czwartek, 26 września 2013

Rozdział 12

Gdy otworzył oczy miał wrażenie, że wciąż jest na szkoleniu. Taka sama spokojna noc. Jednak coś było nie tak. Podniósł głowę i zobaczył, że jest w pokoju Lisy, a dziewczyna śpi obok niego, wtulona w jego rękę. Niezbyt się tym przejął, bo w czasie tych dwóch lat często nie miał siły i z chłopakami, jak do późna gadali z dziewczyną to zasypiali u niej.
Delikatnie oparł się na łokciu i spojrzał na nią. Spała spokojnie. Jej włosy porozkręcały się na całej poduszce. Harry wiele razy dziwił się dlaczego nie ma chłopaka, bo przecież jest taka ładna, że powinni się ustawiać się za nią w kolejce. Ale nie pozwoliłby na to jakiemuś idiocie. Ona jest zbyt wyjątkowa.
Gdy tak myślał, coś się zaczęło zmieniać. Oddech Lissany stał się ciężki i chrapliwy, a ona sama zaczęła się kręcić w łóżku. Puściła jego rękę i zacisnęła dłonie w pięść. Spięła się. Harry nie wiedział o co chodzi. Pogłaskał ją po włosach. Bez reakcji. Dziewczyna zaczęła się trząść, a on nie mógł nic zrobić. Był mocno przestraszony. Potrząsnął ją delikatnie za ramię. Nic.
-Liska, obudź się.- szepnął. Żadnej reakcji.- Obudź się.- powiedział głośniej i potrząsnął jej ramię. To samo. Dziewczynie po twarzy popłynęły łzy. Starł je ręką i pogłaskał ją po policzku. Poczuł ciepło jej ciała i łez, ciągle płynących. Poklepał ją po policzku.
-Liska!
Otworzyła wreszcie oczy i popatrzyła na niego ze strachem. Łzy teraz płynęły ciurkiem. Dziewczyna w oczach miała wielki strach i ból.
-Co się stało?- zapytał, w ciąż głaszcząc ją po policzku. Lisa nie odpowiedziała, tylko rzuciła się na niego. Objęła go rękami za szyję i przyległa do jego torsu. Harry coraz bardziej zaniepokojony pogłaskał ją po plecach.- Hej, co jest?
-Miałam....miałam...- rozszlochała się.
-Cii...wszystko jest dobrze.- powiedział łagodnie.
-Ja...miałam koszmar...-szepnęła niewyraźnie.
-Jaki?
-Nie...nie mogę...-usiadła samodzielnie i patrzyła się na ścianę.-To było...okropne.
-Co ci się śniło?
Dziewczynie znowu popłynęły łzy.
-Jak byłeś u Voldemorta... jak cię torturuje i… zabija...- pod koniec nie była zdolna mówić, dokończyła szlochem.
Harry usiadł naprzeciwko niej i pogłaskał ją po włosach.
-Od kiedy ci się to śni?
-Od kiedy powiedziałeś, że cię porwał. Ja...ja miałam takie wyrzuty sumienia. Naprawdę mi przykro, że tak na ciebie wtedy nakrzyczałam...
-Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś?- przerwał jej stanowczo.
-Ja nie chciałam, żebyś się niepotrzebnie martwił.
-Niepotrzebnie? Ja chcę się o ciebie martwić, Lisa.
-Przepraszam.- powiedziała cicho.
Przytulił ją.
-Obiecujesz, że jak się coś będzie działo to dasz mi znak?
-Obiecuję.- uśmiechnęła się przez łzy.
-No dobrze.- wstał i popatrzył przez okno.- Już prawie szósta. Idziesz popatrzyć ze mną jak Malfoy się męczy?
-Pewnie. To będzie ciekawe doświadczenie.

Spotkali Malfoya przy jeziorze, tak jak się umawiali. Siedział na brzegu. Lisa, już ogarnięta i z uśmiechem na ustach, usiadła obok niego.
Popatrzył na nią.
-Lisa Clyton.- uśmiechnęła się podając mu rękę.
-Draco Malfoy.- uścisnął jej rękę.
Harry doszedł do nich.
-No Malfoy- zaczął przymilnym głosem- to na początek może osiem kółeczek dookoła zamku.
-Ile?- wytrzeszczył oczy.
Czarny zachichotał. Mógłby powiedzieć, że ta sytuacja miała już miejsce. Z wyjątkiem, że to byli oni.
-Ruchy, ruchy. Chyba, że chcesz więcej?- pobiegł.
Potter usiadł obok dziewczyny.
-Nie powinieneś tak go traktować.- skarciła go.
-Niby jak?
-Tak jak to robisz.
-Przecież my robiliśmy po dziesięć! To już i tak mniej.- zamilkł pod jej spojrzeniem.
-Idź, pobiegaj z nim.
-Po co?- zadziwił się.
-Kondycja ci siądzie.- roześmiała się.- Idź już, bo będzie oszukiwał.
-Masz rację. Nie pozwolę mu się teleportować.-zastrzegł i pobiegł w kierunku, w którym zniknął Draco. Jeszcze kondycja mu nie spadła, więc dogonił go bez trudu.
-Co tam, Dragon?- odparł przebiegając po jego stronie, ale wyrównał bieg.
-Jak mnie nazwałeś?- obruszył się.
-Dragon.- odpowiedział spokojnie.- Jakoś tak mi przyszło do głowy.- wzruszył ramionami.
-Tak wymyślaliście wasze przezwiska?
-Skąd o tym wiesz?- spytał podejrzliwie.
-Brain mi mówił coś o Serwalu i Jocjusie.
-Jocku.- poprawił go odruchowo.- Serwal to Joy Jonson, Jock to Mike River, i ja, Czarny. Jest jeszcze Lisa. Ją poznałeś.- stwierdził, że nie będzie tego ukrywać. Bo po co?
-A po co to? Jesteście jak Wielka Paczka?
-Po prostu przyjaciółmi.- wzruszył ramionami- Brain to wymyślił.
-Tak?- zdziwił się.- Dlaczego?
I Harry opowiedział mu o kawałach, jakie robili we czwórkę Brain'owi. Draco zaśmiał się.
-Jemu to by pasowało robić. Jest za poważny.- stwierdził.
-Taak. Właśnie też dlatego wybraliśmy jego. Miał u nas przesrane przez te dwa lata.
Dopiero teraz zauważył, że przebiegli siódme kółko, a Malfoy ledwo dyszy. Jemu to nie przeszkadzało. Przywykł nawet do dwudziestu.
-Chodź.- wskazał na drzewo, które robiło cień, wiecznie gorącemu słońcu.
-Dzięki.- sapnął i rozwalił się na trawie.
Chwilę leżeli w ciszy, wsłuchując się w śpiew ptaków. Malfoya coś trapiło. Harry to widział, jednak nic nie zrobił.
-Jednak można z tobą normalnie porozmawiać.- stwierdził z uśmiechem.
-Tak- zaśmiał się- dowiedziałbyś się już wcześniej, gdybyś tak chamsko nie odrzucił mojej przyjaźni.
-To tu cię boli.- Czarnego olśniło.- Tylko dlatego przez te wszystkie lata byłeś taki ...okropny?
-Głównie.- przyznał.- Byłem też pod kontrolą ojca. Nie mogłem tak po prostu stać się twoim przyjacielem. Ty jesteś wrogiem Czarnego Pana, a on jego wiernym sługom. Z przyjaźni z Chłopcem-Który-Przeżył nie wynikło by nic dobrego.
-Taak, jest bardzo wiernym sługom.- mruknął pod nosem. Na wiadomość o Malfoyu Seniorze przyszły wspomnienia. To jak ten rzucał Cruciatusa na jego ramie. Otwartą, ciągle bolącą ranę. Wzdrygnął się. Poradził sobie z tym, ale i tak wolał o tym nie myśleć. To wciąż bolało. Psychicznie.
-Wiem o tym, że byłeś u Voldemorta.- powiedział nagle, wybudzając go z zamyślenia.
-Skąd?- zapytał cicho, jednak domyślając się odpowiedzi.
-To było furrorą u Śmierciożerców. Ojciec był nieźle wkurzony jak po jednym dniu zwiałeś.- Harry pokiwał głową, w duchu ciesząc się z tego.- Wiem co ci zrobił.
Harry spojrzał na niego niespokojnie.
-Pewnie nie chcesz o tym rozmawiać, ale...
-Masz rację, nie chce.- przerwał mu stanowczo.
-Dobra.- zamyślił się na chwilę, chcąc zmienić temat - Dalej uważasz, że Dumbledore jest taki święty?
-On nigdy nie był święty, tylko po prostu tego nie widziałem.
-Fajnie, że przejrzałeś na oczy. Czyli nie jesteś po żadnej stronie?
-Nie i nie mam zamiaru tego zmieniać.- uśmiechnął się.
Siedzieli w ciszy. Harrego coś nurtowało.
-Tak jak powiedziałem wczoraj, na razie nie ma szans na przyjaźń z całkowitym zaufaniem, ale nie chce się już kłócić. Zaczniemy od początku?- ulżył sobie i popatrzył na Dracona niepewnie.
-Draco Malfoy- wyciągnął rękę.
-Harry Potter- uścisnął ją.
Z uśmiechami odmaszerowali do zamku.

-Jock! Serwal!
-Cześć, stary.- poklepali się po plecach.
Minęło kilka dni od rozejmu z Draco, a chłopaki przyjechali dopiero teraz.
-To jest mój uczeń- wskazał na Dragona.
-Draco Malfoy.- wyciągnął do nich dłoń.
Nie ujęli ich, tylko patrzyli niepewnie na Pottera.
-Pogodziłem się z nim.- oznajmił.
Chłopaki się rozluźnili.
-Nie jestem Śmierciożercą.- zastrzegł Malfoy, widząc, że Czarny opowiedział im o nim dawnym.
-Na razie wierzymy.- powiedział Joy. Uścisnął jego dłoń.
-Chodźcie na obiad.- zagadnął Harry. Poszli w kierunku Wielkiej Sali. Wchodząc zobaczyli Lise, która siedziała i zaczęła jeść.
-Ładnie to tak zaczynać bez nas?- zagaił Czarny siadając obok niej.
-Możliwe, że nie, ale co mi tam.- machnęła ręką zbywającą.- Pogodziliście się?- zgadła, patrząc jak nie wysyłają sobie już wrogich spojrzeń.
-Taak.- potwierdził Draco przeciągając. Czarny zgodził się kiwając głową.
-Ile już przerobiliście materiału?- spytał ciekawy Joy.
-Kilka zaklęć Feniksów i właściwie tyle. Ja nie wiem co Brain sobie wyobrażał. Przecież nie nauczę go nawet większości do Hogwartu. To niedorzeczne.
-Wiem, też tak myślę. Może byśmy ci pomogli?- zaproponował Mike.
-A chcecie?- Harry zwątpił.
-Możemy ci pomóc.- zgodziła się Liska, niezważając na jego minę.
-Na przykład z teleportacją.- Serwal pokiwał głową.- To będzie najłatwiejsze.
Zaśmiali się zgodnie.
Draco obserwował ich. Musiał potwierdzić słowa Czarnego, że są naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Teraz to widział najlepiej.
-Ja też tu jestem.- przypomniał im. Popatrzyli na niego.
-Wiemy.- odrzekli zgodnie ze śmiechem.- to co? Zaczynamy po obiedzie.

Stali na niewielkim boisku, koło jeziora. Draco był w środku, a chłopaki i Lisa otaczali go, w powietrzu robiąc kółko. W rękach trzymali kafle.
-Chyba żartujecie.- wyksztusił Malfoy, gdy pojął co oni mają zamiar zrobić.
-Niestety.- Czarny uśmiechnął się figlarnie- Omijaj piłki i próbuj przed nimi uciec najprostszym sposobem. Po prostu się deportuj.
Dragon popatrzył na niego z przerażeniem.
-Jaja sobie robicie.
Pokręcili głowami uśmiechając się głupkowato.
-Trzy...dwa...jeden...już!
Harry rzucił, ale Draco z łatwością ominął piłkę. Następnie Joy, znowu ominął, Mike: znowu. I tak dalej...
Harry podleciał, na miotle, do Joy'a.
-To nic nie da.- rzekł.- trzeba go okrążyć.
Tak zrobili.
Malfoy popatrzył na nich. I po chwili już nie miał gdzie uciekać, bo z każdej strony był ktoś z piłką. Wiedział, że nie mogą nic mu zrobić, ale teraz nie był tego taki pewien. Był okrążony. Musiał się deportować. Z całych sił skupił się na miejscu za Potterem. Myślami był już tam, chciał się tam znaleźć ciałem. Wytężył wole i … tak zakręciło mu się w głowie, że zgiął się w pół. Z trudnością odepchnął od siebie odruch wymiotny. Nawet nie zauważył, że zamknął oczy. Otworzył je. Był jakieś 10 metrów od miejsca w którym stał wcześniej. Harry przyglądał mu się z uśmiechem.
-Udało ci się!- zawołał. Podleciał do niego i przybił mu piątkę.
Draco wyszczerzył się triumfująco. I po chwili już go nie było. Znajdował się na końcu boiska. Za tym razem też czuł mdłości, ale już nie tak silne. Przeskakiwał jeszcze kilka razy, a ustały całkowicie.
-No to teleportacje masz całkowicie opanowaną.
Draco odetchnął z ulgą.

Potter otworzył oczy i spojrzał na zegarek. Zaklął. Znowu spóźnił się na lekcję z Dragonem. Na szczęście ten już jest przyzwyczajony.
Ubrał się i umył w mirę szybko. Poszedł do sali treningowej, ale Malfoya w niej nie było. Nie przejął się bardzo. Powędrował na śniadanie do Wielkiej Sali. Rozejrzał się. Tam też go nie było. Usiadł przy przyjaciołach.
-Widzieliście Malfoy'a?- zapytał biorąc do ręki tosta.
-Nie.- odpowiedziała Lisa.- A co? Nie przyszedł?
Harry uśmiechnął się niewinnie.
-Znowu zaspałeś.- rzuciła z wyrzutem.-To teraz radź sobie sam.- odeszła od stołu.
-Co jej jest?- zapytał zdziwiony.
-My mamy wiedzieć?- odparł Joy.
-Pewnie ma te dni.- rzucił Mike z naciskiem na przed ostatnie słowo. Pojęli o co chodziło. Zarechotali.
-Dobra, idę do jego pokoju.-powiedział Czarny kończąc tosta. Wyszedł z sali.
Zatrzymał się przed pokojem i zapukał.
-Proszę.- usłyszał ciche zaproszenie.
Wszedł.
Na łóżku po turecku siedział Draco. Koło niego znajdował się odtwarzacz. Wydobywała się muzyka:
-...I take everything from the inside, And throw it all away,' Cause I swear for the last time, I won't trust myself with you*...
-Kto to?- zapytał zafascynowany.
-Linkin Park.- odpowiedział Dragon przyglądając się jak Harry podchodzi i siada obok niego.
-Dobrzy.-stwierdził z uśmiechem.
-Bez wątpienia.-zaśmiał się.- Nigdy o nich nie słyszałeś?
Zaprzeczył.
-Nie słucham muzyki.- jego rozmówca bardzo się zdziwił.
-Może najwyższy czas żeby zacząć.- powiedział Malfoy. Pokazał mu jeszcze kilka jego ulubionych utworów. Potter słuchał tego będąc pod wielkim wrażeniem.
O lekcji zapomnieli.


*Linkin Park – From the Inside

1 komentarz:

  1. Tak wiem znowu Cie zaniedbałam. Przepraszam:-) To tak rozdziały jak zwykle fajne. Fajnie, że Draco został uwzględniony w twoim opowiadaniu :-) Mam nadzieje że się z Harrym zaprzyjaźnią. Ok, sorka że tak mało ale czasu brak a stwierdziłam że jak teraz nic nie napisze to potem będzie ciężko
    Życzę weny :-)
    Ps: Dragon ma świetny gust muzyczny :d

    OdpowiedzUsuń