wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 1

Był obolały.
Czuł cierpienie w każdej cząsteczce swojego ciała. Myślał, że już nie wytrzyma, kiedy ból powrócił ze zdwojoną siłą. Był do tego przyzwyczajony, ale nie mógł się z tym pogodzić. Bo czy można pogodzić się z cierpieniem?
Harry szedł w kierunku swojego ulubionego miejsca. Placu zabaw. Tam zawsze doznawał ukojenia nerwów i emocji. Kojarzyło mu się to z cudownym dzieciństwem pełnym matczynej troski, tej której nigdy nie zaznał i już nie będzie miał ku temu okazji. Jego rodzice zmarli piętnaście lat temu, jedynie on ocalał, ponieważ oni oddali za niego życie. Tak jak wiele innych osób. Cedrik, Syriusz... Tak, jego ojciec chrzestny, który zginą w czerwcu. Na tę myśl niechciane łzy pojawiły się w jego oczach. Jednak nie dał im wypłynąć. Za dużo łez już wylał. Bardzo za nim tęsknił. Była to bowiem dotychczas jego jedyna rodzina, więc trudno się dziwić. Zmarł przez niego...i Dumbledore’a. To on nie powiedział mu o przepowiedni, co miał zrobić już lata temu. Z tym, że wtedy nikomu nic by się nie stało. A tak to jedna osoba już nie żyje, przez tego skretyniałego pochłaniacza dropsów.
Chłopiec usiadł na ławce, gdy niespodziewanie zakręciło mu się w głowie.
Miał sporej wielkości ranę z tyłu głowy, ponieważ jak się przewrócił na podłogę to uderzył się o skraj łóżka i to są tego skutki. Wszystko jednak przez wuja, który stwierdził, że za późno wraca. Nikomu nie powiedział, że wuj go bije. Nawet Ronie, ani Hermionie, których zna od pięciu lat. Po prostu uważał to za swoją sprawę i nie potrzebował kogoś kto będzie się nad nim użalał. Jednak czasami miał wrażenie, że dyrektor wie. No bo co by miały znaczyć te współczujące spojrzenia, które podsyłał mu pod koniec roku szkolnego? Na tę myśl jeszcze bardziej się zdenerwował. Jak mógł na coś takiego pozwolić? Jak mógł go okłamywać mówiąc, że tak jest bezpieczniej? Nie ufał mu coraz bardziej. Nie będzie ufać mu po tylu kłamstwach.
Gdy znowu zakręciło mu się w głowie, stwierdził że się położy. I tak będzie musiał tu spędzić noc, jak coraz częściej się zdarzało. Powoli, żeby nie zadać sobie niepotrzebnego bólu, położył głowę na ławkę i tak leżał myśląc o tym dlaczego jego życie musi być takie trudne.
Już po chwili zamkną powieki by pozwolić się zabrać w objęcia Morfeusza, gdy usłyszał kroki. Nie miał nawet siły by odwrócić głowę, czym się bardzo zdziwił.
Poczuł jak ktoś wyjątkowo delikatny głaska go po włosach. W pierwszej chwili się przestraszył, ale ten ruch miał coś w sobie. Podświadomie wiedział, że może tej osobie zaufać.
-Co się stało, Harry?- spytała tajemnicza osoba.
Otworzył oczy gdy tylko usłyszał głos. Pochylała się nad nim śliczna brązowowłosa dziewczyna o błękitnych oczach.
Szybko podniósł się z miejsca, nie zważając na ból.
-Skąd znasz moje imię?- chłopak nauczył się nie ufać nieznajomym- kim jesteś?
-Nazywam się Lissana Clyton, możesz mi mówić Lisa.- uśmiechnęła się. Harry usiadł cały czas przypatrując dziewczynie. Wyjęła z torebki fiolkę i podała mu.
-Masz, wypij.-poleciła.
-Co to jest?
-Eliksir regenerujący, pomoże ci.
Harry patrzył jeszcze na nią podejrzliwym wzrokiem, ale podniósł fiolkę do nosa i powąchał. Miała rację. Wypił na raz eliksir i po kilku sekundach odczuł przyjemne ciepło rozchodzące się po jego organizmie. Czuł się o wiele lepiej.
Zrobił miejsce dla dziewczyny.
-Dzięki. – powiedział Harry.
-Nie ma sprawy.- odpowiedziała dziewczyna, usiadła.
-A tak dokładniej to kim jesteś? Wcześniej nie widziałem cię w Hogwarcie.- po eliksirze domyślił się, że ma do czynienia z czarownicą.
-Nie chodzę do szkoły- wyjaśniła
-Jak to?
-Uczę się w domu.
-Aaa...- bardzo inteligentna odpowiedź Harrego.
-Przyszłam zaproponować ci szkolenie.- Lisa przeszła do konkretów.
-Co?- zdziwił się- Jakie szkolenie?
-U Niebieskich Feniksów. To wielki zaszczyt. Tylko niektórzy mają na tyle wielką moc, aby się u nas uczyć. Ty taką masz. Musisz się tylko zgodzić.-patrzyła chwilę w jego zamyśloną twarz- Chyba, że się boisz?- spytała wiedząc, żę tym go przekona.
-No co ty! Ja mam się bać? Kpisz sobie!- dziewczyna dalej patrzyła na niego z wyczekiwaniem.
Zamyślił się. Czy powinien się zgodzić? To szkolenie pewnie pomoże mu w walce z Voldemortem. Warto spróbować.
-Zgadzam się- odparł pewnie do dziewczyny.
-Dobrze, to złap mnie za rękę i teleportujemy się do zamku- oznajmiła pogodnie dziewczyna.
Harry to uczynił to. Ostatnia myśl zarejestrowana w jego umyśle była ostrzeżeniem, że to może być pułapka. Lecz nie mógł już nic poradzić, bo obraz przed oczami mu się zamazał.

Wylądowali przed pięknym zamkiem. Wielkością dorównywał Hogwartowi. Obok było duże jezioro, a wokół niego drzewa. Wszystko było takie piękne i magiczne. Ptaki śpiewały, rośliny kwitły kolorowo...
-Chodź- z zachwytu wyrwał go głos Lisy. Poszedł w jej kierunku.
-Tu jest...- nie mógł się wysłowić- bajecznie- dokończył całkiem poważnie.
-Tak-zaśmiała się- każdy tak mówi.
Szli w milczeniu. Harry, pomimo piękna i niewiarygodności tego miejsca nie był przekonany co do decyzji. Jednak wierzył, że właśnie tu powinien się znaleźć.
Czuł się o wiele lepiej niż godzinę temu. Eliksir Lisy zrobił swoje. Dziewczyna jakby czytała mu w myślach.
-Co z tym zrobimy?- spytała, a on spojrzał na nią zdziwiony- Nie będę cię pytać co się stało, bo zapewne mi nie powiesz, ale nie możesz wejść tam w takim stanie. Cały w zakrzepniętej krwi. Tak nie pasuje.- wyjaśniła wskazując na jego brzuch. Popatrzył na niego. Miała rację. Jego koszula była mocno pogięta i w paru miejscach miała nie ten kolor co trzeba.
-Uff... no dobra. Zaczekaj tu, zaraz przyjdę.
Wróciła po kilku minutach, niosąc jakąś maść i bandaż.
-Chodź tam- wskazała na kamień pomiędzy drzewami.- Siadaj i zdejmij koszulę- nakazała bez krępacji w głosie. On przeciwnie, trochę się speszył.- No, ruchy, ruchy. Chyba nie chcesz zostać w takim stanie, nie?- spytała retorycznie z wielkim uśmiechem na ustach.
Harry zrobił tak jak poleciła. Lisa zabrała się do roboty. Nacierała maść na rany bardzo harmonijnie i delikatnie, tak żeby wszystko było w porządku. Po skończonej pracy nie było śladu po siniakach ani ranach. Harry ubrał się, a dziewczyna skierowała różdżkę w jego stronę. Zrobił zdezorientowaną minę, ale ta szepnęła tylko:
-Tersus!- i plama na bluzce zniknęła.
- Dzięki- uśmiechną się Harry.
-Nie ma sprawy- odrzekła i ruszyła w stronę zamku. Harry pobiegł za nią.
Weszli do zamku. W Wielkiej Sali stał mężczyzna ok. trzydzieści lat. Ubrany był w zwykłe mugolskie ciuchy i zachowywał się jakby na nich czekał. Gdy tylko ich dostrzegł, podszedł do nich zniecierpliwiony.
-Co tak długo?- powiedział do siebie, ale zaraz uścisną rękę chłopakowi.-Witaj, Harry.
-Dzień dobry...ee...- nie wiedział jak dokończyć.
-Jestem Brain Chanes. Mów mi po imieniu. No więc, co chciałbyś wiedzieć o szkoleniu?
-Eee...wszystko?
Brain zaśmiał się.
-No więc, szkolenie trwa 2 lata- Harry zrobił tak wielkie oczy, ale Brain szybko wytłumaczył - spokojnie, u ciebie minie tylko jakieś 8 dni. Pętla czasu.- wyjaśnił.- Będziesz uczył się wielu rzeczy. Od kondycji fizycznej po czary Feniksów. Pełny rozkład zajęć, znajdziesz u siebie w pokoju. W pokoju wspólnym mieszka jeszcze dwoje uczniów. Na pewno się dogadacie. Każdy z was ma swojego osobistego nauczyciela. – Harry popatrzył na niego pytająco- Twoim jestem ja. Pod koniec szkolenia odbędzie się inicjacja na Niebieskiego Feniksa. Emm... chyba tyle. Jakieś pytania?
-Nie. Chyba nie.
-Ok. Lissana zaprowadzi cię do pokoju...
-Lisa.-poprawiła gniewnie dziewczyna i wyszła razem z Harrym.
Szli do pokoju Harrego. Przynajmniej tak mu się wydawało. Po drodze rozglądał się dookoła. Zamek z zewnątrz może był podobny do Hogwartu, ale od wewnątrz w ogóle go nie przypominał. Był urządzony bardziej do walki i ćwiczeń, niż nauki.
-Ile tak w ogóle masz lat?- zapytał Harry.
-Dziewczyn się nie pyta o wiek. Zapomniałeś?- roześmiała się.
Już  drugi raz tego dnia się speszył.
-Piętnaście. Jestem rok młodsza od ciebie.- odpuściła.
-I już przeszłaś szkolenie?
-Tak. Skończyłam kilka miesięcy temu.
Doszli do drzwi.
-No to, do zobaczenia.- pożegnała się.
-Tak?
-Tak.- odparła pewnie z uśmiechem- mieszkam w zamku.
Harry uśmiechnął się i wszedł za drzwi.
Pomieszczenie było całkiem duże. Pośrodku był kominek, a przed nim sofa i kilka okien wokoło. Podobnie do pokoju wspólnego w Hogwartcie. Zauważył chłopaka o brązowych włosach, siedzącego na fotelu.
Podszedł do niego.
-Cześć. –przywitał się i podał rękę- Harry Potter.
-Joy Janson –odpowiedział.
Nie zdążyli powiedzieć nic innego, bo na górze rozległ się hałas.
-Cholerne krzesło.- warkną rudowłosy chłopak schodząc na dół.- Och, cześć.-powitał ich gdy tylko ich zobaczył.- Mike River- podał im rękę.
-Harry.- odpowiedział brunet kryjąc śmiech.
-Joy.
Usiedli na kanapie i ... siedzieli. Wkrótce Mike nie wytrzymał.
-Ale sztywno-parsknął śmiechem. Atmosfera się odrobinę rozluźniła.- może powiemy coś o sobie? W końcu musimy przetrwać te dwa lata, nie? Kto zaczyna ?
Nikt nie był skory do pójścia na pierwszy ogień.
-Hmm, to ja zacznę,- postanowił Mike.- w sumie to nie mam ciekawego życia. Na pewno chcecie słuchać?- pokiwali głowami- Mam 16 lat. Przez 5 lat mieszkałem we Francji i chodziłem do Beauxbatons.
-Chodziłeś?
-Wylali mnie.- przyznał, chłopaki parsknęli śmiechem.
-Co zrobiłeś?
-Rozwaliłem klasę do transmutacji i przy okazji przefarbowałem nauczycielkę na fiolet- Harry i Joy wybuchnęli śmiechem- Mówię wam, wygląd był komiczny.- wyszczerzył się.- Teraz będę chodzić do Hogwartu.
-Ty też?!- wykrzykną Joy.
-Co ja?
-Ja też będę tam chodzić, od tego roku. Przeprowadziłem się do Anglii na wakacjach.
-No to będzie się działo.- westchnął Harry.
-No nie mów!
-No mówię.- wyszczerzył się.
-Co?- Mike nie zrozumiał.
-To, że wychodzi na to, że będziemy chodzić do tej samej szkoły.- wytłumaczył Joy uśmiechając się od ucha do ucha.
Pogadali jeszcze trochę czasu. Okazało się, że Joy i Mike to bardzo dobrzy ludzie. Nie znosili kłamstw i nielojalności. Czyli tego samego co Harry. Świetnie się razem dogadywali. Po kilku godzinach stwierdzili, że idą spać.
Harry wszedł do swojego pokoju. Był normalny. Łóżko, stolik, biurko, okno, łazienka...standard. Wszystko co potrzebne. Spostrzegł na stoliku kartkę papieru. Plan zajęć. Spojrzał na niego i zamarł, by następnie klepnąć na łóżko. Brzmiał następująco:

Poniedziałek
7.00 – ćwiczenia fizyczne
8.00 – śniadanie
8.30 – teleportacja
10.00 – magia niewerbalna
11.00 – magia bezróżdżkowa
12.00 – animagia
13.00 – obiad
14.30 – Czary Feniksów
16.00 – magia umysłu
17.30 – eliksiry
19.00 - kolacja
 
Każdy następny dzień wyglądał podobnie.
To będą ciężkie lata, zdążył jeszcze pomyśleć zanim zasną.

1 komentarz:

  1. Hej:-)
    Wpadłam na to opowiadanie przypadkiem i powiem że zapowiada się całkiem nieźle. Lisa wygląda na fajna dziewczynę. Czyżby to nowa miłość Harrego:-) No OK mykam do rozdziału drugiego.

    OdpowiedzUsuń