niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 5

Obudził się równo o 8. Rozejrzał się po pokoju. Ciężko mu było pożegnać z tym wszystkim co miał, przez te dwa lata. Ba! Nawet z pokojem. Z całego serca cieszył się, że zgodził się na szkolenie. Nie wyobrażał sobie, jakie byłoby życie bez Lisy, Mike'a i Joy'a. Byłoby po prostu za nudno.
Powoli pakował wszystkie swoje rzeczy do kufra. Wszystkie wspomnienia z nimi związane. Westchnął, gdy skończył. Usłyszał pukanie.
-Proszę!- zawołał, zdziwiony. Nie oczekiwał gości.
Pojawiła się Lisa.
-Przyszłam zobaczyć jak ci idzie.- oznajmiła kiwając głową w przód i w tył. Dla kogoś postronnego wydawałoby się to dziwne, ale nie dla niego. To była oznaka, tego, że jest smutna. Dziewczyna usiadła na łóżku, a Harry obok niej.
-Boję się o ciebie.- przyznała cicho.
-Dlaczego?- spytał, chociaż znał odpowiedź.
-O to co cię czeka w domu.- powiedziała patrząc na niego z troską.- Naprawdę musisz tam wracać? Mógłbyś przecież zamieszkać tutaj. Załatwiłabym wszystko u ojca...
-Nie.- przerwał stanowczo. Wiedział, że jakby Lisa przekonała ojca to na pewno by się zgodził. W końcu był Najwyższym, ale...- Nie mogę.
-Dlaczego?- jęknęła żałośnie.
-Dumbledore.- powiedział jakby to wszystko wyjaśniało. I wyjaśniało.
-Pieprzyć Dumbledora i jego zakazy.
Harry westchnął ciężko.
-Lissana- popatrzył jej głeboko w oczy. Zobaczył w nich troskę, której nie chciał widzieć. Zrobiła gniewną minę. Nienawidziła swojego prawdziwego imienia. Dlatego też teraz to powiedział.- Już to omawialiśmy. Wszystko będzie dobrze. Poradzę sobie.- zapewnił.
Położyła głowie na jego ramieniu i wtuliła się.
-Wiem- westchnęła.-po prostu tak się boję.

Harry nie przyznał, ale też się bał. Złe przeczucie od wczoraj go nie opuszczało. 
 

We czwórkę stali przed bramą zamku ze świstoklikiem uaktywniającym się za 4 minuty. Lisa znowu uściskała wszystkich, a chłopaki poklepali się przyjacielsko po plecach.
-No to za miesiąc.- pożegnał się Harry.
-Taa. Cześć.- zawołał Joy i złapał swojego świstoklika.-
Już go nie było.
Następny był Mike. Lisa z Czarnym zostali sami na polanie.
Dziewczyna przez cały poranek dzielnie powstrzymywała łzy, ale teraz nie wytrzymała. Przygniotła ją rozpacz i tęsknota.
-Przepraszam - szybko starła je z policzków.- nienawidzę, że tak szybko się rozklejam.
Harry starł te, które opuściła.
-Ja też będę tęsknił.- przyznał.- Nawet nie wiesz, jak bardzo.- przytulił ją. Ona położyła głowę na jego ramieniu.- Muszę iść.- złapał świstoklik.
Lissana przez kilka minut jeszcze stała tam i patrzyła w miejsce, gdzie zniknął jej przyjaciel. Kilka następnych łez poleciało jej po policzkach. Nie powiedziała tego Harremu, ale prześladywało ją złe przeczucie. Nie sądziła, że z tego wyniknie taka wielka sprawa.

Harry wylądował u siebie w pokoju. Rozglądnął się. Nic się nie zmieniło. To samo stare łóżko, to samo biurko. Z jedyną różnicą, że teraz na biurku leżały trzy koperty. Dwie z ministerstwa i jedna od Rona. Otworzył ostatnią.

Cześć, Harry.
Co u Ciebie? Mugole Cię zbyt nie męzą? Prawdopodobnie za kilka dni ktoś po ciebie przyjdzie i będziesz tam gdzie my. Czyli, sam-wiesz-gdzie.
Do zobaczenia
Twój najlepszy przyjaciel
Ron

Już nie, pomyślał Harry patrząc na podpis. To fajnie, ale pewnie już zorientowali się, że go nie ma. Ciekawe kiedy przyjdą zrobić mi aferę, że jestem nieodpowiedzialny.- skrzywił się. Otworzył następną kopertę. Wyniki sumów.

Szanowny panie Potter!
Mam zaszczyt poinformować Pana o Pańskich wynikach Standardowych Umiejętności Magicznych.

Historia Magii – O
Zaklęcia – P
Obrona Przed Czarną Magią – W+
Wróżbiarstwo – O
Transmutacja – W
Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami – W
Eliksiry - W
Astronomia – P
Zielarstwo – P

Zdał Pan 7/9 przedmiotów. Proszę o wysłanie listy przedmiotów na, których chce Pan uczęszczać w 6 i 7 klasie, do 15 sierpnia.
Z poważaniem
Komisja Egzaminacyjna

Harry z niedowierzaniem patrzył się na literę W przy eliksirach. Ciekawe co się stało, że zdał. Ale co tam. Będę aurorem!- ucieszył się jak głupi.
Odpisał na list, wysyłając przedmioty potrzebne do wymarzonego zawodu.
W drugim liście była informacja ministerstwa o tym, że przepraszają, za swoje zachowanie i pozwalają mu używać magii, teleportacji i wytwarzać świstokliki. Pewnie nie wiedzą, że on to umie. Ich strata.
Jeszcze raz zastanowił się nad ucieczką. Wszystkie argumenty, które powiedział Lisie były prawdą, ale... no właśnie. Zawsze jest jakieś „ale”. Nie chciał, żeby Dumbledore jeszcze bardziej się denerwował. Nie żeby mu na tym zależało, ale jego zdenerwowanie równało się więcej przeszkód dla niego. Nie opłacało się.
Usłyszał kroki do jego pokoju. Zamarł. Strach cisnęło mu żołądek. Wuj otworzył drzwi do jego pokoju.
-Gdzieś ty był, gówniarzu?!- wykrzyknął Dursley.
-Nie mogę ci powiedzieć, wuju.- wyznał cicho. Mężczyzna wziął zamach i uderzył chłopaka.

Harry'ego obudził ból w żebrach. Ledwo mógł się ruszać. Wszystko go bolało. Dosłownie. Już dawno wuj go, tak nie załatwił. Odzwyczaił się. Liska by go chyba zabiła, jakby coś takiego jej powiedział. Uśmiechnął się. Cieszył się, że ma kogoś komu na nim zależy.
Czuł się okropnie. I fizycznie, i psychicznie. Potrzebował kogoś kto by mu pomógł. Ale nikogo takiego nie ma. Przynajmniej nie teraz i nie tu Lisa na pewno zgodziłaby się z nim porozmawiać. Jest tylko jeden problem. Nie mógł wychodzić z domu, ani nikt nie mógł wchodzić. Straż. Prychnął w myśli.
Zaczął powoli dochodzić do siebie, gdy usłyszał kroki na dole. Kroki, hałasy i krzyk. Krzyk jego ciotki. Cały złych przeczuć zerwał się z łóżka. Na szczęście był ubrany. Wziął różdżkę i zszedł na dół. Powoli schodził ze schodów, gdy zobaczył mężczyznę, którego na pewno się tu nie spodziewał. Lucjusz Malfoy. Przecież powinien być w Azkabanie, wściekł się. Ale zaraz pohamował. Jak on tu jest to inni też. Przyszli po niego. I gdzie ta przeklęta ochrona?!
Malfoy go zauważył.
-Drętwo...- zaczął, ale Harry go uprzedził.
-Expelliarmus!
Szybko ocenił sytuację. Nie miał szans. 12 Śmierciożerców w tym Malfoy rozbrojony. Po mnie, zdążył pomyśleć, zanim jakiś mężczyzna cisnął w niego zaklęciem, które odbił. Walka się rozgrzała. Bardzo pomogły mu nauki, których nauczył się u Feniksów. Załatwił 2 przeciwników. wiedział, że to nic nie da, bo nie ma szans z taką przewagą. Przekonał się o tym, gdy rozbroił kolejnego, a ktoś wbił mu różdżkę w plecy.
-Nauczyłeś się walczyć, Potter?- spytała kpiąco znienawidzona przez niego osoba. Bellatrix.- Ale nie aż tak 
dobrze.- roześmiała się szyderczo.
Poczuł silne uderzenie w głowę. Potem była już tylko ciemność.
***
Rozdział 6 pojawi się 27 lipca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz