Młoda
kobieta obudziła się w swoim mieszkaniu w Londynie, przez ból w
ręce.
Przeklęty
znak, zaklęła w myślach i zaczęła się ubierać. To było
straszne budzić się w środku nocy. Czy On w ogóle śpi? Mój pan.
Nienawidziła się za tę myśl. Jednak nie mogła myśleć inaczej.
Nie, kiedy On może to usłyszeć. Ubrała czarne szaty
Śmierciożercy, maskę i teleportowała się.
Wylądowała
przed villą. Kiedyś to była villa. Teraz to Czarny Dwór.
Wzdrygnęła się. Przeklęte miejsce. To zawsze tu są tortury.
Jakby to było coś zabawnego.
Przyłożyła
Mroczny Znak do drzwi, a te się otworzyły. Weszła do środka.
Znajdowało się tam kilkunastu Śmierciożerców. Wewnętrzny Krąg
i kilka młodych. Standard.
Podeszła
przed Czarnym Lordem i uchyliła głowę. Za żadne skarby nie będzie
się przed nim kłaniać.
-Panie?
Jestem.
-Mój
Czarny Aniele! Cieszę się, że przyszłaś.
Kobieta
weszła na swoje miejsce Bezimiennej. Za Lordem. Rozglądnęła się
po sali. Wszyscy Śmierciożercy ustawili się w półkole, a na
środku stał chłopak. Ech, nienawidziła torturowania dzieci.
Jednak przyjrzała się mu dokładniej. Na twarzy miał zakrzepniętą
krew cieknącą z boku głowy. Przeklęła. Poznała go. Harry
Potter.
Co
on tu robi?! Była wściekła. Oj, to mało powiedziane. Na chłopaka
i Dumbledora. Przecież dyrektor miał za zadanie pilnować chłopaka!
Owszem, najpierw była za tym, aby dać mu swobodę, ale była w
mniejszości. Niestety. A jak się okazuje to i tak nic nie dało.
Jest
tu.
Cholera,
cholera, cholera! Wypuściła powietrze z ust, aby uspokoić myśli.
Przegapiła
moment, w którym Czarny Pan wydał rozkaz, żeby zacząć. Jednak
usłyszała jedno. Każdy miał 5 minut. Cholera. Za długo.
Do
chłopaka podeszła Bellatrix. Zaczęła zwykłym Crucio. Trwał on
dużej. Prawie minutę. Potem zaklęcie noży i strzałka. Skrzywiła
się. Zaklęcie noży wytwarza liczne rany na ciele. Nie jest, aż
takie złe. Ale strzałka była gorsza. Dużo gorsza. Stwarza iluzję
noża tnącego ofiarę od wewnątrz. Jednak Harry nie krzyknął, ale
na twarzy miał wyraźny ból. Widać było, że ledwo wytrzymuje,
jednak w ogóle nie otworzył ust. Zdziwiła się. Przecież miał
tylko szesnaście lat. Powinien już błagać o litość. Wbrew sobie
poczuła szacunek do tego chłopaka.
Sytuacje
powtórzyła się kilka razy. Kilka młodych zaatakowała go
Cruciatusem. A on? Tylko się skrzywił niemiłosiernie. Z jego
gardła wydobył się syk, ale nic więcej. Pan był niepocieszony.
Uwielbiał patrzeć jak ofiary krzyczą z bólu i strachu. Sadysta.
Mężczyzna wskazał Avery'ego. Tego psychopatę. Słyną on ze
swojego skalpela. Na pewno go użyje. Nie myliła się. Podszedł do
chłopaka i zaczął ciąć jego ramię. Równomiernie, przez całą
długość. Prawie do kości. Bezimienna nie mogła na to patrzeć.
Harry krzyknął. To był jeden urwany krzyk, ale wyrażający jego
cały ból. Kiedy po pięciu minutach Avery odszedł, Potter zaczął
drżeć niekontrolowanie. Miał dosłownie na całym ramieniu
głębokie linie po nacięciu. A co gorsza nie przestawało ono
krwawić. Chłopak upadł na podłogę z powodu braku jakichkolwiek
sił. Miał silne dreszcze. Zauważyła, że Snape chciał podejść,
ale go uprzedziła. Przynajmniej miała pewność, że Lord jej nie
ukarze. Nie na darmo nazywał ją Aniołem Śmierci.
Uklękła
przy nim i dotknęła czoła. Było rozpalone.
-Panie,
jeśli nie zbijemy gorączki chłopak umrze w co najwięcej pół
godziny. - oznajmiła podnosząc wzrok na niego, z uwagą. Nawet
Czarny Pan wiedział, że musi się pilnować w jej obecności. I
dobrze.
-Dobrze.
Daje wam godzinę. Niech Severus ci pomoże.- rozkazał swoim
naturalnie zimnym głosem.
Bezimienna
odeszła, nie patrząc się za siebie, do pokoju w którym stało
łóżko, i biurko z kociołkiem do eliksirów. Przyszedł Snape,
niosąc Pottera na niewidzialnych noszach. Położył go na łóżku
i popatrzył na Bezimienną.
-Zrób
pocruciatusa.- poleciła.
Niechętnie
zabrał się do roboty. Nie lubił kiedy mu się rozkazywało, ale
jeśli nawet Czarny Pan słucha tej kobiety to nie warto się kłócić.
Dziewczyna
położyła chłopakowi rękę na czole i zmierzyła jego stan. Miał
gorączkę. Było źle. Naprawdę źle. Był nieprzytomny. Rzuciła
zaklęcie uciszające.
-Enervate!-
szepnęła. Chłopak otworzył oczy i patrzył na nią
przerażonym i lekko zamglonym wzrokiem. Próbował zatuszować to,
że się boi, ale niezbyt mu to wychodziło. Zresztą, każdy by się
bał po skalpelu Avery'ego. Nie miała mu tego za złe.
-Harry?
Nic ci nie zrobie.- zapewniła cicho. Była i tak zdumiona, że tak
długo wytrzymał tortury. A to jeszcze nie koniec.
Odsunął
się od niej na tyle ile mógł. Westchnęła. Nie miała czasu
przekonywać chłopaka co do siebie. I nie zamierzała. Musiała
tylko doprowadzić go do stanu używalności.
-Wypij.-
poleciła podając mu fiolkę z eliksirem uwarzonego przez Snape'a.
Chłopak
stanowczo pokręcił głową. Nie miała czasu. Wzięła go za głowę
i wlała mu to na siłę. Potter krztusząc się, przełknął.
-Lepiej?-
spytała kpiąco, ale zaraz skorciła się w myślach. Nie powinna
być nieprzyjemna.
Harry
pokiwał nieprzytomnie głową.
Z punktu
widzenia Harrego:
Pokiwał
nieprzytomnie głową, wciąż patrząc na postać kobiety siedzącej
przy jego łóżku. Całe ciało go bolało. Kręciło mu się w
głowie i ledwo kontaktował z rzeczywistością. Ciało paliło
żywym ogniem. Ramie od cięcia Avery'ego płonęło. Przedtem co
chwilę czuł jak odpływa, ale pobudzano go. Kiedy czuł, że już
nie wytrzyma i zacznie krzyczeć głośno, pojawiła się ona.
Powiedziała coś do Voldemorta, a później lewitował się do tego
pokoju. Bał się jej. Miał tylko nadzieję, że tego po nim nie
widać.
I
jak miał się stąd wydostać? Dursley'ow pewnie zabili, co jest
bardzo prawdopodobne. Jego też zabiją. Na sto procent. Nie było
nadziei. Ale się nie podda. Co to, to nie!
Kobieta
patrzyła na niego cały czas.
-Wiesz,
on cię na razie nie zabije.- powiedziała pewnie. Popatrzył na nią
zdziwiony.- Będzie chciał cię złamać. Będzie cię torturował
do skutku.- Harry popatrzył na nią dziwnie. Kobieta ciągle miała
na sobie maskę Śmierciożercy, dlatego wyglądała strasznie. Ale
po sposobie poruszania i mówienia, wiedział, że to kobieta.
Zdziwiły go trochę jego słowa. Chciała go zastraszyć? Robiła to
złym sposobem.
Harry
usiadł i oparł się plecami o ścianę. Dopiero teraz zauważył w
pomieszczeniu Snape'a. Już dawno się domyślił, że jest szpiegiem
Dumbledora. Ale czy nie powinien go uwolnić? A ten siedział na
krześle i patrzył przez okno. Bez charakterystycznego
sarkastycznego uśmieszku.
-Nie
poddam się.- oznajmił nagle. Snape popatrzył na niego dziwnie. Z
szacunkiem. Nie, pomyślał Czarny do siebie. Musiało mi się
zdawać.
-Nie
będziesz miał wyboru.- stwierdziła cicho Śmierciżerczyni.
-Czy
ty właśnie odbierasz mi nadzieję?- spytał rozdrażniony.
Kobieta
wstała, powiedziała coś do Snape’a, a przy drzwiach zatrzymała
się i powiedziała tak cicho, że sądziła, że nie usłyszał.
-Mam
nadzieję, że ci się uda.- myliła się. Usłyszał.
Znowu
to samo. Ból, ból i ból. Nic innego nie czuł. Tylko to. Żyły id
wewnątrz i całe ciało od zewnątrz płonęło żywym ogniem, Ledwo
był w stanie myśleć. Avery znowu otworzył jego ramię. Kiedy
kobieta wyszła, Snape posmarował mu jakoś maścią, że na chwilę
się zrosła. Do teraz.
Ktoś
inny wyszedł z kręgu. Malfoy. Przeszedł go zimny dreszcz.
-Wreszcie
zemsta za te miesiące w Azkabanie.- uśmiechnął się zimno z
ironią.
-Crucio!-
wycelował w jego ramię. Jego rozcięte ramię. Harry wrzasnął.
Nie mógł się powstrzymać. Otwarta rana jeszcze poprawiona
Cruciatusem bolała okropnie. Było wręcz nie do wytrzymania.
Krzyczał długo. Przynajmniej dla niego to było jak kilka dni.
Malfoy przerwał zaklęcie, a Harry opadł bezwładnie na podłogę.
Nie miał siły dosłownie na nic. Nie mógł, nawet nic powiedzieć.
Słyszał głośne śmiechy wokół siebie. Poczuł, że zaczyna
lewitować się w powietrzu, a za chwilę boleśnie wylądował na
zimnej powierzchni. Otworzył oczy. Był w celi. Sam. Nie miał siły
by powstrzymywać się dłużej. Wiedział, że umrze. Jak nie teraz,
to potem. Zemdlał .
Bezimienna
patrzyła jak brutalnie wynoszą Pottera. Był taki dzielny. Nie
krzyczał. Oprócz tych dwóch razów, ale całkowicie go rozumiała.
Cruciatus rzucony na otwartą ranę był nie do wytrzymania. Tylko
jedna osoba byłaby zdolna do tego, aby go rzucić. I ta osoba co to
zrobiła. Lucjusz Malfoy. Osobiście uważała, że coś mu się
przestawiło w głowie po tym Azkabanie. Jej głos jednak nie miał
żadnego znaczenia. Przynajmniej w tej sytuacji.
Popatrzyła
na Severusa Snapa udającego się do wyjścia. Szybko podeszła do
niego i zaciągnęła do najbliższej wolnej sali.
-Chcesz,
żeby Potter przeżył?- spytała cicho, ale dobrze słyszalnie, nie
patrząc na jego spojrzenie, mówiące, żeby się odwaliła.
-A
co mnie to?- musiała przyznać, że dobrze grał swoją rolę.
-Rzuć
mu ten świstoklik.- mówiła podając mu go, jakby nic nie
powiedział.
-Żartujesz?
Nie śpieszy mi się pod ziemię.- nie chciał nawet patrzeć na
przyrząd do transportu.
-Może
zacznijmy od tego, że wiem, że jesteś szpiegiem.- popatrzył na
niego szczerze przerażony.
-Nie!-
stanowczo zaprzeczył.- Nie wiesz o tym.
-Tego
nie możesz być pewien.- wzruszyła ramionami.- Mam iść do
Czarnego Pana...?
Popatrzył
na nią żałośnie. Wiedział co robią ze zdrajcami. I to było
dużo gorsze niż tortury Pottera.
-Więc
zrobimy tak- zaczęła niby swobodnie- ja cię nie wydam, a ty
pójdziesz do Pottera i dasz mu świstoklik. Nie interesuje mnie jak
to zrobisz. Możesz się wydać, albo nie. Twój interes.- pokiwał
głową.
Kobieta
zaczęła wychodzić.
-Jak
masz na imię?- spytał cicho. Wiedziała, po co mu to. Musiał
złożyć raport Dumledorowi. Uśmiechnęła się z pobłażaniem,
chociaż nie mógł tego widzieć przez maskę.
-Wy
mówicie na mnie Bezimienna, a On Anioł Śmierci.- popatrzyła na
niego, gdy jego twarz wykrzywiła się ze strachu.
Wyszła
nie patrząc na niego.
***
Rozdział miałam wstawić w sobotę, ale zaszła zmiana planów, przez co nie wiem kiedy będzie następny. Pewnie jakoś w pierwszym tygodniu sierpnia. I mam jedną prośbę. Komentujcie!