środa, 11 września 2013

Rozdział 10

Następne dni były mega nudne. Norma stało się dogryzanie z Ronem. Hermiona jak i Ginny stały z boku lub po prostu nie było ich w pobliżu. Nic nie robiły. Miał im to odrobinę za złe, ale nic nie mówił. Harry dużo czytał. Głównie książki o zaklęciach, Czarnej Magi i różnych. W końcu musi pokonać Voldemorta. Dużo rozmawiał też z Ashley. Jako jedyna, może z Remusem rozumiała go. Teraz, około tygodnia od przyjścia na Grimmound Place po raz setny nie miał co robić. Po Wielkiej Rozmowie, jak on to nazwał, nikt się mu nie wtrącał, ale czuł, że jest obserwowany. Jakby w każdej chwili miał uciec. To było irytujące. Z nudów zapukał do pokoju przyjaciółki. Tak, przemyślał to. Uważał Ashley za przyjaciółkę. Owszem, była dorosła, ale w zupełności zachowywała się jak nastolatka. Można by powiedzieć, że nie da się jej nie lubić.
-Chodź, Harry.- zawołała zza drzwi. Tylko on miał ułożony schemat tak, że wiedziała, kiedy przychodzi.- Masz sprawę, czy przychodzisz spontanicznie?- zapytała z uśmiechem.
-Spontan.- odwzajemnił uśmiech i rozłożył się w fotelu.- Nie mam co robić.- stwierdził.
-A ja mam roboty, aż za dużo.
-Na przykład?
-Przygotowuję to co mam powiedzieć Jemu.- powiedziała znacząco.
-O...kiepska robota- skrzywił się.- Dzisiaj?
-Taa... jest wkurzony, że zwiałeś.- pokiwała głową.
-I dobrze.- zastanowił się na chwilę.- Ale nie wyżywa się na was?- niepewność i lekkie zmieszanie były w jego oczach.
Popatrzyła na niego z odpowiedzią w oczach.
-Zależy kiedy. Raczej woli mugoli, czasami jest naprawdę źle- dziewczyna chciała być z nim szczera. Żeby on z nią też był, a na to musiała zasłużyć.- Ja i tak mam nie najgorzej, bo wie, że przy mnie nie może robić sobie to co chce. W końcu jestem Bezimienną.- uśmiechnęła się figlarnie, choć w jej oczach pozostała obawa.

Nie mógł spać. Miał złe przeczucia, znowu, i martwił się o Ashley. Wyszła wieczorem i jeszcze nie wróciła. Przewracał się z boku na bok, ale to nic nie dało. Zszedł na dół, po szklankę wody i usiadł przy stole.
Jakieś 15 minut później usłyszał słabe kroki w drzwiach. Otrząsnął się i wyciągnął różdżkę. Schował się za ścianą.
Wychylił się i zobaczył postać siadającą przy stole. Rozpoznał Ashley. Podszedł bliżej. Z boku jej głowy spływała jej krew, a jej blond włosy były mocno splątane. Usiadł obok. Miała zamglony wzrok.
-On?- spytał, choć dobrze wiedział. Kiwnęła głową.- Czym?
-Cruciatus, Tormeta, zaklęcie noży... standard- Harry czytał na temat zaklęcia Tormeta. Była to dozwolona forma Crucio.
Popatrzył na nią zmartwiony. Wyszedł z kuchni i przyniósł szmatkę nasączoną wodą. Podał jej, by zaczęła zmywać krew z twarzy.
-Nie było źle.- stwierdziła słabo.
-Idź spać.- poradził jej, widząc jak przymyka oczy.
Posłuchała go.
Harry też poszedł do pokoju, myśląc o tym, jakie życie jest niesprawiedliwe.

Następnego dnia złapał Ashley przy obiedzie. Siedzieli sami.
-Często tak jest?- zapytał cicho.
-Czasami.- specjalnie nie dała mu jasnej odpowiedzi.
Harry spojrzał na nią. Wyglądała dużo lepiej niż wczoraj. Tylko jej twarz była odrobinę zbyt blada. Chłopak współczuł jej. Nie chciał, by ją torturowano, za samo to, że jest. To okrutne. Ashley spojrzała na niego z uśmiechem.
-Młody, nie przejmuj się. Poradzę sobie- zapewniła.- Chyba, że uważasz, że nie dam rady?- teatralnie się obruszyła.
-A gdzież bym śmiał.- wystawił ząbki.
-Dobra, Potter. Dość tego dobrego. Zabieram cię na zakupy.
Harry otworzył szerzej oczy.
-Żartujesz?
-Nie.- parsknęła.
-Zakupy są dla bab!- zaprotestował gwałtownie.
-Dlatego idę z tobą.- uśmiechnęła się diabelnie.
-O niee...- jęknął z nadzieją na to, że się rozmyśli. Nic z tego. Za nieszczęsną zgodą Dyrektora, po 15 minutach stali przed dużym sklepem mugolskim. Praktycznie wciągnęła go do środka i powiedziała sprzedawczyni, że mają zrobić z niego ciacho.
Kobieta zrobiła szczęśliwą minę. Harry był zrozpaczony. Przekonał się, że Ashley naprawdę jest szalona. Kupił trzy pary spodni, kilka koszul w kratę i zwykłych koszulek. Wszystko było w luźnym stylu. W jego nowym guście.
Po kupieniu całej sterty ubrań sprzedawczyni spojrzała na niego usatysfakcjonowania. Opuścili sklep z uśmiechami. Wstąpili jeszcze do Esów i Floresów po podręczniki do szkoły. Przypuszczali, że kiedy indziej nie będą mieć czasu.
-Muszę ci coś powiedzieć- zaczęła starsza- ale to w domu.
-Dlaczego? Nie możesz teraz?
-Poczekam.- uśmiechnęła się chytrze.
-Ech, rozbudziłaś moją ciekawość. Tak nie można!- wykrzyknął na wpół rozbawiony i ciekawy.
-Widocznie ja mogę.- powiedziała wrednie.
Szli dalej gadając o bzdetach. O szkole, o tym co Harry chciałby robić w przyszłości. I wielu innych. Nagle Ashley się zatrzymała i obejrzała się na sklep, naprzeciwko.
-Harry!- zawołała go. Podszedł bliżej.- Chcesz się spotkać z przyjaciółmi?
Jego wzrok powędrował tam gdzie jej. Zobaczył Lisę, Jocka i Serwala w sklepie z ubraniami. Dziewczyna znęcała się psychicznie nad chłopakami. Nawet stąd widać było ich rozpaczliwe miny.
-Mogę?- spytał niepewnie, wiedząc, że dyrektor kazał dziewczynie go pilnować.
-Jasne. Ale będę w pobliżu, jakby coś się działo. Daje ci godzinę. Wystarczy?
-Spoko- uśmiechnął się i podszedł do miejsca, gdzie stali jego przyjaciół. Byli tyłem do niego, więc go nie zauważyli. Zakradną się do Lissany, która pokazywała sukienkę swoim przyjaciołom. Skoczył koło niej i zakrył dłońmi jej oczy.
Krzyknęła.
-Powiedz kto to, a cię puszczę.
Zamyśliła się na kilka sekund.
-Czarny!- wykrzyknęła doznając olśnienia. Odkrył jej oczy, a ona rzuciła się na niego z piskiem.- Skąd tu się wziąłeś?
-Przyszedłem.- wyszczerzył się, klepiąc po plecach chłopaków.
-Uciekłeś?- odezwał się Mike.
-No wiesz! Jestem grzecznym chłopcem, któremu tylko nauka w głowie. Jak możesz oskarżać mnie o ucieczkę z tak cudownego domu w jakim mieszkam?!- obruszył się teatralnie.
-Tak, a ściany same się malują.- zarechotał Serwal.
-Możliwe.- odrzekł z tajemniczym uśmiechem. Po chwili wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Jak tam? W porządku?- widząc jego niezrozumiałą minę, Jock wyjaśnił.- Liska nam powiedziała.
Harry domyślił się, że powiedziała im o jego porwaniu.
-Nie najgorzej.- odparł ze słabym uśmiechem.
-To dobrze. Wiesz może już kto nas będzie uczyć obrony w Hogwartcie?- Harry był wdzięczny za zmianę tematu.
Pokręcił głową.
-Mam ogromną nadzieję, że będzie to ktoś bardziej kompetentny od Umridge.
-Dobrze by było.- parsknął Joy.
-Ciągle słyszę z głowie jej głosik.- powiedział Czarny.- Potter, szlaban!
Zarechotali.
-To musiała być masakra.- stwierdził Jock.
-Była.- przyznał.- Widzę, że Liska się nad wami znęca?
-Taak. Urządziła sobie dzień zakupowicza i kazała nam iść z nią.- Mike pokręcił głową obruszony.- Jakby nie miała innego tragarza.
Dziewczyna, która właśnie przyszła z przymierzalni zaśmiała się. Harry nawet nie wiedział, kiedy się ulotniła.
-I jak?- wskazała na sukienkę. Była żółta, w różowe falbanki. Krótka, po kolana. Idealna na lato.
-Pięknie.- powiedzieli w tym samym momencie.
Wyszczerzyła się od ucha do ucha.
-Miło, że się zgadzacie.- i poszła przymierzać inne rzeczy.
-A co u was?- spytał.
Okazało się, że Jock robi na wakacjach jako opiekunka, co Harrego niezmiernie rozbawiło. Do jego przyjaciela przyjechała kuzynka, która miała 3 latka. Męczyła swojego kuzyna strasznie.
-Wolisz się zostać opiekunką, czy tragarzem?- spytał ze śmiechem.- Jak na razie dobrze ci idzie w obydwu robotach.
Mike popatrzył na niego wściekły.
-Powinieneś mi współczuć!
-Czego? Przecież uczysz się pracować. Może kiedyś ci się to przyda.
-Tobie też powinnyśmy dać ci pod opiekę taką małą dziewczynkę. Miałbyś ubaw.
-Oczywiście, że tak. Ja umiem zajmować się dziećmi. Nie to co ty.- zakpił.
-Ja umiem!
-Nie umiesz.
-Umiem.
-Nie!
-Tak!
-Nie...!
-Przestańcie.- Serwal patrzył na nich z rozbawieniem.- Po prostu jak dzieci...- uśmiechnął się diabelnie.- Może misia ci kupić?- spytał do Mike'a słodkim głosikiem.
-Tak!- krzyknął chłopak nie słuchając Joy'a, cały czas skupiony na kłótni z Harrym.
Czarny zaczął śmiać się jak opętany.
-Trzeba było tak od razu! Na pewno coś znajdziemy.- poklepał go po plecach.
-Czekaj... co?
-Idziemy kupić ci misia.- wyjaśnił Joy.- Jakiego chcesz? Taki duży, brązowy? Czy może...
-Ej! Ja nie chciałem misia!
-Przedtem mówiłeś coś innego.- zaśmiał się.- No więc? Jakiego chcesz?
-Muszę misia?- jęknął.- Kupmy coś innego. Na przyjaźń. Może bransoletkę przyjaźni? Dla wszystkich nas czworo.
-Jest w ogóle coś takiego?- zdziwił się.
-Oczywiście.
Lisa do nich podeszła.
-To co? Idziemy?
-Tak.- Czarny spojrzał na zegarek.- Ale za 20 minut muszę być tutaj. Ashley będzie czekać.
-Nie bój żaby. Zdążymy.- postanowił Joy i poszedł w stronę sklepu, a oni za nim.
Potter roześmiał się szczerze rozbawiony. Serwal lubił swoje przysłowia. Dobrze mu było znowu się z nimi spotkać. O wiele lepiej niż z Ronem czy Hermioną. Z nimi poza kłótniami, rzadko rozmawiał.
Naprawdę poszli do sklepu i kupili bransoletki. Zwykłe, zrobione z więzów, różnokolorowe, ale najczęściej widziany był błękit i zieleń. Wszystkie takie same. Sprzedawczyni zapewniła, że nie ma podziału na damskie i męskie. Uroczyście je ubrali i obiecali sobie przyjaźń, oraz to, że nie będą jej zdejmować, z wyjątkiem ekstremalnych sytuacji. Wyjątkiem były wyjątkowe sytuacje. Wreszcie poszli na czekoladę do kawiarni, niedaleko sklepu. Miał widok na niego, jakby Ashley nadchodziła.
-Są naprawdę ładne.- przyznała Lisa, uważnie przyglądając się swojej bransoletce.
-W końcu razem wybieraliśmy.
-To podstawa. Jak wam poszły sumy?- spytał Joy.
-Dobrze.
-Jak na mnie nie mogło być lepiej.- odrzekł Harry uśmiechając się szeroko.- Dostałem Wybitny z Eliksirów. Będę dalej chodził na zajęcia.
-Severus będzie załamany.- rozległ się głos osoby stojącej za Czarnym. Odwrócił się.
-To jest właśnie Ashley.- przedstawił ją, widząc swoją przyjaciółkę.
Mike jak gentelman wstał i uścisnął jej dłoń. Tak samo zrobił Joy.
-Joy- wskazał na niego.- Mike- powtórzył ruch- i Lissana.
-Lisa.- poprawiła go dziewczyna odruchowo.
-Miło mi.- uśmiechnęła się miło.- Mówcie mi po imieniu.- zastrzegła, wiedząc, że będą mieć z tym problem. Usiadła obok.
-Zaczęłaś mówić, że Snape będzie załamany.- powrócił Potter do tematu.
-Tak.- roześmiała się.- Bo wiesz, cały czas miał nadzieję, że pięć lat i się ciebie pozbędzie a tu przeszedłeś.
-Nie moja sprawa. Ważne, że będę mógł być aurorem.- ucieszył się.
Rozmawiali chwilę na mało znaczące tematy. Przyjaciele Pottera, tak jak Harry, polubili ją. Nie można było temu zaprzeczyć. Kilka razy zauważył jak Ashley dziwnie się krzywi, ale możliwe, że mu się wydawało. To było prawdopodobne.
-Dobra- zaczęła kobieta.- fajnie się gada, ale musimy się zbierać. Chyba nie chcesz, żebym miała później problemy z Dumbledorem.- zwróciła się do Czarnego.
-Nie no co ty! Tylko ja mogę z nim zadzierać.- zaśmiał się.
-Święta prawda.- przyznała.
Pożegnali się i odeszli w kierunku Dziurawego Kotła.
-Fajni ci twoi przyjaciele.- odezwała się dziewczyna.- A szczególnie Lissana.
-Przy niej, mów do niej Lisa.- ostrzegł śmiejąc się- inaczej robi się odrobinę drażliwa.
-Będę pamiętać.- milczała przez chwilę.- Kochasz ją?
Popatrzył na nią zdziwiony takim pytaniem.
-Jak siostrę.- zastrzegł.
Popatrzyła na niego niepewnie.
-Może...
-Nie.- przerwał jej.- Nie jest dla mnie nikim więcej.
Poszedł w kierunku Grimmound Place, nie sprawdzając czy kobieta idzie za nim. Szczerze to powiedział to odruchowo. Nigdy głębiej nie zastanawiał się nad byciem z Lisą, jako dziewczyną. To było takie...nierealne. Niewłaściwe.
Na razie jest dobrze i nich tak pozostanie.
Przypadkowo, wchodząc po schodach wpadł na Rona,. Ten odwrócił się w jego stronę i zatrzymał.
-Harry, słuchaj...ja nie chciałem, żeby to tak wyszło. Przepraszam.- Czarny popatrzył mu w oczy ze szczerym zdziwieniem. Kłamał, bez wątpienia. Jednak naprawdę chciał się pogodzić.
-Dobra.- westchnął.- Ale stary, nie mów tak więcej. Wiesz, że nigdy nie zostałbym śmierciożercą, po tym co ten sukinsyn mi zrobił.
-Jasne- uradował się i poszedł do Hermiony.
Potter wrócił do swojego pokoju. Nie był przekonany, czy dobrze, że przebaczył Ronowi. Na pewno mu już nie zaufa, tak jak kiedyś. Te czasy już się skończyły.
***
Tak jak zaplanowałam, jest ;)   
Bardzo proszę o komentarze

2 komentarze:

  1. Hejka;)
    co tam jak tam;d
    widzę że fajnie:-)
    no no dziewczyno rozkręcasz się :-)
    fajne 2 rozdziały
    Ashley ma u mnie dużego PLUSA... lobię tą dziewczyna ;p Nawet się ze mną zgadza ze Harry i Lisa powinni być razem :*
    Ciekawe czy Ron szczerze pogodził się z Harrym??
    OK sorka że tak chaotycznie
    życzę zdrówka i dużoooooooooooooooo WENY
    ;d



    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy tolerujesz spam no ale mam nadzieje że wybaczysz :-)
    Zapraszam cię na moje 2 opowiadania Potterowskie
    Na pierwszy m są 3 notki
    A na drugim rozdział 1 pojawi się niebawem
    Nie piszę tak dobrze jak ty ( nie ja się nie podlizuje) ale powoli się rozkręzam :p
    OK bez przedłużania
    http://stories-of-yuki-shin19.blogspot.com/

    oraz

    http://hp-i-prawdziwe-oblicze.blogspot.com/

    jeszcze raz zapraszam i jak coś przepraszam

    OdpowiedzUsuń