Gdy
otworzył oczy miał wrażenie, że wciąż jest na szkoleniu. Taka
sama spokojna noc. Jednak coś było nie tak. Podniósł głowę i
zobaczył, że jest w pokoju Lisy, a dziewczyna śpi obok niego,
wtulona w jego rękę. Niezbyt się tym przejął, bo w czasie tych
dwóch lat często nie miał siły i z chłopakami, jak do późna
gadali z dziewczyną to zasypiali u niej.
Delikatnie
oparł się na łokciu i spojrzał na nią. Spała spokojnie. Jej
włosy porozkręcały się na całej poduszce. Harry wiele razy
dziwił się dlaczego nie ma chłopaka, bo przecież jest taka ładna,
że powinni się ustawiać się za nią w kolejce. Ale nie pozwoliłby
na to jakiemuś idiocie. Ona jest zbyt wyjątkowa.
Gdy
tak myślał, coś się zaczęło zmieniać. Oddech Lissany stał się
ciężki i chrapliwy, a ona sama zaczęła się kręcić w łóżku.
Puściła jego rękę i zacisnęła dłonie w pięść. Spięła się.
Harry nie wiedział o co chodzi. Pogłaskał ją po włosach. Bez
reakcji. Dziewczyna zaczęła się trząść, a on nie mógł nic
zrobić. Był mocno przestraszony. Potrząsnął ją delikatnie za
ramię. Nic.
-Liska,
obudź się.- szepnął. Żadnej reakcji.- Obudź się.- powiedział
głośniej i potrząsnął jej ramię. To samo. Dziewczynie po twarzy
popłynęły łzy. Starł je ręką i pogłaskał ją po policzku.
Poczuł ciepło jej ciała i łez, ciągle płynących. Poklepał ją
po policzku.
-Liska!
Otworzyła
wreszcie oczy i popatrzyła na niego ze strachem. Łzy teraz płynęły
ciurkiem. Dziewczyna w oczach miała wielki strach i ból.
-Co
się stało?- zapytał, w ciąż głaszcząc ją po policzku. Lisa
nie odpowiedziała, tylko rzuciła się na niego. Objęła go rękami
za szyję i przyległa do jego torsu. Harry coraz bardziej
zaniepokojony pogłaskał ją po plecach.- Hej, co jest?
-Miałam....miałam...-
rozszlochała się.
-Cii...wszystko
jest dobrze.- powiedział łagodnie.
-Ja...miałam
koszmar...-szepnęła niewyraźnie.
-Jaki?
-Nie...nie
mogę...-usiadła samodzielnie i patrzyła się na ścianę.-To
było...okropne.
-Co
ci się śniło?
Dziewczynie
znowu popłynęły łzy.
-Jak
byłeś u Voldemorta... jak cię torturuje i… zabija...- pod koniec
nie była zdolna mówić, dokończyła szlochem.
Harry
usiadł naprzeciwko niej i pogłaskał ją po włosach.
-Od
kiedy ci się to śni?
-Od
kiedy powiedziałeś, że cię porwał. Ja...ja miałam takie wyrzuty
sumienia. Naprawdę mi przykro, że tak na ciebie wtedy
nakrzyczałam...
-Dlaczego
mi o tym nie powiedziałaś?- przerwał jej stanowczo.
-Ja
nie chciałam, żebyś się niepotrzebnie martwił.
-Niepotrzebnie?
Ja chcę się o ciebie martwić, Lisa.
-Przepraszam.-
powiedziała cicho.
Przytulił
ją.
-Obiecujesz,
że jak się coś będzie działo to dasz mi znak?
-Obiecuję.-
uśmiechnęła się przez łzy.
-No
dobrze.- wstał i popatrzył przez okno.- Już prawie szósta.
Idziesz popatrzyć ze mną jak Malfoy się męczy?
-Pewnie.
To będzie ciekawe doświadczenie.
Spotkali
Malfoya przy jeziorze, tak jak się umawiali. Siedział na brzegu.
Lisa, już ogarnięta i z uśmiechem na ustach, usiadła obok niego.
Popatrzył
na nią.
-Lisa
Clyton.- uśmiechnęła się podając mu rękę.
-Draco
Malfoy.- uścisnął jej rękę.
Harry
doszedł do nich.
-No
Malfoy- zaczął przymilnym głosem- to na początek może osiem
kółeczek dookoła zamku.
-Ile?-
wytrzeszczył oczy.
Czarny
zachichotał. Mógłby powiedzieć, że ta sytuacja miała już
miejsce. Z wyjątkiem, że to byli oni.
-Ruchy,
ruchy. Chyba, że chcesz więcej?- pobiegł.
Potter
usiadł obok dziewczyny.
-Nie
powinieneś tak go traktować.- skarciła go.
-Niby
jak?
-Tak
jak to robisz.
-Przecież
my robiliśmy po dziesięć! To już i tak mniej.- zamilkł pod jej
spojrzeniem.
-Idź,
pobiegaj z nim.
-Po
co?- zadziwił się.
-Kondycja
ci siądzie.- roześmiała się.- Idź już, bo będzie oszukiwał.
-Masz
rację. Nie pozwolę mu się teleportować.-zastrzegł i pobiegł w
kierunku, w którym zniknął Draco. Jeszcze kondycja mu nie spadła,
więc dogonił go bez trudu.
-Co
tam, Dragon?- odparł przebiegając po jego stronie, ale wyrównał
bieg.
-Jak
mnie nazwałeś?- obruszył się.
-Dragon.-
odpowiedział spokojnie.- Jakoś tak mi przyszło do głowy.-
wzruszył ramionami.
-Tak
wymyślaliście wasze przezwiska?
-Skąd
o tym wiesz?- spytał podejrzliwie.
-Brain
mi mówił coś o Serwalu i Jocjusie.
-Jocku.-
poprawił go odruchowo.- Serwal to Joy Jonson, Jock to Mike River, i
ja, Czarny. Jest jeszcze Lisa. Ją poznałeś.- stwierdził, że nie
będzie tego ukrywać. Bo po co?
-A
po co to? Jesteście jak Wielka Paczka?
-Po
prostu przyjaciółmi.- wzruszył ramionami- Brain to wymyślił.
-Tak?-
zdziwił się.- Dlaczego?
I
Harry opowiedział mu o kawałach, jakie robili we czwórkę
Brain'owi. Draco zaśmiał się.
-Jemu
to by pasowało robić. Jest za poważny.- stwierdził.
-Taak.
Właśnie też dlatego wybraliśmy jego. Miał u nas przesrane przez
te dwa lata.
Dopiero
teraz zauważył, że przebiegli siódme kółko, a Malfoy ledwo
dyszy. Jemu to nie przeszkadzało. Przywykł nawet do dwudziestu.
-Chodź.-
wskazał na drzewo, które robiło cień, wiecznie gorącemu słońcu.
-Dzięki.-
sapnął i rozwalił się na trawie.
Chwilę
leżeli w ciszy, wsłuchując się w śpiew ptaków. Malfoya coś
trapiło. Harry to widział, jednak nic nie zrobił.
-Jednak
można z tobą normalnie porozmawiać.- stwierdził z uśmiechem.
-Tak-
zaśmiał się- dowiedziałbyś się już wcześniej, gdybyś tak
chamsko nie odrzucił mojej przyjaźni.
-To
tu cię boli.- Czarnego olśniło.- Tylko dlatego przez te wszystkie
lata byłeś taki ...okropny?
-Głównie.-
przyznał.- Byłem też pod kontrolą ojca. Nie mogłem tak po prostu
stać się twoim przyjacielem. Ty jesteś wrogiem Czarnego Pana, a on
jego wiernym sługom. Z przyjaźni z Chłopcem-Który-Przeżył nie
wynikło by nic dobrego.
-Taak,
jest bardzo wiernym sługom.- mruknął pod nosem. Na wiadomość o
Malfoyu Seniorze przyszły wspomnienia. To jak ten rzucał Cruciatusa
na jego ramie. Otwartą, ciągle bolącą ranę. Wzdrygnął się.
Poradził sobie z tym, ale i tak wolał o tym nie myśleć. To wciąż
bolało. Psychicznie.
-Wiem
o tym, że byłeś u Voldemorta.- powiedział nagle, wybudzając go z
zamyślenia.
-Skąd?-
zapytał cicho, jednak domyślając się odpowiedzi.
-To
było furrorą u Śmierciożerców. Ojciec był nieźle wkurzony jak
po jednym dniu zwiałeś.- Harry pokiwał głową, w duchu ciesząc
się z tego.- Wiem co ci zrobił.
Harry
spojrzał na niego niespokojnie.
-Pewnie
nie chcesz o tym rozmawiać, ale...
-Masz
rację, nie chce.- przerwał mu stanowczo.
-Dobra.-
zamyślił się na chwilę, chcąc zmienić temat - Dalej uważasz,
że Dumbledore jest taki święty?
-On
nigdy nie był święty, tylko po prostu tego nie widziałem.
-Fajnie,
że przejrzałeś na oczy. Czyli nie jesteś po żadnej stronie?
-Nie
i nie mam zamiaru tego zmieniać.- uśmiechnął się.
Siedzieli
w ciszy. Harrego coś nurtowało.
-Tak
jak powiedziałem wczoraj, na razie nie ma szans na przyjaźń z
całkowitym zaufaniem, ale nie chce się już kłócić. Zaczniemy od
początku?- ulżył sobie i popatrzył na Dracona niepewnie.
-Draco
Malfoy- wyciągnął rękę.
-Harry
Potter- uścisnął ją.
Z
uśmiechami odmaszerowali do zamku.
-Jock!
Serwal!
-Cześć,
stary.- poklepali się po plecach.
Minęło
kilka dni od rozejmu z Draco, a chłopaki przyjechali dopiero teraz.
-To
jest mój uczeń- wskazał na Dragona.
-Draco
Malfoy.- wyciągnął do nich dłoń.
Nie
ujęli ich, tylko patrzyli niepewnie na Pottera.
-Pogodziłem
się z nim.- oznajmił.
Chłopaki
się rozluźnili.
-Nie
jestem Śmierciożercą.- zastrzegł Malfoy, widząc, że Czarny
opowiedział im o nim dawnym.
-Na
razie wierzymy.- powiedział Joy. Uścisnął jego dłoń.
-Chodźcie
na obiad.- zagadnął Harry. Poszli w kierunku Wielkiej Sali.
Wchodząc zobaczyli Lise, która siedziała i zaczęła jeść.
-Ładnie
to tak zaczynać bez nas?- zagaił Czarny siadając obok niej.
-Możliwe,
że nie, ale co mi tam.- machnęła ręką zbywającą.-
Pogodziliście się?- zgadła, patrząc jak nie wysyłają sobie już
wrogich spojrzeń.
-Taak.-
potwierdził Draco przeciągając. Czarny zgodził się kiwając
głową.
-Ile
już przerobiliście materiału?- spytał ciekawy Joy.
-Kilka
zaklęć Feniksów i właściwie tyle. Ja nie wiem co Brain sobie
wyobrażał. Przecież nie nauczę go nawet większości do Hogwartu.
To niedorzeczne.
-Wiem,
też tak myślę. Może byśmy ci pomogli?- zaproponował Mike.
-A
chcecie?- Harry zwątpił.
-Możemy ci pomóc.- zgodziła się Liska, niezważając na jego minę.
-Możemy ci pomóc.- zgodziła się Liska, niezważając na jego minę.
-Na
przykład z teleportacją.- Serwal pokiwał głową.- To będzie
najłatwiejsze.
Zaśmiali
się zgodnie.
Draco
obserwował ich. Musiał potwierdzić słowa Czarnego, że są
naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Teraz to widział najlepiej.
-Ja
też tu jestem.- przypomniał im. Popatrzyli na niego.
-Wiemy.-
odrzekli zgodnie ze śmiechem.- to co? Zaczynamy po obiedzie.
Stali
na niewielkim boisku, koło jeziora. Draco był w środku, a chłopaki
i Lisa otaczali go, w powietrzu robiąc kółko. W rękach trzymali
kafle.
-Chyba
żartujecie.- wyksztusił Malfoy, gdy pojął co oni mają zamiar
zrobić.
-Niestety.-
Czarny uśmiechnął się figlarnie- Omijaj piłki i próbuj przed
nimi uciec najprostszym sposobem. Po prostu się deportuj.
Dragon
popatrzył na niego z przerażeniem.
-Jaja
sobie robicie.
Pokręcili
głowami uśmiechając się głupkowato.
-Trzy...dwa...jeden...już!
Harry
rzucił, ale Draco z łatwością ominął piłkę. Następnie Joy,
znowu ominął, Mike: znowu. I tak dalej...
Harry
podleciał, na miotle, do Joy'a.
-To
nic nie da.- rzekł.- trzeba go okrążyć.
Tak
zrobili.
Malfoy
popatrzył na nich. I po chwili już nie miał gdzie uciekać, bo z
każdej strony był ktoś z piłką. Wiedział, że nie mogą nic mu
zrobić, ale teraz nie był tego taki pewien. Był okrążony. Musiał
się deportować. Z całych sił skupił się na miejscu za Potterem.
Myślami był już tam, chciał się tam znaleźć ciałem. Wytężył
wole i … tak zakręciło mu się w głowie, że zgiął się w pół.
Z trudnością odepchnął od siebie odruch wymiotny. Nawet nie
zauważył, że zamknął oczy. Otworzył je. Był jakieś 10 metrów
od miejsca w którym stał wcześniej. Harry przyglądał mu się z
uśmiechem.
-Udało
ci się!- zawołał. Podleciał do niego i przybił mu piątkę.
Draco
wyszczerzył się triumfująco. I po chwili już go nie było.
Znajdował się na końcu boiska. Za tym razem też czuł mdłości,
ale już nie tak silne. Przeskakiwał jeszcze kilka razy, a ustały
całkowicie.
-No
to teleportacje masz całkowicie opanowaną.
Draco
odetchnął z ulgą.
Potter
otworzył oczy i spojrzał na zegarek. Zaklął. Znowu spóźnił się
na lekcję z Dragonem. Na szczęście ten już jest przyzwyczajony.
Ubrał
się i umył w mirę szybko. Poszedł do sali treningowej, ale
Malfoya w niej nie było. Nie przejął się bardzo. Powędrował na
śniadanie do Wielkiej Sali. Rozejrzał się. Tam też go nie było.
Usiadł przy przyjaciołach.
-Widzieliście
Malfoy'a?- zapytał biorąc do ręki tosta.
-Nie.-
odpowiedziała Lisa.- A co? Nie przyszedł?
Harry
uśmiechnął się niewinnie.
-Znowu
zaspałeś.- rzuciła z wyrzutem.-To teraz radź sobie sam.- odeszła
od stołu.
-Co
jej jest?- zapytał zdziwiony.
-My
mamy wiedzieć?- odparł Joy.
-Pewnie
ma te dni.- rzucił Mike z naciskiem na przed ostatnie słowo. Pojęli
o co chodziło. Zarechotali.
-Dobra,
idę do jego pokoju.-powiedział Czarny kończąc tosta. Wyszedł z
sali.
Zatrzymał
się przed pokojem i zapukał.
-Proszę.-
usłyszał ciche zaproszenie.
Wszedł.
Na
łóżku po turecku siedział Draco. Koło niego znajdował się
odtwarzacz. Wydobywała się muzyka:
-...I
take everything from the inside, And throw it all away,' Cause I
swear for the last time, I won't trust myself with you*...
-Kto
to?- zapytał zafascynowany.
-Linkin Park.- odpowiedział Dragon przyglądając się jak Harry podchodzi i siada obok niego.
-Linkin Park.- odpowiedział Dragon przyglądając się jak Harry podchodzi i siada obok niego.
-Dobrzy.-stwierdził
z uśmiechem.
-Bez
wątpienia.-zaśmiał się.- Nigdy o nich nie słyszałeś?
Zaprzeczył.
-Nie
słucham muzyki.- jego rozmówca bardzo się zdziwił.
-Może
najwyższy czas żeby zacząć.- powiedział Malfoy. Pokazał mu
jeszcze kilka jego ulubionych utworów. Potter słuchał tego będąc
pod wielkim wrażeniem.
O
lekcji zapomnieli.
*Linkin
Park – From the Inside
Tak wiem znowu Cie zaniedbałam. Przepraszam:-) To tak rozdziały jak zwykle fajne. Fajnie, że Draco został uwzględniony w twoim opowiadaniu :-) Mam nadzieje że się z Harrym zaprzyjaźnią. Ok, sorka że tak mało ale czasu brak a stwierdziłam że jak teraz nic nie napisze to potem będzie ciężko
OdpowiedzUsuńŻyczę weny :-)
Ps: Dragon ma świetny gust muzyczny :d