Następne
dni były mega nudne. Norma stało się dogryzanie z Ronem. Hermiona
jak i Ginny stały z boku lub po prostu nie było ich w pobliżu. Nic
nie robiły. Miał im to odrobinę za złe, ale nic nie mówił.
Harry dużo czytał. Głównie książki o zaklęciach, Czarnej Magi
i różnych. W końcu musi pokonać Voldemorta. Dużo rozmawiał też
z Ashley. Jako jedyna, może z Remusem rozumiała go. Teraz, około
tygodnia od przyjścia na Grimmound Place po raz setny nie miał co
robić. Po Wielkiej Rozmowie, jak on to nazwał, nikt się mu nie
wtrącał, ale czuł, że jest obserwowany. Jakby w każdej chwili
miał uciec. To było irytujące. Z nudów zapukał do pokoju
przyjaciółki. Tak, przemyślał to. Uważał Ashley za
przyjaciółkę. Owszem, była dorosła, ale w zupełności
zachowywała się jak nastolatka. Można by powiedzieć, że nie da
się jej nie lubić.
-Chodź,
Harry.- zawołała zza drzwi. Tylko on miał ułożony schemat tak,
że wiedziała, kiedy przychodzi.- Masz sprawę, czy przychodzisz
spontanicznie?- zapytała z uśmiechem.
-Spontan.-
odwzajemnił uśmiech i rozłożył się w fotelu.- Nie mam co
robić.- stwierdził.
-A
ja mam roboty, aż za dużo.
-Na
przykład?
-Przygotowuję
to co mam powiedzieć Jemu.- powiedziała znacząco.
-O...kiepska
robota- skrzywił się.- Dzisiaj?
-Taa...
jest wkurzony, że zwiałeś.- pokiwała głową.
-I
dobrze.- zastanowił się na chwilę.- Ale nie wyżywa się na was?-
niepewność i lekkie zmieszanie były w jego oczach.
Popatrzyła
na niego z odpowiedzią w oczach.
-Zależy
kiedy. Raczej woli mugoli, czasami jest naprawdę źle- dziewczyna
chciała być z nim szczera. Żeby on z nią też był, a na to
musiała zasłużyć.- Ja i tak mam nie najgorzej, bo wie, że przy
mnie nie może robić sobie to co chce. W końcu jestem Bezimienną.-
uśmiechnęła się figlarnie, choć w jej oczach pozostała obawa.
Nie
mógł spać. Miał złe przeczucia, znowu, i martwił się o Ashley.
Wyszła wieczorem i jeszcze nie wróciła. Przewracał się z boku na
bok, ale to nic nie dało. Zszedł na dół, po szklankę wody i
usiadł przy stole.
Jakieś
15 minut później usłyszał słabe kroki w drzwiach. Otrząsnął
się i wyciągnął różdżkę. Schował się za ścianą.
Wychylił
się i zobaczył postać siadającą przy stole. Rozpoznał Ashley.
Podszedł bliżej. Z boku jej głowy spływała jej krew, a jej
blond włosy były mocno splątane. Usiadł obok. Miała zamglony
wzrok.
-On?-
spytał, choć dobrze wiedział. Kiwnęła głową.- Czym?
-Cruciatus,
Tormeta, zaklęcie noży... standard- Harry czytał na temat zaklęcia
Tormeta. Była to dozwolona forma Crucio.
Popatrzył
na nią zmartwiony. Wyszedł z kuchni i przyniósł szmatkę
nasączoną wodą. Podał jej, by zaczęła zmywać krew z twarzy.
-Nie
było źle.- stwierdziła słabo.
-Idź
spać.- poradził jej, widząc jak przymyka oczy.
Posłuchała
go.
Harry
też poszedł do pokoju, myśląc o tym, jakie życie jest
niesprawiedliwe.
Następnego
dnia złapał Ashley przy obiedzie. Siedzieli sami.
-Często
tak jest?- zapytał cicho.
-Czasami.-
specjalnie nie dała mu jasnej odpowiedzi.
Harry
spojrzał na nią. Wyglądała dużo lepiej niż wczoraj. Tylko jej
twarz była odrobinę zbyt blada. Chłopak współczuł jej. Nie
chciał, by ją torturowano, za samo to, że jest. To okrutne. Ashley
spojrzała na niego z uśmiechem.
-Młody,
nie przejmuj się. Poradzę sobie- zapewniła.- Chyba, że uważasz,
że nie dam rady?- teatralnie się obruszyła.
-A
gdzież bym śmiał.- wystawił ząbki.
-Dobra,
Potter. Dość tego dobrego. Zabieram cię na zakupy.
Harry
otworzył szerzej oczy.
-Żartujesz?
-Nie.-
parsknęła.
-Zakupy
są dla bab!- zaprotestował gwałtownie.
-Dlatego
idę z tobą.- uśmiechnęła się diabelnie.
-O
niee...- jęknął z nadzieją na to, że się rozmyśli. Nic z tego.
Za nieszczęsną zgodą Dyrektora, po 15 minutach stali przed dużym
sklepem mugolskim. Praktycznie wciągnęła go do środka i
powiedziała sprzedawczyni, że mają zrobić z niego ciacho.
Kobieta
zrobiła szczęśliwą minę. Harry był zrozpaczony. Przekonał się,
że Ashley naprawdę jest szalona. Kupił trzy pary spodni, kilka
koszul w kratę i zwykłych koszulek. Wszystko było w luźnym stylu.
W jego nowym guście.
Po
kupieniu całej sterty ubrań sprzedawczyni spojrzała na niego
usatysfakcjonowania. Opuścili sklep z uśmiechami. Wstąpili jeszcze
do Esów i Floresów po podręczniki do szkoły. Przypuszczali, że
kiedy indziej nie będą mieć czasu.
-Muszę
ci coś powiedzieć- zaczęła starsza- ale to w domu.
-Dlaczego?
Nie możesz teraz?
-Poczekam.-
uśmiechnęła się chytrze.
-Ech,
rozbudziłaś moją ciekawość. Tak nie można!- wykrzyknął na
wpół rozbawiony i ciekawy.
-Widocznie
ja mogę.- powiedziała wrednie.
Szli
dalej gadając o bzdetach. O szkole, o tym co Harry chciałby robić
w przyszłości. I wielu innych. Nagle Ashley się zatrzymała i
obejrzała się na sklep, naprzeciwko.
-Harry!-
zawołała go. Podszedł bliżej.- Chcesz się spotkać z
przyjaciółmi?
Jego
wzrok powędrował tam gdzie jej. Zobaczył Lisę, Jocka i Serwala w
sklepie z ubraniami. Dziewczyna znęcała się psychicznie nad
chłopakami. Nawet stąd widać było ich rozpaczliwe miny.
-Mogę?-
spytał niepewnie, wiedząc, że dyrektor kazał dziewczynie go
pilnować.
-Jasne.
Ale będę w pobliżu, jakby coś się działo. Daje ci godzinę.
Wystarczy?
-Spoko-
uśmiechnął się i podszedł do miejsca, gdzie stali jego
przyjaciół. Byli tyłem do niego, więc go nie zauważyli. Zakradną
się do Lissany, która pokazywała sukienkę swoim przyjaciołom.
Skoczył koło niej i zakrył dłońmi jej oczy.
Krzyknęła.
-Powiedz
kto to, a cię puszczę.
Zamyśliła
się na kilka sekund.
-Czarny!-
wykrzyknęła doznając olśnienia. Odkrył jej oczy, a ona rzuciła
się na niego z piskiem.- Skąd tu się wziąłeś?
-Przyszedłem.-
wyszczerzył się, klepiąc po plecach chłopaków.
-Uciekłeś?-
odezwał się Mike.
-No
wiesz! Jestem grzecznym chłopcem, któremu tylko nauka w głowie.
Jak możesz oskarżać mnie o ucieczkę z tak cudownego domu w jakim
mieszkam?!- obruszył się teatralnie.
-Tak,
a ściany same się malują.- zarechotał Serwal.
-Możliwe.-
odrzekł z tajemniczym uśmiechem. Po chwili wszyscy wybuchnęli
śmiechem.
-Jak
tam? W porządku?- widząc jego niezrozumiałą minę, Jock
wyjaśnił.- Liska nam powiedziała.
Harry
domyślił się, że powiedziała im o jego porwaniu.
-Nie
najgorzej.- odparł ze słabym uśmiechem.
-To
dobrze. Wiesz może już kto nas będzie uczyć obrony w Hogwartcie?-
Harry był wdzięczny za zmianę tematu.
Pokręcił
głową.
-Mam
ogromną nadzieję, że będzie to ktoś bardziej kompetentny od
Umridge.
-Dobrze
by było.- parsknął Joy.
-Ciągle
słyszę z głowie jej głosik.- powiedział Czarny.- Potter,
szlaban!
Zarechotali.
-To
musiała być masakra.- stwierdził Jock.
-Była.-
przyznał.- Widzę, że Liska się nad wami znęca?
-Taak.
Urządziła sobie dzień zakupowicza i kazała nam iść z nią.-
Mike pokręcił głową obruszony.- Jakby nie miała innego tragarza.
Dziewczyna,
która właśnie przyszła z przymierzalni zaśmiała się. Harry
nawet nie wiedział, kiedy się ulotniła.
-I
jak?- wskazała na sukienkę. Była żółta, w różowe falbanki.
Krótka, po kolana. Idealna na lato.
-Pięknie.-
powiedzieli w tym samym momencie.
Wyszczerzyła
się od ucha do ucha.
-Miło,
że się zgadzacie.- i poszła przymierzać inne rzeczy.
-A
co u was?- spytał.
Okazało
się, że Jock robi na wakacjach jako opiekunka, co Harrego
niezmiernie rozbawiło. Do jego przyjaciela przyjechała kuzynka,
która miała 3 latka. Męczyła swojego kuzyna strasznie.
-Wolisz
się zostać opiekunką, czy tragarzem?- spytał ze śmiechem.- Jak
na razie dobrze ci idzie w obydwu robotach.
Mike
popatrzył na niego wściekły.
-Powinieneś
mi współczuć!
-Czego?
Przecież uczysz się pracować. Może kiedyś ci się to przyda.
-Tobie
też powinnyśmy dać ci pod opiekę taką małą dziewczynkę.
Miałbyś ubaw.
-Oczywiście,
że tak. Ja umiem zajmować się dziećmi. Nie to co ty.- zakpił.
-Ja
umiem!
-Nie
umiesz.
-Umiem.
-Nie!
-Tak!
-Nie...!
-Przestańcie.-
Serwal patrzył na nich z rozbawieniem.- Po prostu jak dzieci...-
uśmiechnął się diabelnie.- Może misia ci kupić?- spytał do
Mike'a słodkim głosikiem.
-Tak!-
krzyknął chłopak nie słuchając Joy'a, cały czas skupiony na
kłótni z Harrym.
Czarny
zaczął śmiać się jak opętany.
-Trzeba
było tak od razu! Na pewno coś znajdziemy.- poklepał go po
plecach.
-Czekaj...
co?
-Idziemy
kupić ci misia.- wyjaśnił Joy.- Jakiego chcesz? Taki duży,
brązowy? Czy może...
-Ej!
Ja nie chciałem misia!
-Przedtem
mówiłeś coś innego.- zaśmiał się.- No więc? Jakiego chcesz?
-Muszę
misia?- jęknął.- Kupmy coś innego. Na przyjaźń. Może
bransoletkę przyjaźni? Dla wszystkich nas czworo.
-Jest
w ogóle coś takiego?- zdziwił się.
-Oczywiście.
Lisa
do nich podeszła.
-To
co? Idziemy?
-Tak.-
Czarny spojrzał na zegarek.- Ale za 20 minut muszę być tutaj.
Ashley będzie czekać.
-Nie
bój żaby. Zdążymy.- postanowił Joy i poszedł w stronę sklepu,
a oni za nim.
Potter
roześmiał się szczerze rozbawiony. Serwal lubił swoje przysłowia.
Dobrze mu było znowu się z nimi spotkać. O wiele lepiej niż z
Ronem czy Hermioną. Z nimi poza kłótniami, rzadko rozmawiał.
Naprawdę
poszli do sklepu i kupili bransoletki. Zwykłe, zrobione z więzów,
różnokolorowe, ale najczęściej widziany był błękit i zieleń.
Wszystkie takie same. Sprzedawczyni zapewniła, że nie ma podziału
na damskie i męskie. Uroczyście je ubrali i obiecali sobie
przyjaźń, oraz to, że nie będą jej zdejmować, z wyjątkiem
ekstremalnych sytuacji. Wyjątkiem były wyjątkowe sytuacje.
Wreszcie poszli na czekoladę do kawiarni, niedaleko sklepu. Miał
widok na niego, jakby Ashley nadchodziła.
-Są
naprawdę ładne.- przyznała Lisa, uważnie przyglądając się
swojej bransoletce.
-W
końcu razem wybieraliśmy.
-To
podstawa. Jak wam poszły sumy?- spytał Joy.
-Dobrze.
-Jak
na mnie nie mogło być lepiej.- odrzekł Harry uśmiechając się
szeroko.- Dostałem Wybitny z Eliksirów. Będę dalej chodził na
zajęcia.
-Severus
będzie załamany.- rozległ się głos osoby stojącej za Czarnym.
Odwrócił się.
-To
jest właśnie Ashley.- przedstawił ją, widząc swoją
przyjaciółkę.
Mike
jak gentelman wstał i uścisnął jej dłoń. Tak samo zrobił Joy.
-Joy-
wskazał na niego.- Mike- powtórzył ruch- i Lissana.
-Lisa.-
poprawiła go dziewczyna odruchowo.
-Miło
mi.- uśmiechnęła się miło.- Mówcie mi po imieniu.- zastrzegła,
wiedząc, że będą mieć z tym problem. Usiadła obok.
-Zaczęłaś
mówić, że Snape będzie załamany.- powrócił Potter do tematu.
-Tak.-
roześmiała się.- Bo wiesz, cały czas miał nadzieję, że pięć
lat i się ciebie pozbędzie a tu przeszedłeś.
-Nie
moja sprawa. Ważne, że będę mógł być aurorem.- ucieszył się.
Rozmawiali
chwilę na mało znaczące tematy. Przyjaciele Pottera, tak jak
Harry, polubili ją. Nie można było temu zaprzeczyć. Kilka razy
zauważył jak Ashley dziwnie się krzywi, ale możliwe, że mu się
wydawało. To było prawdopodobne.
-Dobra-
zaczęła kobieta.- fajnie się gada, ale musimy się zbierać. Chyba
nie chcesz, żebym miała później problemy z Dumbledorem.- zwróciła
się do Czarnego.
-Nie
no co ty! Tylko ja mogę z nim zadzierać.- zaśmiał się.
-Święta
prawda.- przyznała.
Pożegnali
się i odeszli w kierunku Dziurawego Kotła.
-Fajni
ci twoi przyjaciele.- odezwała się dziewczyna.- A szczególnie
Lissana.
-Przy
niej, mów do niej Lisa.- ostrzegł śmiejąc się- inaczej robi się
odrobinę drażliwa.
-Będę
pamiętać.- milczała przez chwilę.- Kochasz ją?
Popatrzył
na nią zdziwiony takim pytaniem.
-Jak
siostrę.- zastrzegł.
Popatrzyła
na niego niepewnie.
-Może...
-Nie.-
przerwał jej.- Nie jest dla mnie nikim więcej.
Poszedł
w kierunku Grimmound Place, nie sprawdzając czy kobieta idzie za
nim. Szczerze to powiedział to odruchowo. Nigdy głębiej nie
zastanawiał się nad byciem z Lisą, jako dziewczyną. To było
takie...nierealne. Niewłaściwe.
Na
razie jest dobrze i nich tak pozostanie.
Przypadkowo, wchodząc po schodach wpadł na Rona,. Ten odwrócił się w jego stronę i
zatrzymał.
-Harry,
słuchaj...ja nie chciałem, żeby to tak wyszło. Przepraszam.-
Czarny popatrzył mu w oczy ze szczerym zdziwieniem. Kłamał, bez
wątpienia. Jednak naprawdę chciał się pogodzić.
-Dobra.-
westchnął.- Ale stary, nie mów tak więcej. Wiesz, że nigdy nie
zostałbym śmierciożercą, po tym co ten sukinsyn mi zrobił.
-Jasne-
uradował się i poszedł do Hermiony.
Potter
wrócił do swojego pokoju. Nie był przekonany, czy dobrze, że
przebaczył Ronowi. Na pewno mu już nie zaufa, tak jak kiedyś. Te
czasy już się skończyły.
***
Tak jak zaplanowałam, jest ;)
Bardzo proszę o komentarze
Hejka;)
OdpowiedzUsuńco tam jak tam;d
widzę że fajnie:-)
no no dziewczyno rozkręcasz się :-)
fajne 2 rozdziały
Ashley ma u mnie dużego PLUSA... lobię tą dziewczyna ;p Nawet się ze mną zgadza ze Harry i Lisa powinni być razem :*
Ciekawe czy Ron szczerze pogodził się z Harrym??
OK sorka że tak chaotycznie
życzę zdrówka i dużoooooooooooooooo WENY
;d
Nie wiem czy tolerujesz spam no ale mam nadzieje że wybaczysz :-)
OdpowiedzUsuńZapraszam cię na moje 2 opowiadania Potterowskie
Na pierwszy m są 3 notki
A na drugim rozdział 1 pojawi się niebawem
Nie piszę tak dobrze jak ty ( nie ja się nie podlizuje) ale powoli się rozkręzam :p
OK bez przedłużania
http://stories-of-yuki-shin19.blogspot.com/
oraz
http://hp-i-prawdziwe-oblicze.blogspot.com/
jeszcze raz zapraszam i jak coś przepraszam