czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 6

Młoda kobieta obudziła się w swoim mieszkaniu w Londynie, przez ból w ręce.
Przeklęty znak, zaklęła w myślach i zaczęła się ubierać. To było straszne budzić się w środku nocy. Czy On w ogóle śpi? Mój pan. Nienawidziła się za tę myśl. Jednak nie mogła myśleć inaczej. Nie, kiedy On może to usłyszeć. Ubrała czarne szaty Śmierciożercy, maskę i teleportowała się.
Wylądowała przed villą. Kiedyś to była villa. Teraz to Czarny Dwór. Wzdrygnęła się. Przeklęte miejsce. To zawsze tu są tortury. Jakby to było coś zabawnego.
Przyłożyła Mroczny Znak do drzwi, a te się otworzyły. Weszła do środka. Znajdowało się tam kilkunastu Śmierciożerców. Wewnętrzny Krąg i kilka młodych. Standard.
Podeszła przed Czarnym Lordem i uchyliła głowę. Za żadne skarby nie będzie się przed nim kłaniać.
-Panie? Jestem.
-Mój Czarny Aniele! Cieszę się, że przyszłaś.
Kobieta weszła na swoje miejsce Bezimiennej. Za Lordem. Rozglądnęła się po sali. Wszyscy Śmierciożercy ustawili się w półkole, a na środku stał chłopak. Ech, nienawidziła torturowania dzieci. Jednak przyjrzała się mu dokładniej. Na twarzy miał zakrzepniętą krew cieknącą z boku głowy. Przeklęła. Poznała go. Harry Potter.
Co on tu robi?! Była wściekła. Oj, to mało powiedziane. Na chłopaka i Dumbledora. Przecież dyrektor miał za zadanie pilnować chłopaka! Owszem, najpierw była za tym, aby dać mu swobodę, ale była w mniejszości. Niestety. A jak się okazuje to i tak nic nie dało.
Jest tu.
Cholera, cholera, cholera! Wypuściła powietrze z ust, aby uspokoić myśli.
Przegapiła moment, w którym Czarny Pan wydał rozkaz, żeby zacząć. Jednak usłyszała jedno. Każdy miał 5 minut. Cholera. Za długo.
Do chłopaka podeszła Bellatrix. Zaczęła zwykłym Crucio. Trwał on dużej. Prawie minutę. Potem zaklęcie noży i strzałka. Skrzywiła się. Zaklęcie noży wytwarza liczne rany na ciele. Nie jest, aż takie złe. Ale strzałka była gorsza. Dużo gorsza. Stwarza iluzję noża tnącego ofiarę od wewnątrz. Jednak Harry nie krzyknął, ale na twarzy miał wyraźny ból. Widać było, że ledwo wytrzymuje, jednak w ogóle nie otworzył ust. Zdziwiła się. Przecież miał tylko szesnaście lat. Powinien już błagać o litość. Wbrew sobie poczuła szacunek do tego chłopaka.
Sytuacje powtórzyła się kilka razy. Kilka młodych zaatakowała go Cruciatusem. A on? Tylko się skrzywił niemiłosiernie. Z jego gardła wydobył się syk, ale nic więcej. Pan był niepocieszony. Uwielbiał patrzeć jak ofiary krzyczą z bólu i strachu. Sadysta. Mężczyzna wskazał Avery'ego. Tego psychopatę. Słyną on ze swojego skalpela. Na pewno go użyje. Nie myliła się. Podszedł do chłopaka i zaczął ciąć jego ramię. Równomiernie, przez całą długość. Prawie do kości. Bezimienna nie mogła na to patrzeć. Harry krzyknął. To był jeden urwany krzyk, ale wyrażający jego cały ból. Kiedy po pięciu minutach Avery odszedł, Potter zaczął drżeć niekontrolowanie. Miał dosłownie na całym ramieniu głębokie linie po nacięciu. A co gorsza nie przestawało ono krwawić. Chłopak upadł na podłogę z powodu braku jakichkolwiek sił. Miał silne dreszcze. Zauważyła, że Snape chciał podejść, ale go uprzedziła. Przynajmniej miała pewność, że Lord jej nie ukarze. Nie na darmo nazywał ją Aniołem Śmierci.
Uklękła przy nim i dotknęła czoła. Było rozpalone.
-Panie, jeśli nie zbijemy gorączki chłopak umrze w co najwięcej pół godziny. - oznajmiła podnosząc wzrok na niego, z uwagą. Nawet Czarny Pan wiedział, że musi się pilnować w jej obecności. I dobrze.
-Dobrze. Daje wam godzinę. Niech Severus ci pomoże.- rozkazał swoim naturalnie zimnym głosem.
Bezimienna odeszła, nie patrząc się za siebie, do pokoju w którym stało łóżko, i biurko z kociołkiem do eliksirów. Przyszedł Snape, niosąc Pottera na niewidzialnych noszach. Położył go na łóżku i popatrzył na Bezimienną.
-Zrób pocruciatusa.- poleciła.
Niechętnie zabrał się do roboty. Nie lubił kiedy mu się rozkazywało, ale jeśli nawet Czarny Pan słucha tej kobiety to nie warto się kłócić.
Dziewczyna położyła chłopakowi rękę na czole i zmierzyła jego stan. Miał gorączkę. Było źle. Naprawdę źle. Był nieprzytomny. Rzuciła zaklęcie uciszające.
-Enervate!- szepnęła. Chłopak otworzył oczy i patrzył na nią przerażonym i lekko zamglonym wzrokiem. Próbował zatuszować to, że się boi, ale niezbyt mu to wychodziło. Zresztą, każdy by się bał po skalpelu Avery'ego. Nie miała mu tego za złe.
-Harry? Nic ci nie zrobie.- zapewniła cicho. Była i tak zdumiona, że tak długo wytrzymał tortury. A to jeszcze nie koniec.
Odsunął się od niej na tyle ile mógł. Westchnęła. Nie miała czasu przekonywać chłopaka co do siebie. I nie zamierzała. Musiała tylko doprowadzić go do stanu używalności.
-Wypij.- poleciła podając mu fiolkę z eliksirem uwarzonego przez Snape'a.
Chłopak stanowczo pokręcił głową. Nie miała czasu. Wzięła go za głowę i wlała mu to na siłę. Potter krztusząc się, przełknął.
-Lepiej?- spytała kpiąco, ale zaraz skorciła się w myślach. Nie powinna być nieprzyjemna.
Harry pokiwał nieprzytomnie głową.

Z punktu widzenia Harrego:

Pokiwał nieprzytomnie głową, wciąż patrząc na postać kobiety siedzącej przy jego łóżku. Całe ciało go bolało. Kręciło mu się w głowie i ledwo kontaktował z rzeczywistością. Ciało paliło żywym ogniem. Ramie od cięcia Avery'ego płonęło. Przedtem co chwilę czuł jak odpływa, ale pobudzano go. Kiedy czuł, że już nie wytrzyma i zacznie krzyczeć głośno, pojawiła się ona. Powiedziała coś do Voldemorta, a później lewitował się do tego pokoju. Bał się jej. Miał tylko nadzieję, że tego po nim nie widać.
I jak miał się stąd wydostać? Dursley'ow pewnie zabili, co jest bardzo prawdopodobne. Jego też zabiją. Na sto procent. Nie było nadziei. Ale się nie podda. Co to, to nie!
Kobieta patrzyła na niego cały czas.
-Wiesz, on cię na razie nie zabije.- powiedziała pewnie. Popatrzył na nią zdziwiony.- Będzie chciał cię złamać. Będzie cię torturował do skutku.- Harry popatrzył na nią dziwnie. Kobieta ciągle miała na sobie maskę Śmierciożercy, dlatego wyglądała strasznie. Ale po sposobie poruszania i mówienia, wiedział, że to kobieta. Zdziwiły go trochę jego słowa. Chciała go zastraszyć? Robiła to złym sposobem.
Harry usiadł i oparł się plecami o ścianę. Dopiero teraz zauważył w pomieszczeniu Snape'a. Już dawno się domyślił, że jest szpiegiem Dumbledora. Ale czy nie powinien go uwolnić? A ten siedział na krześle i patrzył przez okno. Bez charakterystycznego sarkastycznego uśmieszku.
-Nie poddam się.- oznajmił nagle. Snape popatrzył na niego dziwnie. Z szacunkiem. Nie, pomyślał Czarny do siebie. Musiało mi się zdawać.
-Nie będziesz miał wyboru.- stwierdziła cicho Śmierciżerczyni.
-Czy ty właśnie odbierasz mi nadzieję?- spytał rozdrażniony.
Kobieta wstała, powiedziała coś do Snape’a, a przy drzwiach zatrzymała się i powiedziała tak cicho, że sądziła, że nie usłyszał.
-Mam nadzieję, że ci się uda.- myliła się. Usłyszał.

Znowu to samo. Ból, ból i ból. Nic innego nie czuł. Tylko to. Żyły id wewnątrz i całe ciało od zewnątrz płonęło żywym ogniem, Ledwo był w stanie myśleć. Avery znowu otworzył jego ramię. Kiedy kobieta wyszła, Snape posmarował mu jakoś maścią, że na chwilę się zrosła. Do teraz.
Ktoś inny wyszedł z kręgu. Malfoy. Przeszedł go zimny dreszcz.
-Wreszcie zemsta za te miesiące w Azkabanie.- uśmiechnął się zimno z ironią.
-Crucio!- wycelował w jego ramię. Jego rozcięte ramię. Harry wrzasnął. Nie mógł się powstrzymać. Otwarta rana jeszcze poprawiona Cruciatusem bolała okropnie. Było wręcz nie do wytrzymania. Krzyczał długo. Przynajmniej dla niego to było jak kilka dni. Malfoy przerwał zaklęcie, a Harry opadł bezwładnie na podłogę. Nie miał siły dosłownie na nic. Nie mógł, nawet nic powiedzieć. Słyszał głośne śmiechy wokół siebie. Poczuł, że zaczyna lewitować się w powietrzu, a za chwilę boleśnie wylądował na zimnej powierzchni. Otworzył oczy. Był w celi. Sam. Nie miał siły by powstrzymywać się dłużej. Wiedział, że umrze. Jak nie teraz, to potem. Zemdlał .

Bezimienna patrzyła jak brutalnie wynoszą Pottera. Był taki dzielny. Nie krzyczał. Oprócz tych dwóch razów, ale całkowicie go rozumiała. Cruciatus rzucony na otwartą ranę był nie do wytrzymania. Tylko jedna osoba byłaby zdolna do tego, aby go rzucić. I ta osoba co to zrobiła. Lucjusz Malfoy. Osobiście uważała, że coś mu się przestawiło w głowie po tym Azkabanie. Jej głos jednak nie miał żadnego znaczenia. Przynajmniej w tej sytuacji.
Popatrzyła na Severusa Snapa udającego się do wyjścia. Szybko podeszła do niego i zaciągnęła do najbliższej wolnej sali.
-Chcesz, żeby Potter przeżył?- spytała cicho, ale dobrze słyszalnie, nie patrząc na jego spojrzenie, mówiące, żeby się odwaliła.
-A co mnie to?- musiała przyznać, że dobrze grał swoją rolę.
-Rzuć mu ten świstoklik.- mówiła podając mu go, jakby nic nie powiedział.
-Żartujesz? Nie śpieszy mi się pod ziemię.- nie chciał nawet patrzeć na przyrząd do transportu.
-Może zacznijmy od tego, że wiem, że jesteś szpiegiem.- popatrzył na niego szczerze przerażony.
-Nie!- stanowczo zaprzeczył.- Nie wiesz o tym.
-Tego nie możesz być pewien.- wzruszyła ramionami.- Mam iść do Czarnego Pana...?
Popatrzył na nią żałośnie. Wiedział co robią ze zdrajcami. I to było dużo gorsze niż tortury Pottera.
-Więc zrobimy tak- zaczęła niby swobodnie- ja cię nie wydam, a ty pójdziesz do Pottera i dasz mu świstoklik. Nie interesuje mnie jak to zrobisz. Możesz się wydać, albo nie. Twój interes.- pokiwał głową.
Kobieta zaczęła wychodzić.
-Jak masz na imię?- spytał cicho. Wiedziała, po co mu to. Musiał złożyć raport Dumledorowi. Uśmiechnęła się z pobłażaniem, chociaż nie mógł tego widzieć przez maskę.
-Wy mówicie na mnie Bezimienna, a On Anioł Śmierci.- popatrzyła na niego, gdy jego twarz wykrzywiła się ze strachu.
Wyszła nie patrząc na niego. 
***
Rozdział miałam wstawić w sobotę, ale zaszła zmiana planów, przez co nie wiem kiedy będzie następny. Pewnie jakoś w pierwszym tygodniu sierpnia. I mam jedną prośbę. Komentujcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz