie był do końca przekonany do Malfoy'a. Trudno żeby był, w końcu nienawidzili się przez tyle lat. Był naprawdę ciekawy co skłoniło go do nawiązania porozumienia z nim, Harry Potterem. Jeszcze niedawno był dla niego Złotym Chłopcem. Poznał go lepiej i wiedział, że nie jest taki jak był kiedyś. Albo to co kiedyś widział to były pozory. Powiedział, że nie chciał przystąpić to śmierciożerców, ale dlaczego? Nie wiedział, czy mu wierzyć. A jakby go zdradził? Uwierzyć w to, bez dowodu, byłoby najprostrzym rozwiązaniem, ale z doświadczenia wiedział, że takie rozwiązania niekoniecznie są mądre. Nie chciał być też nieufny, ale zdawał sobie sprawę, że zna go od niedawna. Będzie się trzymał tego co powiedział. Zakopali topór wojenny i tak będzie dopóki nie udowodni mu, że może mu ufać. Tak jak powiedziała Lisa, musi dać mu przykład. Tylko, że za cholerę nie wiedział jaki. Może wyjdzie z czasem.
-Niezła jest ta nowa. Clyton, nie? Taka ładna, chyba do niej zagadam- usłyszał głos tak na oko czwartoklasisty. Zdusił śmiech. Znał ją na tyle dobrze, że wiedział, że taką gadką u niej nic nie osiągnie.
Ominął ich, nie zaszczycając spojrzeniem. Podając hasło, wszedł przez obraz Grubej Damy, gdzie spotkał Rona i Hermione, siedzących na kanapie i odrabiających zadanie. Przysiadł się do nich.
-Jak tam pierwszy dzień w szkole?- zagadał.
-Chyba dobrze- mruknęła dziewczyna- ale tyle nam zadali! Mam już dość tych zadań.
-Ty?- Harry się roześmiał- Zawsze przecież chciałaś się uczyć.
-To prawda, dalej chce, ale nie mogę przestać myśleć, że my zakuwamy jakieś niepotrzebne formułki, kiedy na wolności Voledemort sieje spustoszenie.
-Tak, chyba masz rację- potwierdził Harry, wbijając się w fotel. Zdawał sobie sprawę, że jego przyjaciółka nie wie, o tym, że to on ma go pokonać, ale on wiedział i nic z tym na razie nie robił. Bo co ma robić? Wiedział, że z takim podejściem nic nie osiągnie, ale nie wiedział już co robić. Lepiej o tym nie myśleć. I tak też robił.
-A ty? Odrobiłeś już wszystko?- zapytał Ron.
-Tak- skłamał. Nawet nie miał wyrzutów. Powiedział sobie, że wszystko zrobi na spotkaniu z Malfoy'em.- Zrobiłem między lekcjami.
-Spoko- mruknął Ron. Harry widział, że coś go gryzie, ale nie miał zamiaru się o to pytać. I tak sam mu powie.- Dobrze znasz te Clyton?- zauważył jak Hermiona pośpiesznie wymyka się z pokoju wraz z książkami.
Nie wiedział, co powiedzieć. Skłamie to Ron będzie wiedział, że nie mówi prawdy, bo skoro pyta, to musiał ich widzieć. Powiedzieć prawdę?
-Znam ją troszkę- odpowiedział ostrożnie- a po co ci to?
Weasley wyraźnie się zmieszał.
-Nie uważasz, że jest … ładna?- powiedział unikając jego wzroku.
-Co?- Potter nie wiedział, czy go do końca rozumie.- No tak, ale co w związku z tym?
Ron zarumienił się jeszcze bardziej.
-No, nie pomógł byś mi do niej zagadać?
Troszkę go zamurowało. Co? Zagadać do niej? On? Nie wydawało mu się to możliwe.
-A co? Spodobała ci się?
Ron nie odpowiedział.
-Co się stało za śmierciożercą z Durmstrangu?- zakpił. Nie mógł się powstrzymać. Co się działo z jego przyjacielem?
-No nie wiem. Wydaje mi się, że zachowałem się zbyt impulsywnie.- zadziwiająca szczerość pojawiła się w głosie chłopaka.
-No co ty nie powiesz- mruknął. Kątem oko zobaczył Lise wychodzącą z dormitorium dziewcząt. -No to idź- pokierował go wzrokiem.
Ron nie zdążył nawet wstać, bo Lisa podbiegła do nich, a raczej do Czarnego, ponieważ Rona zignorowała.
-Powiedziałam Jockowi i Serwalowi, żeby przyszli wcześniej- szepnęła mu do ucha.- Wyobrażasz sobie, że znalazłam Joy'a w bibliotece?
Harry na ostatnią uwagę nieumiejętnie próbował zadusić śmiech.
-Tak jak wtedy. Zależy mu na ocenach.
-Dobrze by było, by zaciągnął też drugiego do roboty. A nie jeden robi, drugie się obija- zaśmiała się. Przez cały czas nie zwracała uwagi na obecność Rudzielca. Siedziała na kanapie obok Harry'ego i tylko on ją interesował.
-Możemy porozmawiać? Może ja bym ci w czymś pomógł?- u jej boku znalazła się postać Weasley'a, który mówiąc to, poklepał ją po ramieniu.
-Weasley?- zapytała ostrożnie, zerkając z niepokojem na swoje ramie i jego rękę na nim.
-Tak?
-Czy wyglądam ci na konia?- spytała z poważnym wyrazu twarzy.
-Eee...no nie...- wyjąkał zdezorientowany.
-To dlaczego mnie klepiesz?- wzniosła brwi.
Ups. Chyba mu nie wyszło, pomyślał Harry dusząc się od tłumionego śmiechu na drugim końcu sofy. Patrzył jak zmieszany Ron przeprasza i odchodzi do dormitorium.
Lisa wolno odwróciła się do niego.
-Ok- zaczęła powoli- to było dziwne.
Potter zaśmiał się jeszcze głośniej.
-I na pewno nie śmieszne- zirytowała się patrząc na przyjaciela.
-Było- wyszczerzył się.- A już na pewno twoja riposta.
-Tak?- udawała niewinną- Nie widziałam, wiesz nie chciałam się, żeby poczuł się nieswojo, ale już tak dawno nikomu nie dokuczałam...- zrobiła słodką minkę.
-Tak, założe się, że nie dokuczałaś Brainowi po naszym wyjeździe- powiedział z lekką ironią.
-Oczywiście, że nie dokuczałam- popatrzyła mu wyzywająco w oczy.
-No przecież mówię, że nie- to była czysta ironia.
-Ale myślisz co innego.
-Tak. Myślę, że pomalować mu coś na różowo. Zawsze chciałaś to zrobić.
-O ty małpo! Właśnie, że nie!
-Tak, pingwinie!
-Pingwinie?- powtórzyła, ze zdziwieniem, zapominając, że sobie dogryzali. Uwielbiała to robić.
-Tak- rzekł beznamiętnie- Skoro ja małpa, to ty pingwin- oświadczył wyniośle.
Popatrzyła na niego głupio.
-Mniejsza z tym, chodźmy, bo jeszcze przyjdziemy przed Dragonem.

-No więc mów- zarządziła Lisa. Siedzieli w czwórkę w Pokoju Życzeń i czekali na odpowiedź Harry;ego. Chłopak zamyślił się jak im to powiedzieć i odparł po chwili.
-Nie wiem może mi nie uwierzycie. To jest trochę nieprawdopodobne- patrząc na ich ciekawe twarze i opowiedział im o spotkaniu z Nikiem i rozmowie ze Snapy'em. Powstrzymali się od pytań do końca, aż on nadszedł.
-Myślisz, że Snape przestał cię nienawidzić?- spytał Joy wątpliwym głosem.
-Nie wiem- wzruszył ramionami- Mam nadzieję. Zależy mi, by nie wywalił mnie z klasy.
-Tak, jeszcze tego by brakowało- mruknęła Lisa.
-Co sądzicie o Nicku? Może by mu jakoś pomóc?- zaproponował Harry trochę niepewny.
-Jak chcesz to zrobić?- Mike nie był pozytywnie nastawiony.
-Myślałem, żeby poprosić o to Malfoy'a.
Lisa zmarszczyła brwi.
-Szczerze, to nie taki zły pomysł- powiedziała zamyślona.
-Tak?- zdziwił się.
-A co? Uważasz, że już nic nie umiesz wymyślić?- wywróciła oczami.
-Zwykle mnie krytykujesz. No nic, to chyba tyle, nie?
-Nom- mruknął Jock- Ja to bym ci ze Snapem radził poczekać jak on się będzie zachowywać. Wtedy zrobisz co będziesz według ciebie najlepsze.
-Chyba tak.
Doszedł ich hałas od wejścia.
-Siema wam- zawołał Draco, zwalając się na kanapę.
-Wstawaj, wstawaj!- powiedział Harry, robiąc to co sam powiedział.
-No, już, już- uczynił to samo- Co dzisiaj?
-Dzisiaj będziesz ćwiczył magię bezróżdżkową.
Lisa patrzyła jak znowu siadają, tylko w innym miejscu i Harry tłumaczy mu tą dziedzine magii. Ona z pozostałymi pootwierali podręczniki i zaczęli robić esej dla McGonagall. Opisać rozwój animagia. Czy jakoś tak. Nawet nie trzeba było przy tym myśleć. Łatwizna. Ale i tak jej się nie chciało. Dla zabawy wycelowała ręką w Pottera, który siedział jakieś dwa metry przed nią, bokiem. Także jej nie wiedział. Draco ją zauważył, ale dała znać, żeby nic nie robił.
Pomyślała o tym, żeby włosy Czarnego wzniosły się w powietrze i machnęła ręką. Udałoby się, gdyby Harry nie poczuł za sobą ruchu magii, także automatycznie obrócił się i wytworzył tarczę.
-Ej!- popatrzył na nią z niby wyrzutem- Ja tu uczę.
Wywróciła oczami uśmiechając się szeroko.
-A ja się nudzę.
-Nic ci na to nie poradzę, a ty- zwrócił się do ucznia- próbuj dopóki ci się nie uda. Tutaj to tylko ćwiczyć.
-Jasne, trenerze- wziął się do roboty.
Potter w tym czasie rozsiadł się koło Lisy i też zaczął pisać zadania domowe. Po kilkunastu minutach skończył i nic. Nuda.
-Ach, korzystaj z nudy póki można- odparł Mike, który dotychczas siedział cicho- Przynajmniej Voldziu się nie odzywa.
-Sądzę, że teraz nie, ale jak już coś zrobi to pójdzie na całość.
-Pomożemy ci- przytuliła się do niego dziewczyna.
-I to mnie martwi- mruknął do siebie. - Widziałaś jaką masz popularność w szkole?- spytał chcąc zmienić temat.
-Nie...
-Spotkałem dwóch kolesi, którzy pytali się jak cię zagadać- zaśmiał się.- I jeszcze Ron.
-Co z Weasley'em?- przybliżył się Draco.
-Liska zaskoczyła go niezłą ripostą. Łagodnie powiedziane- zaśmiał się.
-Dlaczego?
-Podrywał ją- opowiedział prosto Harry.
-Odezwał się ten, którego nikt nie zna- powiedziała Lisa ze złośliwym uśmiechem- Myślisz, że ja nie słyszę tych wszystkich plotek o tobie? Niedługo będziesz miał wielbicielki.
-Już ma- roześmiał się Joy.- Słyszałem dziewczyny, które chcą cię uwieść.
-O ja biedny- załamał się Potter.
-W Slytherinie może być tak samo- odezwał się Malfoy.
Harry spojrzał na niego lekko przerażony.
-Nie strasz mnie tak.
Wybuchnęli śmiechem.
Chwile jeszcze gadali o nieistotnych sprawach, dopóki nie odezwał się Mike.
-Wracaj do pracy, bo Brain spierze go na kwaśne jabłko- rzekł do Malfoy'a.
-Bardzo prawdopodobne- mruknął Potter.- Ale poczekaj chwile. Kojarzysz może tego małego Nicka Hay'a?- Dragon powoli pokiwał głową.- Spotkałem go dziś w towarzystwie dwóch piątoklasistów. Powiedziałbym, że nie byli zbyt mili.
-Chcesz, żebym go trochę pilnował?- szybko skojarzył fakty.
-Po prostu tak pomyślałem- wzruszył ramionami- Nie żal ci go?
-Trochę.
-Zrobisz co będziesz chciał.
Do końca czasu przeznaczonego na spotkanie odrabiali lekcję, rozmawiali i śmiali się z różnych żartów. A gdy skończył się czas, wyszli. Najpierw Malfoy, po kilku minutach chłopaki, a na końcu Harry z Lisą. Aby nikt nic nie podejrzewał. Szczególnie ze względu na Dracona. Oficjalnie był przyszłym śmierciożercą i pomimo że nie zamierzał nim być, to musiał utrzymywać pozory. We dwójkę doszli do pokoju wspólnego, gdzie nie było już dużo osób. W końcu była już późna pora. Harry pocałował Lisę w policzek i poszedł do swojego dormitorium. Zasnął bardzo szybko.

Szedł drogą do Hogsmade. Ciągle przyśpieszał. Biegł jak najszybciej, aby ją uratować. Nic innego się nie liczyło. Nogi go bolały coraz bardziej, ale on jakby tego nie zauważał. Serce dudniło w piersi, jakby walczyło o każde uderzenie. Wciąż miał przed oczami widok, jak atakują ją Śmierciożercy. Przyspieszył.
Wybiegł zza zakrętu i ją dostrzegł. Leżała na ziemi, a nad nią teleportowali się śmierciożercy. Wyciągał już różdżkę, ale nie zdążył, bo w tej samej chwili zniknęli. Jedynie Bellatrix pożegnała go pełnym triumfu uśmieszkiem.
Podrzedł do przyjaciółki i przyklęknął obok niej. Wołał do niej, ale nie zareagowała. Popatrzyła na niego z delikatnym uśmiechem i zamknęła oczy. Jej klatka piersiowa przestała się ruszać. Potrząsał ją, nie mogąc się pogodzić z prawdą. Czuł jakby mu serce się rozrywało. Nigdy nie miało być tak samo.
Poczuł podmuch wiatru i przed nim wylądowała kartka.

Wciąż o tobie pamiętam, Harry Potterze. A to, to tylko namiastka tego co moge Ci zrobić.
Twój Wieczny Przyjaciel
L.V.
Otworzył oczy i za jednym zamachem usiadł na łóżku. Oddychał ciężko, serce mu przyśpieszyło, był cały przepocony. Schował twarz w rękach.
To był tylko sen. Tylko sen. Nic takiego się nie stanie.
Zdawał sobie sprawę, że okłamuje sam siebie. Voldemort musiał znowu przesłać mu wizje, tak jak w piątej klasie. Ale jak? Przecież umiał oklumencję.
Starał się uspokoić i przypomnieć co było w wizji. Nie było to trudne, bo cały czas siedziało mu w głowie.
Lisa.
Musi sprawdzić czy nic jej nie jest. Musi.
Ubrał się szybko i wziął miotłę. To chyba jedyny sposób by dostać się do jej pokoju. Nie zważając na to, że jest środek nocy, ubrał się i wybiegł z zamku na boisko Quiddicha. Wystartował. Wbił się w powietrze, czując wiatr we włosach. Ta wolność, to, że od ciebie zależy gdzie polecisz, sprawiało, że uwielbiał tę gre. Nie miał jednak czasu na wspominki. Podleciał do wieży Gryffindoru i poszukał jej dormitorium. Zatrzymał się obok okna, które było zamknięte. Jednak dokładnie widział ją, śpiącą spokojnie. Odetchnął z ulgą.
Była piękna. Jej brązowe włosy, ułożyły się wokół jej głowy, co wyglądało całkiem zabawnie. Uśmiechnął się, ciesząc, że nic się nie stało.
Teraz nie, ale nie mógł się pozbyć niepokoju, że to nie skończy się dobrze.

Minęło parę dni. Harry popadał w rutynę. Wstawać, śniadanie, zajęcia, spotkania, odrabianie zadań i spać. I tak codziennie. Nie zauważył nawet jak skończył się tydzień. O swoim tajemniczym śnie nie powiedział nikomu. Nie chciał ich martwić.
Miał tylko nadzieje, że nic złego się nie stanie.
Niestety, pomylił się.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 16


Następnego dnia obudził się pierwszy w dormitorium. Popatrzył się wokoło. Wszystko wyglądało tak samo, jak co roku. W jego domu, prawdziwym domu. Wstał, poszukał szkolnych szat, które kupił razem z Ashley i się ubrał. Spojrzał na dwa łóżka, które wczoraj były wolne. Teraz leżeli na nich Jock i Serwal. Tak jak się spodziewał. Spojrzał na zegarek, była 6:34. Pół godziny do śniadania.

Podszedł cicho do Mike'a i rzucił Sillencio.

-Pobudka!! - wrzasną mu do ucha- Aquamenti!- skierował różdżkę na jego twarz.

-AAA!- wrzasnął chłopak zrywając się z łóżka. Dostrzegł Harrego.- Ty idioto! Ja o tej godzinie śpię! Jak ty nie chcesz to nie musisz, ale nie budź mnie więcej! Ja chce spać!

Potter tylko się śmiał.

-Już?- spytał, nie zwracając większej uwagi na jego krzyki.

-Taaak- odpowiedział ziewając.- Twój sposób nawet ducha by obudził.

Harry uśmiechnął się triumfalnie.

-Wstawaj to pozwolę ci obudzić Joy'a.- powiedział, gdy zobaczył, że jego przyjaciel znowu kładzie się spać. Wyskoczył od razu.

-Nie obudziłeś go jeszcze?- spytał z nadzieję i złowieszczym uśmiechem. Czarny zaprzeczył z taką samą miną.

Razem podeszli do jego łóżka i rzucili takie same zaklęcia.

-Pali się!- wrzasnął mu do ucha Mike. Serwal od razu stanął na nogi, choć dalej nie miał otwartych oczów.

-Daruj sobie, Potter.- mruknął kładąc się- Idź na trening sam.

Harry potarzył się na to z rozbawianiem.

Mike potrząsnął nim mocno, ale kiedy nic nie zdziałał, szepnął mu do ucha:

-To będzie zemsta za wszystkie pobudki na szkoleniu.

-Idę na śniadanie.- powiedział do nich i wyszedł z pokoju. Tam czekała już Lisa.

-Cześć- przywitał się.

-Cześć, gdzie chłopaki?

-Ogrniają się- spojrzał na schody, gdzie powoli już schodzili.- Szybciej- poprosił zniecierpliwiony.

Po dziesięciu minutach sidedzieli wspólnie przy stole. Spojżał na stół nauczycielski. Siedzieli już tam, wszyscy ci, którzy powinni. Dostrzegł Severusa Snape. Zdziwił sę niezmiernie, gdy dostrzegł, że ten nie patrzy na niego z nienawiścią. Nie umiał rozpoznać tego spojrzenia. Dyskretnie pomachał Ashley, bo patrzyła się prosto na niego. W odpowiedzi się uśmiechnęła.

Nałożył sobie jajecznicy.

-Hej, Harry- powiedział Ron, który razem z Hermioną i Ginny weszli do sali.

-Hej- mruknął. Chwila ciszy była niezręczna, ale na szczęście wybawiła ich od niej McGonagall.

Rozdała plany lekcji.

-O nie!!- jęknął Harry, nie przejmując się jej obecnością.- Dwie lekcje ze Snapem! Nie wytrzymam- stęknął żałośnie.

-Z Profesorem Snapem, Potter- poprawiła go surowo.

-A jeden pies- wywrócił oczami, odrobinę się zapominając. Niespokojnie spojrzał na opiekunkę jego domu, ale ta tylko ostrzegawczo na niego popatrzyła.

-Kiedy, masz zamiar zrobić eliminacje do drużyny Quidicha?- spytała.

-Eee... jeszcze nad tym nie myślałem, pani profesor.- odpowiedział.

-No więc, myślę, że w tym tygodniu byłoby dobrze.- i zostawiła bo bez własnego zdania.

-Super- mruknął mało entuzjastycznie.

-Nie martw się, stary. Na pewno sobie poradzisz- powiedział Ron.

-Tak, dasz radę- odezwał się Mike, a Weasley spojrzał na niego zimno. Odwrócił się do niego plecami.- Co Weasley? Boisz się mnie?- zakpił.

Ron nawet się nie odwrócił.

-Myślisz, że mógłbym startować na obrońcę?- spytał Jock Harry'ego.

-Pewnie, że tak. Grasz?

-Od tych wakacji - potwierdził.- Chciałbym spróbować - skierował wzrok na Weasley'a i porozumiewawczo się uśmiechnął do Pottera.

-Będziesz musiał walczyć z Ronem- zastrzegł, wiedząc co kombinuje.

-Wiem. Dlatego, chce startować- dodał ciszej, tylko, żeby on usłyszał.

-Jak chcesz. Myślę, że zawody będą w sobotę. Ale jeszcze się zastanowię nad godziną.

-Harry!- zawołała Lisa.- Zaraz masz eliksiry! Chcesz się spóźnić?

Ups... szybko wstał i zabrał ze stołu jeszcze tosta. Posłał jej spojżenie wdzięczności i odruchowo chciał pocałować ją w policzek, ale cofną się, uznawszy, że uczniowie niezbyt dobrze by na ta zaraagowali. Zamiast tego jej pomachał.

-Dzięki, idę po książki i tam się spotkamy- kiwnęła głową.

Szybkim krokiem szedł do wierzy Gryffindory. Wiedział, że niewiele czasu mu zostało do rozpoczęcia lekcji, a jak się spóźni to z pewnością zarobi szlaban. Przeklinał się na to, że nie pomyślał o tym i nie wyszedł wcześniej, ale mówi się trudno.

Wszedł przez portret Grubej Damy i poszedł do dormitorium. Tam wziął odpowiednie rzeczy i pośpieszył do wyjścia. Znowu szedł tymi samymi korytarzami i szybko zbiegł po schodach. Był już przy wejściu do lochów, gdy zobaczył rozgrywającą się niedaleko scenę.

Dwóch starszych ślizgonów, wyglądająch na piątą klasę stali nad pierwszoklasistą. Byli wysocy, ale z pewnością przydałoby im się zrzucić parę kilo. Podszedł trochę bliżej i rozpoznał młodszego ucznia. To był ten mały, przerażony chłopiec z Ceremoni Przydziału zamieszkający dom Slytherina. Nick Hey. Mówili coś do niego, ale tego nie słyszał. Wychwycił tylko słowa: „szlmowaty gówniarz”.

-Macie jakiś problem? - podszedł bliżej i się pokazał.

-Tak, właściwie to tak – powiedział ten pierwszy, straszniejszy, odwracając się w jego stronę.

Uniós brwi w pozie, że ma ich za głupków. W tej samej chwili odwrócił się w stronę Nicka i dostrzegł, że po jego brwi cieknie krew z rozcięcia nad nią. Chłopak przesunął się pod ścianę, z dala od całej afery.

-Bijecie dziecko?- zwrócił się do nich zimno ze zdziwieniem pomieszanym z obrzydzeniem.

Nie odpowiedzieli.

-Nie macie godności?

Nic.

-Odebrało wam mowę?- zakpił. Nie był wciekły, gorzej. Taki zimny i bezduszny. Wzrokiem mówił im, że nimi gardził.

-Nie- odpowiedział drugi.

-Och! Jakie odkrycie- mówił z czystym sarkazmem.- Teraz na to wpadłeś?

Chłopaki naprawdę się wkurzyli.

-Jesteście tchórzami, skoro bijecie kogoś, kto nawet nie może się obronić. Czego nie zmierzycie się z kimś w swoim wieku?- wskazał na siebie.- Czemu go uderzyliście?

-Jest szlamą- odpowiedzieli patrząc na niego jakby to wszystko wyjaśniało.

-Tak? I to tylko jeden powód?- nieśmiało pokiwali głowami.- To czemu nie rzucicie się na mnie? Przecież jestem półkrwi.

Jeden popatrzył na drugiego, a tamten wzruszył ramionami. Pierwszy kiwnął głową i zaczęli podchodzić bliżej Pottera. Jakie głupki, pomyślał z rozbawieniem.

Jeden się zamachnął. Celował w jego twarz, ale on z łatwością złapał jego pięść i obrócił ją przeciwko niemu. Poleciał w kąt po drugiej stronie małego korytarza. Drugi niespodziewanie walnął w jego żołądek, ale Harry nie byłby sobą, gdyby mu nie oddał podwójnie. Także w końcowym efekcie ślizgoni, jak myśleli, że nie patrzy, wymknęli się cicho. To dopiero żałosne.

Odwrócił się w stronę chłopaka, który już wstał z podłogi.

-Wow- pokiwał głową z uznaniem- To było coś.

-Nic ci nie jest?- wskazał na jego głowę.

-Co? Aaa to?- dotknął czerwonej od krwi rany.- Nic takiego. Bywało gorzej- mruknął.

Pottera troszkę to zaniepokoiło, ale nic nie powiedział. Wyjął chusteczkę z torby i podał mu ją.

Chłopak wziął ją do ręki, ale nic nie powiedział. Więc odezwał się Harry.

-Wytłumaczysz to mi?

-Nie ma czego- wzruszył ramionami.

-Ok- powiedział ostrożnie.- Dlaczego nie było cię na lekcji?

-Szedłem na nią- odpowiedział wywracając oczami.- I nie jestem dzieckiem.

-Oczywiście, że jesteś. Masz dopiero jedenaście lat.

-Dopiero? Chyba już!- oburzył się.- Aty?

-Szesnaście.

-Uuu... staruch z ciebie.

Harry popatrzył na niego, wywracając oczami.

-Broniłeś się chociaż?- wrócił do głównego tematu.

-Jasne, że tak. Za kogo ty mnie masz?

-Za pierwszaka- młody Hay dalej był oburzony.- Co teraz masz?

-Transmutację.

-To lepiej uciekaj szybko, bo McGonagall da ci popalić.

Chłopiec jednak nie ruszył się z miejsca. Był zmieszany, widać to było po nim.

-Dziękuję- wyszeptał z trudem. Czarny pokiwał głową.

-Dlaczego przyszło ci to z takim trudem?- spytał odrobinę zdziwiony.

-Właśnie łamię jedną z zasad Ślizgona.

Potter roześmiał się rozbawiony.

-Naprawdę? Macie zasadę nie dziękować Potterowi?

To pytanie było retoryczne, ale chłopiec i tak przytaknął.

-Wiesz, że nie musisz tego przestrzegać, nie?- dalej był rozbawiony. Kto wymyśla takie gówna?

-Nom- mruknął.- Dobra, ja spadam.

I już go nie było.

Szedł na lekcję eliksirów i zastanwiał się co zobaczył przed chwilą. Nick zachował się bardzo dojrzale. Przecież ma dopiero jedenaście lat. Powinien co najmniej się rozpłakać. I jeszcze to zdanie, że było gorzej. Miał ogromną nadzieję, że to nie jest coś w rodzaju Dadley'a i jego. Młody Hay jest pyskaty, a wiedział, że takim zachowaniem można narobić sobie kłopotów.

Doszedł pod salę eliksirów, więc nie miał czasu dłużej się nad tym zastanawiać. Przeklnął pod nosem, kiedy uzmysłowił sobie, że jest już naprawdę sporo spóźniony. I tam wszedł, przed tym pukając.

-O, Pan Potter. Dziesięć punktów od Gryffindoru i zostaniesz po lekcji- powitał go Snape, jak zawsze ironicznie.

Spodziewał się, że Potter zacznie wyjaśniać, tłumaczyć się i kłócić za niesprawiedliwość, ale nic takiego się nie stało. Chłopak przytaknął i usiadł obok tej nowej Clyton.

Przez całą lekcję, na której mieli przeczytać z podręcznika instrukcję i zrobić eliksir rozbudzający, Potter dalej myślał o Nicku. Ten chłopak szczerze go zaskoczył. Był taki inny, niż większość dzieci. Może to przez to, że jest mugolakiem i trafił do szkoły magii. Dalej pamiętał jak sam był zdziwiony i przerażony taką perspektywą. A to było pięć lat temu. Jego życie strasznie się zmieniło od tej pory. Dowiedział się, że jest sławny, zdobył przyjaciół, wiele przeżył przez ten czas, ale także zyskał ojca chrzestnego. Oczywiście los by był za dobry, gdyby mu pozwolił się nacieszyć parę lat, więc go odebrał. Potem poznał Lise. Jego najlepszą przyjaciółkę, wręcz siostrę. I Mike, Joy'a. Czy to mogą naprawdę być lepsi przyjaciele niż Ron i Hermiona? Zna już pięć lat, a dalej nie jest przekonany, czy nie powiedzieliby o jego tajemnicach Dumbledorowi. Za to był pewin, że Lisa i reszta nie pisną ani słówkiem. Po prostu to wiedział. I dalej odrzucał swoim zachowaniem Rudzielca i pannę Granger. Nawet nieświadomie. Czy to robiło z niego egoistę?

-Potter!- z rozmyślań obudził go chłodny głoś nauczyciela.- Czy jesteś na mojej lekcji, po to by myśleć o nieistotnych sprawach, czy uczyć się?

-Uczyć się, proszę pana- odpowiedział bez strachu, ale patrząc na minę Lisy, jednak powinien się bać.

-Dlaczego więc nic nie robisz?

-Zamyśliłem się- popatrzył się na profesora, który stał prosto nad nim, z nieodgadnioną miną.-Przepraszam. Postaram się lepiej pracować.

Snape bez słowa wrócił do biurka i zaczął wypełniać jakieś papiery.

-Co jest?- spytała cicho Lissana.

-Nic, zamyśliłem się.- nie rozumiał dlaczego wszyscy doszukują się drugiego dna.

-No dobrze, ale dlaczego Snape nie jest nieznośny?​​​​​​​​

Tego nie wiedział.

Pomógł Lisie dokończyć eliksir i zaniósł go na biurko. W następnej chwili zadzwonił dzonek.

-Zastań, Potter- przypomniał mu Snape. Nie musiał tego robić, chłopak i tak pamiętał.

Nauczyciel zaczekał, aż reszta klasy wyjdzie i wtedy spytał:

-Dlaczego się spóźniłeś, aż tyle?

Potter zastanawiał się właśnie nad sensownym kłamstwem, ale Snape go ubiegł.

-Nie mów, że zaspałeś, bo widziałem cię na śniadaniu.

A właściwie czemu nie miałby powiedzieć mu prawdy?

-Ratowałem jednego z pana podopiecznych, profesorze- rzekł tonem wskazującym, że nie on miał za zadanie to robić.

-Czyli?- jego twarz pozostała maską.

-Po drodze spotkałem jak dwójka ślizgonów dokucza- to mało powiedziane, ale nie chciał wyjaśniać mu całej prawdy- pierwszorocznemu.

-Z Gryffindoru?- upewnił się.

-Nie. Ze Slytherinu- patrzył spokojnie, jak na twarzy nauczyciela pojawia się zaskoczenie.

-Ze Slytherinu?- uniósł brwi.

-Tak- wywrócił oczami.

-Kto to?

-Nie jestem pewien, czy on chciałby, bym panu mówił- powiedział niepewnie.

Nauczyciel dalej czekał na odpowiedź.

-Nick Hay- odpuścił.

-Dlaczego ślizgoni dokuczali osobie ze swojego domu?- spytał sam siebie, na głos, ale Harry niegrzecznie odpowiedział.

-Sądzę, że to nie ja powinienem załatwiać pana sprawy i jeszcze tracąc punkty.

-Potter, nie bądź bezczelny.

-Dlaczego?- spytał ironicznie, ale przystopował i w porę się zamknął. Nie chciał już na początku roku mieć szlabanu.- To wszystko?

-Możesz wyjść- poinformował go.

Wstał, zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Prawie spóźnił się na transmutację, ale udało mu się zdążyć idealnie i wszedł jako ostatnia osoba. Zauważył, że Lisa usiadła z Mikiem, więc on przysiadł się do Joy'a. Nie zwrócił uwagi na to co do niego mówi, ani co mówi nauczycielka... nie to, że mu się nie chciało, bo... jednak tak, nie chciało mu się. Oparł brodę na rękach i starał się utrzymać otwarte oczy.

Snape się dziwnie zachowywał. To bo w końcu miał rację, był bezczelny. Nie mógł się powstrzymać, a on nic z tym nie zrobił. Normalnie to już zacząłby wyzywać jego ojca i nie wiadomo co jeszcze.

-Panie Potter, czy przeszkadzam panu?- nad nim stała McGonagall i patrzyła na niego surowo.

-Oczywiście, że nie- opowiedział automatycznie.
-To może wyjaśnisz mi na czym polega przemiana człowieka w zwierze?

-Eee...- profesor już chcieła zabrać mu punkty i nakrzyczeć, ale on zwinnie wyjaśnił- Nazywa się to animagią, czyli jak pani powiedział człowiek zamienia się w zwierze. Najczęściej ono utożsamia charakter osoby, ale niekoniecznie. Taka przemiana trwa kilka lat, a czasami mniej. Każdy uczący się animag musi się zarejestrować w Ministerstwie Magi.

-Och- Mcgonagall zabrakła słów, tak jak każdemu. On nigdy nie był Hermioną, by wszysto wiedzieć, a teraz zupełnie wyczerpująca odpowiedź. Wiedzieli, że profesor zadała mu trudne pytanie, aby dał się złapać. Musiała się rozczarować- Poprawnie- mruknęła i odeszła do biurka, by opowiadać dalej. Do końca lekcji Harry i tak nie słuchał, ale drugi raz go nie zapytała.



-Możesz mi powiedzieć czego jesteś dzisiaj taki zamyślony?- Lisa złapała go przed obroną.

-Niby dlaczego jestem?

Popatrzyła na niego gniewnie.

-Nie udawaj, że nic się nie stało. Mi możesz powiedzieć.

-No dobra- odpuścił- masz rację, ale powiem wam o tym w Pokoju Życzeń, ok?

-Jasne. Malfoy'owi też chcesz powiedzieć?

-Chyba nie- pokręcił głową, niezdecydowany.- Pomyślę, jeszcze.

-Jak nie jesteś pewny, to nie ufaj mu w pełni- poleciła z troską. Chciała mu jakoś pomóc.- Albo zrób mu jakiś mini test, o którym nie będzie wiedział.

Ten ostatni pomysł przypadł mu do gustu.

-Spoko, postaram się pamiętać. Przyjdźcie przed szóstą, dobra?

Przytaknęła. Obróciła się dookoła, czy nikt ich nie widzi, a jak zobaczyła, że nie mocno go przytuliła.

-Brakowało mi tego- szepnęła.

-Mi też- odszepnął jej we włosy.

Odsunęli się od siebie. Akurat przyszła Ashley, więc weszli do klasy i usiedli razem w ławce.

-Witam was, nazywam się Ashley Yonner i będę was uczyć Obrony Przeciw Ciemnymi Mocami. Jakieś pytanie?- rozglądnęła się po sali. Nikt nie patrzył na nią uśmiechając się. Tylko Potter i jego grupka.- No dobrze, dziś wstępnie zajmiemy się zaklęciem patronusa. Kto wie co to za zaklęcie?

Oczywiście pierwsza i jedyna Hermiona podniosła rękę.

-Panna Granger?

-Jest to zaklęcie obronne, które wyczarowuje tarcze, która przepędza dementorów. Dobrze wyczarowany patronus może przybrać postać zwierzęcia, które odzwierciedla duszę czarodzieja. Formułka to Expetro Patronum.

-Bardzo dobrze. Pięć punktów dla Gryffindoru- uśmiechnęła się do niej nauczycielka. Harry siedział w trzeciej ławce z boku i ledwo powstrzymywał uśmiech rozbawienia cisnący mu się na twarz. To wyglądało komicznie. Nie był przyzwyczajony do nauczycielki Yonner. Wolał przyjaciółkę, Ash.

-Nie będziemy się go uczyć dziś, może za kilka miesięcy. Zobaczę jak jesteście z materiałem i wtedy zdecyduję- w tej chwili zauważyła uśmiech Harry'ego.- Mogę wiedzieć co pana tak śmieszy, Panie Potter?- Czarny pokręcił głową.- To może przyjdziesz na środek i pokażesz swojego patronusa, skoro w ogóle nie słuchasz?

-Oczywiście- wyszedł z ławki i staną na środku wciąż się szczerząc.- Hermiona zapomniała tylko o jednym szczególe- powiedział głośno w kierunku klasy- Żeby go w ogóle wyczarować, trzeba pomyśleć o naprawdę szczęśliwym wspomnieniu.

Ashley nie zdążyła nic dopowiedzieć, bo Harry zamachnął się różdżką.

W jednej chwili pomyślał o jego teraźniejszym najszczęśliwszym wspomnieniu, czyli jak Lisa mu pomogła i dostał się na szkolenie, a w drugim zamachnął się różdżką i krzyknął:

-Expecto Patronum!

Przed nim pojawił się naprawdę ładny jeleń i rozglądną się po sali. Pobiegł do Lisy i potargał ją łebkiem o rękę. Ta chciała go dotknąć i żałowała, że nie jest prawdziwym rogaczem. Mgiełka zniknęła.

Harry popatrzył się na uczniów. Jedni wyglądali na wstrząśniętych, inni na zafascynowanych, a jeszcze inni na znudzonych. Niektórzy wiedzieli, że on umie to od dawna.

-Bardzo dobrze, Harry- Ashley nie wyglądała na zdziwioną. Przecież jej o tym wspominał- Ostatnia uwaga była bardzo ważna. Powiesz nam może o czym myślałeś?- chłopak się zmieszał. Nie mógł powiedzieć, że o szkoleniu, ani o Lisie.- O moich rodzicach- to było pierwsze co przyszło mu do głowy.

Teraz to profesorka się zmieszała. Pokazała mu, żeby usiadł.

Do końca lekcji nikt z uczniów się nie odzywał. Ashley mówiła o tym co będą robić w całym semestrze, jakie będą ich obowiązki i jakie są jej wymagania. Nie słuchał jej. Nie czuł się dobrze z tym kłamstwem. To było dziwne. Ale przecież nie powinien się przejmować, bo równie dobrze mógł pomyśleć o rodzicach. Gdy zerknął na Lisę, już zgadł dlaczego się tak czuł. Patrzyła na niego ze zmartwieniem.

Wziął kartkę i napisał na niej. Wcale nie myślałem o rodzicach. Pomyślałem o naszym pierwszym spotkaniu. Podsuną jej pod rękę, a gdy przeczytała uśmiechnęła się radośnie.

Właśnie ten uśmiech najbardziej w niej kochał.