czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 7

Harry otworzył oczy. Ku jego zdziwieniu, odkrył, że leży na kanapie w pokoju. Niezbyt dużym, ale miłym. I przytulnym. Był urządzony w kolorach brązowo-żółtym. Łóżko też nie było duże. Dla niego był idealny.
Wciąż nie wiedział co tu robił. Na nieszczęście ciągle był zakrwawiony i ledwo mógł poruszać nawet głową. Leżał ledwo przytomny. Nie zupełnie pamiętał co mu się przydarzyło. Oczywiście, tortury pamiętał. Skalpel Avery'ego i Cruciatus Malfoy'a. Ale jak się tu dostał?
Im dłużej o tym myślał, tym więcej sobie przypominał. Pamiętał, że był nieprzytomny w celi. A potem Snape przyszedł i położył mu coś na rękach i potem … ciemność.
Nagle powrócił do rzeczywistości. Zabolało go ramię. Bardzo. Nie tak jak w Czarnym Dworze, ale wystarczająco, żeby zacisnął zęby. Popatrzył się na nie i omal nie spadł z łóżka z przerażenia. Jego ramię było dosłownie rozciętą nad łokciem, wdłuż na jakieś 15cm. Wyglądało strasznie. Szczerze wątpił, czy kiedykolwiek mu się to zagoi. Miał dość przykrych doświadczeń. Naprawdę nie rozumiał czemu to właśnie jemu zawsze się to przytrafia.
To wszystko stało się tak szybko. Niewiarygodnie. Czy w ciągu jednego dnia można zostać porwanym, torturowanym i uratowanym? Ciekawe co powie na to Liska. Musi jej coś napisać, ale jak mu się poprawi. Na pewno nie teraz, i nie w ciągu kilku dni. Dopiero po tym jak ochłonie. Ręka mu ścierpła. Troszeczkę poruszył zranione ramię, a ono zapiekło jakby żywym ogniem. Wypuścił ze świstem powietrze ledwo powstrzymując krzyk. Zakręciło mu się w głowie. Ciemność znowu go pochłonęła.


Obudził go ból w ramieniu. Był okropny. Tamten wcześniejszy, w porównaniu do tego, był jak środek przeciwbólowy. Wcześniej czuł się o niebo lepiej. Bardzo prawdopodobne, że Snape dał mu coś, a teraz się wyczerpało. Otworzył oczy, ale zaraz poraziło go światło. Przymknął lekko powieki.
Był w tym samym pokoju co wcześniej. Ale nie sam. Koło niego, na łóżku siedziała kobieta. Wyglądała na ok. 20 lat. Ale twarz miała dużo poważniejszą, jak u 30-latki. Ubrana była w strój nastolatki. Niebieskie jeansy i beżową bluzkę. Miała długie blond włosy i zielone oczy. Bardzo wyraziste oczy. Patrzyła na niego zmartwionym wzrokiem.
-Dobrze, że się obudziłeś- powiedziała miękko. I wtedy ją poznał. To ta kobieta, pomyślał ze strachem i zdziwieniem. Z delikatnością dotknęła jego ramienia, ale on nie był przygotowany na ten ruch. Wciągnął głośno powietrze, gdy ręka zapiekła gwałtownie i boleśnie. Szybko cofnęła dłoń.
-Pewnie masz zakażenie. Nie mogę tego niczym posmarować...
-To ty.- przerwał jej.
-Kto?- spytała niespokojnie.
-Ta Bezimienna.- dalej był w szoku. Czyżby Prawa Ręka Voldemorta chciała mu pomóc? Nie mógł sobie tego wyobrazić.
Kobieta wypuściła ze świstem powietrze. Nic nie powiedziała.
-Czego mi pomagasz? Przecież jesteś Śmierciożercą.
-To nie takie proste, jak ci się wydaje.- popatrzyła na niego niemal prosząco.
-Powiedz przynajmniej jak się nazywasz. - odpuścił.
-Jak pozwolisz mi zająć się twoją ręką.- wskazała oczami na ranę. Harry też na nią popatrzył. Wyglądała coraz okropnie. Wokół cięcia zaczęły robić się dziwne kolory.
Czarny kiwnął głową. Kobieta wyszła. Nie miał pojęcia dlaczego, pozwolił jej się nim zająć. Przecież była jego wrogiem. A jeśli nie?- szepnął cichy głosik w jego głowie. Zupełnie nie wiedział co o tym myśleć. Czuł się trochę jak przy Lisie, kiedy pierwszy raz się spotkali. Od razu wiedział, że może jej ufać. Ale tak nie powinno być. Lisa jest tylko dziewczyną, a ona sługą Voldemorta. Pokręcił głową, nie potrafiąc rozwiązać problemu.
Ramię znowu zapiekło mocniej. Nie żeby nie piekło cały czas, ale teraz stawało się to nie do wytrzymania. Zauważył, że zaczął się pocić. Miał łzy bólu w oczach, ale nie pozwolił im wypłynąć. Nie będzie się rozklejać, przy Śmierciożerczyni. Jeszcze tak nisko nie upadł.
Usłyszał kroki. Drzwi się otworzył i kobieta weszła przez nie. W ręku niosła różne rzeczy. Harry starał się nie myśleć, że prawdopodobnie będzie to igła i nić. Jakby miała coś magicznego, to by zapewne dałaby mu jak spał.
Usiadła na łóżku i wzięła rękę, żeby obejrzeć.
-Miałam rację. Masz zakażenie- wyjęła mała buteleczkę. I chciała zacząć polewać, ale...
-Zaraz!- krzyknął.- Co robisz?- spytał przerażony.
-Muszę to odkazić.- popatrzył na nią nie wiedząc o co jej chodzi. Westchnęła.- Skalpel Avery'ego jest jeden w swoim rodzaju. Nie może leczyć się go magią. Nic się nie przyjmie. Tylko mugolskie środki. Dlatego zapewne zostanie ci blizna. To woda utleniona. Trochę ulepszona.- wskazała na trzymaną w ręce buteleczkę. Reszty nie musiała objaśniać. Harry wszystko skojarzył. Ale, na Merlina! Na pewno nie można magią? Nie próbował jednak o nic pytać. Kobieta wyglądała na zniecierpliwioną.
Była zniecierpliwiona. Ale też rozumiała go doskonale. Pewnie też nie byłaby skłonna dać się pod opiekę zupełnie obcej osoby. I było jej żal chłopaka. Tyle przecierpiał. A to jeszcze nie koniec.
Kiwnął głową, pozwalając jej. Znowu wzięła jego ramię.
-Będzie bolało.- ostrzegła. Był tego jak najbardziej świadomy.- Możesz krzyczeć jak chcesz. Pokój jest dźwiękoszczelny.- polała wodą ranę.
Harry spiął wszystkie mięśnie i zacisnął zęby żeby nie krzyknąć. Było gorzej i coraz gorzej. Nie wyrwał się jedynie dlatego że wiedział, że to konieczne. Dosłownie czuł jak płyn wypala wszystkie bakterie. To było najbardziej bolesne. Chyba porównywalne do robienia rany. Czuł pot spływający z czoła i łzy pod powiekami.
Kobieta patrzyła uważnie na chłopaka. Nigdy nie widziała nikogo bardziej dzielnego niż on. A widziała na własne oczy jak działa woda utleniona na rany magiczne. Nie był to przyjemny widok. Mężczyzna wtedy praktycznie cały czas krzyczał, on był dorosły.
A przed nią nastolatek to wytrzymuje. Czuła do niego szacunek, chociaż tego nie chciała.
Pod koniec widziała jego łzy w okolicach oczu. Nic nie powiedziała. Przeklinała Avery'ego za to, że nie mogła mu dać chociażby środka przeciwbólowego.
Harry odpływał. Ledwo był w stanie unieść powieki. Czuł się jak na innym świecie. Tylko ból go trzymał. Lewe ramie nie paliło już tak intensywnie jak wcześniej. Powoli przechodziło, a on widział mroczki przed oczami.
Kobieta też to zauważyła. Nie mogła na to pozwolić. Niestety. Poklepała go lekko po policzku. Nic. Żadnej reakcji. Spoliczkowała go. Dość mocno. Zamrugał powiekami chaotycznie.
-Harry? Nie śpij.- rozkazała.- Harry!- jego wzrok wyostrzył się.
-Au!- popatrzył na nią z wyrzutem. Uśmiechnęła się lekko.
Wyjęła nić i igłę. Wierzyła, że to nie będzie takie złe. I miała rację. W porównaniu do poprzedniej czynności, to były zwykłe ukłucia.
-Skończyłam.- oznajmiła.- Śpij. Już możesz..- popatrzył na nią z wdzięcznością i usnął. Dosłownie w przeciągu sekundy. Jej wargi lekko się uniosły. Była zadowolona. Jutro odbędą poważną rozmowę. Musiała się do tego przygotować. Owinęła jego rękę bandażem i wyszła zostawiając śpiącego nastolatka.
***
Rozdział spóźniony, ale jest. Mam pytanie. Czy ktoś to w ogóle czyta? Wiem, że moje pisanie nie jest za dobre, ale fajnie byłoby jakbyście coś napisali, nawet krytykując. 
Następny rozdział nie wiem kiedy.

2 komentarze:

  1. Hej dawno nie komentowałam przepraszam :-)
    Rozdziały bardzo ciekawe
    Bardzo zainteresowała mnie postać Bezimiennej.. ciekawe kim ona jest?
    Może to jakaś jego odnaleziona rodzina , może kuzynka, siostro Jamesa co?
    Oj nie wiem mogłabym tak zgadywać długa a i tak bym się pewnie myliła :-)
    Mam nadzieje że odpowiedź na to pytanie znajdę już w następnej notce na którą czekam z niecierpliwością ;

    POZDRAWIAM :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje, że komentujesz, a co do odpowiedzi na pytanie to napewno się dowiesz w następnym rozdziale ;)

      Też pozdrawiam ;)

      Usuń