Harry
otworzył oczy. Ku jego zdziwieniu, odkrył, że leży na kanapie w
pokoju. Niezbyt dużym, ale miłym. I przytulnym. Był urządzony w
kolorach brązowo-żółtym. Łóżko też nie było duże. Dla niego
był idealny.
Wciąż
nie wiedział co tu robił. Na nieszczęście ciągle był
zakrwawiony i ledwo mógł poruszać nawet głową. Leżał ledwo
przytomny. Nie zupełnie pamiętał co mu się przydarzyło.
Oczywiście, tortury pamiętał. Skalpel Avery'ego i Cruciatus
Malfoy'a. Ale jak się tu dostał?
Im
dłużej o tym myślał, tym więcej sobie przypominał. Pamiętał,
że był nieprzytomny w celi. A potem Snape przyszedł i położył
mu coś na rękach i potem … ciemność.
Nagle
powrócił do rzeczywistości. Zabolało go ramię. Bardzo. Nie tak
jak w Czarnym Dworze, ale wystarczająco, żeby zacisnął zęby.
Popatrzył się na nie i omal nie spadł z łóżka z przerażenia.
Jego ramię było dosłownie rozciętą nad łokciem, wdłuż na
jakieś 15cm. Wyglądało strasznie. Szczerze wątpił, czy
kiedykolwiek mu się to zagoi. Miał dość przykrych doświadczeń.
Naprawdę nie rozumiał czemu to właśnie jemu zawsze się to
przytrafia.
To
wszystko stało się tak szybko. Niewiarygodnie. Czy w ciągu jednego
dnia można zostać porwanym, torturowanym i uratowanym? Ciekawe co
powie na to Liska. Musi jej coś napisać, ale jak mu się poprawi.
Na pewno nie teraz, i nie w ciągu kilku dni. Dopiero po tym jak
ochłonie. Ręka mu ścierpła. Troszeczkę poruszył zranione ramię,
a ono zapiekło jakby żywym ogniem. Wypuścił ze świstem powietrze
ledwo powstrzymując krzyk. Zakręciło mu się w głowie. Ciemność
znowu go pochłonęła.
Obudził
go ból w ramieniu. Był okropny. Tamten wcześniejszy, w porównaniu
do tego, był jak środek przeciwbólowy. Wcześniej czuł się o
niebo lepiej. Bardzo prawdopodobne, że Snape dał mu coś, a teraz
się wyczerpało. Otworzył oczy, ale zaraz poraziło go światło.
Przymknął lekko powieki.
Był
w tym samym pokoju co wcześniej. Ale nie sam. Koło niego, na łóżku
siedziała kobieta. Wyglądała na ok. 20 lat. Ale twarz miała dużo
poważniejszą, jak u 30-latki. Ubrana była w strój nastolatki.
Niebieskie jeansy i beżową bluzkę. Miała długie blond włosy i
zielone oczy. Bardzo wyraziste oczy. Patrzyła na niego zmartwionym
wzrokiem.
-Dobrze,
że się obudziłeś- powiedziała miękko. I wtedy ją poznał. To
ta kobieta, pomyślał ze strachem i zdziwieniem. Z delikatnością
dotknęła jego ramienia, ale on nie był przygotowany na ten ruch.
Wciągnął głośno powietrze, gdy ręka zapiekła gwałtownie i
boleśnie. Szybko cofnęła dłoń.
-Pewnie
masz zakażenie. Nie mogę tego niczym posmarować...
-To
ty.- przerwał jej.
-Kto?-
spytała niespokojnie.
-Ta
Bezimienna.- dalej był w szoku. Czyżby Prawa Ręka Voldemorta
chciała mu pomóc? Nie mógł sobie tego wyobrazić.
Kobieta
wypuściła ze świstem powietrze. Nic nie powiedziała.
-Czego
mi pomagasz? Przecież jesteś Śmierciożercą.
-To
nie takie proste, jak ci się wydaje.- popatrzyła na niego niemal
prosząco.
-Powiedz
przynajmniej jak się nazywasz. - odpuścił.
-Jak
pozwolisz mi zająć się twoją ręką.- wskazała oczami na ranę.
Harry też na nią popatrzył. Wyglądała coraz okropnie. Wokół
cięcia zaczęły robić się dziwne kolory.
Czarny
kiwnął głową. Kobieta wyszła. Nie miał pojęcia dlaczego,
pozwolił jej się nim zająć. Przecież była jego wrogiem. A
jeśli nie?- szepnął cichy głosik w jego głowie. Zupełnie
nie wiedział co o tym myśleć. Czuł się trochę jak przy Lisie,
kiedy pierwszy raz się spotkali. Od razu wiedział, że może jej
ufać. Ale tak nie powinno być. Lisa jest tylko dziewczyną, a ona
sługą Voldemorta. Pokręcił głową, nie potrafiąc rozwiązać
problemu.
Ramię
znowu zapiekło mocniej. Nie żeby nie piekło cały czas, ale teraz
stawało się to nie do wytrzymania. Zauważył, że zaczął się
pocić. Miał łzy bólu w oczach, ale nie pozwolił im wypłynąć.
Nie będzie się rozklejać, przy Śmierciożerczyni. Jeszcze tak
nisko nie upadł.
Usłyszał
kroki. Drzwi się otworzył i kobieta weszła przez nie. W ręku
niosła różne rzeczy. Harry starał się nie myśleć, że
prawdopodobnie będzie to igła i nić. Jakby miała coś magicznego,
to by zapewne dałaby mu jak spał.
Usiadła
na łóżku i wzięła rękę, żeby obejrzeć.
-Miałam
rację. Masz zakażenie- wyjęła mała buteleczkę. I chciała
zacząć polewać, ale...
-Zaraz!-
krzyknął.- Co robisz?- spytał przerażony.
-Muszę
to odkazić.- popatrzył na nią nie wiedząc o co jej chodzi.
Westchnęła.- Skalpel Avery'ego jest jeden w swoim rodzaju. Nie może
leczyć się go magią. Nic się nie przyjmie. Tylko mugolskie
środki. Dlatego zapewne zostanie ci blizna. To woda utleniona.
Trochę ulepszona.- wskazała na trzymaną w ręce buteleczkę.
Reszty nie musiała objaśniać. Harry wszystko skojarzył. Ale, na
Merlina! Na pewno nie można magią? Nie próbował jednak o nic
pytać. Kobieta wyglądała na zniecierpliwioną.
Była
zniecierpliwiona. Ale też rozumiała go doskonale. Pewnie też nie
byłaby skłonna dać się pod opiekę zupełnie obcej osoby. I było
jej żal chłopaka. Tyle przecierpiał. A to jeszcze nie koniec.
Kiwnął
głową, pozwalając jej. Znowu wzięła jego ramię.
-Będzie
bolało.- ostrzegła. Był tego jak najbardziej świadomy.- Możesz
krzyczeć jak chcesz. Pokój jest dźwiękoszczelny.- polała wodą
ranę.
Harry
spiął wszystkie mięśnie i zacisnął zęby żeby nie krzyknąć.
Było gorzej i coraz gorzej. Nie wyrwał się jedynie dlatego że
wiedział, że to konieczne. Dosłownie czuł jak płyn wypala
wszystkie bakterie. To było najbardziej bolesne. Chyba porównywalne
do robienia rany. Czuł pot spływający z czoła i łzy pod
powiekami.
Kobieta
patrzyła uważnie na chłopaka. Nigdy nie widziała nikogo bardziej
dzielnego niż on. A widziała na własne oczy jak działa woda
utleniona na rany magiczne. Nie był to przyjemny widok. Mężczyzna
wtedy praktycznie cały czas krzyczał, on był dorosły.
A
przed nią nastolatek to wytrzymuje. Czuła do niego szacunek,
chociaż tego nie chciała.
Pod
koniec widziała jego łzy w okolicach oczu. Nic nie powiedziała.
Przeklinała Avery'ego za to, że nie mogła mu dać chociażby
środka przeciwbólowego.
Harry
odpływał. Ledwo był w stanie unieść powieki. Czuł się jak na
innym świecie. Tylko ból go trzymał. Lewe ramie nie paliło już
tak intensywnie jak wcześniej. Powoli przechodziło, a on widział
mroczki przed oczami.
Kobieta
też to zauważyła. Nie mogła na to pozwolić. Niestety. Poklepała
go lekko po policzku. Nic. Żadnej reakcji. Spoliczkowała go. Dość
mocno. Zamrugał powiekami chaotycznie.
-Harry?
Nie śpij.- rozkazała.- Harry!- jego wzrok wyostrzył się.
-Au!-
popatrzył na nią z wyrzutem. Uśmiechnęła się lekko.
Wyjęła
nić i igłę. Wierzyła, że to nie będzie takie złe. I miała
rację. W porównaniu do poprzedniej czynności, to były zwykłe
ukłucia.
-Skończyłam.-
oznajmiła.- Śpij. Już możesz..- popatrzył na nią z
wdzięcznością i usnął. Dosłownie w przeciągu sekundy. Jej
wargi lekko się uniosły. Była zadowolona. Jutro odbędą poważną
rozmowę. Musiała się do tego przygotować. Owinęła jego rękę
bandażem i wyszła zostawiając śpiącego nastolatka.
***
Rozdział spóźniony, ale jest. Mam pytanie. Czy ktoś to w ogóle czyta? Wiem, że moje pisanie nie jest za dobre, ale fajnie byłoby jakbyście coś napisali, nawet krytykując.
Następny rozdział nie wiem kiedy.
Hej dawno nie komentowałam przepraszam :-)
OdpowiedzUsuńRozdziały bardzo ciekawe
Bardzo zainteresowała mnie postać Bezimiennej.. ciekawe kim ona jest?
Może to jakaś jego odnaleziona rodzina , może kuzynka, siostro Jamesa co?
Oj nie wiem mogłabym tak zgadywać długa a i tak bym się pewnie myliła :-)
Mam nadzieje że odpowiedź na to pytanie znajdę już w następnej notce na którą czekam z niecierpliwością ;
POZDRAWIAM :-)
Bardzo dziękuje, że komentujesz, a co do odpowiedzi na pytanie to napewno się dowiesz w następnym rozdziale ;)
UsuńTeż pozdrawiam ;)