sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 15

Harry wysiadł z pociągu z zadowolonym uśmiechem na twarzy. Nie ma to jak powrócić do domu.
Jak gentelman pomógł Lisie nieść torbę bagażową, a ona podała mu ją, szczęśliwa. Patrzyła na zamek. Piękny. Tylko to słowo mogło go opisać. Wielki, nawet ogromy, i zupełnie inny, niż ten, w którym mieszkała dotychczas. Już wyobrażała sobie, jak będzie z przyjaciółmi chodzić wzdłuż jeziora. To będzie cudowny rok.
-Jeszcze Lissana Clyton!- usłyszała i aż się w niej zagotowało, jak wyobraziła sobie, że teraz każdy nauczyciel, nie mówiąc jej po nazwisku, będzie wypowiadać pełne imię. Nie miała pojęcia jak to przeżyje.
-Tak?- zwróciła się do gajowego uprzejmie. Przecież nie mógł wiedzieć, że ona nienawidzi swojego imienia.
-Do przydziału musisz płynąć łodzią do zamku. Taka tradycja.
Dziewczyna spojrzała na niego żałośnie. Miała płynąć łodziami z tymi...dziećmi?
Przechodząc koło niej i słysząc tą wymianę zdań Mike i Joy wybuchnęli śmiechem. Potter zdusił chichot.
Odwróciła się w ich stronę.
-Z czego tak ryjecie? Wy też jesteście nowi, do łodzi!- chłopaki popatrzyli na siebie, już bez uśmiechu.-Już!
-Taak, masz rację, dziewczyno. Do łodzi, chłopaki.- Hagrid też uśmiechnął się pod nosem.
Za to Potter stał, trochę dalej i śmiał się głośno z przyjaciół. A mówił im, żeby się nie wtrącali.
Skręcił razem z Ronem i Hermioną do powozu. Jego towarzysze nie zauważyli sytuacji.

Wszedł do Wielkiej Sali, która była wystrojona tak jak co roku. Popatrzył się w górę, gdzie słońce powoli zachodziło. W końcu była już późna pora.
-Harry! Chodź- zawołała go Hermiona już siedząc już przy stole.
-Już- usiadł pomiędzy nią, a Ginny. Naprzeciwko Rona.
-Nie mogę się doczekać uczty.- zaczął nawijać Weasley.- Tylko pierwszoroczni zostaną przydzieleni i tyle żarcia...
-Ronaldzie!- zawołała Hermiona. Mogła w tym godnie naśladować panią Weasley.- Jak ty się wyrażasz?!
Ron wywrócił oczami.
-Przepraszam, mamusiu.- zwrócił się do niej naśladując małe dziecko.
-Jak już jesteśmy przy temacie- zaczęła Ginny, ignorując ich kłótnie - to słyszeliście, że podobno jest jakaś nowa dwójka szóstoklasistów?
-Trójka- poprawił ją Harry odruchowo i dopiero kiedy przyjaciele wlepili w niego spojrzenia, dostrzegł, że to był błąd. Bo skąd on o tym mógł wiedzieć?
-Skąd wiesz?
-Nieważne.- zbył Hermione i spojrzał na dyrektora, który głosił swoją coroczną przemowę.
-Jak wiecie, nastały bardzo niebezpieczne i wątpliwe czasy. W każdej chwili nasze rodziny i przyjaciele mogą zostać porwani lub gorzej- rozległy się przyciszone głosy pełne strachu- Nie bójcie się! W Hogwarcie jesteście bezpieczni. Zwyciężymy zło i pokonamy Lorda Voldemorta naszą siłą jedności. Musimy się zjednoczyć, by stanąć złu na drodze.
Tak, tak, tak. Typowe gadanie manipulatora. Bo dyrektor bez wątpienia nim był. Zjednoczymy się? W porządku. Może niektórzy. On wolał działać sam.
Dalej go nie słuchał, bo nie miał ochoty słuchać o tym samym po raz kolejny z rzędu. Dyrektor mówił o tym, że nie wolno wychodzić do Zakazanego Lasu, co i tak pewnie zrobi, jak będzie musiał. Nie wolno używać produktów Weasley'ów. Prychnął. To po prostu śmieszne. Mamy być i pracowici i grzeczni. Z tym na pewno dam radę, pomyślał z sarkazmem. Nie chcąc dłużej słuchać tych bzdurnych informacji, rozejrzał się dookoła. Dopiero teraz zauważył, że niektóre dziewczyny patrzą na niego z nieukrywaną fascynacją. Może nawet chciwością. Pewnie przez jego wygląd, bo przecież, nie chcąc być oczywiście pyszny, w tym roku wyprzystojniał oraz nabrał mięśni. I to nie mało. Ale on nie chciał się wiązać, na pewno nie teraz. Powinien być z przyjaciółmi, przez ten czas, który mu został do pokonania Voldemorta. A wierzył, że go pokona. Nie może być inaczej.
Drzwi z rozmachem się otworzyły i weszli przez nie pierwszoroczni i trójka jego przyjaciół. Gdy Harry ich zobaczył, to ledwo powstrzymał śmiech. Otóż, Serwal i Jock szli na samym końcu, kłócąc się zawzięcie. Liska szła koło nich i starała się utrzymać godność. Wszyscy we trójkę byli cali mokrzy i wyglądali jak mokre kury. Przechodząc koło niego Liska powiedziała złowieszczym szeptem:
-Wpadli do wody i pociągnęli mnie za sobą. Do wieczora nie żyją.- odwróciła głowę i poszła stanąć przy pierwszakach. Harry po raz kolejny zdusił śmiech. Przeszli też chłopaki, którzy mokrzy, dalej się kłócili. Rozpoczęła się Ceremonia Przydziału.
Uczniowie szeptali między sobą o nowych szóstoklasistach. Oni się tym nie przejęli.
-Diffind, Mary!- wyczytała McGonagall. Dziewczynka podeszła i założyła tiarę na głowę.
-Hufflepuff!
Usiadła przy odpowiednim stole.
-Hay, Nick!
-Slytherin!- mały, przerażony, brązowołosy chłopiec powędrował do swojego stołu. Jego towarzysze z dom od razu zaczęli go wyzywać, a mały zrobił się o wiele cichszy. Harry dobrze wiedział, dlaczego się tak działo. Nick jest z rodziny mugoli. Szczerze mu współczuł, że trafił do takiego domu, gdzie wszyscy będą go nienawidzić, za coś co nie zależy od niego.
-White, Sophi!
-Gryffindor!- tym razem załamał ręce. To była jedna z dziewczyn, która piszczała na jego widok w pociągu.
Minęło jeszcze kilka przydziałów, kiedy...
-Teraz uczniowie, którzy idą na szósty rok nauki.- wyjaśniła podniesionym głosem Profesor Mcgonagall- River, Mike!
Zestresowany przyjaciel Pottera, który oczywiście próbował to ukryć pod maską rozbawienia, wszedł i usiadł na stołku. Minerwa włożyła mu kapelusz na głowę.
-Gryffindor!- Harry'emu ulżyło.
-Janson, Joy!
-Gryffindor!- teraz też.
-Clyton, Lissana!- Potter uśmiechnął się, na widok jej wściekłej twarzy.
Tiara myślała, trochę długo, aż tak, że Harry zaczął się denerwować.
-Gryffindor!- krzyknęła wreszcie, a trójka przyjaciół usiadła przy stole niedaleko Harry'ego. Hermiona od razu zaczęła z nimi rozmawiać.
-Czyli jesteś Lissana?- zwróciła się do dziewczyny.
-Lisa.- odpowiedziała z serdecznym uśmiechem.- Nie mów mi pełnym imieniem, proszę. Nie zniosę tego.
-Dobrze, ale dlaczego?
-Po prostu go nie lubię.- wzruszyła ramionami, a Harry słuchając tego zdał sobie sprawę, że ona nawet jemu o tym nie powiedziała.
-Gdzie przedtem chodziłaś?-spytał ciekawy Ron.
-Do Durmstrangu- reakcja Weasley'a była przewidywalna. Zakrztusił się sokiem i prawie wypluł wszystko na talerz.
-Co?!- wykrztusił- Co ty robisz w Gryffindorze?! W Slytherinie jest miejsce dla Czarnych Magów!
Lisa popatrzyła na niego z uniesionymi brwiami.
-Co ty do mnie masz?- zapytała nie zważając na zszokowaną Hermionę i chcących się wtrącić przyjaciół.
-Jak to co?!- oburzył się- Uprawiasz Czarną Magię!
-Ron! Nie bądź śmieszny! Osądzasz ją po tym do jakiej szkoły chodziła! To chore!- Potter postanowił się wtrącić, ale Clyton machnęła ręką, żeby tego nie robił.
-Czyli, jest tak jak Harry mówi?
-Skąd znasz jego imię?- przyczepił się czegoś innego.
-Sądzisz, że jest w szkole jakaś osoba, która nie wiem, kto to Słynny Harry Potter?- zakpiła.
-Ty...
-No co? Brak ci słów? A może od zawsze tak było?- Jock i Serwal ryknęli śmiechem.
-Śmierciożerca!- krzyknął Ron, ale na szczęście, na tyle cicho, że nie słyszało wiele osób.
-Jeszcze czego!- prychnęła, odwróciła się i zaczęła śmiać się z sytuacji z przyjaciółmi.
Z Ronem za to wcale nie było dobrze.
-Co za kretynka. Przychodzi taka niunia z Durmastrangu i rządzi się jak nie wiem co! Idiotka po prostu, myśli, że wszystko jej wolno...
-Stary, ale ci nagadała.- uśmiechnął się do niego na pozór pocieszająco, aby już się zamknął.
-Teraz tak, ale nie martw się, jeszcze jej dokopie. Jeszcze będzie mnie błagać, bym dał jej spokój.
-Ronaldzie! Co ty wygadujesz?!- Hermiona odzyskała głos- Dopiero do nas dołączyła, a ty już robisz jej wyrzuty?! Przecież jej nie znasz, nie wiesz jaka jest!
-Znam na tyle, by zgadzać się z tym co powiedziałem!
-Jesteś pomylony!
-A ty...
Harry przestał zwracać uwagi na kłócących się przyjaciół i przysiadł się obok Lisy.
-Jak tam?- spytał.
-Cieszę się, że jesteśmy w Gryffindorze.- uśmiechnęła się, ale widział w jej oczach odrobinę przygnębienia- Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Ja też się cieszę.- podzielił jej radość- Ale chyba nie przejęłaś się Ronem, nie?
-A gdzie tam- szybko odwróciła wzrok.
-To dupek, prędzej, czy później mu przejdzie.
-Pewnie masz rację.
Popatrzył się na Jocka i Serwala, którzy zachwycali się tutejszym jedzeniem. Nie chciał im przeszkadzać.
-Złapcie Dragona po uczcie i powiedzcie mu, że spotkamy się o dziewiętnastej w pokoju życzeń. On wie gdzie to jest, zaprowadzi was.- Lisa pokiwała głową- Ja muszę już iść.
Znowu przysiadł się koło Rona i Hermiony, którzy nie zauważyli jego zniknięcia. Spojrzał się na Ginny, która patrzyła prosto na niego. Wiedział, że widziała i musiała domyślić się, że oni się znają. To dla niego źle, ale ona utrzyma to w tajemnicy. Miał nadzieję. I tak musi z nią porozmawiać.
Dyrektor wstał.
-No i jeszcze, bo zapomniałem, pragnę przedstawić wam nową nauczycielkę Obrony Przed Czarną Magią, Profesor Ashley Yonner!
Były brawa, ale Harry klaskał najbardziej, jednocześnie zastanawiając się jak będzie wyglądała lekcja. Doszedł do wniosku, że albo będzie można się pośmiać, albo Ash będzie bardzo...wymagająca.
Złapał się myśli, że nazwał ją inaczej niż zwykle. Ash. Całkiem ładnie. Ciekawe co ona na to powie.
-Harry!- Ginny potrząsnęła jego ramieniem.
-Co? Przepraszam, zamyśliłem się. Coś mówiłaś?
-Tak. Pytałam czy myślisz, że ta Yonner będzie wymagająca, czy nie?
-Myślę, że nie będzie zła. Na pewno lepsza od Umbridge.
-Mam nadzieję...- pewnie chciała coś jeszcze dodać, ale jej wypowiedź przerwał dyrektor.
-A teraz moi drodzy, do łóżek! Jutro czeka was pełno nauki i wrażeń. Życzę wam dobrego i szczęśliwego roku.
Wybuchło zamieszanie, ale Harry umknął przed innymi i dzięki temu wyszedł pierwszy. Niezauważalnie skręcił i wszedł po schodach, na siódme piętro. Przeszedł trzy razy od ściany do ściany, myśląc, że chciałby się znaleźć w pokoju, tam gdzie są jego przyjaciele. Drzwi się pojawiły, a on wszedł do środka. Tam czekał już na niego Draco z Lisą, Mike'em i Joy'em.
-I? Co chciałeś nam powiedzieć?- zniecierpliwił się Malfoy.- Zaraz zauważą, że mnie nie ma i będą kłopoty...
-Kiedy byś mógł się spotykać?- przerwał jego paplaninę.
Myślał przez chwilę.
-Nie wiem jeszcze kiedy będą treningi Quidicha, ale najprawdopodobniej chyba codziennie, oprócz tych dni w których będą.
-To powiesz mi kiedy będą- wywrócił oczami.
-Kto jest u was kapitanem?- wtrącił Mike.
-Ja- odparł Malfoy, dumnie wypinając pierś.
-Czyli będziemy znów grać przeciw sobie, super- mruknął Potter.
-Nom, będzie ekstra was obserwować- uśmiechnął się Joy.- A tak w ogóle po co ci potrzebne te dni wolne?
-Musimy coś nauczyć tego nieuka, no nie?- wskazał na Malfoy'a.
-Ej!
-Ja nie gej.- odparł Harry, patrząc na niego z rozbawieniem.
-Ja za to nie nieuk. Poradzę sobie lepiej od ciebie.- uśmiechnął się z wyższością.
-Tak sądzisz?- Czarny uniósł brwi.
-Zakład?
-Jasne. I tak wygram.
Lisa patrzyła na to wszystko nie odzywając się. Dobrze wiedzieć, że Harry pomimo takiego dzieciństwa jakie miał, dalej potrafi się śmiać i przynajmniej trochę zaufać nowej osobie.
-Nie zachowujcie się jak dzieci- wtrąciła.- Czarny, kiedy spotykamy się pierwszy raz?
-Wszyscy?
-Chyba nie myślisz, że cię z tym zostawimy? Jasne, że wszyscy.- pokiwał głową Joy, a Lisa i Mike przyznali mu rację.
-Jak chcecie. Myślę, że jutro o 18, co?
-Będzie ok.
-No to teraz chyba idę spać. Jestem mega padnięty- stwierdził Potter ziewając.
-No to do zobaczenia na zajęciach- pożegnał ich Malfoy i po chwili znikł za drzwiami.
-Dobra ja idę- odparł Harry.- Zostajecie jeszcze, czy idziecie?
-Ja idę - odpowiedziała Lissana- ale oni chyba chcą zwiedzić jeszcze zamek. Tak słyszałam.
-Jak złapie ich Filch to ich problem.- wzruszył ramionami.
-Tak, masz rację. Ja też chce się wyspać.
W drodze do Pokoju Wspólnego, nie odzywali się do siebie. Cisz nie była ani zła, ani krępująca. Była przyjemna.
-Karmelowe kucyki- powiedział Harry w stronę Grubej Damy. Miał szczęście, że usłyszał jak McGonagall mówiła prefektom hasło.
-Dobranoc- pożegnał się z Lisą całując ją w czoło.
-Dobranoc- poszła w stronę dziewczęcych dormitoriów. Już miał iść do swojego pokoju, gdy usłyszał szelest za nim, na fotelu.
-Wytłumaczysz mi to wszystko?- spytała Ginny z nadzieją.
-Na przykład?- odwrócił się w jej stronę. A miał nadzieję, że ta rozmowa odbędzie się jutro.
-Znacie się z tą nową.- to nie było pytanie.- Skąd?
Harry już myślał jakie kłamstwo jej powiedzieć, ale spostrzegł, że wcale nie musi całkiem kłamać.
-Nie powiesz nikomu?- spytał, a ona pokręciła głową.-Nawet Ronie i Hermionie?- tu się wahała, ale ostatecznie też zaprzeczyła.- Pamiętasz jak uciekałem z Grimmound Place na wakacjach?- to było pytanie retoryczne.- Właśnie do niej. Poznaliśmy się jeszcze na Privent Drive, a Mike i Joy to jej przyjaciele.
-A dlaczego to tak ukrywałeś?- zdziwiła się.- Mogłeś powiedzieć.
-Komu? Ronowi? Tylko by mi zrobił aferę, że już się z nimi nie przyjaźnie. Na Uczcie potwierdził tylko moje przemyślenia.- tu akurat, Ruda musiała przyznać mu rację. Jej brat często jest impulsywny i bezmyślny.
-No dobra. Ok, masz rację.- pokiwała głową.- Jeszcze tylko jedna sprawa. To prawdą, co słyszałam od Hermiony? Już nie ufasz dyrektorowi?
-Tak.- potwierdzi stanowczo. Nie miał ochoty na drugą rozmowę o tym samym.-Słuchaj Ginny, gadałem o tym z Mioną i ona mnie nie przekonała i ty też nie zdołasz. Koniec?
Pokiwała powoli głową.
-Dobranoc, jestem nieprzytomny.
Jak wszedł do swojego pokoju to wszyscy jego współlokatorzy już spali. Przebrał się w piżamę i położył do łóżka. Zauważył w pokoju dwa wolne łóżka. Domyślił się, że to dla nowych uczniów. Będzie się działo, pomyślał.
Sen przyszedł bardzo szybko.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 14

Harry obudził się w dzień wyjazdu do Hogwartu, nadzwyczajnie wyspany. Umył się i ubrał. Wyszedł z pokoju i wpadł na Rona.
-Stary, zbieraj się, bo mama za chwile dostanie szału.- polecił mu- I tak jest zdenerwowana. Nie przeginajmy.
Potter skinął głową i poszedł za Ronem do kuchni. Usidli przy stole, z uśmiechami, i czekali na śniadanie.
-Proszę, Harry, kochaneczku.- powiedziała miękko pani Weaslay, podając mu talerz z tostem i jajecznicą.- Ron, zrób sobie parówkę. Powinny być jeszcze trzy w lodówce.
-Ale mamo! Harry'emu zrobiłaś!- krzyknął oburzony taką niesprawiedliwością.
-Tak, ale Harry jest gościem, skarbie. Ty możesz sobie zrobić sam.- oznajmiła z podenerwowaniem.
-Mamo!
-Zrób sobie sam!- krzyknęła na syna Molly i wyszła z kuchni.
Minęło kilka minut.
-Ginny! Nie rób awantur!- dobiegł do nich jej głos z góry.
Chłopcy westchnęli zgodnie.
-Lepiej rzeczywiście zrób sobie sam, bo jak twoja mama zaraz tu przyjdzie to będzie źle, nie sądzisz?- powiedział Harry i z lekkim uśmiechem zaczął jeść.
-Widzę, że Molly już was nastraszyła.- zauważyła Ashley wchodząc do pomieszczenia.
Była ubrana w błękitne spodenki, za kolano i białą tunikę z krótkim rękawem, przepasaną ciemno niebieską bluzą.
-Nie jest źle- rzekł Harry na powitanie.
Potter dostrzegł, że młody Weasley obdarza jego przyjaciółkę chłodnym spojrzeniem i ostentacyjnie się odwraca. Dopiero teraz, widząc tą sytuację, Harry potwierdził swoje przypuszczenia, że Ron, od jego przyjazdu do kwatery, traktuje Ashley, jak Śmierciożerce.
Potter spojrzał na niego karcąco, ale on raczej tego nie zauważył. Przysiadł obok niego i zaczął rozmawiać. Jeden problem w tym, że cały czas obrażał Ashley. Nie bezpośrednio, ale na okrągło strzelał aluzjami. Chyba nie wiedział, że jego przyjaciel ma z nią bardzo dobre stosunki. Harry nawet tego nie chcąc zmieniał do niego podejście i coraz mniej żałował, że przestał mu ufać. Za to, Ashley siedziała Weasley zaczynał właśnie mówić po raz kolejny, o tym, jak słudzy Czarnego Pana torturując niewinnych ludzi, gdy Harry nie wytrzymał.
-Słuchaj, Ron. Jeszcze jesteś moim przyjacielem, ale nie życzę sobie, żebyś obrażał Ashley w moim towarzystwie. Nie jesteś pępkiem świata, żeby tak mówić o osobie, której nie znasz. Czy wyraziłem się jasno?- pod koniec spytał go chłodnym głosem.
W tym samym momencie, Ronowi zaczęła kipieć woda, którą postawiła parówkę. Zerwał się z krzesła i szybko ją ściągnął.
-Ku*wa- przeklął dość głośno, gdy zauważył rozleciało parówkę po całej wodzie. Niestety, za głośno.
-Ronaldzie Weasley! Co to za słownictwo?! Nie tak cię wychowałam!- do akcji wkroczyła pani Weasley. Harry i Ashley szybko się wymknęli z kuchni. Potter ani trochę go nie żałował.
-Przepraszam, za niego.- powiedział po wyjściu, do przyjaciółki.
-Daj spokój. To nie twoja wina. Byłam zaskoczona, że mnie broniłeś.
-Dlaczego?- naprawdę się zdziwił.
-Przecież to co powiedział to sama prawda.- powiedziała cicho.
-Chyba żartujesz!- prawie się roześmiał.- Jesteś szpiegiem, to nie to samo.- dodał ciszej.
-Ale rzeczywiście robię to wszystko co mówi.
-Ashley- powiedział, żeby spojrzała mu w twarz. Posłuchała mentalnej prośby.- Różnica jest taka, że ty nie chcesz tego. Ty nie jesteś taka.
-Nie wiesz jaka jestem.
-Doskonale wiem.- prychnął.- Znam cię wystarczająco, żeby to stwierdzić. Wiem jacy oni są. Co więcej czułem to. Doskonale to pamiętam.- przypomniał sobie swoje tortury. Wzdrygnął się. To było straszne.- Nie jesteś do nich wcale podobna. A Ronem się nie przejmuj. Czasami jest dupkiem. w sumie to nawet często.
-Dzięki- uśmiechnęła się i poczochrała go po włosach.- Chyba tego potrzebowałam.
-Do usług.
-Idź się pakuj, lepiej, bo jak Molly cię dorwie, to będziesz miał przechlapane.
-Ups.- pisnął i uciekł do pokoju, zrobić to co poleciła. Zupełnie o tym zapomniał.

Stał na dworcu King Cross i obserwował czerwony pociąg. Nie mógł uwierzyć, że jedzie do Hogwartu z Lisą, Jockiem i Serwalem. I Dragonem. On też stał się jego przyjacielem, chociaż mu tego nie powiedział. Wystarczyło go poznać. Od razu się przekonał, że to co było w szkole to tylko pozory. W rzeczywistości Draco jest uśmiechniętym i całkiem pokręconym nastolatkiem. Jak on sam. Z różnicą, że na Malfoy'u nie ciąży przepowiednia. Przez wakacje Harry o niej nie myślał, ale cały czas miał ją w głowie. Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana… nie wiedział jaka to moc, bo nie wierzył Dumledorowi, że to miłość. Kocha, owszem, ale jak to ma mu pomóc? Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca… pewnie Lily i James się obronili wiele razy, skoro walczyli w pierwszej wojnie, a urodził się 31 lipca, to jego koniec ... A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna… i naznaczył, nieznośna blizna... I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje… najgorsza część, ale zapewne prawdziwa...Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca…
Narodziłem się i zwycięże cię, Voldemorcie- pomyślał ze stanowczością.
-Harry, kochaneczku- przerwała jego rozmyślania Pani Weasley, która pochwyciła go w objęcia. Powtórzyła tą czynność z Hermioną i jej dziećmi.
-Bądźcie grzeczni i – tu spojrzała na nich z nadzieją- nie pakujcie się więcej  w kłopoty. Bardzo was proszę.
-Ale, mamo!- żachnął się Ron- to one się do nas ciągną. Nie odwrotnie!
-No wierze, wierze, ale i tak róbcie wszystko, żeby was nie ciągnęły, dobrze? Hermiono, będziesz ich pilnować?- popatrzyła na nich życzliwie.
-Oczywiście, Pani Weasley. Jak tylko dam rade.- odpowiedziała potulnie dziewczyna.
-Chodźcie, dzieciaki!- zawołała Ashley, wychodząc z wagonu- Już prawie jedenasta.
-Jakie dzieciaki?- oburzył się Harry. Kobieta roześmiała się.
-No już, już.- popędziła ich i sama wsiadła. Potter poszedł w jej ślady.
Szli jakiś czas, szukając wolnego przedziału. Znaleźli jeden, więc weszli tam.
Harry usiadł przy oknie i oparł się czołem o parapet. Miał nadzieję, że dojadą szybko. Umierał z głodu i braku jakichkolwiek normalnych rozmów. Z przyjaciółmi. Naprawdę, było mu przykro, że tak traktuje Rona i Hermonę, ale nie mógł nic na to poradzić. Bo przecież to nie jego wina, że czas wszystko zmienił. Nie było go dwa lata. To dużo czasu. Wystarczająco, by przemyśleć pewne sprawy. To przemyślał. Uważał, że oni wszystko czego się dowiedzą, to przekażą Dumbledorowi. A na to nie mógł pozwolić. Był ciekawy, gdzie trafią Lisa, Joy i Mike. Miał nadzieję, że do Gryffindoru. Będzie mógł przynajmniej czuć się normalnie. A nie fałszywie.
-Widzę, że przyszła super paczka Hogwartu. Złoty Chłopiec, Rudzielec i kujonka- otworzyły się drzwi, a w nich Czarny dostrzegł Dragona. W zupełności rozumiał jego zachowanie. Obiecali, że z pozoru ich relację będą takie jak w poprzednich latach. Malfoy musiał się chronić.
-Dobrze, że przynajmniej umiesz patrzeć.- mruknął pod nosem.-Czego chcesz, Malfoy?
-A tego i owego.- wykrzywił się chamsko.- Pewnie nie najlepiej ci się siedzi w takim towarzystwie.- prychnął pogardliwie, patrząc na Rona i Hermione.
-Napewno lepiej niż w jakimś innym.- odpowiedział. Patrzył jak Weasley czerwienieje ze złości i podnosi się do pionu.
-Odszczekaj to!- krzyknął wyciągając różdżkę.
-Prawda w oczy kole?
Ron wypowiedział zaklęcie, ale Draco bez trudu je odbił, jednocześnie odbierając różdżkę przeciwnikowi. Problem w tym, że nie zrobił tego szkolnym zaklęciem.
-Idę, nie będę stał w takim towarzystwie.- uniósł różdżkę Weasey'a - Łap, Potter. Tobie bardziej się przyda.
Rzucił ją w przeciwnym kierunku, niż on siedział, ale Harry i tak oczywiście ją złapał. Nie ma to jak instynkt szukającego.
-Spoko.- rzekł i wrócił do oglądania widoku, już ruszającego się krajobrazu. Zauważył, że Dragon wyszedł, kiedy Ron zaczął mówić.
-Co za ślizgoński dupek! Dlaczego on przychodzi tu i robi i mówi co chce? Co za idiota!
Harry musiał przyznać, że gdy to usłyszał miał ochotę bronić Dracona, tak jak Ashley przed wyjazdem. Cierpiał, bo nie mógł sobie na to pozwolić. To były było zbyt dziwne i wszystko wyszło by na jaw, a Malfoy miałby poważne kłopoty. Zamiast tego Harry zmroził przyjaciela wzrokiem.
Następne kilka minut siedzieli w ciszy, bo nikt nie wiedział co powiedzieć. Prócz Harrego, który nie chciał przerywać ciszy. Zaszkodziła jej Hermiona.
-Harry, my już musimy iść.- powiedziała, a Harry popatrzył na nią niezrozumiałym wzrokiem.- Jest zebranie prefektów.
Aaa. No tak.
-No to idźcie, jak musicie- wzruszył ramionami.
Ron wyszedł, a Hermiona przy drzwiach odwróciła do niego i jakby chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Poszła.
Harry nie wiedział co myśleć. Miał dosyć całej tej sytuacji. Na szczęście nie musiał długo się zastanawiać, bo drzwi do przedziału się otworzyły i weszli do niego jego przyjaciele. Prawdziwi przyjaciele.
-Cześć, Czarny!- Lisa wyściskała go, a potem rozwaliła się obok niego na siedzeniu.
-Hej, stary.- powitał go Joy.- Co tam u ciebie?
-A wiesz, po staremu.- odrzekł z lekkim uśmiechem- Nudno. A ty, Mike? Poradziłeś sobie z rolą niani?- uśmiechnął się głupio.
-A żebyś wiedział- odpowiedział Jock z triumfalnym uśmieszkiem- Pod koniec było bardzo fajnie. No, wiesz, chwalili mnie i w ogóle.
-Taak, bo ciebie oczywiście trzeba pochwalić, żebyś czuł się doceniony.- Lissana pokręciła głową.- Dzieci.- wyszeptała, a po chwili wybuchnęła śmiechem. Chłopaki poszli za jej przykładem.
-Wiecie, gdzie jest Dragon?- odezwał się Harry, po kilku minutach.
-To ty tak na niego mówisz?- spytał retorycznie Joy, ignorując jego pytanie.
-Nom.
-Dlaczego tak?
-No bo wiesz...
-Nie wiem.- przerwał mu.
-Tym razem ty zaczynasz.- Czarny uniósł palec do góry i wskazał na niego.
-Chciałem cie pokazać jakie to wkurzające.
-Masz rację, Serwal. Czarny, to jest mega wkurzające.- uśmiechnęła się, patrząc jak on niby niewinnie na nią patrzy.
-No więc...
-Nie zaczyna się zdania od więc.... dobra już się zamykam.- dopowiedział szybko, jak zobaczył wyraz twarzy Lisy.
-No mów!- zarządził zniecierpliwiony Mike.
-Już, już. Coś ty taki niecierpliwy? Po prostu przyszło mi do głowy.- wzruszył ramionami.
-Co ci przyszło do głowy?- powtórzyła Lisa.
-No jak go nazywać. To był taki impuls. A więc wiecie gdzie jest?
Pokręcili głowami. W tym samym momencie drzwi do przedziały po raz kolejny otworzyły się i wszedł przez nie znowu Malfoy.
-O wilku mowa- odezwał się Mike. Draco popatrzył na niego pytająco, siadając naprzeciwko Pottera.- Czarny właśnie o tobie mówił.
-Tak, a wy ciągle sobie dogryzacie.- odpowiedział patrząc na nich z politowaniem.- Moglibyście kiedyś przestać.
-Na pewno nie teraz- odrzekł Jock- Co by to była za przyjaźń, gdybyśmy ciągle mówili sobie jak to siebie lubimy. Beznadziejna, nie sądzisz?
-Tak to przynajmniej mamy o czym rozmawiać.- zgodził się Serwal.
-Dobra, poddaje się- Dragon uniósł ręce do góry.- Więc po co mnie szukałeś?- zwrócił się do Harrego.
-Chodzi o to jak potraktowałeś Rona...
-Ale przecież...
-Nie przerywaj mi! Nie mam nic przeciwko temu, że się kłócicie. Szczerze to mi to lata, ale nie pozwalaj sobie używać mocy Feniksów. Mówię to jako twój nauczyciel, jasne?
-Jak słońce.- odrzekł ze zrozumieniem.
-No dobra, ale dlaczego nie jesteś na zebraniu?- zapytał Mike podejrzliwie.
-Skończyło się.- popatrzył na niego jak na głupka.
-A Ron i Hermiona?
-Przepatrują korytarze. Chwile im to zajmie, ale chyba idę. Nie chcemy, żeby wierni przyjaciele dowiedzieli się, że Złoty Chłopiec przyjaźni się ze ślizgońskim dupkiem.- powiedział Draco dając nacisk na dwa ostatnie słowa.
-Słyszałeś!- Harry wybuchł śmiechem.
-Trudno było nie słyszeć. Darł się na cały przedział. Dobra spadam- pomachał im.
-Czekaj!- Harry go zatrzymał.- Musisz mi pożyczyć odtwarzacz.
-Przecież skopiowaliśmy!
-Zepsuł się.- wzruszył ramionami.- Jeszcze się zgadamy, ale szybko, bo nie mogę wytrzymać. Przez tydzień nic nie słuchałem. Umrzeć można.
-Tak.- Lisa wywróciła oczami.- zwariujesz, bo nie masz piosenek. To już uzależnienie.- poklepała go pocieszająco po ramieniu. Potter kątem oka zobaczył, jak Malfoy się ulatnia.
-Jak to jest uzależnienie, to mi się podoba. Nic strasznego.
-Dopóki nie przejdziesz do następnych faz.- odrzekł niby poważnie Joy- Wtedy zaczyna się koszmar. Bóle głowy, gorączka, chęci do więcej...
-Dobra, dobra. Ja tylko słucham muzyki.- skapitulował.
-Na razie.- wyszeptał Mike złowieszczo, ale po chwili wybuchli śmiechem.
Jak dobrze znaleźć się wśród przyjaciół- pomyślał Harry, przed tym jak Lisa znów go zagadała.

sobota, 19 października 2013

Rozdział 13

Harry był zafascynowany muzyką. To najlepsze określenie. Od pamiętnej lekcji, na której razem z Malfoy'em słuchali nowych piosenek, coraz częściej podkradał koledze odtwarzacz. Wreszcie jak Draco znalazł w pokoju, gdzie słuchał pożyczonych piosenek, po prostu go skopiował. Teraz każdy z nich miał swój.
Polubili się też bardzo. Wreszcie mieli wspólny temat. Muzyka. Jeden problem polegał na tym, że Harry nie bardzo się orientował w zespołach. Malfoy wprowadzał go we wszystko.
Po poznaniu większości zespołów, w jednym byli zgodni. Najlepszy zespół: Linkin Park. Bez wątpienia Harry zgadzał się z Draconem.
Ani się obejrzał, a minęła druga połowa tygodnia. Niewiele się z Draconem nauczyli, ale Harry od początku podejrzewał, że tak będzie. Miał tylko nadzieje, że do końca szóstej klasy skończą szkolenie.
Fajnie było tak przypomnieć sobie przyjaciół, ale zaczynały go dekoncentrować te różnice czasu. To wkurzające. We czwórkę ustalili, że nie będą się ukrywać w szkole. Nie będą się przejmować konsekwencjami. Jedynie nie będą się pokazywać z Malfoy'em. Zgodznie stwierdzili, że to by było dla niego zbyt niebezpieczne.
Właśnie żegnali się. Minął dokładnie tydzień, a w rzeczywistości jeden dzień. Harry mógł z czystym sercem stwierdzić, że nie nienawidzi już Malfoy'a. Może nie uważa go aż za przyjaciela, ale polubił go. Jakby nie on, to nie dowiedziałby się pewnie jaką muzykę lubi.
Westchnął i przytulił się do Lisy. Poklepał po plecach Serwal'a i Jock'a.
-Do zobaczenia za tydzień.- rzekł jeszcze i teleportował się przed domem nr 12 przy Gimmound Place. Była już noc. Świetnie- pomyślał ze złością- dopiero wstał, a musi iść spać.
Otworzył cicho drzwi, mając nadzieję, że wszyscy śpią. Na jego szczęście, nie mylił się. Szybko uciekł do swojego pokoju i wyłożywszy się na łóżku wziął książkę ,,Najbardziej Skrywane Czary” zaczął czytać. Zasnął w połowie książki.

Obudziły go łomotanie w drzwi. Wstał i nieprzytomnie je otworzył.
-Stary?- rzekł niepewnie Ron, stojąc w drzwiach.
-Cześć, Ron. Chciałeś czegoś, czy przychodzisz tak o?
-Gdzie wczoraj byłeś?- zaczął swój wywód.-Masz pojęcie jak wszyscy się martwili? Hermiona i mama wychodziły z siebie z niepokoju, a Dumbledore...
-Na pewno się o mnie nie bał.- przerwał ostro mu na wieść o dyrektorze.
-Ale...
-On troszczy się tylko o swojego Złotego Chłopca. Nie o mnie.
-Dlaczego się tak na niego uwziąłeś Harry? On chce dla ciebie jak najlepiej. Zawsze chciał...
-Kierować moim życiem?- spytał chłodno.- Nie, Ron. Tak nie można. Przestałem mu ufać.
-Ale dlaczego?- spytał, siadając na łóżku. Nie zanosiło się na krótką rozmowę.- Tyle dla ciebie zrobił, a ty po prostu przestałeś ufać?
-Tak.- wzruszył ramionami odrobinę zirytowany.
-Nie chce się kłócić - zastrzegł Ron.- ale na pewno?
-Tak.
Weasley widząc jego stanowczość odpuścił. Harry usiadł naprzeciw niego i patrzył przez okno.
-Co dostałeś z Sumów?- robił wszystko, żeby podtrzymać rozmowę.
-Cztery Wybitne, w tym jeden plus,- mówił dalej, niezważająca na „och” Rona.- Trzy Powyżej Oczekiwań i dwa Okropne z Wróżbiarstwa i Historii Magii.
-O łał. A z Eliksirów?
-Wybitny.- powiedział niepewnie, patrząc na jego reakcję. Weasley'a zamurowało.
-Och...yhm...to fajnie.- starał się nie pokazać jak bardzo mu zazdrości. Jednak Harry i tak to widział.- Hermiona oczywiście ma wszystkie Wybitne.- zmienił temat.
-To było do przewidzenia.- Potter próbował się nie roześmiać. Oni byli tacy przewidywalni.
-Ciekawe kto nas będzie uczyć Obrony?- zaczął Ron. Rzeczywiście przedtem nie zastanawiał się nad tym, a to bardzo ciekawe. Remus nie mógł, a kto mógłby zamiast niego? Pewnie Dumbledore zatrudni znowu jakiegoś łamage, jak Quirrell czy Umbridge.
-Harry!- Hermiona wpadła do pokoju, przerywając jego rozmyślanie.- Dyrektor chce cię widzieć. Jest na dole.
Och! I tylko dlatego mu przerywa? Bezczelne.
-Już idę.- mruknął wstając.
-Nic ci nie jest?- spytała dziewczyna.
Jakby ją coś to w ogóle obchodziło, prychnął w myśli. Nie wiedział dlaczego jest wobec nich taki okrutny.
-Nie.- odpowiedział i zszedł na dół.
Przy stole siedziało kilku członków Zakonu. W tym też Snape, Ashley i Remus. Ci ostatni nie zauważyli, że przechodził, ale Severus zauważył. Nie powiedział nic. Nie rzucił żadnej kąśliwej uwagi. Nawet nie uśmiechnął się sarkastycznie, jak to zwykle robił. Tylko w jego oczach rodziło się coś na kształt szacunku, tak jak tego feralnego dnia, u Voldemota.
Potter przewrócił oczami z irytacją. Jeszcze będzie się spodziewać, że ten go przestanie nienawidzić. To przecież absurd!
Jednak nie mógł zmienić przeczucia, które podpowiadało mu, że tak właśnie będzie.
Wszedł do salonu, gdzie na kanapie czekał na niego Dumbledore.
-Usiądź, mój drogi chłopcze.- polecił z dobrodusznym uśmiechem.
Harry niechętnie go posłuchał. Przez dłuższą chwilę nic nie mówili. Chłopak wzmocnił mury w umyśle, obawiając się powtórzenia sytuacji, sprzed kilku tygodni.
-Po co mnie pan tu wołał?
-Harry, wiem, że jesteś przybity z powodu śmierci Syriusza, ale musisz mi zaufać- tu Czarny przewrócił oczami- Zawsze możesz zwrócić się do mnie z pomocą. Masz też przyjaciół, którzy zawsze ci pomogą, wiesz o tym...
-Niech pan przejdzie do konkretów.- przerwał niegrzecznie.
-Chłopcze, chciałbym się dowiedzieć, gdzie byłeś pięć dni przed porwaniem i cały wczorajszy dzień.
-Ode mnie się pan tego nie dowie.- powiedział stanowczo.
-Ależ, Harry, mi tylko zależy na twoim bezpieczeństwie.
Potter prychnął.
-Jeszcze coś?
-Jeśli na pewno mi nie zaufasz- popatrzył na niego z nadzieją, ale po spojrzeniu Harrego przestał- to pragnę ci pogratulować odznaki na kapitana drużyny Gryffindoru.- wyjął odznakę i wręczył chłopakowi.
Jednak Harry zamarł, całkowicie zaskoczony. Nie spodziewał się tego. Był dumny z takiego zaszczytu, ale tylko dumny z siebie. Nie był wdzięczny dyrektorowi.
-Dziękuje- powiedział prosto i wziął odznakę.
-Harry, może jednak powiesz mi co robiłeś? To by nam bardzo pomogło.
-Niby z czym?- spytał wściekły.
-W chronieniu cię.- oznajmił Dumbledore, jakby to była najprostrza rzecz na świecie.
-Ach, więc to- uniósł nagrodę do góry- miała być przekupka?
-Ależ, chłopcze. Oczywiście, że nie. Nikt inny nie będzie lepszy od ciebie na tym stanowisku.
-Więc mogę już iść? I tak nic nie powiem, dobrze pan wie.
Dyrektor westchnął ciężko.
-Oczywiście, chłopcze.- starzec odprowadził go rozczarowanym spojrzeniem. Kiedy tylko Potter wyszedł wściekł się. Dlaczego chłopak przestał mu ufać?! Wszystko robił dobrze!
Nieważne, opanował się, zanim ktoś wszedł do pomieszczenia. Za wszelką cenę odzyska jego zaufanie.

Tymczasem Harry wchodził po schodach do swojego pokoju. Zatrzymał się, kiedy Hermiona zagrodziła mu drogę.
-Musimy porozmawiać.- powiedziała stanowczo.
Harry westchnął załamany. Z iloma osobami czeka go to samo?
-Chodź do twojego pokoju.- powiedział tylko.
Weszli do dużego pomieszczenia, które Hermiona dzieliła z Ginny. Było w kolorach Gryffindoru, ale i Ravenclaw'u.
Usiadł na łóżku.
-O czym chciałaś rozmawiać?
-O twoim zachowaniu.
-Przecież zachowuje się normalnie.
-No właśnie nie...- zacięła się.
-Dokończ.- poprosił.
-Harry- usiadła obok niego- nie zachowujesz się normalnie. Wiem, że Ron jest czasami głupkiem i zachowuje się nietaktownie, ale to nie powód, by niszczyć naszą przyjaźń. Ja tylko chce ci pomóc, a nie zawadzać. Ty traktujesz mnie jakbym nie istniała. Dobra, możesz mieć tajemnice, każdy może, ale to nie musi niszczyć naszą znajomość.
-I nie wymagasz, żebym ci o wszystkim mówił, tak jak Ron?
-Ja rozumiem ciebie, przynajmniej w większości, nie tak jak on. Wszyscy mają tajemnice.
-Ja bym chciał ci powiedzieć, Hermiono, ale nie mogę.
Pokiwała głową.
- A jak z Dumbledorem? Naprawdę mu nie ufasz?
-Tak.- przyznał. Popatrzyła na niego pytająco.- Za dużo przede mną ukrywał. I jeszcze Syriusz. To po prostu za dużo.- nie zamierzał mówić jej o przepowiedni.
-Rozumiem, Harry, ale Ron będzie więcej wymagał. Jest zbyt ciekawski.
-Już się o tym przekonałem.- uśmiechnął się słabo, na myśl o pamiętnej kłótni.
-Nie miej mu tego za złe. On najpierw robi, potem myśli.- uśmiechnęła się.
-A ty? Nie masz mi za złe, że nie uważam dyrektora za bóstwa?
-Nie wiem.- przyznała szczerze.- Trochę się na początku zdziwiłam, że tak powiedziałeś, ale każdy może zmienić zdanie, nie?- przytaknął.- To jeszcze nie czyni cię złym. Ale jeśli o to ci chodzi, to dalej mu ufam. Ale tobie też.
-Cieszę się. Jeszcze coś?- dodał naturalnym już głosem.
-Tylko jedna rzecz. Jesteś pewny co do tej Yonner? Słuszałam jak rozmawiają z nią o Śmierciożercach. W Zakonie jest od bardzo niedawna. Nie jestem pewna co do niej...
-Ja jestem, Hermiono. Ashley jest dobra, nie masz powodu do obaw.- nie myślał inaczej.
-Napewno?
Potwierdził stanowczo.
Porozmawiali jeszcze chwile na mniej ważne tematy i Harry wyszedł z pokoju. Cieszył się, że szczerze porozmawiał Hermioną, bo przynajmniej wiedział, że prawdopodobnie stanęłaby po jego stronie, ale dalej nie był przekonany.
-Harry!- usłyszał głos Ashley, dobiegający z jej pokoju.
No nie! Znowu?!
-Idę - i powlek się na dół, do jej miejsca zamieszkania. Rozwalił się na łóżku, patrząc jak kobieta siada na drugim końcu i opiera się plecami o ścianę. Od dawna była przyzwyczajona do luzu chłopaka. Nie przeszkadzało jej to.
-Wiesz, że jesteś trzecią osobą tego dnia, która bierze mnie na poważną rozmowę. Nie wiem, ja to jakiś niegrzeczny jestem, czy co?- zażartował, ale widząc, że jest poważna
usiadł.- No więc?
-Nie zaczyna się zdania od „no więc”.- powtórzyła jego kwestie.
Westchnął z irytacją.
-Ashley -powiedział wolno- co masz mi do powiedzenia?
-Już lepiej.- specjalnie to odwlekała. Popatrzył na nią zły.- No już, już. Co ty taki niecierpliwy?- zaśmiała się, choć według niego ciut nerwowo.
-Ty też byś była po rozmowie z dyrektorem, a potem jeszcze z Hermoną. Powiesz mi już?
-Jadę z tobą do Hogwartu.- wypuściła z siebie powietrze.
-Jako uczeń?- zaśmiał się.- Chyba za stara jesteś.
-No wiesz!- spojrzała na niego z udawanym wyrzutem.- Jako nauczyciel. Dyrektor mianował mnie nauczycielem obrony przed czarną magią.
Potter spojrzał na nią z wyrazem twarzy ,,totalny szok”.
-Żartujesz?
-Nie cieszysz się?- zapytała za smutkiem.
-Cieszę się.- wykrzyknął stając na nogi. Roześmiał się jak głupi- To będzie ekstra!
-Tylko nie licz na fory- zastrzegła.- bo u mnie ich nie dostaniesz.
Popatrzył na nią ze smutkiem.
-Żadnych?- zapytał dziecięcym głosikiem.- Nawet, takich tyci, tyci?- pokazał dwa palce i malutką przestrzeń między nimi.
Pokręciła głową ze śmiechem.
-Nawet takich.
-I tak sobie poradzę.- machnął ręką zbywając. Chwile później śmiali się w najlepsze.
Harry wrócił do pokoju długo później. Było jakoś przed północą. Fajny dzień. Teraz pozostało mu tylko czekać na jutro.
***
Ja wiem. Długo nie wstawiałam rozdziału, ale mam jeszcze kilka w zanadrzu, więc następny napewno będzie szybciej. Wena mi gdzieś uciekła, mam tylko nadzieję że niedługo wróci.
Ten rozdział jest w sumie o niczym. Cała akcja będzie się rozwijać niezbyt szybko, ale zaplanowałam coś takiego fajnego. Teraz tylko musi mi się chcieć napisać ;)  Nie zamierzam rezygnować z pisania. Notki może nie będą się pojawiać szybko, bo tak planowałam, ale stram się żeby były trochę dłuższe i lepsze niż do tej pory.
Ale się rozpisałam...  i komentujcie! Proszę, to dla mnie ważne.

czwartek, 26 września 2013

Rozdział 12

Gdy otworzył oczy miał wrażenie, że wciąż jest na szkoleniu. Taka sama spokojna noc. Jednak coś było nie tak. Podniósł głowę i zobaczył, że jest w pokoju Lisy, a dziewczyna śpi obok niego, wtulona w jego rękę. Niezbyt się tym przejął, bo w czasie tych dwóch lat często nie miał siły i z chłopakami, jak do późna gadali z dziewczyną to zasypiali u niej.
Delikatnie oparł się na łokciu i spojrzał na nią. Spała spokojnie. Jej włosy porozkręcały się na całej poduszce. Harry wiele razy dziwił się dlaczego nie ma chłopaka, bo przecież jest taka ładna, że powinni się ustawiać się za nią w kolejce. Ale nie pozwoliłby na to jakiemuś idiocie. Ona jest zbyt wyjątkowa.
Gdy tak myślał, coś się zaczęło zmieniać. Oddech Lissany stał się ciężki i chrapliwy, a ona sama zaczęła się kręcić w łóżku. Puściła jego rękę i zacisnęła dłonie w pięść. Spięła się. Harry nie wiedział o co chodzi. Pogłaskał ją po włosach. Bez reakcji. Dziewczyna zaczęła się trząść, a on nie mógł nic zrobić. Był mocno przestraszony. Potrząsnął ją delikatnie za ramię. Nic.
-Liska, obudź się.- szepnął. Żadnej reakcji.- Obudź się.- powiedział głośniej i potrząsnął jej ramię. To samo. Dziewczynie po twarzy popłynęły łzy. Starł je ręką i pogłaskał ją po policzku. Poczuł ciepło jej ciała i łez, ciągle płynących. Poklepał ją po policzku.
-Liska!
Otworzyła wreszcie oczy i popatrzyła na niego ze strachem. Łzy teraz płynęły ciurkiem. Dziewczyna w oczach miała wielki strach i ból.
-Co się stało?- zapytał, w ciąż głaszcząc ją po policzku. Lisa nie odpowiedziała, tylko rzuciła się na niego. Objęła go rękami za szyję i przyległa do jego torsu. Harry coraz bardziej zaniepokojony pogłaskał ją po plecach.- Hej, co jest?
-Miałam....miałam...- rozszlochała się.
-Cii...wszystko jest dobrze.- powiedział łagodnie.
-Ja...miałam koszmar...-szepnęła niewyraźnie.
-Jaki?
-Nie...nie mogę...-usiadła samodzielnie i patrzyła się na ścianę.-To było...okropne.
-Co ci się śniło?
Dziewczynie znowu popłynęły łzy.
-Jak byłeś u Voldemorta... jak cię torturuje i… zabija...- pod koniec nie była zdolna mówić, dokończyła szlochem.
Harry usiadł naprzeciwko niej i pogłaskał ją po włosach.
-Od kiedy ci się to śni?
-Od kiedy powiedziałeś, że cię porwał. Ja...ja miałam takie wyrzuty sumienia. Naprawdę mi przykro, że tak na ciebie wtedy nakrzyczałam...
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?- przerwał jej stanowczo.
-Ja nie chciałam, żebyś się niepotrzebnie martwił.
-Niepotrzebnie? Ja chcę się o ciebie martwić, Lisa.
-Przepraszam.- powiedziała cicho.
Przytulił ją.
-Obiecujesz, że jak się coś będzie działo to dasz mi znak?
-Obiecuję.- uśmiechnęła się przez łzy.
-No dobrze.- wstał i popatrzył przez okno.- Już prawie szósta. Idziesz popatrzyć ze mną jak Malfoy się męczy?
-Pewnie. To będzie ciekawe doświadczenie.

Spotkali Malfoya przy jeziorze, tak jak się umawiali. Siedział na brzegu. Lisa, już ogarnięta i z uśmiechem na ustach, usiadła obok niego.
Popatrzył na nią.
-Lisa Clyton.- uśmiechnęła się podając mu rękę.
-Draco Malfoy.- uścisnął jej rękę.
Harry doszedł do nich.
-No Malfoy- zaczął przymilnym głosem- to na początek może osiem kółeczek dookoła zamku.
-Ile?- wytrzeszczył oczy.
Czarny zachichotał. Mógłby powiedzieć, że ta sytuacja miała już miejsce. Z wyjątkiem, że to byli oni.
-Ruchy, ruchy. Chyba, że chcesz więcej?- pobiegł.
Potter usiadł obok dziewczyny.
-Nie powinieneś tak go traktować.- skarciła go.
-Niby jak?
-Tak jak to robisz.
-Przecież my robiliśmy po dziesięć! To już i tak mniej.- zamilkł pod jej spojrzeniem.
-Idź, pobiegaj z nim.
-Po co?- zadziwił się.
-Kondycja ci siądzie.- roześmiała się.- Idź już, bo będzie oszukiwał.
-Masz rację. Nie pozwolę mu się teleportować.-zastrzegł i pobiegł w kierunku, w którym zniknął Draco. Jeszcze kondycja mu nie spadła, więc dogonił go bez trudu.
-Co tam, Dragon?- odparł przebiegając po jego stronie, ale wyrównał bieg.
-Jak mnie nazwałeś?- obruszył się.
-Dragon.- odpowiedział spokojnie.- Jakoś tak mi przyszło do głowy.- wzruszył ramionami.
-Tak wymyślaliście wasze przezwiska?
-Skąd o tym wiesz?- spytał podejrzliwie.
-Brain mi mówił coś o Serwalu i Jocjusie.
-Jocku.- poprawił go odruchowo.- Serwal to Joy Jonson, Jock to Mike River, i ja, Czarny. Jest jeszcze Lisa. Ją poznałeś.- stwierdził, że nie będzie tego ukrywać. Bo po co?
-A po co to? Jesteście jak Wielka Paczka?
-Po prostu przyjaciółmi.- wzruszył ramionami- Brain to wymyślił.
-Tak?- zdziwił się.- Dlaczego?
I Harry opowiedział mu o kawałach, jakie robili we czwórkę Brain'owi. Draco zaśmiał się.
-Jemu to by pasowało robić. Jest za poważny.- stwierdził.
-Taak. Właśnie też dlatego wybraliśmy jego. Miał u nas przesrane przez te dwa lata.
Dopiero teraz zauważył, że przebiegli siódme kółko, a Malfoy ledwo dyszy. Jemu to nie przeszkadzało. Przywykł nawet do dwudziestu.
-Chodź.- wskazał na drzewo, które robiło cień, wiecznie gorącemu słońcu.
-Dzięki.- sapnął i rozwalił się na trawie.
Chwilę leżeli w ciszy, wsłuchując się w śpiew ptaków. Malfoya coś trapiło. Harry to widział, jednak nic nie zrobił.
-Jednak można z tobą normalnie porozmawiać.- stwierdził z uśmiechem.
-Tak- zaśmiał się- dowiedziałbyś się już wcześniej, gdybyś tak chamsko nie odrzucił mojej przyjaźni.
-To tu cię boli.- Czarnego olśniło.- Tylko dlatego przez te wszystkie lata byłeś taki ...okropny?
-Głównie.- przyznał.- Byłem też pod kontrolą ojca. Nie mogłem tak po prostu stać się twoim przyjacielem. Ty jesteś wrogiem Czarnego Pana, a on jego wiernym sługom. Z przyjaźni z Chłopcem-Który-Przeżył nie wynikło by nic dobrego.
-Taak, jest bardzo wiernym sługom.- mruknął pod nosem. Na wiadomość o Malfoyu Seniorze przyszły wspomnienia. To jak ten rzucał Cruciatusa na jego ramie. Otwartą, ciągle bolącą ranę. Wzdrygnął się. Poradził sobie z tym, ale i tak wolał o tym nie myśleć. To wciąż bolało. Psychicznie.
-Wiem o tym, że byłeś u Voldemorta.- powiedział nagle, wybudzając go z zamyślenia.
-Skąd?- zapytał cicho, jednak domyślając się odpowiedzi.
-To było furrorą u Śmierciożerców. Ojciec był nieźle wkurzony jak po jednym dniu zwiałeś.- Harry pokiwał głową, w duchu ciesząc się z tego.- Wiem co ci zrobił.
Harry spojrzał na niego niespokojnie.
-Pewnie nie chcesz o tym rozmawiać, ale...
-Masz rację, nie chce.- przerwał mu stanowczo.
-Dobra.- zamyślił się na chwilę, chcąc zmienić temat - Dalej uważasz, że Dumbledore jest taki święty?
-On nigdy nie był święty, tylko po prostu tego nie widziałem.
-Fajnie, że przejrzałeś na oczy. Czyli nie jesteś po żadnej stronie?
-Nie i nie mam zamiaru tego zmieniać.- uśmiechnął się.
Siedzieli w ciszy. Harrego coś nurtowało.
-Tak jak powiedziałem wczoraj, na razie nie ma szans na przyjaźń z całkowitym zaufaniem, ale nie chce się już kłócić. Zaczniemy od początku?- ulżył sobie i popatrzył na Dracona niepewnie.
-Draco Malfoy- wyciągnął rękę.
-Harry Potter- uścisnął ją.
Z uśmiechami odmaszerowali do zamku.

-Jock! Serwal!
-Cześć, stary.- poklepali się po plecach.
Minęło kilka dni od rozejmu z Draco, a chłopaki przyjechali dopiero teraz.
-To jest mój uczeń- wskazał na Dragona.
-Draco Malfoy.- wyciągnął do nich dłoń.
Nie ujęli ich, tylko patrzyli niepewnie na Pottera.
-Pogodziłem się z nim.- oznajmił.
Chłopaki się rozluźnili.
-Nie jestem Śmierciożercą.- zastrzegł Malfoy, widząc, że Czarny opowiedział im o nim dawnym.
-Na razie wierzymy.- powiedział Joy. Uścisnął jego dłoń.
-Chodźcie na obiad.- zagadnął Harry. Poszli w kierunku Wielkiej Sali. Wchodząc zobaczyli Lise, która siedziała i zaczęła jeść.
-Ładnie to tak zaczynać bez nas?- zagaił Czarny siadając obok niej.
-Możliwe, że nie, ale co mi tam.- machnęła ręką zbywającą.- Pogodziliście się?- zgadła, patrząc jak nie wysyłają sobie już wrogich spojrzeń.
-Taak.- potwierdził Draco przeciągając. Czarny zgodził się kiwając głową.
-Ile już przerobiliście materiału?- spytał ciekawy Joy.
-Kilka zaklęć Feniksów i właściwie tyle. Ja nie wiem co Brain sobie wyobrażał. Przecież nie nauczę go nawet większości do Hogwartu. To niedorzeczne.
-Wiem, też tak myślę. Może byśmy ci pomogli?- zaproponował Mike.
-A chcecie?- Harry zwątpił.
-Możemy ci pomóc.- zgodziła się Liska, niezważając na jego minę.
-Na przykład z teleportacją.- Serwal pokiwał głową.- To będzie najłatwiejsze.
Zaśmiali się zgodnie.
Draco obserwował ich. Musiał potwierdzić słowa Czarnego, że są naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Teraz to widział najlepiej.
-Ja też tu jestem.- przypomniał im. Popatrzyli na niego.
-Wiemy.- odrzekli zgodnie ze śmiechem.- to co? Zaczynamy po obiedzie.

Stali na niewielkim boisku, koło jeziora. Draco był w środku, a chłopaki i Lisa otaczali go, w powietrzu robiąc kółko. W rękach trzymali kafle.
-Chyba żartujecie.- wyksztusił Malfoy, gdy pojął co oni mają zamiar zrobić.
-Niestety.- Czarny uśmiechnął się figlarnie- Omijaj piłki i próbuj przed nimi uciec najprostszym sposobem. Po prostu się deportuj.
Dragon popatrzył na niego z przerażeniem.
-Jaja sobie robicie.
Pokręcili głowami uśmiechając się głupkowato.
-Trzy...dwa...jeden...już!
Harry rzucił, ale Draco z łatwością ominął piłkę. Następnie Joy, znowu ominął, Mike: znowu. I tak dalej...
Harry podleciał, na miotle, do Joy'a.
-To nic nie da.- rzekł.- trzeba go okrążyć.
Tak zrobili.
Malfoy popatrzył na nich. I po chwili już nie miał gdzie uciekać, bo z każdej strony był ktoś z piłką. Wiedział, że nie mogą nic mu zrobić, ale teraz nie był tego taki pewien. Był okrążony. Musiał się deportować. Z całych sił skupił się na miejscu za Potterem. Myślami był już tam, chciał się tam znaleźć ciałem. Wytężył wole i … tak zakręciło mu się w głowie, że zgiął się w pół. Z trudnością odepchnął od siebie odruch wymiotny. Nawet nie zauważył, że zamknął oczy. Otworzył je. Był jakieś 10 metrów od miejsca w którym stał wcześniej. Harry przyglądał mu się z uśmiechem.
-Udało ci się!- zawołał. Podleciał do niego i przybił mu piątkę.
Draco wyszczerzył się triumfująco. I po chwili już go nie było. Znajdował się na końcu boiska. Za tym razem też czuł mdłości, ale już nie tak silne. Przeskakiwał jeszcze kilka razy, a ustały całkowicie.
-No to teleportacje masz całkowicie opanowaną.
Draco odetchnął z ulgą.

Potter otworzył oczy i spojrzał na zegarek. Zaklął. Znowu spóźnił się na lekcję z Dragonem. Na szczęście ten już jest przyzwyczajony.
Ubrał się i umył w mirę szybko. Poszedł do sali treningowej, ale Malfoya w niej nie było. Nie przejął się bardzo. Powędrował na śniadanie do Wielkiej Sali. Rozejrzał się. Tam też go nie było. Usiadł przy przyjaciołach.
-Widzieliście Malfoy'a?- zapytał biorąc do ręki tosta.
-Nie.- odpowiedziała Lisa.- A co? Nie przyszedł?
Harry uśmiechnął się niewinnie.
-Znowu zaspałeś.- rzuciła z wyrzutem.-To teraz radź sobie sam.- odeszła od stołu.
-Co jej jest?- zapytał zdziwiony.
-My mamy wiedzieć?- odparł Joy.
-Pewnie ma te dni.- rzucił Mike z naciskiem na przed ostatnie słowo. Pojęli o co chodziło. Zarechotali.
-Dobra, idę do jego pokoju.-powiedział Czarny kończąc tosta. Wyszedł z sali.
Zatrzymał się przed pokojem i zapukał.
-Proszę.- usłyszał ciche zaproszenie.
Wszedł.
Na łóżku po turecku siedział Draco. Koło niego znajdował się odtwarzacz. Wydobywała się muzyka:
-...I take everything from the inside, And throw it all away,' Cause I swear for the last time, I won't trust myself with you*...
-Kto to?- zapytał zafascynowany.
-Linkin Park.- odpowiedział Dragon przyglądając się jak Harry podchodzi i siada obok niego.
-Dobrzy.-stwierdził z uśmiechem.
-Bez wątpienia.-zaśmiał się.- Nigdy o nich nie słyszałeś?
Zaprzeczył.
-Nie słucham muzyki.- jego rozmówca bardzo się zdziwił.
-Może najwyższy czas żeby zacząć.- powiedział Malfoy. Pokazał mu jeszcze kilka jego ulubionych utworów. Potter słuchał tego będąc pod wielkim wrażeniem.
O lekcji zapomnieli.


*Linkin Park – From the Inside