sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 15

Harry wysiadł z pociągu z zadowolonym uśmiechem na twarzy. Nie ma to jak powrócić do domu.
Jak gentelman pomógł Lisie nieść torbę bagażową, a ona podała mu ją, szczęśliwa. Patrzyła na zamek. Piękny. Tylko to słowo mogło go opisać. Wielki, nawet ogromy, i zupełnie inny, niż ten, w którym mieszkała dotychczas. Już wyobrażała sobie, jak będzie z przyjaciółmi chodzić wzdłuż jeziora. To będzie cudowny rok.
-Jeszcze Lissana Clyton!- usłyszała i aż się w niej zagotowało, jak wyobraziła sobie, że teraz każdy nauczyciel, nie mówiąc jej po nazwisku, będzie wypowiadać pełne imię. Nie miała pojęcia jak to przeżyje.
-Tak?- zwróciła się do gajowego uprzejmie. Przecież nie mógł wiedzieć, że ona nienawidzi swojego imienia.
-Do przydziału musisz płynąć łodzią do zamku. Taka tradycja.
Dziewczyna spojrzała na niego żałośnie. Miała płynąć łodziami z tymi...dziećmi?
Przechodząc koło niej i słysząc tą wymianę zdań Mike i Joy wybuchnęli śmiechem. Potter zdusił chichot.
Odwróciła się w ich stronę.
-Z czego tak ryjecie? Wy też jesteście nowi, do łodzi!- chłopaki popatrzyli na siebie, już bez uśmiechu.-Już!
-Taak, masz rację, dziewczyno. Do łodzi, chłopaki.- Hagrid też uśmiechnął się pod nosem.
Za to Potter stał, trochę dalej i śmiał się głośno z przyjaciół. A mówił im, żeby się nie wtrącali.
Skręcił razem z Ronem i Hermioną do powozu. Jego towarzysze nie zauważyli sytuacji.

Wszedł do Wielkiej Sali, która była wystrojona tak jak co roku. Popatrzył się w górę, gdzie słońce powoli zachodziło. W końcu była już późna pora.
-Harry! Chodź- zawołała go Hermiona już siedząc już przy stole.
-Już- usiadł pomiędzy nią, a Ginny. Naprzeciwko Rona.
-Nie mogę się doczekać uczty.- zaczął nawijać Weasley.- Tylko pierwszoroczni zostaną przydzieleni i tyle żarcia...
-Ronaldzie!- zawołała Hermiona. Mogła w tym godnie naśladować panią Weasley.- Jak ty się wyrażasz?!
Ron wywrócił oczami.
-Przepraszam, mamusiu.- zwrócił się do niej naśladując małe dziecko.
-Jak już jesteśmy przy temacie- zaczęła Ginny, ignorując ich kłótnie - to słyszeliście, że podobno jest jakaś nowa dwójka szóstoklasistów?
-Trójka- poprawił ją Harry odruchowo i dopiero kiedy przyjaciele wlepili w niego spojrzenia, dostrzegł, że to był błąd. Bo skąd on o tym mógł wiedzieć?
-Skąd wiesz?
-Nieważne.- zbył Hermione i spojrzał na dyrektora, który głosił swoją coroczną przemowę.
-Jak wiecie, nastały bardzo niebezpieczne i wątpliwe czasy. W każdej chwili nasze rodziny i przyjaciele mogą zostać porwani lub gorzej- rozległy się przyciszone głosy pełne strachu- Nie bójcie się! W Hogwarcie jesteście bezpieczni. Zwyciężymy zło i pokonamy Lorda Voldemorta naszą siłą jedności. Musimy się zjednoczyć, by stanąć złu na drodze.
Tak, tak, tak. Typowe gadanie manipulatora. Bo dyrektor bez wątpienia nim był. Zjednoczymy się? W porządku. Może niektórzy. On wolał działać sam.
Dalej go nie słuchał, bo nie miał ochoty słuchać o tym samym po raz kolejny z rzędu. Dyrektor mówił o tym, że nie wolno wychodzić do Zakazanego Lasu, co i tak pewnie zrobi, jak będzie musiał. Nie wolno używać produktów Weasley'ów. Prychnął. To po prostu śmieszne. Mamy być i pracowici i grzeczni. Z tym na pewno dam radę, pomyślał z sarkazmem. Nie chcąc dłużej słuchać tych bzdurnych informacji, rozejrzał się dookoła. Dopiero teraz zauważył, że niektóre dziewczyny patrzą na niego z nieukrywaną fascynacją. Może nawet chciwością. Pewnie przez jego wygląd, bo przecież, nie chcąc być oczywiście pyszny, w tym roku wyprzystojniał oraz nabrał mięśni. I to nie mało. Ale on nie chciał się wiązać, na pewno nie teraz. Powinien być z przyjaciółmi, przez ten czas, który mu został do pokonania Voldemorta. A wierzył, że go pokona. Nie może być inaczej.
Drzwi z rozmachem się otworzyły i weszli przez nie pierwszoroczni i trójka jego przyjaciół. Gdy Harry ich zobaczył, to ledwo powstrzymał śmiech. Otóż, Serwal i Jock szli na samym końcu, kłócąc się zawzięcie. Liska szła koło nich i starała się utrzymać godność. Wszyscy we trójkę byli cali mokrzy i wyglądali jak mokre kury. Przechodząc koło niego Liska powiedziała złowieszczym szeptem:
-Wpadli do wody i pociągnęli mnie za sobą. Do wieczora nie żyją.- odwróciła głowę i poszła stanąć przy pierwszakach. Harry po raz kolejny zdusił śmiech. Przeszli też chłopaki, którzy mokrzy, dalej się kłócili. Rozpoczęła się Ceremonia Przydziału.
Uczniowie szeptali między sobą o nowych szóstoklasistach. Oni się tym nie przejęli.
-Diffind, Mary!- wyczytała McGonagall. Dziewczynka podeszła i założyła tiarę na głowę.
-Hufflepuff!
Usiadła przy odpowiednim stole.
-Hay, Nick!
-Slytherin!- mały, przerażony, brązowołosy chłopiec powędrował do swojego stołu. Jego towarzysze z dom od razu zaczęli go wyzywać, a mały zrobił się o wiele cichszy. Harry dobrze wiedział, dlaczego się tak działo. Nick jest z rodziny mugoli. Szczerze mu współczuł, że trafił do takiego domu, gdzie wszyscy będą go nienawidzić, za coś co nie zależy od niego.
-White, Sophi!
-Gryffindor!- tym razem załamał ręce. To była jedna z dziewczyn, która piszczała na jego widok w pociągu.
Minęło jeszcze kilka przydziałów, kiedy...
-Teraz uczniowie, którzy idą na szósty rok nauki.- wyjaśniła podniesionym głosem Profesor Mcgonagall- River, Mike!
Zestresowany przyjaciel Pottera, który oczywiście próbował to ukryć pod maską rozbawienia, wszedł i usiadł na stołku. Minerwa włożyła mu kapelusz na głowę.
-Gryffindor!- Harry'emu ulżyło.
-Janson, Joy!
-Gryffindor!- teraz też.
-Clyton, Lissana!- Potter uśmiechnął się, na widok jej wściekłej twarzy.
Tiara myślała, trochę długo, aż tak, że Harry zaczął się denerwować.
-Gryffindor!- krzyknęła wreszcie, a trójka przyjaciół usiadła przy stole niedaleko Harry'ego. Hermiona od razu zaczęła z nimi rozmawiać.
-Czyli jesteś Lissana?- zwróciła się do dziewczyny.
-Lisa.- odpowiedziała z serdecznym uśmiechem.- Nie mów mi pełnym imieniem, proszę. Nie zniosę tego.
-Dobrze, ale dlaczego?
-Po prostu go nie lubię.- wzruszyła ramionami, a Harry słuchając tego zdał sobie sprawę, że ona nawet jemu o tym nie powiedziała.
-Gdzie przedtem chodziłaś?-spytał ciekawy Ron.
-Do Durmstrangu- reakcja Weasley'a była przewidywalna. Zakrztusił się sokiem i prawie wypluł wszystko na talerz.
-Co?!- wykrztusił- Co ty robisz w Gryffindorze?! W Slytherinie jest miejsce dla Czarnych Magów!
Lisa popatrzyła na niego z uniesionymi brwiami.
-Co ty do mnie masz?- zapytała nie zważając na zszokowaną Hermionę i chcących się wtrącić przyjaciół.
-Jak to co?!- oburzył się- Uprawiasz Czarną Magię!
-Ron! Nie bądź śmieszny! Osądzasz ją po tym do jakiej szkoły chodziła! To chore!- Potter postanowił się wtrącić, ale Clyton machnęła ręką, żeby tego nie robił.
-Czyli, jest tak jak Harry mówi?
-Skąd znasz jego imię?- przyczepił się czegoś innego.
-Sądzisz, że jest w szkole jakaś osoba, która nie wiem, kto to Słynny Harry Potter?- zakpiła.
-Ty...
-No co? Brak ci słów? A może od zawsze tak było?- Jock i Serwal ryknęli śmiechem.
-Śmierciożerca!- krzyknął Ron, ale na szczęście, na tyle cicho, że nie słyszało wiele osób.
-Jeszcze czego!- prychnęła, odwróciła się i zaczęła śmiać się z sytuacji z przyjaciółmi.
Z Ronem za to wcale nie było dobrze.
-Co za kretynka. Przychodzi taka niunia z Durmastrangu i rządzi się jak nie wiem co! Idiotka po prostu, myśli, że wszystko jej wolno...
-Stary, ale ci nagadała.- uśmiechnął się do niego na pozór pocieszająco, aby już się zamknął.
-Teraz tak, ale nie martw się, jeszcze jej dokopie. Jeszcze będzie mnie błagać, bym dał jej spokój.
-Ronaldzie! Co ty wygadujesz?!- Hermiona odzyskała głos- Dopiero do nas dołączyła, a ty już robisz jej wyrzuty?! Przecież jej nie znasz, nie wiesz jaka jest!
-Znam na tyle, by zgadzać się z tym co powiedziałem!
-Jesteś pomylony!
-A ty...
Harry przestał zwracać uwagi na kłócących się przyjaciół i przysiadł się obok Lisy.
-Jak tam?- spytał.
-Cieszę się, że jesteśmy w Gryffindorze.- uśmiechnęła się, ale widział w jej oczach odrobinę przygnębienia- Nawet nie wiesz jak bardzo.
-Ja też się cieszę.- podzielił jej radość- Ale chyba nie przejęłaś się Ronem, nie?
-A gdzie tam- szybko odwróciła wzrok.
-To dupek, prędzej, czy później mu przejdzie.
-Pewnie masz rację.
Popatrzył się na Jocka i Serwala, którzy zachwycali się tutejszym jedzeniem. Nie chciał im przeszkadzać.
-Złapcie Dragona po uczcie i powiedzcie mu, że spotkamy się o dziewiętnastej w pokoju życzeń. On wie gdzie to jest, zaprowadzi was.- Lisa pokiwała głową- Ja muszę już iść.
Znowu przysiadł się koło Rona i Hermiony, którzy nie zauważyli jego zniknięcia. Spojrzał się na Ginny, która patrzyła prosto na niego. Wiedział, że widziała i musiała domyślić się, że oni się znają. To dla niego źle, ale ona utrzyma to w tajemnicy. Miał nadzieję. I tak musi z nią porozmawiać.
Dyrektor wstał.
-No i jeszcze, bo zapomniałem, pragnę przedstawić wam nową nauczycielkę Obrony Przed Czarną Magią, Profesor Ashley Yonner!
Były brawa, ale Harry klaskał najbardziej, jednocześnie zastanawiając się jak będzie wyglądała lekcja. Doszedł do wniosku, że albo będzie można się pośmiać, albo Ash będzie bardzo...wymagająca.
Złapał się myśli, że nazwał ją inaczej niż zwykle. Ash. Całkiem ładnie. Ciekawe co ona na to powie.
-Harry!- Ginny potrząsnęła jego ramieniem.
-Co? Przepraszam, zamyśliłem się. Coś mówiłaś?
-Tak. Pytałam czy myślisz, że ta Yonner będzie wymagająca, czy nie?
-Myślę, że nie będzie zła. Na pewno lepsza od Umbridge.
-Mam nadzieję...- pewnie chciała coś jeszcze dodać, ale jej wypowiedź przerwał dyrektor.
-A teraz moi drodzy, do łóżek! Jutro czeka was pełno nauki i wrażeń. Życzę wam dobrego i szczęśliwego roku.
Wybuchło zamieszanie, ale Harry umknął przed innymi i dzięki temu wyszedł pierwszy. Niezauważalnie skręcił i wszedł po schodach, na siódme piętro. Przeszedł trzy razy od ściany do ściany, myśląc, że chciałby się znaleźć w pokoju, tam gdzie są jego przyjaciele. Drzwi się pojawiły, a on wszedł do środka. Tam czekał już na niego Draco z Lisą, Mike'em i Joy'em.
-I? Co chciałeś nam powiedzieć?- zniecierpliwił się Malfoy.- Zaraz zauważą, że mnie nie ma i będą kłopoty...
-Kiedy byś mógł się spotykać?- przerwał jego paplaninę.
Myślał przez chwilę.
-Nie wiem jeszcze kiedy będą treningi Quidicha, ale najprawdopodobniej chyba codziennie, oprócz tych dni w których będą.
-To powiesz mi kiedy będą- wywrócił oczami.
-Kto jest u was kapitanem?- wtrącił Mike.
-Ja- odparł Malfoy, dumnie wypinając pierś.
-Czyli będziemy znów grać przeciw sobie, super- mruknął Potter.
-Nom, będzie ekstra was obserwować- uśmiechnął się Joy.- A tak w ogóle po co ci potrzebne te dni wolne?
-Musimy coś nauczyć tego nieuka, no nie?- wskazał na Malfoy'a.
-Ej!
-Ja nie gej.- odparł Harry, patrząc na niego z rozbawieniem.
-Ja za to nie nieuk. Poradzę sobie lepiej od ciebie.- uśmiechnął się z wyższością.
-Tak sądzisz?- Czarny uniósł brwi.
-Zakład?
-Jasne. I tak wygram.
Lisa patrzyła na to wszystko nie odzywając się. Dobrze wiedzieć, że Harry pomimo takiego dzieciństwa jakie miał, dalej potrafi się śmiać i przynajmniej trochę zaufać nowej osobie.
-Nie zachowujcie się jak dzieci- wtrąciła.- Czarny, kiedy spotykamy się pierwszy raz?
-Wszyscy?
-Chyba nie myślisz, że cię z tym zostawimy? Jasne, że wszyscy.- pokiwał głową Joy, a Lisa i Mike przyznali mu rację.
-Jak chcecie. Myślę, że jutro o 18, co?
-Będzie ok.
-No to teraz chyba idę spać. Jestem mega padnięty- stwierdził Potter ziewając.
-No to do zobaczenia na zajęciach- pożegnał ich Malfoy i po chwili znikł za drzwiami.
-Dobra ja idę- odparł Harry.- Zostajecie jeszcze, czy idziecie?
-Ja idę - odpowiedziała Lissana- ale oni chyba chcą zwiedzić jeszcze zamek. Tak słyszałam.
-Jak złapie ich Filch to ich problem.- wzruszył ramionami.
-Tak, masz rację. Ja też chce się wyspać.
W drodze do Pokoju Wspólnego, nie odzywali się do siebie. Cisz nie była ani zła, ani krępująca. Była przyjemna.
-Karmelowe kucyki- powiedział Harry w stronę Grubej Damy. Miał szczęście, że usłyszał jak McGonagall mówiła prefektom hasło.
-Dobranoc- pożegnał się z Lisą całując ją w czoło.
-Dobranoc- poszła w stronę dziewczęcych dormitoriów. Już miał iść do swojego pokoju, gdy usłyszał szelest za nim, na fotelu.
-Wytłumaczysz mi to wszystko?- spytała Ginny z nadzieją.
-Na przykład?- odwrócił się w jej stronę. A miał nadzieję, że ta rozmowa odbędzie się jutro.
-Znacie się z tą nową.- to nie było pytanie.- Skąd?
Harry już myślał jakie kłamstwo jej powiedzieć, ale spostrzegł, że wcale nie musi całkiem kłamać.
-Nie powiesz nikomu?- spytał, a ona pokręciła głową.-Nawet Ronie i Hermionie?- tu się wahała, ale ostatecznie też zaprzeczyła.- Pamiętasz jak uciekałem z Grimmound Place na wakacjach?- to było pytanie retoryczne.- Właśnie do niej. Poznaliśmy się jeszcze na Privent Drive, a Mike i Joy to jej przyjaciele.
-A dlaczego to tak ukrywałeś?- zdziwiła się.- Mogłeś powiedzieć.
-Komu? Ronowi? Tylko by mi zrobił aferę, że już się z nimi nie przyjaźnie. Na Uczcie potwierdził tylko moje przemyślenia.- tu akurat, Ruda musiała przyznać mu rację. Jej brat często jest impulsywny i bezmyślny.
-No dobra. Ok, masz rację.- pokiwała głową.- Jeszcze tylko jedna sprawa. To prawdą, co słyszałam od Hermiony? Już nie ufasz dyrektorowi?
-Tak.- potwierdzi stanowczo. Nie miał ochoty na drugą rozmowę o tym samym.-Słuchaj Ginny, gadałem o tym z Mioną i ona mnie nie przekonała i ty też nie zdołasz. Koniec?
Pokiwała powoli głową.
-Dobranoc, jestem nieprzytomny.
Jak wszedł do swojego pokoju to wszyscy jego współlokatorzy już spali. Przebrał się w piżamę i położył do łóżka. Zauważył w pokoju dwa wolne łóżka. Domyślił się, że to dla nowych uczniów. Będzie się działo, pomyślał.
Sen przyszedł bardzo szybko.