-Jutro czeka was inicjacja.- poinformował Brain trójkę chłopaków siedzących z ich pokoju wspólnym, z Lisą.
-To już minęły te 2 lata? Za szybko.- stwierdził Jock.
-Taak. Szkoda.
-Na czym będzie polegać?- spytał ciekawy Harry.
-Nie powiem. - uśmiechnął się złośliwie, kiedy popatrzyli na ich przyjaciółkę-Lisa też nie powie. Nie musicie jej prosić.
-Może jednak...?
-Nie, to wbrew zasadom.
Z takimi wyjaśnieniami ich zostawił. Po godzinie narzekania i proszenia, Lisa podeszła do Harrego.
-Czarny?- przezwiska tak się przyjęły, że używali ich nawet między sobą.- Możesz...?- głową wskazała na drzwi.
-Jasne.- wyszli z pokoju wspólnego. Usiedli na łóżu w jego kwaterach.- Co tam?
-No bo jest sprawa.- zaczęła niepewnie.- Nie wiem czy ci się spodoba czy nie, ale ojciec mi kazał...
-Co ci kazał?- powtórzył, gdy się zatrzymała.
Wzięła głęboki oddech.
-Jadę z wami do Hogwartu.- wyrzuciła z siebie.
Na twarzy Harrego pojawił się wielki uśmiech.
-Cieszysz się?
-Ekstra! Będziemy w czwórkę robić kawały Filch'owi...- nakręcił się jak szalony. Wymyślił jeszcze kilka plusów i wrócili do salonu.
-Co jest?- zapytał Mike widząc ich radosne miny.
-Jadę z wami do Hogwartu.- wyszczerzyli się, zaraz dodała.- Po to, by was pilnować.
Stali przed Wielką Salą, w której miała się odbyć inicjacja. Byli podenerwowani. Przez cały dzień od nikogo nie udało im się wydobyć informacji. Szli na żywca.
-Mike River!- dobiegł głos z sali.
Uścisnęli sobie żółwiki.
-Powodzenia, stary.- powiedział cicho Harry.
Jock kiwnął głową, nie dając po sobie poznać, że się przejmuje. Ale Czarny domyślił się. Sam nie czuł się inaczej.
Czekali we dwóch. Nie słyszeli nic, co nie było nowością. Pewnie narzucili zaklęcie uciszające. I czekali. Po kilkunastu minutach wywołali Joy'a. Pożegnali się w taki sam sposób.
Czekał sam. Nie sądził, że może się tak denerwować. Przecież to nic takiego. A przynajmniej tak sobie wmawiał.
-Harry Potter!
Poszedł przed siebie. Otworzył drzwi.
Sala była taka jak zawsze. Jedynie udekorowana była inaczej. Z jasnych kolorów, zmieniła się w kolory Feniksów. Czyli, czerń i błękit. W sali nie było dużo osób. Kilka członków siedzących na ławkach, Najwyższy i Lisa, która była uważana jako członkini. Nie było z to widać Jock'a i Serwala co go trochę zmartwiło, ale widok przyjaciółki znacznie dodał mu otuchy. Podszedł do Najwyższego, który stał pośrodku sali. Koło niego znajdowała się czerwona księga. Mężczyzna popatrzył na Harrego twardo i powiedział:
-Czy ty, Harry Jamesie Potterze przysięgasz lojalnie należeć do naszej grupy Niebieskich Feniksów i strzec naszych sekretów?
-Przysięgam.- odparł stanowczo.
-Czy przysięgasz nigdy nie przejść na stronę zła?
-Przysięgam.
-Dotknij księgi, aby sprawdziła twoją wiarę.- powiedział ciszej.
Harry tak zrobił. Jego dłonie przeszło przyjemne ciepło. Rozeszło się przez całe ciało. Powoli stawało się bardziej gorące. Doszedł do wniosku, że to staje się mniej przyjemne. Ciepło niemal parzyło i najwidoczniej nie miało przestać. Rozgrzewało się coraz gorzej. Parzyło i bolało. Oj, bolało. Jakby ktoś przypiekał go ogniem od wewnątrz. Chciał krzyknąć. Drzeć się w niebogłosy. Ale nie powinien i zdawał sobie z tego sprawę. Ból był tak wielki, że powalił go na kolana. Nie wydobył z siebie jednak, ani jednego głosu. Pociemniało mu przed oczami, ale odgonił od siebie ciemność... i przestało boleć. Jednak dalej nie umiał się ruszyć. Próbował, ale nie szło. Ktoś przy nim uklęknął i podniósł na nogi. Wyczuł znajomy zapach. Lisa. Wyszli razem z pomieszczenia i weszli do jakiejś klasy. Dziewczyna usadziła go na podłodze i usiadła obok niego.
-Nic mi nie jest...- próbował zaprotestować słabym głosem, ale go nie słuchała. Delikatnie pchnęła go, żeby się położył. Był jej wdzięczny za to, że go nie posłuchała. Leżał na zimnej posadzce, czekając, aż resztki bólu minął. Poczuł jak Liska czule głaska go po włosach.
-Jak to zrobiłeś?- zapytała bardzo ciekawa.
-Co?
-Nie zemdlałeś. Normalnie to wszyscy tracą przytomność. Przecież... to taki ból...- niemal zauważył jak kręci głową niezdolna do powiedzenia niczego.
-Siła woli.- parsknęła śmiechem na to stwierdzenie. - Gdzie Jock i Serwal?
-W Punkcie Medycznym. Mówiłam ci. Wszyscy tracą przytomność. Wszyscy normalni.- poprawiła się ze śmiechem.
-A tak w ogóle to czego tak się dzieje?
-To przez znak.- wyjaśniła, ale on nadal patrzył na nią pytająco.- Tu.- Wskazała na jego prawe ramie.
Usiadł i podwinął rękaw. Na ręce widniał czarny Feniks z ciemno niebieskim obramowaniem. Pod nim napis "Wiara jest siłą".
-Co masz napisane?- spytała Lisa. Przeczytał jej swój napis.- Całkiem, całkiem. Ja mam ,,Miłość jest potęgą”. Skomplikowane. Podobno każdy dostaje taki jaki najbardziej do niego pasuje.- skomentowała.
Siedzieli w ciszy. Czarnemu już przeszło. Czuł się dziwnie oczyszczony. Jakby wszystkie grzechy zostały mu wybaczone. Zostawił to dla siebie.
-Jutro jedziecie do domów.- oznajmiła Lisa smutno.- Będzie mi ciebie brakowało.
-Mi też.- przyznał szczerze. Przywiązał się do tej dziewczyny.- Ale zobaczymy się w szkole.- dodał ze słabym uśmiechem.
-Taa. Drobne pocieszenie.- umilkła na moment.- Będziesz do mnie pisał?
-Obiecuję.- położył rękę na sercu.- Co trzy dni.
Dziewczyna położyła mu ostrożnie głowę na piersi. Harry objął ją ramieniem.
Siedzieli tak i rozmyślali. Czarny musiał przyznać, że naprawdę będzie mu jej brakowało. Tak jak Jock'a i Serwal'a. U Dursleyów będzie się męczył. A potem w Kwaterze, jak w ogóle go stamtąd wezmą, pewnie będzie musiał udawać, że wszystko w porządku. Jedynie jest roztrząsany po śmierci Syriusza. A tak nie było. To znaczy, już nie. Z początku był. Nie mógł przestać się obwiniać. Ale Lisa wraz z chłopakami skutecznie usunęli mu z głowy takie myśli. Nie wiedział też co powiedzieć Dumbledorowi. Prawdę o szkoleniu mógł powiedzieć tylko rodzinie lub zaufanej osobie. Rodziny nie miał, zaufanej osoby też. Po przemyśleniach na temat Rona i Hermiony, stwierdził, że nie będzie im ufać, tak jak kiedyś. Ale dalej uważał ich za przyjaciół. Zapewne to oni nie będą chcieli się z nim przyjaźnić jak zobaczą, że tak się zmienił zaledwie przez 8 dni. Nie mógł im powiedzieć prawdy, a oni prawdopodobnie będą tego wymagali...
-O czym myślisz?- spytała Lisa cicho.
-O powrocie do Dursleyów.- nigdy świadomie nie nazywał tego miejsca domem.
-Nie chce żebyś tam jechał.- jęknęła. Wciąż pamiętała jak Czarny wyglądał, kiedy po niego przyszła dwa lata temu. Jej pierwszej powiedział prawdę o tym, że wuj go bije. Dopiero potem zwierzył się chłopakom. Nie wyobrażała sobie, jak można tak postępować. I bała się tam wysłać Harrego. Ale on na to nie patrzył w ten sposób.
-Wiesz, że muszę. Dumbledore i tak będzie chciał wiedzieć gdzie byłem przez ten czas. Nie wiem co mu powiedzieć.
-Powiedz, że mu nie ufasz, tylko w innych słowach oczywiście. Niech nie interesuje to co nie powinno. A twoje życie nie powinno.- powiedziała dobitnie.
Przesiedzieli jeszcze kilka minut, a następnie poszli do pokoju wspólnego, gdzie czekali na nich już Mike i Joy.
-Jak to się stało, że wytrzymałeś?!- naskoczyli na Harrego.
-Po prostu.-odpowiedział wzruszając ramionami.
Najchętniej gnębili by go jeszcze długo, ale dziewczyna im przerwała.
-Słuchajcie, jutro o dziewiątej rano jest wasz wyjazd.
Patrzyli na nią smutnymi minami.
-Ja też nie jestem zadowolona.- przyznała.- No kurde! Będzie mi was brakowało!- łzy pojawiły się w jej oczach. Nie pozwoliła, żeby spłynęły. Chłopaki patrzyli na siebie grobowo. Nie mogła tego znieść. Podbiegła do Jock'a i rzuciła mu się w ramiona. Przytrzymał ją odruchowo. Pokochała go i Serwal'a podobnie jak Czarnego, chociaż jego nieporównywalnie bardziej. We czwórkę byli najlepszymi przyjaciółmi.
Oderwała się od Mike i przytuliła Joy'a. W końcu podeszła też do Czarnego i rzuciła mu ręce na szyję. Chłopak pogłaskał ją po włosach.
-Będziemy pisać do siebie?- spytała smutno siedząc już na kanapie.
-Obowiązkowo!- wykrzyknął entuzjastycznie Mike.
-Wytrzymamy.- powiedział Joy.- To tylko miesiąc.
-Jak tak mówisz to czuję się jeszcze gorzej.-przyznał Czarny cicho z słabym uśmiechem. Tak naprawdę to jego też zbytnio nie cieszył powrót do Dursleów. Nie przyznałby się przed nikim, ale bał się tam wracać. Miał dziwne uczucie, że coś się stanie. Bał się też tego jak wuj zaraaguje, na to, że tak długo go nie było. Oczywiście teraz, ze swoimi umiejętnościami bez problemu by sobie z nim poradził, ale nie mógł używać magii. I tak ma kłopoty z ministerstwem. A do tego wszystkiego jeszcze Zakon go obserwuje. Po prostu wyśmienicie. Cudowne życie Złotego Chłopca.
-Stary, w porządku? Wiesz, że zawsze możesz do nas wpaść.-powiedział Mike z powagą w oczach. Domyślili się o czym myśli. Zresztą, każdy z nich myślał o powrocie.
-Jasne.- uśmiechnął się.
Cieszył się, że ma przyjaciół na których może liczyć w każdej chwili.
***
Następny rozdział prawdopodobnie pojawi się 21 lipca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz