Otworzył
oczy. Znów go bolało ramię. Ale o wiele mniej niż przedtem.
Leczyło się, przynajmniej tak mu się wydawało. Musiał
przecierpieć.
Rozejrzał
się po pokoju. Był sam. Powoli usiadł, zauważając, że na fotelu
są jakieś ubrania. Pewnie dla mnie, pomyślał. W końcu był w
brudnych ubraniach po wcześniejszych zabawach Śmierciożerców.
Wstał i się ubrał. Znalazł też swoją różdżkę, którą
pozbawili go Śmierciożercy. Wyszedł przez drzwi.
Korytarz
był zrobiony podobnie do jego pokoju, ale nie całkiem. Zamiast
żółtego koloru, był zielony. Ale nie było źle. Troszkę
mroczno, ale to mu się podobało.
Podążał
korytarzem przed siebie wierząc, że idzie do kuchni. Zdał się na
intuicję. I wygrał. Wszedł do jadalni, gdzie czekała już na
niego właścicielka domu.
Usiadł
przy stole.
-Jak
ręka?- spytała kobieta witając się.
-Dobrze.-
odpowiedział nieszczerze. Patrzyła na niego, a on odwzajemnił
spojrzenie z irytacją.
-Słuchaj.-
zaczął niecierpliwie.- Jestem bardzo wdzięczny, i w ogóle dzięki,
za uratowaniem przed Voldemortem i wczorajszą akcję, ale nie
sądzisz, że zasługuję na wyjaśnienia? Choćby to jak się
nazywasz.- wzruszył ramionami bezradnie patrząc na nią. Kobieta
spojrzała na niego przeszywająco, a potem, jakby znalazła
potwierdzenie w jego oczach, skinęła głową i powiedziała:
-Powiem
ci.- oznajmiła.- Dlatego, że, jak ty to ująłeś, zasługujesz na
wytłumaczenia. Jednak musisz obiecać, że to co ci powiem zostawisz
dla siebie, albo powiesz ewentualnie tylko najbardziej zaufanym
przyjaciołom.- pokiwał głową na potwierdzenie.- Nazywam się
Ashley Adela Yonner. Tak, jestem Śmierciżercą. Ale szpiegiem. Od
jakiegoś tygodnia. Na razie wie o tym tylko Dumbledore i Snape. I
nikt inny nie może się dowiedzieć. Ostatnio Severus się wydał.
Szczerze mówiąc dziwię się, że go nie złapali. Teraz on będzie
musiał się ukrywać.
-Czym
się zdradził?
-Musiał
ciebie ratować.- wzruszyła ramionami- Pewnie ktoś go zobaczył, a
poza tym pierwsze podejrzenie od razy spadłoby na niego, bo jest
szpiegiem i to Dumledora.
-Więc
jest pani w Zakonie- mruknął. Stwierdził, że będzie zwracał się
do niej z szacunkiem. Wiedział, że nie kłamie. Na szkoleniu był
do przodu z materiałem, więc przerobił jeszcze z Brainem aktorstwo
i podstawy w takich typu rzeczach.
-To
źle?- spytała zdziwiona widząc jego wzrok.
-Nie...
Oprócz tej wielkiej wierności w Dumbledora...
-Nie
przypominam sobie, żeby w przysiędze było coś o wierności do
jakiejkolwiek osoby.- powiedziała z uśmiechem. Ale zaraz
spoważniała.- Jak już powiedziałam nikt o tym nie wie. Myślę,
że dyrektor zaprosi mnie i będziemy musieli się przenieść do
Kwatery Głównej. Tak, też kazała mi Lordzina.- Harry uśmiechnął
się na ten zwrot.- Nie wiedziałam, że tak prosto to przyjmiesz.
Nie podejrzewasz mnie, że kłamie?- spytała wątpiąco.
-Wiem,
że nie kłamiesz.- przecież nie mógł jej powiedzieć, że się
tego uczył.
-Skąd?
-Wiem.-
powiedział z irytacją.
-Dobrze,
powiedzmy.- odpuściła. Była świadoma tego, że Potter coś ukrywa
i wiedziała, że on wie, że ona wie, a sama też wiedziała, że go
na razie nie pozna. Skomplikowane. Zamówiła śniadanie i patrzyła
na chłopaka, który siedział w zamyśleniu. Po chwili się ocknął.
-Proszę
pani...
-Mów
mi po imieniu.- przerwała mu z uśmiechem.- Czuję się zbyt staro
jak tak mówisz. A przecież jestem niewiele starsza od ciebie.-
widziała jak się uśmiechnął z ulgą.
-Powiedziałaś,
że teraz ty jesteś szpiegiem Voldemorta tak jak był Snape. Czyli
mam rozumieć, że przychodzisz do Zakonu z rozkazu Voldemorta, ale i
tak jesteś po naszej stronie?- Harry specjalnie tak bardzo wszystko
wyjaśnił, żeby nie było nieporozumień jak będzie ją sprawdzał.
Sprawa polegała na tym, że by skupić się na głosie i
oczach. Robiło się to trudno, ale Harry opanował tą sztukę do
końca. Wreszcie mógł ją wykorzystać. Popatrzył w oczy Ashley.
-Tak,
właśnie tak robię.- wszystko się zgadzało. Nie kłamała.
Harry
pokiwał głową, czując wielką ulgę, nawet nie zdając sobie
sprawy dlaczego.
W
spokoju zjedli śniadanie. Nikt się nie odzywał, a Harry był jej
za to wdzięczny. Skończyli i Harry nie wiedział co ze sobą
zrobić. Kobieta za to patrzyła na niego uważnie. Spytała:
-Przedtem
nie odpowiedziałeś szczerze. Jak ręka?- była zaniepokojona, co
wydawało mu się dziwne.
-Nieźle-
odpowiedział trochę niezgodnie z prawdą. Okropnie coś tam piekło
i cięło, ale przecież nie będzie robił z siebie mięczaka.
Ashley podeszła do niego.
-Pokaż-
zarządziła i nie patrząc na sprzeciw, odwiązała bandaż. Nie
wyglądało źle. Chociaż wiedziała, że chłopaka musi piec. Szwy
bez znieczulenia były parzące. Przyniosła mugolską maść, która
przynajmniej trochę złagodziła ból.
-Będzie
działać tylko przez jakiś czas.- zastrzegła. On pokiwał głową.
Siedzieli chwilę w ciszy, dopóki Harry nie stwierdził, że
chciałby się czegoś dowiedzieć.
-Rozumiem,
że mam zostać tu?- pokiwała głową.- A ty będziesz gdzieś
dzisiaj wychodzisz?
-Nie.
Chyba, że On mnie wezwie.
-Jak
zaraagował, gdy się dowiedział, że mnie nie ma?- spytał z
uśmiechem, spodziewając się odpowiedzi, którą uzyskał.
-Był
wściekły.- Ashley też uśmiechnęła się wrednie na to
wspomnienie.- Ogromnie wściekły.
Zaśmiał
się.
-Ja
to tam się cieszę.
Cisza
znowu na chwilę ich przytłoczyła.
-Słyszałam,
że grasz w Quidditcha...?
I
tak zaczęła się rozmowa. Pytała się o jego szkołę, przyjaciół.
Jakie lubi przedmioty, nauczycieli. Gdy powiedział jej, że z
Remusem ( pod koniec piątej klasy profesor poprosił go, żeby mówił
mu po imieniu) w trzeciej klasie opanował patronusa, mocno się
zdziwiła, ale pokiwała głową ze zrozumieniem. Harry nie wiedział
skąd te zrozumienie, ale się nie dopytywał. Z Ashley rozmawiało
mu się bardzo dobrze. Lepiej niż z jakimkolwiek dorosłym. Szczerze
powiedziawszy zachowywała się jak nastolatka. Po godzinie był w
stanie powiedzieć, że Ashley była opiekuńcza, ale bez przesady.
Kiedy chciała mogła być też zimna i bezduszna, jak u Voldemorta,
ale w zwyczajnym życiu była lekko zwariowała i miewała szalone
pomysły. Nie miała rodziny. Jej rodzice zmarli jak miała 12 lat.
Nie miała też partnera. Za to Harry'emu zadawała normalne pytania.
Nawet spytała, czy ma dziewczynę, na co odpowiedział śmiechem, że
nie. Zrobiło się późno. Czarny stwierdził, że pójdzie do
pokoju się położyć. Cały ból był skupiony na ręce, ale
Cruciatusów też dostał sporo, chociaż się nie skarżył. Minął
dopiero jeden dzień. Odwrócił się gdy Ashley przywołała go
jeszcze na chwilę.
-Harry-
zaczęła z szacunkiem w głosie, który chłopak zauważył już
wcześniej, lecz nie w takim stopniu.- Wiesz, podziwiam Cię, że się
wtedy nie złamałeś. Wtedy nie chciałam żeby to tak zabrzmiało.
W Czarnym Dworze. To po prostu niezwykłe. Nawet dorośli łamią się
po kilku Cruciatusach. A ty masz dopiero piętnaście lat- pokręciła
głową. - No, nic. Po prostu chciałam, żebyś wiedział.- i
wyszła, a Harry stał jak wryty niezdolny do powiedzenia niczego.
Dopiero po kilku minutach się opanował i wrócił do siebie.
Leżąc
myślał o słowach Ashley. W sumie cieszył się z tego co mu
powiedziała. Wewnątrz siebie czuł dumę ze swojego zachowania.
Wiedział, że to egoistyczne, ale nie umiał się powstrzymać.
Polubił
Ashley. Naprawdę. Do przyjaźni było jeszcze daleko, ale naprawdę
było dobrą znajomą.
Myślał
też o Lisie. Przed wyjazdem obiecywał jej wszystko o sobie mówić,
i pisać co 3 dni. Nie miał pojęcia ile minęło, ale chyba dużo
więcej. Musiał do niej napisać.
Nie
zwlekał długo. Po kilku minutach wstał i znalazł pergamin i
pióro. Napisał w dwóch zdaniach o tym, że nie mogą się na razie
spotkać, ale będzie próbował i napisze kiedy.
Miał
plan. Ashley powiedziała, że za kilka dni jadą do Kwatery. Stamtąd
będzie mógł się wymknąć. Spotka się z przyjaciółką i
wszystko opowie. Nawet jeśli będzie musiał spotkać się z jej
współczującym spojrzeniem.
Z
tą myślał zasnął.
Chciałam rozdział i mam jak miło :-)
OdpowiedzUsuńRozdział fajny, nie mogę się doczekać aż zacznie się więcej dziać.
Tak się zastanawiam czy Ashley odegra jakąś ważniejszą role w tej historii.
do następnego :-)