poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 14

Harry obudził się w dzień wyjazdu do Hogwartu, nadzwyczajnie wyspany. Umył się i ubrał. Wyszedł z pokoju i wpadł na Rona.
-Stary, zbieraj się, bo mama za chwile dostanie szału.- polecił mu- I tak jest zdenerwowana. Nie przeginajmy.
Potter skinął głową i poszedł za Ronem do kuchni. Usidli przy stole, z uśmiechami, i czekali na śniadanie.
-Proszę, Harry, kochaneczku.- powiedziała miękko pani Weaslay, podając mu talerz z tostem i jajecznicą.- Ron, zrób sobie parówkę. Powinny być jeszcze trzy w lodówce.
-Ale mamo! Harry'emu zrobiłaś!- krzyknął oburzony taką niesprawiedliwością.
-Tak, ale Harry jest gościem, skarbie. Ty możesz sobie zrobić sam.- oznajmiła z podenerwowaniem.
-Mamo!
-Zrób sobie sam!- krzyknęła na syna Molly i wyszła z kuchni.
Minęło kilka minut.
-Ginny! Nie rób awantur!- dobiegł do nich jej głos z góry.
Chłopcy westchnęli zgodnie.
-Lepiej rzeczywiście zrób sobie sam, bo jak twoja mama zaraz tu przyjdzie to będzie źle, nie sądzisz?- powiedział Harry i z lekkim uśmiechem zaczął jeść.
-Widzę, że Molly już was nastraszyła.- zauważyła Ashley wchodząc do pomieszczenia.
Była ubrana w błękitne spodenki, za kolano i białą tunikę z krótkim rękawem, przepasaną ciemno niebieską bluzą.
-Nie jest źle- rzekł Harry na powitanie.
Potter dostrzegł, że młody Weasley obdarza jego przyjaciółkę chłodnym spojrzeniem i ostentacyjnie się odwraca. Dopiero teraz, widząc tą sytuację, Harry potwierdził swoje przypuszczenia, że Ron, od jego przyjazdu do kwatery, traktuje Ashley, jak Śmierciożerce.
Potter spojrzał na niego karcąco, ale on raczej tego nie zauważył. Przysiadł obok niego i zaczął rozmawiać. Jeden problem w tym, że cały czas obrażał Ashley. Nie bezpośrednio, ale na okrągło strzelał aluzjami. Chyba nie wiedział, że jego przyjaciel ma z nią bardzo dobre stosunki. Harry nawet tego nie chcąc zmieniał do niego podejście i coraz mniej żałował, że przestał mu ufać. Za to, Ashley siedziała Weasley zaczynał właśnie mówić po raz kolejny, o tym, jak słudzy Czarnego Pana torturując niewinnych ludzi, gdy Harry nie wytrzymał.
-Słuchaj, Ron. Jeszcze jesteś moim przyjacielem, ale nie życzę sobie, żebyś obrażał Ashley w moim towarzystwie. Nie jesteś pępkiem świata, żeby tak mówić o osobie, której nie znasz. Czy wyraziłem się jasno?- pod koniec spytał go chłodnym głosem.
W tym samym momencie, Ronowi zaczęła kipieć woda, którą postawiła parówkę. Zerwał się z krzesła i szybko ją ściągnął.
-Ku*wa- przeklął dość głośno, gdy zauważył rozleciało parówkę po całej wodzie. Niestety, za głośno.
-Ronaldzie Weasley! Co to za słownictwo?! Nie tak cię wychowałam!- do akcji wkroczyła pani Weasley. Harry i Ashley szybko się wymknęli z kuchni. Potter ani trochę go nie żałował.
-Przepraszam, za niego.- powiedział po wyjściu, do przyjaciółki.
-Daj spokój. To nie twoja wina. Byłam zaskoczona, że mnie broniłeś.
-Dlaczego?- naprawdę się zdziwił.
-Przecież to co powiedział to sama prawda.- powiedziała cicho.
-Chyba żartujesz!- prawie się roześmiał.- Jesteś szpiegiem, to nie to samo.- dodał ciszej.
-Ale rzeczywiście robię to wszystko co mówi.
-Ashley- powiedział, żeby spojrzała mu w twarz. Posłuchała mentalnej prośby.- Różnica jest taka, że ty nie chcesz tego. Ty nie jesteś taka.
-Nie wiesz jaka jestem.
-Doskonale wiem.- prychnął.- Znam cię wystarczająco, żeby to stwierdzić. Wiem jacy oni są. Co więcej czułem to. Doskonale to pamiętam.- przypomniał sobie swoje tortury. Wzdrygnął się. To było straszne.- Nie jesteś do nich wcale podobna. A Ronem się nie przejmuj. Czasami jest dupkiem. w sumie to nawet często.
-Dzięki- uśmiechnęła się i poczochrała go po włosach.- Chyba tego potrzebowałam.
-Do usług.
-Idź się pakuj, lepiej, bo jak Molly cię dorwie, to będziesz miał przechlapane.
-Ups.- pisnął i uciekł do pokoju, zrobić to co poleciła. Zupełnie o tym zapomniał.

Stał na dworcu King Cross i obserwował czerwony pociąg. Nie mógł uwierzyć, że jedzie do Hogwartu z Lisą, Jockiem i Serwalem. I Dragonem. On też stał się jego przyjacielem, chociaż mu tego nie powiedział. Wystarczyło go poznać. Od razu się przekonał, że to co było w szkole to tylko pozory. W rzeczywistości Draco jest uśmiechniętym i całkiem pokręconym nastolatkiem. Jak on sam. Z różnicą, że na Malfoy'u nie ciąży przepowiednia. Przez wakacje Harry o niej nie myślał, ale cały czas miał ją w głowie. Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana… nie wiedział jaka to moc, bo nie wierzył Dumledorowi, że to miłość. Kocha, owszem, ale jak to ma mu pomóc? Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca… pewnie Lily i James się obronili wiele razy, skoro walczyli w pierwszej wojnie, a urodził się 31 lipca, to jego koniec ... A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna… i naznaczył, nieznośna blizna... I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje… najgorsza część, ale zapewne prawdziwa...Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca…
Narodziłem się i zwycięże cię, Voldemorcie- pomyślał ze stanowczością.
-Harry, kochaneczku- przerwała jego rozmyślania Pani Weasley, która pochwyciła go w objęcia. Powtórzyła tą czynność z Hermioną i jej dziećmi.
-Bądźcie grzeczni i – tu spojrzała na nich z nadzieją- nie pakujcie się więcej  w kłopoty. Bardzo was proszę.
-Ale, mamo!- żachnął się Ron- to one się do nas ciągną. Nie odwrotnie!
-No wierze, wierze, ale i tak róbcie wszystko, żeby was nie ciągnęły, dobrze? Hermiono, będziesz ich pilnować?- popatrzyła na nich życzliwie.
-Oczywiście, Pani Weasley. Jak tylko dam rade.- odpowiedziała potulnie dziewczyna.
-Chodźcie, dzieciaki!- zawołała Ashley, wychodząc z wagonu- Już prawie jedenasta.
-Jakie dzieciaki?- oburzył się Harry. Kobieta roześmiała się.
-No już, już.- popędziła ich i sama wsiadła. Potter poszedł w jej ślady.
Szli jakiś czas, szukając wolnego przedziału. Znaleźli jeden, więc weszli tam.
Harry usiadł przy oknie i oparł się czołem o parapet. Miał nadzieję, że dojadą szybko. Umierał z głodu i braku jakichkolwiek normalnych rozmów. Z przyjaciółmi. Naprawdę, było mu przykro, że tak traktuje Rona i Hermonę, ale nie mógł nic na to poradzić. Bo przecież to nie jego wina, że czas wszystko zmienił. Nie było go dwa lata. To dużo czasu. Wystarczająco, by przemyśleć pewne sprawy. To przemyślał. Uważał, że oni wszystko czego się dowiedzą, to przekażą Dumbledorowi. A na to nie mógł pozwolić. Był ciekawy, gdzie trafią Lisa, Joy i Mike. Miał nadzieję, że do Gryffindoru. Będzie mógł przynajmniej czuć się normalnie. A nie fałszywie.
-Widzę, że przyszła super paczka Hogwartu. Złoty Chłopiec, Rudzielec i kujonka- otworzyły się drzwi, a w nich Czarny dostrzegł Dragona. W zupełności rozumiał jego zachowanie. Obiecali, że z pozoru ich relację będą takie jak w poprzednich latach. Malfoy musiał się chronić.
-Dobrze, że przynajmniej umiesz patrzeć.- mruknął pod nosem.-Czego chcesz, Malfoy?
-A tego i owego.- wykrzywił się chamsko.- Pewnie nie najlepiej ci się siedzi w takim towarzystwie.- prychnął pogardliwie, patrząc na Rona i Hermione.
-Napewno lepiej niż w jakimś innym.- odpowiedział. Patrzył jak Weasley czerwienieje ze złości i podnosi się do pionu.
-Odszczekaj to!- krzyknął wyciągając różdżkę.
-Prawda w oczy kole?
Ron wypowiedział zaklęcie, ale Draco bez trudu je odbił, jednocześnie odbierając różdżkę przeciwnikowi. Problem w tym, że nie zrobił tego szkolnym zaklęciem.
-Idę, nie będę stał w takim towarzystwie.- uniósł różdżkę Weasey'a - Łap, Potter. Tobie bardziej się przyda.
Rzucił ją w przeciwnym kierunku, niż on siedział, ale Harry i tak oczywiście ją złapał. Nie ma to jak instynkt szukającego.
-Spoko.- rzekł i wrócił do oglądania widoku, już ruszającego się krajobrazu. Zauważył, że Dragon wyszedł, kiedy Ron zaczął mówić.
-Co za ślizgoński dupek! Dlaczego on przychodzi tu i robi i mówi co chce? Co za idiota!
Harry musiał przyznać, że gdy to usłyszał miał ochotę bronić Dracona, tak jak Ashley przed wyjazdem. Cierpiał, bo nie mógł sobie na to pozwolić. To były było zbyt dziwne i wszystko wyszło by na jaw, a Malfoy miałby poważne kłopoty. Zamiast tego Harry zmroził przyjaciela wzrokiem.
Następne kilka minut siedzieli w ciszy, bo nikt nie wiedział co powiedzieć. Prócz Harrego, który nie chciał przerywać ciszy. Zaszkodziła jej Hermiona.
-Harry, my już musimy iść.- powiedziała, a Harry popatrzył na nią niezrozumiałym wzrokiem.- Jest zebranie prefektów.
Aaa. No tak.
-No to idźcie, jak musicie- wzruszył ramionami.
Ron wyszedł, a Hermiona przy drzwiach odwróciła do niego i jakby chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnowała. Poszła.
Harry nie wiedział co myśleć. Miał dosyć całej tej sytuacji. Na szczęście nie musiał długo się zastanawiać, bo drzwi do przedziału się otworzyły i weszli do niego jego przyjaciele. Prawdziwi przyjaciele.
-Cześć, Czarny!- Lisa wyściskała go, a potem rozwaliła się obok niego na siedzeniu.
-Hej, stary.- powitał go Joy.- Co tam u ciebie?
-A wiesz, po staremu.- odrzekł z lekkim uśmiechem- Nudno. A ty, Mike? Poradziłeś sobie z rolą niani?- uśmiechnął się głupio.
-A żebyś wiedział- odpowiedział Jock z triumfalnym uśmieszkiem- Pod koniec było bardzo fajnie. No, wiesz, chwalili mnie i w ogóle.
-Taak, bo ciebie oczywiście trzeba pochwalić, żebyś czuł się doceniony.- Lissana pokręciła głową.- Dzieci.- wyszeptała, a po chwili wybuchnęła śmiechem. Chłopaki poszli za jej przykładem.
-Wiecie, gdzie jest Dragon?- odezwał się Harry, po kilku minutach.
-To ty tak na niego mówisz?- spytał retorycznie Joy, ignorując jego pytanie.
-Nom.
-Dlaczego tak?
-No bo wiesz...
-Nie wiem.- przerwał mu.
-Tym razem ty zaczynasz.- Czarny uniósł palec do góry i wskazał na niego.
-Chciałem cie pokazać jakie to wkurzające.
-Masz rację, Serwal. Czarny, to jest mega wkurzające.- uśmiechnęła się, patrząc jak on niby niewinnie na nią patrzy.
-No więc...
-Nie zaczyna się zdania od więc.... dobra już się zamykam.- dopowiedział szybko, jak zobaczył wyraz twarzy Lisy.
-No mów!- zarządził zniecierpliwiony Mike.
-Już, już. Coś ty taki niecierpliwy? Po prostu przyszło mi do głowy.- wzruszył ramionami.
-Co ci przyszło do głowy?- powtórzyła Lisa.
-No jak go nazywać. To był taki impuls. A więc wiecie gdzie jest?
Pokręcili głowami. W tym samym momencie drzwi do przedziały po raz kolejny otworzyły się i wszedł przez nie znowu Malfoy.
-O wilku mowa- odezwał się Mike. Draco popatrzył na niego pytająco, siadając naprzeciwko Pottera.- Czarny właśnie o tobie mówił.
-Tak, a wy ciągle sobie dogryzacie.- odpowiedział patrząc na nich z politowaniem.- Moglibyście kiedyś przestać.
-Na pewno nie teraz- odrzekł Jock- Co by to była za przyjaźń, gdybyśmy ciągle mówili sobie jak to siebie lubimy. Beznadziejna, nie sądzisz?
-Tak to przynajmniej mamy o czym rozmawiać.- zgodził się Serwal.
-Dobra, poddaje się- Dragon uniósł ręce do góry.- Więc po co mnie szukałeś?- zwrócił się do Harrego.
-Chodzi o to jak potraktowałeś Rona...
-Ale przecież...
-Nie przerywaj mi! Nie mam nic przeciwko temu, że się kłócicie. Szczerze to mi to lata, ale nie pozwalaj sobie używać mocy Feniksów. Mówię to jako twój nauczyciel, jasne?
-Jak słońce.- odrzekł ze zrozumieniem.
-No dobra, ale dlaczego nie jesteś na zebraniu?- zapytał Mike podejrzliwie.
-Skończyło się.- popatrzył na niego jak na głupka.
-A Ron i Hermiona?
-Przepatrują korytarze. Chwile im to zajmie, ale chyba idę. Nie chcemy, żeby wierni przyjaciele dowiedzieli się, że Złoty Chłopiec przyjaźni się ze ślizgońskim dupkiem.- powiedział Draco dając nacisk na dwa ostatnie słowa.
-Słyszałeś!- Harry wybuchł śmiechem.
-Trudno było nie słyszeć. Darł się na cały przedział. Dobra spadam- pomachał im.
-Czekaj!- Harry go zatrzymał.- Musisz mi pożyczyć odtwarzacz.
-Przecież skopiowaliśmy!
-Zepsuł się.- wzruszył ramionami.- Jeszcze się zgadamy, ale szybko, bo nie mogę wytrzymać. Przez tydzień nic nie słuchałem. Umrzeć można.
-Tak.- Lisa wywróciła oczami.- zwariujesz, bo nie masz piosenek. To już uzależnienie.- poklepała go pocieszająco po ramieniu. Potter kątem oka zobaczył, jak Malfoy się ulatnia.
-Jak to jest uzależnienie, to mi się podoba. Nic strasznego.
-Dopóki nie przejdziesz do następnych faz.- odrzekł niby poważnie Joy- Wtedy zaczyna się koszmar. Bóle głowy, gorączka, chęci do więcej...
-Dobra, dobra. Ja tylko słucham muzyki.- skapitulował.
-Na razie.- wyszeptał Mike złowieszczo, ale po chwili wybuchli śmiechem.
Jak dobrze znaleźć się wśród przyjaciół- pomyślał Harry, przed tym jak Lisa znów go zagadała.