Był
obolały.
Czuł
cierpienie w każdej cząsteczce swojego ciała. Myślał, że już
nie wytrzyma, kiedy ból powrócił ze zdwojoną siłą. Był do tego
przyzwyczajony, ale nie mógł się z tym pogodzić. Bo czy można
pogodzić się z cierpieniem?
Harry
szedł w kierunku swojego ulubionego miejsca. Placu zabaw. Tam zawsze
doznawał ukojenia nerwów i emocji. Kojarzyło mu się to z cudownym
dzieciństwem pełnym matczynej troski, tej której nigdy nie zaznał
i już nie będzie miał ku temu okazji. Jego rodzice zmarli
piętnaście lat temu, jedynie on ocalał, ponieważ oni oddali za niego
życie. Tak jak wiele innych osób. Cedrik, Syriusz... Tak, jego
ojciec chrzestny, który zginą w czerwcu. Na tę myśl niechciane
łzy pojawiły się w jego oczach. Jednak nie dał im wypłynąć.
Za dużo łez już wylał. Bardzo za nim tęsknił. Była to bowiem
dotychczas jego jedyna rodzina, więc trudno się dziwić. Zmarł
przez niego...i Dumbledore’a. To on nie powiedział mu o
przepowiedni, co miał zrobić już lata temu. Z tym, że wtedy
nikomu nic by się nie stało. A tak to jedna osoba już nie żyje,
przez tego skretyniałego pochłaniacza dropsów.
Chłopiec
usiadł na ławce, gdy niespodziewanie zakręciło mu się w głowie.
Miał sporej
wielkości ranę z tyłu głowy, ponieważ jak się przewrócił na
podłogę to uderzył się o skraj łóżka i to są tego skutki.
Wszystko jednak przez wuja, który stwierdził, że za późno wraca.
Nikomu nie powiedział, że wuj go bije. Nawet Ronie, ani Hermionie,
których zna od pięciu lat. Po prostu uważał to za swoją sprawę
i nie potrzebował kogoś kto będzie się nad nim użalał. Jednak
czasami miał wrażenie, że dyrektor wie. No bo co by miały znaczyć
te współczujące spojrzenia, które podsyłał mu pod koniec roku
szkolnego? Na tę myśl jeszcze bardziej się zdenerwował. Jak mógł
na coś takiego pozwolić? Jak mógł go okłamywać mówiąc, że
tak jest bezpieczniej? Nie ufał mu coraz bardziej. Nie będzie ufać
mu po tylu kłamstwach.
Gdy
znowu zakręciło mu się w głowie, stwierdził że się położy. I
tak będzie musiał tu spędzić noc, jak coraz częściej się
zdarzało. Powoli, żeby nie zadać sobie niepotrzebnego bólu,
położył głowę na ławkę i tak leżał myśląc o tym dlaczego
jego życie musi być takie trudne.
Już
po chwili zamkną powieki by pozwolić się zabrać w objęcia
Morfeusza, gdy usłyszał kroki. Nie miał nawet siły by odwrócić
głowę, czym się bardzo zdziwił.
Poczuł
jak ktoś wyjątkowo delikatny głaska go po włosach. W pierwszej
chwili się przestraszył, ale ten ruch miał coś w sobie.
Podświadomie wiedział, że może tej osobie zaufać.
-Co
się stało, Harry?- spytała tajemnicza osoba.
Otworzył
oczy gdy tylko usłyszał głos. Pochylała się nad nim śliczna
brązowowłosa dziewczyna o błękitnych oczach.
Szybko
podniósł się z miejsca, nie zważając na ból.
-Skąd
znasz moje imię?- chłopak nauczył się nie ufać nieznajomym- kim
jesteś?
-Nazywam
się Lissana Clyton, możesz mi mówić Lisa.- uśmiechnęła się.
Harry usiadł cały czas przypatrując dziewczynie. Wyjęła z
torebki fiolkę i podała mu.
-Masz,
wypij.-poleciła.
-Co
to jest?
-Eliksir
regenerujący, pomoże ci.
Harry
patrzył jeszcze na nią podejrzliwym wzrokiem, ale podniósł fiolkę
do nosa i powąchał. Miała rację. Wypił na raz eliksir i po kilku
sekundach odczuł przyjemne ciepło rozchodzące się po jego
organizmie. Czuł się o wiele lepiej.
Zrobił
miejsce dla dziewczyny.
-Dzięki. – powiedział Harry.
-Nie ma sprawy.- odpowiedziała
dziewczyna, usiadła.
-A tak dokładniej to kim
jesteś? Wcześniej nie widziałem cię w Hogwarcie.- po eliksirze domyślił się, że
ma do czynienia z czarownicą.
-Nie chodzę do szkoły-
wyjaśniła
-Jak to?
-Uczę
się w domu.
-Aaa...-
bardzo inteligentna odpowiedź Harrego.
-Przyszłam
zaproponować ci szkolenie.- Lisa przeszła do konkretów.
-Co?-
zdziwił się- Jakie szkolenie?
-U
Niebieskich Feniksów. To wielki zaszczyt. Tylko niektórzy mają na
tyle wielką moc, aby się u nas uczyć. Ty taką masz. Musisz się
tylko zgodzić.-patrzyła chwilę w jego zamyśloną twarz- Chyba, że
się boisz?- spytała wiedząc, żę tym go przekona.
-No
co ty! Ja mam się bać? Kpisz sobie!- dziewczyna dalej patrzyła na
niego z wyczekiwaniem.
Zamyślił
się. Czy powinien się zgodzić? To szkolenie pewnie pomoże mu w
walce z Voldemortem. Warto spróbować.
-Zgadzam
się- odparł pewnie do dziewczyny.
-Dobrze,
to złap mnie za rękę i teleportujemy się do zamku- oznajmiła
pogodnie dziewczyna.
Harry
to uczynił to. Ostatnia myśl zarejestrowana w jego umyśle była
ostrzeżeniem, że to może być pułapka. Lecz nie mógł już nic
poradzić, bo obraz przed oczami mu się zamazał.
Wylądowali
przed pięknym zamkiem. Wielkością dorównywał Hogwartowi. Obok
było duże jezioro, a wokół niego drzewa. Wszystko było takie
piękne i magiczne. Ptaki śpiewały, rośliny kwitły kolorowo...
-Chodź-
z zachwytu wyrwał go głos Lisy. Poszedł w jej kierunku.
-Tu
jest...- nie mógł się wysłowić- bajecznie- dokończył całkiem
poważnie.
-Tak-zaśmiała
się- każdy tak mówi.
Szli
w milczeniu. Harry, pomimo piękna i niewiarygodności tego miejsca
nie był przekonany co do decyzji. Jednak wierzył, że właśnie tu
powinien się znaleźć.
Czuł
się o wiele lepiej niż godzinę temu. Eliksir Lisy zrobił swoje.
Dziewczyna jakby czytała mu w myślach.
-Co
z tym zrobimy?- spytała, a on spojrzał na nią zdziwiony- Nie będę
cię pytać co się stało, bo zapewne mi nie powiesz, ale nie możesz
wejść tam w takim stanie. Cały w zakrzepniętej krwi. Tak nie
pasuje.- wyjaśniła wskazując na jego brzuch. Popatrzył na niego.
Miała rację. Jego koszula była mocno pogięta i w paru miejscach
miała nie ten kolor co trzeba.
-Uff...
no dobra. Zaczekaj tu, zaraz przyjdę.
Wróciła
po kilku minutach, niosąc jakąś maść i bandaż.
-Chodź tam- wskazała na kamień
pomiędzy drzewami.- Siadaj i zdejmij koszulę- nakazała bez
krępacji w głosie. On przeciwnie, trochę się speszył.- No,
ruchy, ruchy. Chyba nie chcesz zostać w takim stanie, nie?- spytała
retorycznie z wielkim uśmiechem na ustach.
Harry zrobił tak jak poleciła.
Lisa zabrała się do roboty. Nacierała maść na rany bardzo
harmonijnie i delikatnie, tak żeby wszystko było w porządku. Po
skończonej pracy nie było śladu po siniakach ani ranach. Harry
ubrał się, a dziewczyna skierowała różdżkę w jego stronę.
Zrobił zdezorientowaną minę, ale ta szepnęła tylko:
-Tersus!-
i plama na bluzce zniknęła.
-
Dzięki- uśmiechną się Harry.
-Nie
ma sprawy- odrzekła i ruszyła w stronę zamku. Harry pobiegł za
nią.
Weszli
do zamku. W Wielkiej Sali stał mężczyzna ok. trzydzieści lat.
Ubrany był w zwykłe mugolskie ciuchy i zachowywał się jakby na
nich czekał. Gdy tylko ich dostrzegł, podszedł do nich
zniecierpliwiony.
-Co
tak długo?- powiedział do siebie, ale zaraz uścisną rękę
chłopakowi.-Witaj, Harry.
-Dzień
dobry...ee...- nie wiedział jak dokończyć.
-Jestem
Brain Chanes. Mów
mi po imieniu. No więc, co chciałbyś wiedzieć o szkoleniu?
-Eee...wszystko?
Brain
zaśmiał się.
-No
więc, szkolenie trwa 2 lata- Harry zrobił tak wielkie oczy, ale
Brain szybko wytłumaczył - spokojnie, u ciebie minie tylko jakieś
8 dni. Pętla czasu.- wyjaśnił.- Będziesz uczył się wielu
rzeczy. Od kondycji fizycznej po czary Feniksów. Pełny rozkład
zajęć, znajdziesz u siebie w pokoju. W pokoju wspólnym mieszka
jeszcze dwoje uczniów. Na pewno się dogadacie. Każdy z was ma
swojego osobistego nauczyciela. – Harry popatrzył na niego
pytająco- Twoim jestem ja. Pod koniec szkolenia odbędzie się
inicjacja na Niebieskiego Feniksa. Emm... chyba tyle. Jakieś
pytania?
-Nie.
Chyba nie.
-Ok.
Lissana zaprowadzi cię do pokoju...
-Lisa.-poprawiła
gniewnie dziewczyna i wyszła razem z Harrym.
Szli
do pokoju Harrego. Przynajmniej tak mu się wydawało. Po drodze
rozglądał się dookoła. Zamek z zewnątrz może był podobny do
Hogwartu, ale od wewnątrz w ogóle go nie przypominał. Był
urządzony bardziej do walki i ćwiczeń, niż nauki.
-Ile
tak w ogóle masz lat?- zapytał Harry.
-Dziewczyn
się nie pyta o wiek. Zapomniałeś?- roześmiała się.
Już drugi raz tego dnia się speszył.
-Piętnaście.
Jestem rok młodsza od ciebie.- odpuściła.
-I
już przeszłaś szkolenie?
-Tak.
Skończyłam kilka miesięcy temu.
Doszli
do drzwi.
-No
to, do zobaczenia.- pożegnała się.
-Tak?
-Tak.-
odparła pewnie z uśmiechem- mieszkam w zamku.
Harry
uśmiechnął się i wszedł za drzwi.
Pomieszczenie
było całkiem duże. Pośrodku był kominek, a przed nim sofa i
kilka okien wokoło. Podobnie do pokoju wspólnego w Hogwartcie.
Zauważył chłopaka o brązowych włosach, siedzącego na fotelu.
Podszedł
do niego.
-Cześć.
–przywitał się i podał rękę- Harry Potter.
-Joy
Janson –odpowiedział.
Nie zdążyli powiedzieć nic
innego, bo na górze rozległ się hałas.
-Cholerne
krzesło.- warkną rudowłosy chłopak schodząc na dół.- Och,
cześć.-powitał ich gdy tylko ich zobaczył.- Mike River- podał im
rękę.
-Harry.-
odpowiedział brunet kryjąc śmiech.
-Joy.
Usiedli
na kanapie i ... siedzieli. Wkrótce Mike nie wytrzymał.
-Ale
sztywno-parsknął śmiechem. Atmosfera się odrobinę rozluźniła.-
może powiemy coś o sobie? W końcu musimy przetrwać te dwa lata,
nie? Kto zaczyna ?
Nikt
nie był skory do pójścia na pierwszy ogień.
-Hmm,
to ja zacznę,- postanowił Mike.- w sumie to nie mam ciekawego
życia. Na pewno chcecie słuchać?- pokiwali głowami- Mam 16 lat.
Przez 5 lat mieszkałem we Francji i chodziłem do Beauxbatons.
-Chodziłeś?
-Wylali
mnie.- przyznał, chłopaki parsknęli śmiechem.
-Co
zrobiłeś?
-Rozwaliłem
klasę do transmutacji i przy okazji przefarbowałem nauczycielkę na
fiolet- Harry i Joy wybuchnęli śmiechem- Mówię wam, wygląd był
komiczny.- wyszczerzył się.- Teraz będę chodzić do Hogwartu.
-Ty
też?!- wykrzykną Joy.
-Co
ja?
-Ja
też będę tam chodzić, od tego roku. Przeprowadziłem się do
Anglii na wakacjach.
-No
to będzie się działo.- westchnął Harry.
-No
nie mów!
-No
mówię.- wyszczerzył się.
-Co?-
Mike nie zrozumiał.
-To,
że wychodzi na to, że będziemy chodzić do tej samej szkoły.-
wytłumaczył Joy uśmiechając się od ucha do ucha.
Pogadali
jeszcze trochę czasu. Okazało się, że Joy i Mike to bardzo dobrzy
ludzie. Nie znosili kłamstw i nielojalności. Czyli tego samego co
Harry. Świetnie się razem dogadywali. Po kilku godzinach
stwierdzili, że idą spać.
Harry
wszedł do swojego pokoju. Był normalny. Łóżko, stolik, biurko,
okno, łazienka...standard. Wszystko co potrzebne. Spostrzegł na
stoliku kartkę papieru. Plan zajęć. Spojrzał na niego i zamarł,
by następnie klepnąć na łóżko. Brzmiał następująco:
Poniedziałek
7.00
– ćwiczenia fizyczne
8.00
– śniadanie
8.30
– teleportacja
10.00
– magia niewerbalna
11.00
– magia bezróżdżkowa
12.00
– animagia
13.00
– obiad
14.30
– Czary Feniksów
16.00
– magia umysłu
17.30 – eliksiry
19.00 - kolacja
19.00 - kolacja
Każdy
następny dzień wyglądał podobnie.
To
będą ciężkie lata, zdążył jeszcze pomyśleć zanim zasną.
Hej:-)
OdpowiedzUsuńWpadłam na to opowiadanie przypadkiem i powiem że zapowiada się całkiem nieźle. Lisa wygląda na fajna dziewczynę. Czyżby to nowa miłość Harrego:-) No OK mykam do rozdziału drugiego.